W wyścigu o prezydenturę toczy się – kolejna już – dyskusja, czy 800+ to aby nie rozdawnictwo. Jednocześnie za każdym razem, gdy opinią publiczną wstrząsa informacja, a to że pół miliona dzieci w Polsce żyje w nędzy, a to że kolejne niemowlę zostało skatowane, słyszymy pytania: "Gdzie jest państwo?", a specjaliści radzą: "Spójrzcie na Skandynawię. Tam wszystko rozwiązano najlepiej".
Ten fenomen wynika z generalnej idei, że opiekę nad obywatelem przejmuje państwo, które buduje zamożność na podstawie filozofii: każdemu po równo. Dopiero z czasem przechodzono na równość możliwości, równość szans, ale na początku szczególnie system emerytalny funkcjonował według tej właśnie zasady.
W Polsce to brzmi bardzo dziwnie.
U wielu osób wywołuje to wręcz reakcję alergiczną, bo przywodzi na myśl PRL.
Dla Polaków to jest nie do uwierzenia: jak tak może być, że każdy dostaje emeryturę w takiej samej wysokości bez względu na to, czy był dyrektorem, czy robotnikiem. A jednak to możliwe. Kiedy w Szwecji wprowadzono system emerytalny, na początku każdy dostawał tyle samo i nie budziło to społecznego niezadowolenia. Zarówno dyrektor, jak i robotnik odczuwali taką samą dumę z wykonywanej przez siebie pracy. Robotnik nie czuł się gorszy tylko dlatego, że jest robotnikiem, ponieważ wiedział, że państwo tak samo go szanuje i tak samo o niego dba jak o dyrektora.
Tak zresztą jest do dzisiaj. Państwo opiekuje się każdym obywatelem. Choć akurat system emerytalny ewoluował i wysokość świadczenia jest teraz uzależniona od zarobków, jakie człowiek osiągał, i składek, jakie odkładał.
Nie przez przypadek o Skandynawii mówi się "socjalistyczny raj".
Jeśli już raj, to socjaldemokratyczny. Państwa skandynawskie są wręcz przeczulone na punkcie demokracji. Wynika to moim zdaniem z tradycji ludowych zgromadzeń, na których podejmowane były decyzje w sprawach lokalnych, tak jak na greckiej agorze.
A ten rajski charakter część naszych rodaków od razu zakwestionuje, przytaczając historie o odbieranych rodzicom dzieciach.
Z tezą o odbieranych "za nic" dzieciach rozprawia się m.in. Maciej Czarnecki w książce "Dzieci Norwegii. O państwie opiekuńczym" i w ostatniej – "Szwedzki socjal i polscy rodzice".
U nas panuje kult świętej, nietykalnej rodziny. Jako społeczeństwo budzimy się, dopiero kiedy stanie się coś strasznego. "Dlaczego nikt nic z tym nie zrobił?!" Tam jest diametralnie inaczej.
Ostatniego lata spacerowałem po Ålesund – portowym miasteczku w Norwegii – i byłem świadkiem, jak kobieta krzyczy na dziecko. Dziewczyno, co ty robisz? Za chwilę je stracisz – to była moja pierwsza myśl.
I faktycznie pojawiła się policja?
Nie. Bez przesady! Nie rozmawiamy o państwach policyjnych, gdzie za każdym obywatelem chodzi funkcjonariusz. Natomiast nie mam wątpliwości, że jeśli sąsiedzi tej kobiety obserwowali tego typu zachowania regularnie, to służby państwowe podjęły interwencję. Skandynawowie zawsze reagują, gdy widzą przejawy przemocy wobec dziecka. Nie tylko fizycznej, również słownej czy psychicznej. Nie jeden, ale dziesięciu sąsiadów niezależnie od siebie zadzwoni na policję czy do odpowiednich służb.
Rozmawiamy o krajach, w których w każdej gminie istnieją bardzo rozbudowane służby pomocowe. Funkcjonują m.in. specjalne komisje, które pomagają obywatelom ograniczyć spożywanie alkoholu, nawet wówczas, gdy ci specjalnie nie mają na to ochoty…
O ciemne strony życia w skandynawskim raju, m.in. alkoholizm, będę pytać. Zostając przy opiece społecznej – zaskakujące dla nas, Polaków, jest to, że pomoc przychodzi, nawet gdy człowiek o nią nie prosi. Od rodziny, która przeprowadziła się do Norwegii, usłyszałam, że odwiedził ich pracownik socjalny z informacją, że przyznano im zasiłek. Ci podziękowali i przekonywali, że nie potrzebują, bo sobie radzą. Usłyszeli: "Wiemy, ile zarabiacie. To zbyt mało".
