Reporta
Po瘸r lasu w Ku幡i Raciborskiej w sierpniu 1992 roku (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)
Po瘸r lasu w Ku幡i Raciborskiej w sierpniu 1992 roku (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

14.55 – Spali這 si 40 ha lasu, zagro穎nych 200 ha*

Jerzy Glomb zosta druhem dzi瘯i 穎nie. Gizela udziela豉 si w osp w K這dnicy na przedmie軼iach K璠zierzyna. Wiedzia豉, 瞠 stra potrzebuje ochotnik闚, dlatego nak這ni豉 m篹a, aby poszed na zebranie. Poszed – i zosta na dwadzie軼ia cztery lata. 

Z w豉snej kieszeni zap豉ci za kurs prawa jazdy na samoch鏚 ci篹arowy, bo w osp najbardziej brakowa這 kierowc闚. Zw豉szcza takich, kt鏎zy niemal zawsze mog si stawi na wezwanie, a Glomb sam planowa sobie godziny pracy, dlatego nadawa si idealnie. Mia w豉sny warsztat instalacyjno-naprawczy i na co dzie zajmowa si konserwacj wodoci庵闚 w gminie. Tak d逝go, jak dzia豉造, nikogo nie interesowa這, czy jest w robocie, czy nie, wi璚 w razie po瘸ru zostawia naprawy, kt鏎ych nie musia pilnie wykona, i p璠zi do remizy. 

Syren zazwyczaj uruchamia豉 Gizela. Dy簑rny z komendy rejonowej dzwoni do ich domu, a ona bieg豉 do stra積icy i naciska豉 przycisk alarmowy. Latem 1992 roku ten schemat powtarza si wielokrotnie. 

W 鈔od dwudziestego sz鏀tego sierpnia r闚nie tak mia這 by. Przed wp馧 do trzeciej po po逝dniu u Glomb闚 dzwoni telefon. Gizela wie, 瞠 je郵i m捫 pojedzie teraz gasi las, to wr鏂i dopiero wieczorem i znowu nie zje obiadu. A na kuchni stoi zupa og鏎kowa i patelnia z kopytkami, wi璚 chocia kobieta s造szy, 瞠 Jerzy w豉郾ie podje盥瘸 pod dom, m闚i dy簑rnemu, 瞠 m篹a nie ma, a ona nie mo瞠 w tym momencie pobiec do remizy. Dy簑rny odpowiada, 瞠 w takim razie zatelefonuje do prezesa ochotnik闚 lub odezwie si ponownie do Gizeli za kilka minut. 

Dzwoni znowu, gdy Glomb jest w po這wie drugiego dania. Tym razem Gizela m闚i m篹owi, 瞠 chodzi o po瘸r lasu. Jerzy rzuca sztu熯e na talerz, zostawia niedojedzone kopytka i p璠zi do stra積icy. Wciska zamontowany na 軼ianie przycisk syreny. Wycie wyrywa wie z wakacyjnego letargu. 

Jako pierwszy w remizie melduje si Andrzej Malinowski. Trzydziestotrzylatek przyjecha na simsonie, co troch Glomba dziwi, bo przecie mieszka po s御iedzku, ale mo瞠 akurat sk康 wraca? Zreszt nie czas na takie dywagacje. Nast瘼ni przybiegaj bracia Adamscy. Adam ma osiemna軼ie lat, Jerzy − szesna軼ie. Ten drugi nie powinien jecha na tak akcj, ale nikt nie my郵i w tej chwili o pesel-u. Poza tym ju z nimi gasi, a niepe軟oletni w wozie stra瘸ckim to raczej norma w鈔鏚 ochotnik闚 – w pobliskich S豉wi璚icach, gdzie r闚nie zawy豉 stra瘸cka syrena, do wyjazdu zg豉sza si nawet dw鏂h szesnastolatk闚. Jest te dwudziestoparoletni Romek 圭ibak. W pi璚iu mog 鄉ia這 jecha. Dow鏚c sekcji zostaje najbardziej do鈍iadczony Malinowski. ζpi buty, moro oraz he軛y i wskakuj do jelcza. Przebieraj si w samochodzie. Poza Glombem – kierowca jedzie do po瘸ru w b喚kitnej koszuli w geometryczne wzory, z kr鏒kimi r瘯awami. 

