Rozmowa
Mama Iwony Wieczorek. Sopot, 17 lipca 2011 (Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl)
Mama Iwony Wieczorek. Sopot, 17 lipca 2011 (Dominik Werner / Agencja Wyborcza.pl)

"Zaginiona Iwona Wieczorek. Koniec kłamstw" to kolejna książka o Iwonie Wieczorek. Czym wasza różni się od wcześniejszych?

Mikołaj Podolski: Przed nami dwie książki o Iwonie napisał nasz były szef Janusz Szostak, więc trochę chcieliśmy zakończyć sprawę po nim, a trochę pokazać ją od nowa, w szerszym ujęciu i z wieloma nowymi informacjami. Pukaliśmy do różnych drzwi i dotarliśmy do ludzi, do których nikt wcześniej nie dotarł. Rozmawialiśmy z ekspertami, a także mieliśmy dostęp do części akt sprawy, Janusz nie zdążył przestudiować wszystkich. Analizując logowania telefonów osób związanych z tym wydarzeniem, postawiliśmy śmiałą tezę, że Iwona – wbrew temu, co wcześniej uważano – prawdopodobnie wcale nie zmierzała do domu. Uważamy, że chciała sobie ten wieczór przedłużyć.

Zatem dokąd według was szła?

Marta Bilska: Tego wieczoru w parku Reagana odbywało się ognisko. Były to urodziny jednego z jej kolegów, na które dostała zaproszenie, ale nie poszła, bo wybrała Dream Club. Dziewczyna mogła przypuszczać, że ktoś z jej znajomych jeszcze tam się bawi, wysłała więc SMS do dwojga uczestników tej imprezy. Ognisko miało zresztą miejsce niedaleko wyjścia z plaży nr 63, przy którym kamery zarejestrowały Iwonę po raz ostatni. Widać, że idzie szybko w stronę parku, tak jakby chciała jeszcze gdzieś zdążyć.

Mikołaj Podolski: Jestem pewien, że Iwona chciała spotkać się z uczestnikami ogniska, ale skończyło się, jeszcze zanim dotarła w pobliże parku. Nie miała jednak tej informacji. Mogła też – zakładając, że doszła na miejsce ogniska i nikogo nie zastała – chcieć spotkać się z kimś czy wypić drinka, zanim wróci do domu.

Skąd takie przypuszczenia?

Mikołaj Podolski: Poświęciliśmy sporo czasu na to, by dowiedzieć się, w jaki sposób Iwona żyła. Jej przyjaciele mówili nam, że bardzo dużo imprezowała. Nic dziwnego – była przecież po maturze a przed studiami. Dla wielu młodych ludzi to czas szaleństwa. Na bazie tego, co Marek Siewert, policjant zajmujący się sprawą Iwony, powiedział nam o nagraniach z pobliskich kamer, możemy przypuszczać, że Iwona mogłaby obok jednej z kamer przejść i wyjść z parku, a to się nie zarejestrowało, bo kamera była w ruchu.

Ale dla mnie ciekawsza jest jeszcze inna możliwość. W środku parku Reagana znajduje się wyjście w stronę falowca, czyli najdłuższego bloku mieszkalnego w Polsce, i tam kamery nie było. A tam akurat mieszkało wtedy dwóch mężczyzn, z którymi Iwona dobrze się znała. Przy czym o żadnym z nich nie możemy powiedzieć, że jest postacią krystaliczną.

Nie chcemy jednak o niczym przesądzać, bo znaków zapytania pojawiło się więcej. Iwona w drodze powrotnej złapała telefoniczny kontakt z kolegą, który twierdził, że był już w łóżku. Tymczasem jego telefon był łapany przez trzy różne anteny, jakby się przemieszczał. Odkryte przez nas niejasności dotyczą też paru innych znajomych Iwony, z których jeden był nam przedstawiany jako najbardziej niebezpieczna osoba z otoczenia Iwony. To kibol najbardziej agresywnej bojówki chuligańskiej w Trójmieście. Jego zeznanie nie pokryło się z tym, co mówili inni na temat jego losów tamtej nocy.

Grudzień 2022, Sopot. Poszukiwania przy dawnej Zatoce Sztuki (Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl)

Sugerujecie, że Iwona spotkała kogoś znajomego po drodze i gdzieś z nim poszła?

Mikołaj Podolski: Poszła albo raczej pojechała z nim samochodem... W ustaleniach śledczych dominują tego rodzaju przypuszczenia. Zaraz za parkiem zaczyna się ogromne blokowisko. Trudno byłoby tam zrobić krzywdę dziewczynie, która była butna i na pewno by się broniła. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś kompletnie niezauważony mógłby ciągnąć zwłoki Iwony czy wrzucić je do samochodu.