Dla nas szok, a dla Skandynawów rzecz oczywista. Podstawową wartością i celem państwa, co do którego wszyscy są zgodni, jest wyrównywanie poziomu życia.
Jak to się odbywa w praktyce? Gdy człowiek traci pracę, natychmiast pojawiają się u niego pracownicy służb społecznych, którzy oferują pomoc. Zasiłek jest wypłacany de facto bezterminowo, pod warunkiem że obywatel uczestniczy w formach aktywizacji, czyli szkoleniach, kursach. Jeśli wykazuje chęć do pracy – ale nie musi zbierać pieczątek od pracodawców, u których się ubiegał o zatrudnienie – to właściwie może być na bezrobociu do końca życia.
Zasiłki wystarczą nie tylko na przeżycie, ale też na godne życie?
Tak! Pomoc państwa otrzymują również oczywiście m.in. osoby z niepełnosprawnościami czy w kryzysach psychicznych. Wszyscy, którzy znaleźli się w kłopotach.
Ale to nie zasiłki są podstawą polityki społecznej w Skandynawii. Są nimi asystenci, którzy odwiedzają człowieka w domu i go wspierają, pomagają wyjść z kryzysu. Poza tym mamy transfery finansowe i niefinansowe, np. bony. Ale i na tym się nie kończy!
Proszę sobie wyobrazić, że wchodzi pani do biblioteki publicznej w fińskim miasteczku. Co się okazuje? Że można wypożyczyć za darmo nie tylko książki i czasopisma, ale też rower i narty, dostać bezpłatny kurs nauki jazdy na tych nartach, a także mnóstwo innych rzeczy, o których my, w Polsce, nawet byśmy nie pomyśleli, że czymś takim może się zajmować gmina.
Do tego dochodzą, rzecz jasna, pieniądze na dzieci.
Nie ulega wątpliwości, że aby móc rozdać, trzeba mieć co.
Podatki w krajach skandynawskich są wysokie lub bardzo wysokie. To się zgadza. W dodatku są dość skutecznie ściągane, ponieważ dochody obywateli w Szwecji i Norwegii są jawne.
Dodatkowo np. Norwegia bogaci się na gazie. Jednak bogactwo – tak samo jak i biedę – można dzielić w różny sposób.
To jest kluczowa sprawa! Zobaczmy, co np. taka Rosja robi z pieniędzmi z gazu czy ropy. Przeznacza je na to, żeby oligarchom – a przede wszystkim Władimirowi Putinowi – żyło się dostatnio, oraz na zbrojenia i prowadzenie wojen.
A kiedy Norwegia zaczęła się gwałtownie rozwijać wraz z odkryciem złóż gazu ziemnego pod dnem Morza Północnego, co zrobiono? Przychody podzielono na dwie części. Jedną przeznaczono na podnoszenie jakości życia obywateli – m.in. pomoc socjalną – drugą zaczęto odkładać na czarną godzinę, natomiast odsetki od tej kwoty zasilają np. fundusze norweskie, które wspierają m.in. ochronę praw człowieka na świecie. Prawa człowieka, równość, sprawiedliwość – to jest skandynawskie soft power.
Wizytówka.
Ale nie można pouczać całego świata, jeśli najpierw samemu nie ma się na tym polu sukcesów. Chcąc budować w ten sposób pozycję międzynarodową, trzeba najpierw zostać mistrzem świata na własnym boisku.
To się udaje. W najróżniejszych zestawieniach kraje skandynawskie rok w rok okazują się tymi, których mieszkańcy są najszczęśliwsi.
Badane są wszystkie kraje świata, a potem i tak wygrywa Finlandia, a dalsze miejsca dzielą między siebie Szwecja i Norwegia. (śmiech)
Jak brzmi najprostsza odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest?
Chodzi o spójność społeczną, niwelowanie różnic i utrzymywanie godnego poziomu życia dla każdego.
Państwo opiekuńcze w połączeniu z wysokimi podatkami zdaniem przeciętnego zwolennika Konfederacji powinno zabijać gospodarkę. Tymczasem z każdego kryzysu Skandynawowie wychodzą maksymalnie w dwa lata.