Nad lasem od samego pocz徠ku huczy te 鄉ig這wiec, z kt鏎ego komendant Olchawa ocenia rozw鎩 po瘸ru i wydaje nowe rozkazy (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

Trasa jest im dobrze znana. Tego lata cz瘰to j pokonywali, dlatego dojazdy do wcze郾iejszych po瘸r闚 zlewaj im si w jedno wspomnienie czasu up造waj帷ego na gaw璠ach o pracy, dro篡幡ie, dzieciach lub planach na wakacje. Tym razem jest inaczej. Na pocz徠ku jak zawsze s rozmowni, ale gdy tylko wyje盥瘸j poza zabudowania K這dnicy, na horyzoncie widz s逝p dymu, kt鏎y z ka盥ym kilometrem pot篹nieje w kadrze wyznaczonym przez ramy przedniej szyby wozu stra瘸ckiego, odbieraj帷 im mow. 

Podobnie przebiegaj alarm i wyjazd pozosta造ch jednostek osp ze strony opolskiej – z Bierawy, Starej Ku幡i czy Kotlarni. Kierowane s do Solarni, gdzie wyznaczono dla nich miejsce zbi鏎ki na obrze瘸ch wsi. Tam dostan kolejne instrukcje. 

15.45 – Meldunek ze 103: w ogniu kilka oddzia堯w le郾ych, 37 po瘸r rozwija si w kierunku wschodnim, spali這 si 100 ha lasu

("103" to oznaczenie samochodu starszego kapitana Piotra Buka). 

Gdy ogie w lesie przeskoczy ponad g這wami stra瘸k闚, w okolice Ku幡i wyruszyli oficerowie z Komendy Wojew鏚zkiej psp w Katowicach, w kt鏎ej Buk jest naczelnikiem wydzia逝 operacyjnego. Tydzie wcze郾iej wr鏂i z kilkudniowej akcji pod Olkuszem, gdzie posz這 z dymem oko這 tysi帷a hektar闚 lasu. Ogie w Nadle郾ictwie Rudy Raciborskie wci捫 jest w takiej fazie, 瞠 mo積a zapobiec podobnej katastrofie. Natychmiast zaanga穎wano znaczne si造. Stra瘸cy doje盥瘸j na miejsce od strony Gliwic, Rybnika, Raciborza i K璠zierzyna. Do akcji rami w rami wkraczaj zawodowcy i ochotnicy, a ich dzia豉niami kieruj dow鏚cy coraz wy窺zej rangi. Nad lasem od samego pocz徠ku huczy te 鄉ig這wiec, z kt鏎ego komendant Olchawa ocenia rozw鎩 po瘸ru i wydaje nowe rozkazy. Z ziemi, przez drzewa i dym, trudno precyzyjnie oceni, co si dzieje. 

Patrz帷y z g鏎y Olchawa potwierdza, 瞠 ogie nieustannie przesuwa si na wsch鏚. Dobr wiadomo軼i jest to, 瞠 po瘸r utrzymuje szeroko嗆 kilkuset metr闚 i nie rozchodzi si na boki. Na jego ty豉ch r闚nie nie ma zagro瞠nia, bo sp這n窸o tam ju wszystko, co mog這 sp這n望. 

Po wyl康owaniu komendant spotyka si z kapitanem Karolem St瘼niem, kt鏎y dowodzi wozami z K璠zierzyna. Olchawa poleca koledze, aby wys豉 ludzi na drog le郾 po p馧nocnej stronie po瘸ru. Na po逝dniowym skrzydle akcj prowadz ratownicy dowodzeni przez aspiranta Wranika. Maj za zadanie pilnowa bok闚 i sukcesywnie zaw篹a front ognia. 