Marta Bilska: Ja stawiam tezę, że Iwona mogła wsiąść do samochodu tylko z kimś, kogo znała. Nie pojechałaby z obcym.

Padło słowo "zwłoki". Waszym zdaniem Iwona nie żyje?

Marta Bilska: Skłaniamy się ku tej wersji, niestety… Trochę ją poznaliśmy i nie wydaje nam się, żeby uciekła i z własnej woli ukrywała się tak długo przed bliskimi, nie dając znaku życia.

Mikołaj Podolski: Ja bym zostawił jeden procent prawdopodobieństwa, że Iwona żyje. Wcześniej uważałem, że szanse na to są większe, ale dziś przypuszczam, że raczej jest to niemożliwe. Gdyby zobaczyła, że w jej sprawie zatrzymuje się jakieś osoby, że niektórzy dosłownie wariują na punkcie jej zaginięcia, dałaby śledczym znak, że żyje. A śledczy na jej prośbę nie podaliby innym miejsca, w którym przebywa. Na tym sprawa by się skończyła.

Jaki miałby być w takim razie motyw tej domniemanej zbrodni?

Mikołaj Podolski: Śledczy w pierwotnych założeniach długo twierdzili, że prawdopodobnie motyw musiał raczej być seksualny, ale naszym zdaniem to wcale nie jest oczywiste. Zresztą często za tym podawanym oficjalnie motywem kryje się dłuższa historia. Zdarza się, że brat zabija brata, bo pokłócili się o pilota do telewizora. Potem wychodzi na jaw, że powodem tragedii nie był pilot, tylko wcześniejsze zadry. Czasem wystarczy iskra, żeby doszło do zabójstwa. A Iwona często wdawała się w bójki czy zaczepki z kolegami i koleżankami. Po alkoholu potrafiła w nerwach przyłożyć nawet facetowi. Mogła być w konflikcie z osobą, która znajdowała się wtedy w parku Reagana lub przed blokami. To oczywiście jedna z wersji.

Policja przeszukuje ogródki działkowe w Trójmieście, marzec 2020 (Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl)

Mnie poza motywem wciąż zastanawia powód, dla którego Iwona wyszła nagle z Dream Clubu. Co ją tak zdenerwowało tej nocy?

Marta Bilska: Tak naprawdę nie znaleźliśmy odpowiedzi na to pytanie. Z opowieści Pawła, który bawił się z nią wtedy w Dream Clubie, wiemy, że na chwilę wyszła i wróciła podbuzowana, nerwowa. Powiedziała, że chce iść do domu, znajomi chcieli ją zatrzymać, ale była nieugięta.

Mikołaj Podolski: Może wiedzielibyśmy więcej, gdyby Dream Club przekazał śledczym wszystkie nagrania z tej nocy, a także gdyby były one lepszej jakości. To jeden z setek niuansów, na które zwracamy uwagę w książce. Abstrahując od tego: uważam, że tej nocy nastąpił szereg nieprzyjemnych dla Iwony zdarzeń. Wśród nich był SMS, z którego dowiedziała się, że Patryk, jej wielka miłość, bawi się w klubie z innymi dziewczynami. Janusz Szostak założył, że to był jedyny powód, przez który się zdenerwowała, ale ja uważam, że niekoniecznie, bo tych powodów mogło być kilka i one nałożyły się na siebie. W książce ujawniamy, że w Dream Clubie pojawiła się na chwilę dziewczyna, o którą Iwona mogła być wtedy zazdrosna – moim zdaniem to mogło być najważniejsze.

Nikt nie wie jednak, co działo się wtedy w głowie Iwony. Być może zostanie to zagadką już na zawsze.

A co myślicie o ewentualnych powiązaniach sprawy Iwony Wieczorek z "Krystkiem", nazywanym w Trójmieście "łowcą nastolatek"?

Marta Bilska: Zaczęliśmy sprawdzanie jego wątku już wiele lat temu i okazało się, że gdy Iwona zaginęła, "Krystek", który dziś odsiaduje wyrok za krzywdzenie nastolatek, działał na Pomorzu już dość pewnie. Mikołaj przekazał w 2015 roku to, co ustaliliśmy, śledczym.

Mikołaj Podolski: Napisałem o "Krystku" moją poprzednią książkę. Ustaliłem, że dobrze znał się z policjantem, który umawiał się z Iwoną Wieczorek tuż przed jej zaginięciem. Znał też ludzi, którzy stali na bramkach w Dream Clubie, powiązanych zresztą z policją. Poza tym sam współpracował z tym klubem i zdarzało mu się łowić w nim nastolatki.

"Krystek" potrafił od dziewczyny wyciągnąć adres i pojechać tam, żeby czekać przez kilka godzin pod jej domem. Czasem, żeby z nią po prostu porozmawiać, a czasem, żeby ją skrzywdzić. To był seksualny predator, który podchodził do wielu dziewcząt bawiących się w trzech popularnych wówczas w Sopocie klubach: Tropikalnej Wyspie, Organice i właśnie Dream Clubie. Wszystkie trzy miały tych samych właścicieli.

