Jak dużo czasu potrzeba, żeby kamperem z 1998 roku przejechać 4 tys. km i dotrzeć do Maroka?
Dominika Połom: Nam to zajęło około tygodnia.
Czyli kamper to nie tylko podróżowanie po Europie? Można nim – jak się na to ma czas – spokojnie przejechać cały świat?
Mikołaj Połom: Najdalej dotarliśmy do Mauretanii – to 6 tys. km.
Dominika: I mieliśmy ochotę jechać dalej! Ale brak napędu na cztery koła i słaby silnik szybko nas zweryfikowały. Za Marokiem dziurawe drogi prowadzą przez pustynię, wokół nie ma dosłownie nic. Obawialiśmy się, że w razie awarii zostaniemy wydani na pastwę losu, więc porzuciliśmy pomysł, żeby dotrzeć do Senegalu czy Gambii.
Mikołaj: Ale to jak najbardziej możliwe. Obserwujemy w mediach społecznościowych ludzi, którym się to udało! W Kapadocji poznaliśmy parę Włochów, która była w trakcie podróży kamperem do… Japonii! Można? Jak najbardziej. Trzeba mieć tylko odpowiednie auto.
Zamiłowanie do takiego stylu podróżowania wynieśliście z domu?
Mikołaj: Absolutnie nie. Ja z rodzicami jeździłem do domków letniskowych.
Dominika: W 2020 roku, kiedy wszystko było zamknięte z powodu pandemii, na YouTubie powstało dużo kont vanliferów. Wtedy też zaczęliśmy spoglądać na ten styl życia i poczuliśmy, że to potencjalnie coś dla nas. Kojarzyło się nam to z podróżowaniem budżetowym, wolnością i bliskością natury – co bardzo sobie cenimy. Poza tym nasze wakacyjne wyjazdy to zawsze były road tripy, więc mieszkanie w vanie czy kamperze brzmiało dla nas kusząco.
Mikołaj: Mieliśmy duże, siedmioosobowe auto, więc kiedy tylko nadarzała się okazja, wyrzucaliśmy siedzenia, wkładaliśmy materac i ruszaliśmy przed siebie. Niejednokrotnie ze względu na oszczędności spaliśmy właśnie w aucie, często na dziko – czyli poza campingiem, co w społeczności osób podróżujących w ten sposób jest powszechne. Może nie było to najbardziej wygodne doświadczenie, ale nam to nie przeszkadzało, bo chęć podróżowania była znacznie większa.
I ponad rok temu zrealizowaliście plan. Od tamtej pory podróżujecie przez kilka miesięcy, żeby potem przez kolejnych kilka pracować dorywczo lub sezonowo, często za granicą – w ten sposób zarabiacie na kolejną podróż.
Dominika: Teraz jesteśmy w Norwegii, w okolicach Bergen. W ciągu tygodnia pracujemy, weekendy wykorzystujemy na poznawanie nowych miejsc. Zamierzamy tu być przez kilka miesięcy, a potem wyruszyć dalej.
Mieszkacie w odświeżonym przez siebie prawie 30-letnim kamperze.
Mikołaj: Muszę przyznać, że o ile pomysł, żeby ruszyć w podróż, od początku był dla mnie kuszący, o tyle do samego kampera nie byłem przekonany. Wydawało mi się, że to na pewno nie dla mnie. Z czasem zacząłem dostrzegać coraz więcej plusów, ale nadal szukałem raczej vana do przerobienia, nie kampera. To był absolutny przypadek, że trafiłem na ogłoszenie z naszym obecnym autem. W dodatku pracowałem wtedy za granicą, więc to Dominika z moim tatą go oglądali i… kupili.
Dominika: Stworzyliśmy sobie w nim taki mały mobilny dom. Mamy tu wszystko, czego na co dzień nam potrzeba: ubrania na każdą pogodę, przybory kuchenne, toaletowe. Jest znacznie bardziej komfortowy niż van – ma zarówno małą łazienkę, jak i kuchnię. A przede wszystkim daje nam ogromną wolność i pozwala dotrzeć w naprawdę piękne miejsca. Nocujemy niemal wyłącznie na dziko i nasze noclegi często są naprawdę premium – spaliśmy w różnych krajach, na samej plaży, w górach, w lasach. Za takie widoki, jakie oferuje nam nasz dom na kółkach, musielibyśmy zapłacić grube pieniądze, gdybyśmy chcieli spać w hotelach.
Co w takim razie potrzebne jest w kamperze, żeby w nim w miarę komfortowo mieszkać?