Olchawa ponownie wsiada na pok豉d 鄉ig這wca. υpaty wirnika obracaj si coraz szybciej, wzbijaj帷 tumany kurzu, i maszyna odrywa si od ziemi. Po chwili zaparkowane na le郾ych drogach i duktach wozy stra瘸ckie wygl康aj jak czerwone pionki na zielonej planszy do gry. Wok馧 nich uwijaj si stra瘸cy – z perspektywy 鄉ig這wca przypominaj mr闚ki. 

Dywan z drzew zdaje si ci庵n望 bez ko鎍a. Las wci郾i皻y mi璠zy Rybnik, Gliwice i K璠zierzyn zajmuje kilkadziesi徠 tysi璚y hektar闚. Olchawa dostrzega, 瞠 w jednym z kra鎍闚 tego le郾ego dywanu pojawi這 si niebezpieczne rozprucie. Poczernia豉 rana na zielonej tkance. Jej obrze瞠 jest ogniste i stopniowo si rozszerza. W powietrze wznosz si g瘰te k喚by dymu, kt鏎e zas豉niaj horyzont i widok na granicz帷y z borem przemys這wy krajobraz: na kominy elektrowni w Rybniku, g鏎nicze szyby w Knurowie i gliwickie wie穎wce z wielkiej p造ty. Olchawa wie, 瞠 trzeba ten po瘸r zdusi jak najszybciej, bo niewielka nad瞠rka bardzo szybko mo瞠 zakazi o wiele wi瘯sz po豉 lasu. 

Las wci郾i皻y mi璠zy Rybnik, Gliwice i K璠zierzyn zajmuje kilkadziesi徠 tysi璚y hektar闚 (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

Na szcz窷cie z g鏎y wygl康a na to, 瞠 stra瘸cy odzyskali kontrol nad sytuacj, a przynajmniej tak ocenia komendant. Chce jednak przej嗆 do ofensywy i po dotychczasowym po軼igu za ogniem wreszcie go zaatakowa – i st豉msi. Rozkazuje wi璚 St瘼niowi, aby zadzia豉 odwa積iej na p馧nocnym skrzydle. Oficer przydziela to zadanie m這dszemu kapitanowi Januszowi Chomiakowi, kt鏎y na co dzie dowodzi Jednostk Ratowniczo-Ga郾icz w K璠zierzynie. W drog mi璠zyoddzia這w skr璚aj trzy wozy: najpierw zawodowcy z K璠zierzyna, a za nimi ochotnicy ze S豉wi璚ic i z Bierawy. Chomiak wskakuje na stopie drabinki trzeciego auta i trzymaj帷 si por璚zy, wje盥瘸 w las. 

Droga jest w御ka, ale przejezdna. Po瘸r rozwija si r闚nolegle do duktu. Stra瘸cy obserwuj p這mienie pe貪aj帷e po 軼i馧ce z prawej strony w odleg這軼i kilkudziesi璚iu metr闚 od woz闚. Nie wygl康aj gro幡ie, si璕aj najwy瞠j do pasa, lecz i tak czo這 ognia konsekwentnie po瞠ra kolejne drzewa. Ratownicy maj do pomocy le郾ika, kt鏎y na bie膨co 郵edzi rozw鎩 po瘸ru i podpowiada im, aby wyprzedzi ogie i zaczeka na niego kawa貫k dalej. Wozy podje盥瘸j do przodu i zatrzymuj si siedemset metr闚 od skr皻u z drogi asfaltowej w le郾y dukt. 

Po chwili do trzech woz闚 do陰cza czwarty. To samoch鏚 Andrzeja Kaczyny, kt鏎y zd捫y zrobi dwa kursy po wod. Gdy wr鏂i z ostatniego, skierowano go w豉郾ie tutaj. Kaczyna i kierowca Dziedzioch nie b璠 gasi, maj tylko przepompowa wod do pozosta造ch pojazd闚. Ten drugi ma z貫 przeczucia. Trzy lata wcze郾iej, niedaleko st康, ledwie uciek wozem z p這mieni, dlatego uwa積ie analizuje teren pod k徠em ewentualnego odwrotu. Wycofanie kolumny pi璚iu du篡ch samochod闚, bo za nimi Jerzy Glomb w豉郾ie zatrzyma jelcza z K這dnicy, ustawionych na w御kiej le郾ej drodze to zadanie o wiele trudniejsze ni ucieczka jednym. 