Mama Iwony Wieczorek, 2015 rok (Jan Rusek / Agencja Wyborcza.pl)

Zatem mogli się znać?

Mikołaj Podolski: Udało nam się porozmawiać z "Kulą", czyli mężczyzną, który jeździł wtedy z "Krystkiem" po klubach i oglądał na żywo wiele z jego czynów. Zresztą został skazany za jeden z gwałtów, którego miał dokonać razem z "Krystkiem", na razie nieprawomocnie. "Kula" twierdził, że trzech jego kolegów widziało, jak "Krystek" bawił się kiedyś z Iwoną w Organice. Było to kilka tygodni przed zaginięciem. Bardzo nas to zaskoczyło, bo o ile wiedzieliśmy, że "Krystek" miał z Iwoną wspólnych znajomych, o tyle nie było żadnego potwierdzenia, że oni się znali. Wygląda na to, że mogli mieć kontakt. I mamy nadzieję, że śledczy obecnie to weryfikują.

Wcześniej pytany o Iwonę Wieczorek "Krystek" dostał na przesłuchaniu nagłego ataku amnezji. To nas akurat nie dziwi. Był rasowym przestępcą, który wielokrotnie kłamał. Jeśli ktoś miałby czekać na Iwonę w pobliżu jej domu, to nie można wykluczać, że mógł to być "Krystek".

Moim zdaniem to jedna z waszych najciekawszych teorii.

Mikołaj Podolski: Jeden z innych ciekawych wątków w naszej książce, który też w pewien sposób może korespondować z wątkiem "Krystka" i Dream Clubu, wiąże się ze skorumpowanym policjantem. Bardzo zagadkowa postać. Nie poznaliśmy jego nazwiska, ale przekazaliśmy śledczym informację na jego temat. Bez problemu powinni ustalić, kim jest. Mam nadzieję, że go sprawdzają, ponieważ dostaliśmy wiarygodny sygnał, że ten policjant może coś wiedzieć o miejscu, gdzie mogło zostać czasowo porzucone ciało Iwony Wieczorek. To miejsce znajduje się 2,5 km od domu nastolatki. Kiedyś już je przeszukiwano, ale w związku z zupełnie innymi sygnałami.

Zobacz wideo Dogoterapia. Alena i Blant wybudzają dzieci ze śpiączki

Które kłamstwo o tej sprawie jest największe?

Marta Bilska: W tej sprawie są tysiące małych kłamstw, które są powielane i przez które ta sprawa wciąż nie może być wyjaśniona.

Mikołaj Podolski: Ale śledczy musieli sprawdzać każde z nich. Niestety, środowisko, w którym obracała się Iwona, nie było krystaliczne. Tak naprawdę w każdym z pozoru małym kłamstwie może tkwić rozwiązanie, więc nie chcemy ich dzielić na małe i duże.

Mama Iwony Wieczorek, 2020 rok (Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl)

Czy waszym zdaniem kiedyś się dowiemy, co stało się z Iwoną?

Marta Bilska: Trwa to bardzo długo, ale jestem pewna, że już niebawem dowiemy się prawdy.

Mikołaj Podolski: Ja w przeciwieństwie do Marty długo w to nie wierzyłem, ale gdy przed publikacją książki przekazałem śledczym zebrany teraz materiał, nabrałem pewności, że poznamy rozstrzygnięcie tej sprawy. Należy się to nie tylko rodzinie Iwony, ale też wszystkim osobom, które przez tę sprawę cierpiały. Wiem, że niektóre mieszkanki Trójmiasta do dziś mają w sobie strach, że gdy pójdą nadmorską promenadą, stanie im się coś złego. A to nie było tak, że ktoś nagle wyskoczył z krzaków i zrobił krzywdę Iwonie Wieczorek.

Marta Bilska: W naszej książce nie opisaliśmy wszystkiego, czego się dowiedzieliśmy. Informacje o nieznanych wątkach, które odkryliśmy, przekazaliśmy prokuraturze. Co śledczy z tym zrobią, to już ich sprawa.

Marta Bilska. Dziennikarka, w przeszłości administratorka forów poświęconych zaginięciu gdańszczanki. Współpracowała z Januszem Szostakiem, autorem dwóch książek o Iwonie Wieczorek.

Mikołaj Podolski. Dziennikarz, autor książki "Łowca nastolatek. Prawdziwa historia „Krystka" i Zatoki Sztuki" (2020 r.). Był pierwszym dziennikarzem, który został przesłuchany do sprawy Iwony Wieczorek. Przez kilka lat mieszkał w Trójmieście, blisko terenów, na których zaginęła dziewczyna.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.