Rozmowa
Leszek Talko z narzeczoną Eweliną (arch. prywatne)
Leszek Talko z narzeczoną Eweliną (arch. prywatne)

Gdy ustalaliśmy termin naszej rozmowy, napisałeś mi, że czwartek odpada, bo w czwartek obok twojego miasteczka przejeżdża Giro d'Italia…

Tak było! Wcześniej mój sąsiad Angelo się upewniał, czy aby zrobiłem zakupy, bo tego dnia wszystkie sklepy w okolicy były pozamykane. Kiedy przejeżdża Giro d'Italia, idzie się na trasę kibicować zawodnikom.

W jaki sposób?

Rozstawia się stolik, otwiera zestaw piknikowy, rozlewa wino i siada, żeby jeść i pić. Po przejechaniu peletonu pakuje się zestaw piknikowy, dopija wino i dojada antipasto. Tak przynajmniej zrobiły załogi samochodów pilotujących wyścig oraz duża część kibiców. Ja nie, bo jestem nowy, ale za rok będę kibicował z antipasti i winem.

Włoskie miasteczko, w którym jesteś nowy, bo niedawno przeniosłeś się z Polski do Włoch, nazywa się…?

Gioviano. Leży w Toskanii, 20 minut jazdy samochodem od miejscowości Lucca i 40 minut od Pizy. Wcześniej jeździłem do Toskanii na koncerty i zachwycałem się, jak tu pięknie. Aż pewnego dnia pomyślałem, że sprawdzę, ile kosztuje tu dom. Znalazłem w internecie około 20, które mnie zainteresowały, i napisałem do agencji nieruchomości. Odpowiedziała mi połowa, jak to we Włoszech. I zacząłem umawiać spotkania.

Dom, który kupiłem, oglądałem jako drugi. Oczywiście był dla mnie za drogi, więc zaproponowałem niższą cenę. Właścicielka zapytała: "Chcecie go oddać na wynajem czy chcecie tu zamieszkać?". Odpowiedziałem, że chcemy w nim zamieszkać. "No to zgoda" – powiedziała. I tak znalazłem swoje miejsce na włoskiej ziemi. W miasteczku jest zaledwie 77 domów i więcej nie będzie. Wszystkie średniowieczne, z kamienia.

Możesz powiedzieć, ile to włoskie miejsce kosztowało?

Mniej niż dom we Francji czy nawet w Polsce, bo równowartość 600 tys. zł. A właścicielka zostawiła nam całe doposażenie, od łóżek po sztućce, włącznie z ręcznikami i pościelą na zmianę. Nie wymaga też remontu generalnego. Nic, tylko mieszkać!

Podobno w miasteczku mieszkają dwa duchy (arch. prywatne)

Przeniosłeś się do Włoch razem z rodziną?

Moja narzeczona Ewelina kończy pracę w Polsce, a mój przyszywany syn szkołę. Przygotowuję dom i na nich czekam, załatwiając jednocześnie włoską szkołę, do której Bruno pójdzie od września.

Co jeszcze robisz w przerwach w pisaniu? Podziwiasz widoki?

Też. Wciąż mnie tu coś zachwyca i coś odkrywam. Właśnie dowiedziałem się, że droga, którą co rano jadę po bułki, to ta sama, którą Hannibal wraz ze swoimi słoniami szedł na Rzym. Zresztą niedaleko stąd jeden ze słoni zmarł i został pogrzebany.

A w pobliskim miasteczku co roku odbywa się największa na świecie impreza halloweenowa. Każdy z dwóch tysięcy mieszkańców się wtedy przebiera. Można więc zobaczyć 90-latki w strojach zombi albo 90-latków w kostiumach kościotrupów, którzy dla żartu wciągają przechodniów do bram.

Poznałeś już wszystkich sąsiadów?

Mieszka tu 139 osób, łącznie z nami. Jeszcze nie znam wszystkich, także dlatego, że nie wszyscy są tu na stałe. Ale już wiem, który dom jest czyj, tak samo jak wszyscy już wiedzą, że jestem pisarzem z Polski i że trzeba do mnie mówić bardzo powoli, żebym zrozumiał, bo dopiero uczę się włoskiego.