Dlaczego bogata jest np. Finlandia? Dlatego że system bardzo mocno wspiera inicjatywę oddolną, wyłapuje, że komuś się coś chce, wspiera aktywność. W tym państwie istnieje potężny system grantowy, wspieranie małych przedsiębiorstw itd. Państwo niby socjalne, niby do wszystkiego się wtrąca, a jednak systemy zarządzania pieniędzmi są czysto menedżerskie, kapitalistyczne.
Na naturę Skandynawów składa się również uwarunkowanie kulturowe, jakim jest protestantyzm, który implikuje pracowitość, oszczędność oraz przekonanie, że trzeba wspierać każdego człowieka, który znajduje się w gorszej sytuacji życiowej. Swoją drogą z protestantyzmem łączy się także purytanizm. Słabości są mocno zwalczane. Gdy w Skandynawii upowszechnił się protestantyzm, pojawiła się m.in. prohibicja.
Do dziś sprzedaż alkoholu jest tam przez państwo reglamentowana, a obiegowa opinia o Skandynawach jest taka, że w przeciwnym razie piliby na umór.
Jest to twierdzenie po części prawdziwe.
Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?
Wikingowie byli prawdopodobnie takimi samymi zwolennikami alkoholu jak Polacy i Rosjanie. A że to i północ, i ciemno, i zimno, być może pili nawet więcej. Saunę wymyślili przecież m.in. dlatego, że ona się doskonale sprawdza na kaca.
Natomiast teraz, kiedy państwo się obywatelami opiekuje, dostęp do alkoholu jest ograniczony. Mogą go sprzedawać tylko wybrane sklepy i tylko w wybranych godzinach, co nie zmienia faktu, że wciąż alkohol jest.
A czy jest i problem alkoholowy?
Oczywiście, że jest.
W XX wieku w Szwecji zwalczano go w ten sposób, że alkohol kupowało się na zeszyt. Przy każdym zakupie dostawało się wpis i pieczątkę, a sprzedawca miał obowiązek skontrolować, czy aby zeszyt nie jest niepokojąco pełen. Jeśli tak było, musiał powiadomić gminę, która wysyłała do obywatela pracowników komisji zwalczającej alkoholizm.
Dziś ani zeszytów, ani "obowiązku informacyjnego" już nie ma, a jednak system wciąż działa. Nie oszukujmy się, w dużych miastach jest to nie do upilnowania, ale w małych miejscowościach – jak najbardziej. Sprzedawca nie musi, ale i tak poinformuje gminę, gdy klient zaopatruje się w alkohol z niepokojącą regularnością. Polak powie: wtrąca się, a Skandynaw: daje wsparcie!
Z drugiej strony część naszych czytelników, którzy mieli okazję płynąć promem ze Skandynawii do Gdańska czy Gdyni, prawdopodobnie mogła obserwować pijanych w sztok Skandynawów, którzy wsiedli na pokład tylko w tym jednym celu. Czy to nieprawda? Prawda, ale prawdą jest też, że tego typu pijackie historie można snuć w zasadzie o przedstawicielach każdego narodu. A specyfiką skandynawską jest – szczególnie w mniejszych miejscowościach – kontrola społeczna. Pijesz więc regularnie, np. trzy dni w tygodniu? Najpewniej zapuka do ciebie przedstawiciel gminy i powie: "Słyszeliśmy, że masz problem. Przyszliśmy ci pomóc".
Co bezpośrednio łączy się z tym, że jeśli człowiek nie zechce przyjąć tej pomocy i się ogarnąć, istnieje ryzyko, że dojdzie do odebrania mu dziecka.
Tak, oczywiście.
À propos dzieci – to właśnie ze Skandynawii przyszła koncepcja opieki naprzemiennej. Mało tego. Tam lansowana jest idea opieki w miejscu zamieszkania dziecka.
Ono mieszka ciągle w tym samym mieszkaniu czy domu, a wymieniają się rodzice. To jest norma w Skandynawii?
Nie, ale to rozwiązanie bywa stosowane. Normą jest na pewno opieka naprzemienna. Równouprawnienie mężczyzn i kobiet jest wielką wartością. Znowu: państwo dba o każdego obywatela tak samo. Zapewnia równe szanse, równe możliwości tak matce, jak ojcu.