Kiedy Dziedzioch obs逝guje pompy, Kaczyna oznajmia, 瞠 jego zdaniem dobrze by這by skr璚i w przecink i spr鏏owa przerwa ogie wod z dzia趾a. Nie ma czasu, aby zaproponowa to rozwi您anie Chomiakowi, bo le郾ik przekaza dow鏚cy, 瞠 front po瘸ru przesun掖 si dalej, na wysoko嗆 m這dnika po drugiej stronie drogi. 

"M這dnik" to s這wo, kt鏎e stawia stra瘸k闚 na baczno嗆. Po瘸r na takim terenie stanowi nie tylko ogromne zagro瞠nie dla lasu, lecz tak瞠 dla ludzi. Kilkunastoletnie drzewa rosn g瘰to, a ich ga喚zie s na wysoko軼i cz這wieka. Gdy zapali si taki m這dnik, dym zasnuwa wszystko dooko豉 szczeln kotar, dlatego to na obronie tego fragmentu stra瘸cy musz si teraz skupi. Auta podje盥瘸j nieco g喚biej w las. 

Jednocze郾ie kierowca pierwszego w kolumnie wozu z K璠zierzyna wykonuje niespodziewany manewr: po opr騜nieniu zbiornika wody rusza do przodu, ale zamiast jecha dalej duktem, zawraca na niewielkiej polanie. Udaje mu si poboczem omin望 pierwsze auto, lecz dalej droga staje si zbyt w御ka, aby przejecha obok pozosta造ch. Wciska si mi璠zy nie i staje przodem w przeciwnym do reszty woz闚 kierunku. Trzeci kierowca w kolumnie chce zrobi to samo, 瞠by u豉twi sobie w ten spos鏏 zawczasu wyjazd spomi璠zy drzew, bo dzi瘯i temu unikn掖by cofania przez blisko kilometr. Zawracanie idzie mu jednak opornie. 

– Wracaj do kolumny, bo si tu wszyscy poblokujemy! – denerwuj si stra瘸cy, wi璚 kierowca pos逝sznie wraca wozem na miejsce. 

Wtem Chomiak zauwa瘸 co podejrzanego. Po瘸r, kt鏎y trzeszcza i sycza w rytm hucz帷ych pomp, nagle milknie. Warkot silnik闚 odbija si od g逝szy i wraca niepokoj帷ym echem. 

Cisza. 

Chomiak wie, 瞠 ugaszony po瘸r wcale tak nie brzmi – tak brzmi po瘸r przyczajony. Taki, kt鏎y sp這szy ptaki i wszelkie zwierz皻a obserwuj帷e go z ukrycia. Taki, kt鏎y chce zmyli przeciwnika, zaskoczy go, dlatego nie wydaje z siebie najmniejszego szmeru. 

'M這dnik' to s這wo, kt鏎e stawia stra瘸k闚 na baczno嗆. Po瘸r na takim terenie stanowi nie tylko ogromne zagro瞠nie dla lasu, lecz tak瞠 dla ludzi (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

I taki, po kt鏎ym nie wiadomo, czego si spodziewa. Mija sekunda. Mijaj dwie. Trzy. Stra瘸cy zamarli. Czekaj, nas逝chuj. Cztery. Co w tej d德i瘯owej pustce zaraz wybuchnie. Pi耩. Sze嗆. Kilku stra瘸k闚 odruchowo si cofa. Siedem. Osiem. Co ten ogie szykuje? Dziewi耩. Naraz gwa速owny podmuch podnosi pe貪aj帷e po ziemi p這mienie na wysoko嗆 koron drzew. Przed stra瘸kami wyrasta 軼iana ognia. Dziesi耩. Jedena軼ie. Dwana軼ie. Po瘸r zmienia kierunek i idzie skosem wprost na drog, samochody i ludzi. 