Co ważne, jest tu kilku chłopaków w wieku mojego syna, którzy w zasadzie już go przyjęli do swojej bandy. Pierwszego dnia przyszedł ośmioletni Joel i spytał, czy tutaj zostaniemy oraz jak ma na imię nasz syn. Gdy wszystko wyjaśniliśmy, powiedział, że Bruno może pójść z nimi na rower. Niestety, rower mamy jeszcze w Polsce, ale okazało się, że to żaden problem, bo chłopaki mają rower zapasowy, który Brunowi pożyczyli. Dwóch z tych chłopaków przyjechało z rodzicami z Rumunii i mieszkają we Włoszech od lat. Mówią dobrze po włosku. Bruno jeszcze w ogóle nie, ale się dogadują.

Robisz rundki po okolicy? Chodzisz i się przedstawiasz?

Okazało się, że nie muszę. Pani Velia, od której kupiliśmy dom i która mieszka naprzeciwko, jest naszym dobrym duchem. Kiedy już podpisaliśmy umowę, wyściskała nas i opowiedziała o sobie. Stwierdziła, że już nie miała siły zajmować się jego wynajmem, bo "lata lecą". Pomyślałem, pewnie ma jakieś 75 lat, a okazało się, że ma 92! Wtedy zrozumiałem, dlaczego mówi, że jest zmęczona.

To ona wprowadziła nas w życie miasteczka. Gotuje nam obiady, zaprasza na kawę i poznaje z ludźmi. Ale w zasadzie poznawanie ludzi tutaj jest bardzo proste. Na przykład panią Giussepinę, która ma ogródek pod nami – bo ogródki są tutaj tarasowe – poznałem, gdy delikatnie zwróciła nam uwagę, że nasz zarasta bluszczem. Potem zaprosiła mnie na obiad i wtedy poznałem innego sąsiada, Angelo. Teraz rozmawiamy sporo o warzywach i ich nawadnianiu.

Leszek Talko z narzeczoną Eweliną i przyszywanym synem Brunem we Włoszech (arch. prywatne)

Podoba mi się takie życie.

Z kolei inny sąsiad, pan Frediano, przyszedł i powiedział, że jest szefem tutejszego wiejskiego komitetu, i zaprosił nas do grania, bo komitet ma trupę teatralną, która wystawia w miasteczku sztuki amatorskie. Przy obecnym poziomie znajomości włoskiego mógłbym co najwyżej zagrać kamerdynera, który mówi: "Państwo przybyli", ale może za rok czy dwa objąłbym jakąś większą rolę? To właśnie z panem Frediano ratowaliśmy wspólnie jelonka, którego znalazłem przy drodze. Szybko dołączyła do akcji reszta mieszkańców.

Wiadomo, Włochy!

Sama widzisz, że w większości tych historii ktoś miejscowy proponuje pomoc. Właściwie nie trzeba nawet o nią prosić, bo gdy ktoś widzi, że jej potrzebujesz, po prostu reaguje. Jak chociażby starszy pan, który pomógł mi niedawno wnosić pralkę na piętro domu. I w takich okolicznościach się poznajemy. Niezmiennie mnie w życiu tutaj zachwyca, jak ludzie są tu życzliwi. Ciągle nie mogę się nadziwić, że się tu znalazłem.

Lubię śródziemnomorskie widoki, jedzenie, ale przede wszystkim tutejszych ludzi i ich podejście do życia. Uśmiecham się, myśląc o historiach, które się tu wydarzają.

Na przykład gdy ruchome schody się zepsują, Włosi kładą na nie dywanik i po problemie. Inna sytuacja: wybrałem się na targi odzieży vintage. Miały się odbyć w niedużym centrum komercyjnym. Są tam dwie knajpy, sklep z rowerami, sklep odzieżowy, ale targów nie było. Kelnerka w knajpie powiedziała mi, że zostały przeniesione do hotelu cztery kilometry dalej. "Wszyscy o tym wiedzą" – wyjaśniła.