Dominika: Zdecydowanie podstawą są wspomniane łazienka i kuchnia, które u nas są przestrzeniami wydzielonymi. W mikrołazience mamy toaletę, prysznic, umywalkę i podłączenie do ciepłej wody. Co około cztery dni musimy opróżniać toaletę w przygotowanych do tego miejscach – można to robić na wielu stacjach benzynowych czy kempingach. W kuchni mamy lodówkę, dwa palniki gazowe, więc możemy normalnie gotować. Ważna jest też dla nas tzw. alkowa, czyli łóżko nad szoferką. Dzięki temu mamy osobno "sypialnię" i "salon", w którym spokojnie możemy posiedzieć, do którego możemy zaprosić gości. A niejednokrotnie zdarza się, że poznajemy kogoś w drodze lub – kiedy jesteśmy w Polsce – gościmy tu rodzinę.
W naszym kamperze jest wszystko, co mieliśmy w domu, tylko w wersji mini. I cieszę się, że tak jest, że nie zrezygnowaliśmy z takich podstawowych wygód – jak zakładał plan pierwotny w przypadku przeróbki vana – bo jednak kamper to nasz dom i chcemy się w nim czuć komfortowo.
Dokąd pojechaliście w pierwszą podróż?
Mikołaj: Pojechaliśmy na pięć miesięcy na Bałkany i do Turcji. Wspominamy to bardzo dobrze, ale wtedy wszystkiego tak naprawdę musieliśmy się nauczyć.
Coś was wtedy zaskoczyło?
Mikołaj: Szczerze mówiąc, byliśmy absolutnie nieprzygotowani i wiele rzeczy było dla nas zaskoczeniem. Pierwszą noc zaczęliśmy od czytania instrukcji obsługi trumy, czyli ogrzewania na postoju. Czasami wstydziliśmy się gdzieś stanąć, nie wiedzieliśmy, czy możemy, czy jednak łamiemy tym jakieś przepisy albo zwyczaje. Bardzo stresujący był pierwszy serwis kampera – opróżnianie zbiornika na wodę szarą [brudną – przyp. red.], napełnianie zapasu.
Dominika: Przed samym wyjazdem dużo pracowaliśmy, więc nie mieliśmy okazji przetestować kampera w Polsce, w jakichś łatwiejszych warunkach. To był dla nas skok na głęboką wodę. Pierwsze tygodnie to było rozeznanie się w tym, jak funkcjonować w kamperze, ale też przyzwyczajenie ciała i mózgu do życia na tak małym metrażu i w takich warunkach. Pewne rzeczy tutaj funkcjonują nieco inaczej, więc musieliśmy wyrobić sobie nową rutynę, np. żeby w łazience leciała woda, musimy włączyć pompę. Teraz mamy już taki odruch, ale na początku często musieliśmy do siebie wołać z toalety z taką prośbą. Ale wszystko jest kwestią przyzwyczajenia.
Co doradzilibyście osobom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z kamperem? Jak się przygotować do pierwszej podróży?
Dominika: Trzeba wsłuchać się w swoje potrzeby i spróbować określić, co jest dla nas priorytetem. Czy jesteśmy w stanie spać na dziko, czy się tego boimy? Czy ważniejsze są dla nas piękne widoki, czy długi, ciepły prysznic?
Ważne jest też pakowanie – wiadomo, że trzeba zabrać więcej rzeczy, niż kiedy zamierza się spać w hotelu. Ja proponuję zrobić listy, na których wypiszemy, czego używamy na co dzień, co może się przydać, co będzie niezbędne w kamperze, żeby nie zapomnieć o naprawdę bardzo podstawowych rzeczach.
Co wy zawsze musicie mieć ze sobą?
Dominika: Zapas wody – oprócz głównego zbiornika mamy też baniaki z wodą pitną i taką, którą możemy wlać do głównego zbiornika. Do tego ładowarki do telefonu, powerbank, apteczka. Polecam zabrać na czarną godzinę makaron i puszkę pomidorów.
Mikołaj: Gadżetem, który też super nam się sprawdza, są najazdy poziomujące. Były w kamperze, gdy go kupowaliśmy – inaczej byśmy pewnie o nich w ogóle nie pomyśleli, a to ratunek, kiedy podłoże nie jest płaskie.
Zawsze mamy też zapas gazu, butlę do wielokrotnego napełniania i dokupione do niej różne końcówki, żeby nie było problemu z napełnieniem butli ani w Europie, ani poza nią. I oczywiście czujnik tlenku węgla. A jeśli ktoś zamierza spać na kempingach, powinien pamiętać też o przedłużaczu, żeby móc podpiąć się do prądu.