Stra瘸cy rzucaj w篹e i biegn do woz闚. Chomiak widzi ich w g喚bi lasu. Przedzieraj si przez k喚by dymu, kt鏎ego zrobi這 si tak wiele, jakby kto odpali mi璠zy pniami rac. Dukt za wozami stra瘸ckimi ca趾owicie w nim znikn掖, dlatego dow鏚ca natychmiast rozkazuje kierowcom jecha do przodu. 

O 16.07 Chomiak zg豉sza przez radio St瘼niowi, 瞠 sytuacja nagle si pogorszy豉. Potem w eterze zapada cisza. Pierwsze w kolumnie auto ze S豉wi璚ic rusza, lecz przed jego mask jest g瘰to od dymu. Kierowca przypuszcza, 瞠 ogie ju przekroczy drog, dlatego zaczyna cofa. Do przodu ruszaj te dwa kolejne wozy, tylko 瞠 ich kierowcy komend "w prz鏚" rozumiej inaczej, bo stoj naprzeciw siebie. Samochody stykaj si zderzakami. Zaklinowa造 si maska w mask. 

– Ucieka! – wrzeszczy Chomiak. – Ucieka! 

Ci, kt鏎zy go s造sz, wyskakuj z aut i p璠z, ile si w nogach. Ale nie do ka盥ego dociera komenda. Tumult jest taki, 瞠 nie s造cha pracuj帷ych silnik闚. Lecz nawet ci, kt鏎zy nie dos造szeli rozkazu kapitana, po chwili r闚nie rzucaj si do ucieczki. 

Po瘸r zachowuje si jak dzikie zwierz, kt鏎e dot康 drzema這 mi璠zy drzewami, ale podra積ione przez skradaj帷ych si z boku stra瘸k闚 otworzy這 oczy i ruszy這 prosto na nich. Tu przed nimi stan窸o na tylnych 豉pach i ryczy w軼iek貫, szykuj帷 si do ataku. 

Dziedzioch podje盥瘸 zaledwie kawa貫czek do przodu. W chmurze dymu zauwa瘸 kontury le膨cych na ziemi w篹y stra瘸ckich. Wyskakuje zza kierownicy i pod陰cza jeden z nich. Chce zrobi co, co jest stra瘸ck ostateczno軼i: polewa samego siebie. 

Zanim z w篹a try郾ie woda, do Dziedziocha dociera, 瞠 to si nie uda. Od 軼iany ognia bije taki 瘸r, jakby kto otworzy mu przed nosem rozgrzany piekarnik. Gdy bierze oddech, czuje, 瞠 造ka ogie. Parzy mu krta. Dusi si. Ka盥y kolejny wdech mo瞠 by 鄉iertelny. 

Dziedzioch rzuca w捫 i ucieka. 

Jest wysoki, szczup造 i atletyczny, sadzi d逝gie kroki. Najpierw wzd逝 kolumny aut, a nast瘼nie odbija w lewo, w t cz窷 lasu, kt鏎a jeszcze si nie pali. Widzi k徠em oka, jak do jednego z woz闚 wskakuje stra瘸k. Rozpoznaje w nim swojego dow鏚c Andrzeja Kaczyn. 

Ochotnicy z k這dnickiej stra篡 nie zd捫yli wkroczy do akcji, a ju musz ucieka. Adam Adamski zarzuca na g這w kurtk. M這dszemu bratu ka瞠 zrobi to samo. Biegn jeden za drugim wzd逝 kolumny samochod闚. Par metr闚 przed nimi ucieka Malinowski. Prawie go doganiaj, ale w przerw mi璠zy wozami wdziera si j瞛or ognia i odgradza braci. Trac z oczu dow鏚c. 