Wszyscy też wiedzą, że kiedy się pierze i ma się włączony piecyk gazowy, nie można włączać oświetlenia ogrodu, bo wywala główny bezpiecznik. Najpierw pranie, potem pizza, później ogród. Tej kolejności trzeba się trzymać.

Włoski dom Leszka Talki (arch. prywatne) , Leszek Talko z narzeczoną Eweliną i ich włoski dom (arch. prywatne)

O czym jeszcze "wszyscy wiedzą"?

Na przykład o tym, że godziny otwarcia sklepów są elastyczne. To, że ma być otwarty o jakiejś porze, wcale nie oznacza, że tak będzie.

I te niedogodności naprawdę nie zaczynają cię irytować?

Przenosząc się do Włoch, warto wiedzieć, czego się można spodziewać. Ja spodziewałem się dokładnie tego, co dostałem: dobrego jedzenia, ładnych widoków i wylewnych, pomocnych sąsiadów, którzy zawsze doradzą, co robić, i jeszcze przyniosą konieczne narzędzia, tego, że na każdym kroku spotykam się z historią, o której czytałem w książkach – jak z tym słoniem Hannibala albo o malutkim zameczku w sąsiedniej wiosce, który widzę z okien – otóż dziś zarasta bluszczem i jest opuszczony, ale bywali w nim, jedli i pili Francesco Sforza, potężny książę Mediolanu, i Wawrzyniec Medyceusz, potężny książę Florencji.

A jeśli kogoś irytuje fakt, że sklepy nie otwierają się na czas, że jedyny sklep spożywczy zamyka się o 19, to Włochy, Grecja czy część Francji nie będą po prostu kierunkami dla niego. 

Ty więc świadomie chłoniesz wszystko, co włoskie. A jest coś, co cię zaskoczyło w miejscu, w którym zamieszkałeś?

Niedawno kupiłem sobie włoską książkę o miejscowej magii i brnę przez nią, jednocześnie ucząc się języka. Bo jak się okazuje, nasz region Garfagnana był dawniej kojarzony z magią i czarownicami, które miały tu mieszkać. W miasteczku dalej stoi słynny diabelski most. Ma już 800 lat i został według legend zbudowany właśnie przez diabła. Lubię takie historie, bo ubarwiają życie. 

Do dzisiaj miejscowi w okolicznych wioskach zapalają ogromne stosy gałęzi na dzień przesilenia wiosennego, żeby wygonić duchy. Miejscowi mawiają też, że przetrwało tu kilka czarownic.

Włosi lubią się bawić i przebierać (Leszek Talko z narzeczoną Eweliną)

Widziałeś jakąś?

Jeszcze nie. Podobnie jak nie widziałem żadnego ducha, a podobno w miasteczku mieszkają dwa. To duchy kobiet, które przeżyły nieszczęśliwą miłość i ponoć czasem któraś z nich się pojawia, a potem rozpływa we mgle. Sąsiedzi zapewniają, że obie są zupełnie nieszkodliwe.

Wracając na ziemię – z jakimi komentarzami się spotykasz, gdy mówisz, że jesteś z Polski?

W zasadzie na nikim nie robi to specjalnego wrażenia, bo w miasteczku mieszkają ludzie z różnych krajów. Są na przykład cztery rodziny z Rumunii, dwie rodziny brytyjskie, są Amerykanie, Szwedzi, którzy kupili dom i chcą się za jakiś czas przenieść na stałe. Obcokrajowcy stają się więc częścią krajobrazu. Nikt już nie kojarzy Polski z papieżem. Za to koledzy Bruna mówią o Lewandowskim.

Ceny jedzenia są podobne jak w Polsce?