Wspomnieliście już, że najczęściej śpicie na dziko. W Skandynawii – np. Norwegii, gdzie teraz jesteście – prawo na to pozwala. Ale nie w każdym kraju jest taka możliwość. Jakie są wasze doświadczenia?
Mikołaj: Przede wszystkim warto rozróżnić zakaz kempingowania i zakaz spania w aucie. O kempingowaniu mówimy wtedy, kiedy przed samochodem postawilibyśmy stół, krzesła i puścili muzykę albo urządzili imprezę. To faktycznie w wielu krajach jest zabronione. Często jednak prawo pozwala na spędzenie jednej lub dwóch nocy na postoju – i z tego korzystamy.
Dominika: Naszą podstawową zasadą jest nie rzucać się w miarę możliwości w oczy. Zachowujemy się kulturalnie, nie śmiecimy, nie puszczamy głośno muzyki, generalnie – nie przeszkadzamy swoją obecnością.
Mikołaj: Ważne jest też to, w jakim momencie roku przyjeżdżasz. W wielu krajach jest duże prawdopodobieństwo, że policja zainterweniuje, jeśli będziesz spać poza campingiem w sezonie turystycznym, ale już po nim nie będzie to problemem. Takie mamy doświadczenia z Chorwacji.
Czy spotkało was kiedykolwiek coś niebezpiecznego albo nieprzyjemnego podczas takiego nocowania na dziko?
Mikołaj: Nigdy nas nic takiego nie spotkało. Mieliśmy kilka razy wrażenie, że coś się dzieje, ale nigdy obawy się nie potwierdziły. Tak było np. w Mauretanii. Byliśmy po bardzo ciężkiej przeprawie przez granicę, na której spędziliśmy ponad siedem godzin. Byliśmy padnięci, więc szybko znaleźliśmy miejsce na nocleg i położyliśmy się spać. I nagle coś zatrzęsło kamperem. Myślałem, że to jacyś ludzie, więc odruchowo krzyknąłem: "Stop!". Ale za chwilę się to powtórzyło. Zerwaliśmy się, zeszliśmy do salonu i otworzyliśmy rolety w oknach, żeby się przekonać, czy ktoś jest obok. Nikogo nie było, więc wziąłem gaz pieprzowy i wyszedłem na zewnątrz. Dominice kazałem zamknąć drzwi. Nikogo nie znalazłem, a wokół kampera były tylko ślady dużych psów. W Mauretanii jest bardzo dużo bezpańskich zwierząt, najprawdopodobniej więc jakiś bezdomny pies wskoczył na maskę, być może próbował zdobyć coś do jedzenia. Dalej noc przebiegła już spokojnie.
Dominika: Wiemy jednak, że nieprzyjemne, a czasem niebezpieczne sytuacje podczas nocowania w kamperze się zdarzają – dostajemy czasem takie sygnały od osób obserwujących nasze media społecznościowe, zwykle z krajów, w których podróżowanie w ten sposób jest popularne, np. we Francji, Hiszpanii czy Portugalii. Chodzi najczęściej o włamania, często nocą. Włamywacze wykorzystują do tego gaz usypiający.
Jak w takim razie zadbać o bezpieczeństwo, nocując w kamperze poza kempingiem?
Mikołaj: Przede wszystkim w drzwiach i oknach muszą być sprawne zamki. To podstawa, żeby przed pójściem spać upewnić się, że drzwi od szoferki, drzwi tylne i okna są pozamykane. Nigdy nie zostawiamy cennych rzeczy w szoferce, żeby nikt nie mógł ich zobaczyć przez okna. Dodatkowo pilnujemy też tego, żeby okna na noc były zasłonięte. Warto, żeby miejsce kierowcy było zawsze puste, żeby nie leżały tam żadne rzeczy, co w razie czego umożliwi nam szybkie opuszczenie miejscówki.
Wspomniałem już o gazie pieprzowym. Mamy go głównie na psy, bo zdarza się – my mamy takie doświadczenie z Albanii – że bezpańskie psy potrafią zaatakować ludzi.
Dominika: Trzeba też mądrze wybierać miejsca, gdzie zatrzymujemy się na noc. Historie o włamaniach najczęściej dotyczą tych, którzy spędzają więcej niż jedną czy dwie noce w jednej lokalizacji, często takiej, gdzie jest duża rotacja osób – stacje benzynowe czy parking przy autostradzie. To nie są wbrew pozorom dobre miejsca na nocleg – tam jest się ciągle na widoku, ludzie przyjeżdżają, odjeżdżają. Paradoksalnie dużo bezpieczniej jest nocować na uboczu, np. w lesie. Tylko człowiek tak naprawdę jest w stanie nam zagrozić, a jakie są szanse na jego spotkanie w jakimś ustronnym miejscu? A tam, gdzie wiadomo, że przestępczość jest wyższa, najlepiej wybrać do spania kemping lub strzeżony parking – żeby nie kusić losu.