Niech w tym cukrze nie będzie za dużo cukru. Wobec międzynarodowego pochodu populistów również nad Skandynawią gromadzą się czarne chmury. W Szwecji obywatele zaczynają się burzyć przeciwko migracji.
Skrajna prawica epatuje hasłami typu: są dzielnice, do których – jeśli nie chcesz stracić życia – lepiej się nie zapuszczaj.
To jest klasyczny argument: jak wam się wydaje, że jesteście tacy mądrzy, to jedźcie na Zachód i zobaczcie, do czego to wasze multi-kulti doprowadziło!
Proszę mi wierzyć, szwendam się po Sztokholmie i nie odczuwam zagrożenia. Natomiast generalnie, bardzo upraszczając, to jest tak, że Szwedzi dopiero teraz zauważyli to, co Norwegowie i Duńczycy dostrzegli już dawno temu, czyli nadmierny – w ich opinii – napływ migrantów. Tym, co irytuje Szwedów, Duńczyków i Norwegów, nie jest sam fakt, że napływają do nich przybysze – ponieważ podkreślam to jeszcze raz: ich soft power to m.in. prawa człowieka – ale sytuacja, w której nie chcą się oni integrować.
Gdy obserwuję dziś politykę migracyjną w Szwecji, mam nieodparte wrażenie, że zostaje powtórzony manewr, jaki niegdyś zastosowano wobec Lapończyków.
Każdy mógł albo pozostać Lapończykiem, tzn. skończyć czteroletnią szkołę, mieszkać w wydzielonej strefie i zajmować się do końca życia hodowlą reniferów, albo zostać Szwedem, ale wtedy porzucał swoje pochodzenie. Tak samo ma się dziś rzecz z migrantami: jeżeli chcesz zostać Szwedem, to zapraszamy, a jeśli nie, to sobie egzystuj na umownych peryferiach.
Zupełnie inaczej jest w Norwegii i Danii, gdzie już dziesięć lat temu partie populistyczne miały po 30 proc. poparcia, w związku z czym socjaldemokraci przejęli hasła o konieczności integracji uchodźców, którym nakazano przyjmowanie tutejszych zasad prawnych, kulturowych oraz naukę języka, a także podejmowanie legalnej pracy, a na wypadek braku chęci na to zaprojektowano systemy powrotów do krajów pochodzenia. Liczba wniosków azylowych radykalnie spadła! W Danii to aktualnie 1/20 w porównaniu z 2015 rokiem, ponieważ uchodźcy wiedzą, że to nie ma sensu. Duńczycy zadbali, by informacje na ten temat upowszechnić w świecie, w tym celu wykupywali m.in. ogłoszenia w prasie, np. w państwach Sahelu [Mali, Niger i Burkina Faso – przyp. red.] czy w Syrii.
Trzeba uczciwie przyznać, że fakt, iż socjaldemokraci zmienili taktykę w tej kwestii, pozwolił im zminimalizować wpływy populistów i utrzymać sprawnie funkcjonujący system dobrobytu, z którego Skandynawowie są dumni.
Z czego jeszcze są dumni?
Z tego, że państwo daje każdemu obywatelowi poczucie bezpieczeństwa. On wie, że cokolwiek się stanie, i tak… nic strasznego się nie stanie. Zawsze pomoże państwo. Co więcej, obywatele pomagają sobie nawzajem. Bezinteresownie! Do dziś w północnych obszarach Norwegii domy zostawia się otwarte.
To nie jest tylko symbol, jak nasze puste nakrycie na stole wigilijnym?
Każdy, kogo zaskoczy śnieżyca, naprawdę może nieodpłatnie skorzystać z gościny. To jest północ! Warunki bywają bardzo, bardzo trudne. W naturalny sposób wytworzyło to w ludziach potrzebę odpowiedzialności jeden za drugiego. A ona wynika z poczucia, że żeby w tym świecie móc przeżyć, po prostu musimy sobie pomagać.
Grzegorz Bonusiak. Prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego, dr hab. nauk społecznych. Politolog. Autor kilkudziesięciu publikacji naukowych. Zainteresowania badawcze obejmują państwa skandynawskie, w szczególności Saamów (Lapończyków), oraz autonomiczne regiony Europy. Dyrektor Instytutu Nauk o Polityce UR oraz prezes oddziału rzeszowskiego Polskiego Towarzystwa Studiów Europejskich.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