W sąsiednim miasteczku podają pizzę dla miejscowych, która kosztuje 7 euro, czyli około 30 zł. W innej knajpce, którą polecili mi miejscowi, kolacja kosztuje 9 euro za talerz, a kieliszek wina 3 euro. Uwielbiam kuchnię śródziemnomorską i gdybym mógł, żywiłbym się szynką parmeńską, bakłażanami, oliwkami i cukiniami. Taka dieta jest tu o wiele tańsza niż w Polsce. 

Zwłaszcza jak się ma własny ogródek? Coś uprawiasz?

Zasadziliśmy pomidory, cukinię, bakłażana, ogórki, cebulę i arbuzy. Zobaczymy, co nam wyrośnie – arbuzy niestety nie, bo już zostały zjedzone przez ślimaki. Posadziłem też dwa krzaczki winogron, ale mamy też w ogrodzie drzewo kaki, czyli szaronów. Przez całe życie nie zastanawiałem się, skąd się biorą, dopóki nie kupiłem tego domu. W listopadzie wchodzę do ogródka i widzę drzewo, które ugina się od tych owoców. Jesienią będę musiał wymyślić, co z nich zrobić. 

Pieczywo jest w podobnej cenie jak w Polsce, mięso jest sporo droższe, ale ryby tańsze. O wiele droższe są z kolei materiały budowlane, więc szukam tańszych zamienników. Do ogródka przydałaby się nam mała kosiarka, a do niej przedłużacz. Okazało się, że taki 30–40-metrowy kosztuje tutaj około 50 euro, czyli 200 zł, a w Polsce w internecie kupię go za 60 zł, więc kilka razy taniej. Jak się okazało, dobrze wiedzieć od sąsiadów, gdzie jest miejscowy "chińczyk", czyli sklep ze wszystkim prowadzony przez Chińczyków, w którym ceny są bardziej polskie.

Teraz załatwiam sobie status rezydenta, który jest bardzo wygodny. Inne są bowiem stawki za prąd czy podatki dla rezydentów, którzy mają tu pierwszy dom, niż dla osób, które mają drugi dom. Dotyczy to także Włochów – w drugim domu za media płacą więcej. 

To ważne, bo zimą było tu na zewnątrz około 12 stopni, więc nie bardzo zimno, ale w nocy temperatura spadła o kilka stopni, więc wypadałoby podgrzać. Sąsiedzi od razu ostrzegli, żebyśmy przypadkiem nie włączali pieca gazowego na całą dobę, tylko podgrzali sobie na kilka godzin, a potem go wyłączyli. Wtedy będzie dużo taniej.

'Obcokrajowcy stają się częścią krajobrazu'. Leszek Talko z rodziną przed domem we Włoszech (arch. prywatne)
Zobacz wideo Kasia założyła "babską" szkołę jazdy. Prowadzi ją już 15 lat

Z czego zamierzacie żyć we Włoszech?

Chcielibyśmy zająć się organizowaniem wycieczek dla Polaków, pośredniczyć w znajdowaniu noclegów czy pomagać w wyprawianiu wesela osobom, które chcą powiedzieć sobie "tak" we włoskich okolicznościach przyrody, na przykład w Toskanii. Moja narzeczona jest fotografką, więc mogłaby robić zdjęcia. Na początek wspólnie otwieramy La casa delle mille storie [Dom tysiąca historii – przyp. red.] – każdy będzie mógł wejść do naszego domu i opowiedzieć historie ze swojego życia. Zrobimy mu zdjęcie, nagramy i złoży się to w wystawę albo książkę.

Dostałem już też propozycję napisania książki o zmianie życia. Rozważam książkę o Toskanii, ale pokazanej przez miejsca, jak na przykład jedno niedaleko nas. To kompletnie opustoszałe miasteczko, w którym zostało 30 domów. Można do nich wejść i zobaczyć, jak ludzie mieszkali. W Toskanii na pewno jest sporo miejsc, które mnie zainspirują. 

Leszek Talko. Z wykształcenia jest archeologiem śródziemnomorskim. Reporter, felietonista, pisarz i scenarzysta.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, włoskiego, kawy i słoni.