Kiedy 軼iana ognia za豉muje si i opada na drog, kierowca Glomb jest w wozie. Obok siedzi 圭ibak. Silnik pracuje. Stra瘸cy musz b造skawicznie zdecydowa, czy wyskoczy z auta i ucieka, czy cofa w霩. Nie wiedz, czy za nimi si pali ani czy w mi璠zyczasie drogi nie zablokowa這 nast瘼ne auto, co uniemo磧iwi im wyjazd. Je郵i utkn, b璠zie po nich. Maj pe貫n zbiornik wody, wi璚 圭ibak wskakuje na dach, chwyta za dzia趾o i polewa kabin ich jelcza. Glomb wrzuca wsteczny i rusza ze 圭ibakiem trzymaj帷ym si dzia趾a na dachu. 

Ochotnicy z k這dnickiej stra篡 nie zd捫yli wkroczy do akcji, a ju musz ucieka (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

16.17 – Po瘸r si rozprzestrzenia, s spalone samochody i poparzeni ludzie. Potrzebne karetki

Z trudem 豉pi oddech. Niekt鏎zy padaj na asfalt, inni, jak starszy Adamski, na przemian pluj krwi albo wymiotuj struci dymem. Podczas ucieczki nawdychali si ogromnych jego ilo軼i. Przez pierwsze minuty nie s w stanie nic z siebie wydusi. Tylko dysz. 

Stra瘸cy, kt鏎zy zorganizowali sztab akcji na szosie Ku幡ia − Solarnia, pr鏏uj czegokolwiek si od nich dowiedzie. 

Co si sta這? 

– S造szysz mnie? 

– Jeste ranny? 

– Kto tam zosta? 

– Karetki s w drodze! 

– Ale musimy wiedzie, czy kto tam zosta! 

– Piek這… tam by這 jak w piekle! 

Hej! S造szysz mnie?! 

– Powiedz co, kurwa! 

– Gdzie jestem? 砰j? 

砰jesz, ch這pie, 篡jesz! 

– Czy kto zosta w lesie?! Je郵i kto tam zosta, musimy go ratowa. 

– Cz這wieku, powiedz co! 

– Piek這, istne piek這… 

Chocia p馧przytomni, poszatkowanymi zdaniami opowiadaj o kilkudziesi璚iometrowej 軼ianie ognia, kt鏎a przed nimi wyros豉 i przed kt鏎 uciekali, biegn帷 tak szybko, jak nigdy w 篡ciu nie biegli. O po瞠raj帷ej wszystko na swojej drodze ognistej bestii, kt鏎a wprawdzie ich nie dogoni豉, lecz w przysz這軼i dopadnie niekt鏎ych z nich wiele razy, najcz窷ciej we 郾ie, ale r闚nie na jawie, gdy na d德i瘯 syreny alarmowej przed oczami b璠 im stawa sceny z tego lasu. 

Karol St瘼ie liczy stra瘸k闚. Z dwudziestu dw鏂h ludzi brakuje pi璚iu: Glomba, 圭ibaka, Kaczyny, Dziedziocha i Malinowskiego. Glomb i 圭ibak 篡j. Os豉niaj帷 si wod z armatki, cofaj w dymie kilkaset metr闚. P這mienie li膨 ich samoch鏚, nadpalaj opony i ty wozu, ale polewana kabina wytrzymuje. W po這wie drogi Glomb wje盥瘸 jednym ko貫m do rowu. Na szcz窷cie s na tyle blisko skr皻u z szosy asfaltowej, 瞠 stoj帷y na niej stra瘸cy dostrzegaj ich i pomagaj im wyjecha. Kierowca ma osmalon twarz i r璚e, po鄴趾貫 w這sy. Wygl康a jak g鏎nik po szychcie, tyle 瞠 w letniej koszuli. 

Dziedziocha zauwa瘸j jad帷y szos stra瘸cy. Siedzi na skraju lasu, opiera si o drzewo. Jest ranny w g這w. 