Czy podróżowanie kamperem jest drogie?
Mikołaj: Sam zakup kampera kosztował nas 55,5 tys. zł, dodatkowe 12 tys. wydaliśmy na jego przygotowanie, wyposażenie, ubezpieczenie.
Dominika: Teraz średnio miesięcznie wydajemy około 1200 euro na dwie osoby i utrzymanie kampera. Nasze główne wydatki to paliwo i jedzenie. Nie wliczamy tutaj napraw – a awarie przy takim eksploatowaniu auta są nieuniknione – i nieprzewidzianych wydatków, np. lekarzy. Zawsze warto mieć jakąś nadwyżkę oszczędności, nie tylko na podróż, ale też na tzw. czarną godzinę.
Staracie się żyć oszczędnie?
Dominika: Zdecydowanie – bo chcemy, żeby nasze oszczędności starczyły nam na jak najdłuższą podróż.
Mikołaj: Zwykle gotujemy sami, na pójście do restauracji częściej pozwalamy sobie w uboższych krajach, gdzie różnica między zakupami w supermarkecie a posiłkiem w knajpce nie będzie bardzo duża. Wodę i prąd mamy za darmo – nasz kamper jest wyposażony w solary. Rzadko korzystamy z płatnych atrakcji.
Widzicie jakieś minusy podróżowania kamperem?
Mikołaj: Dłuższa rozłąka z bliskimi, omijają nas imprezy rodzinne. Często tęsknimy. Poza tym w naszym życiu nie ma rutyny i zdarzają się częste zwroty akcji. Planowanie życia z dnia na dzień to nasza codzienność. My tej przygody szukaliśmy, ale bywa, że jesteśmy zmęczeni. Nagłe awarie i ciągła kontrola budżetu nie są zbyt przyjemnymi sprawami. Zawsze powtarzamy, że podróżowanie to nie bajka, ale często jest naprawdę pięknie.
Jakie są wasze ulubione miejsca, do których udało wam się dotrzeć kamperem?
Dominika: Na pierwszym miejscu jest zdecydowanie Turcja, która ma naprawdę wiele do zaoferowania, a przy okazji jest bardzo przyjazna dla vanliferów. Turcy są bardzo wyrozumiali, bo sami lubią biwakować. Nieraz mieliśmy możliwość stania kamperem na prywatnej plaży, gdzie otaczało nas lazurowe morze i kilka skałek. Byliśmy też w Kapadocji – pierwszego poranka obudził nas balon przelatujący tuż nad naszym kamperem. Niezwykłe doświadczenie.
Tej zimy spędziliśmy wspaniały czas w Maroku, ogromną przygodą była wspomniana już Mauretania. Urzekła nas też Szkocja, w której spanie na dziko – podobnie jak w Skandynawii – jest w pełni dozwolone. Plaże, klify, urocze kamienne domki, góry…
Mikołaj: Wielka Brytania jest w ogóle bardzo niedocenionym krajem pod kątem podróżniczym. Pamiętam, kiedy tam przyjechaliśmy, chciałem znaleźć jakąś wioskę, która wygląda jak z pocztówki, i po kilkudziesięciu przejechanych kilometrach zorientowałem się, że 90 proc. angielskich wioseczek z południa to właśnie gotowy materiał na pocztówkę.
Co wam daje podróżowanie kamperem?
Mikołaj: Naszym celem było żyć po swojemu – i to nam się udaje. Poznajemy się dzięki tej przygodzie znacznie lepiej – i jako para, i każde z nas osobno. Przesunęliśmy nasze granice.
Dominika: To nie tylko spełnienie naszych podróżniczych marzeń, ale też ogromna wolność. Myślę sobie, że za dziesiątki lat będziemy mieli po prostu co wspominać. I co opowiadać naszym dzieciom.
Dominika i Mikołaj Połomowie. Autorzy bloga "Kolekcjonujemy wspomnienia" na Instagramie. Od ponad roku mieszkają w kamperze z 1998 r. Porzucili stabilne życie, aby spełniać podróżnicze marzenia.
Lena Gontarek. Redaktorka, dziennikarka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Pisze o tym, co ją porusza: dyskryminacji, wykluczeniu, relacjach międzyludzkich, a odkąd została mamą - również macierzyństwie i rodzicielstwie. Usłyszane historie najchętniej opowiada w formie reportaży i wywiadów. W życiu i pracy kieruje się zasadą szacunku dla każdego człowieka.