– Kaczyna wskoczy do wozu… Kaczyna wskoczy do wozu! – powtarza. – Widzia貫m go, to na pewno by Kaczyna – opowiada po chwili, kiedy wreszcie mo瞠 z豉pa oddech. – Ja skr璚i貫m w lewo. P璠zi貫m przed siebie… Us造sza貫m za sob wybuchy. Paliwo musia這 eksplodowa… Oddali貫m si troch. By貫m po szyj w trawie, w paprociach. Gdyby mnie tam z豉pa這, zgin掖bym… Bieg貫m dalej, a do drogi. A Kaczyna wskoczy do wozu… 

Wybuchy, kt鏎e s造sza Dziedzioch, to by d德i瘯 rozrywanych przez 瘸r opon. Malinowskiego nadal nie ma. Dla dowodz帷ego akcj Piotra Buka to oczywiste – skoro kt鏎y ze stra瘸k闚 zosta w lesie, trzeba do niego jak najszybciej dotrze. 

Spalone wozy stra瘸ckie (Fot. Miros豉w Noworyta / Agencja Wyborcza.pl)

Dziedzioch te chce i嗆. M闚i, 瞠 poka瞠, gdzie po raz ostatni widzia Kaczyn. 

– Aparaty! Czy kto ma aparaty tlenowe?! 

Aparat闚 nie ma. Trudno, szkoda czasu, trzeba i嗆 bez nich. Buk rusza pierwszy, za nim Dziedzioch, kt鏎y przed wej軼iem na le郾y dukt obwia?zuje sie? w pasie link. To jego ubezpieczenie na wypadek, gdyby musia sie? wycofywac? w dymie. Umoz?liwi mu ona powro?t najkro?tsza? droga? do szosy. 

Im bli瞠j woz闚, tym trudniej oddycha. Dym szczypie w oczy i odcina tlen, a ziemia jest tak rozgrzana, 瞠 parzy w stopy przez podeszwy stra瘸ckich but闚. 

W鈔鏚 ciemnych k喚b闚 dostrzegaj wreszcie czerwie auta stra瘸ckiego. To ty samochodu, kt鏎ym kierowa Dziedzioch. Cho Dziedzioch wie, 瞠 Kaczyna schroni si w kt鏎ym z woz闚 stoj帷ych na przodzie kolumny, znacznie g喚biej w lesie, widok nietkni皻ej karoserii rozbudza w nim nadziej – Andrzej m鏬 przetrwa to piek這! 

Nie wie, 瞠 ocalenie ty逝 tego pojazdu to przypadek. Za nim sta這 auto z K這dnicy i gdy 圭ibak wskoczy na dach, 瞠by os豉nia si wod z dzia趾a w czasie odwrotu, przez moment la j na karoseri wozu Dziedziocha. 

Ratownicy chc i嗆 dalej, ale dalej i嗆 si nie da. Krok lub dwa wi璚ej i strac przytomno嗆. Wycofuj si. W wozie, kt鏎y w豉郾ie dojecha do sztabu akcji na szosie asfaltowej, s cztery aparaty oddechowe. Stra瘸cy pr鏏uj ponownie wej嗆 w dym. Za nimi id koledzy z w篹ami, toruj drog wod. Ekipa ratunkowa mija czerwony ty auta Kaczyny i przesuwa si ku masce. Ich nadzieja ga郾ie, bo widz, 瞠 reszta samochodu doszcz皻nie sp這n窸a. Kolejne dwa wozy wygl康aj identycznie – s ca趾owicie spalone. 

Kaczyny w 瘸dnym z nich nie ma. 

Gdy zbli瘸j si do ostatniego pojazdu, z kt鏎ego zosta tylko blaszany szkielet, ju wiedz, 瞠 szukaj cia豉 kolegi. O godzinie 17.29 przekazuj przez radio, 瞠 w spalonej kabinie znale幢i ofiar. S niemal pewni, 瞠 to aspirant Andrzej Kaczyna. 

*Fragmenty ksi捫ki "Ogie wyszed z lasu" Dawida Iwa鎍a. Ksi捫ka do kupienia w Publio >>>