Rozmowa
'Bardzo często jedynym pełnowartościowym posiłkiem, jaki dziecko zjada w ciągu dnia, jest obiad, który dostaje w szkole' (Fot. PAH)
'Bardzo często jedynym pełnowartościowym posiłkiem, jaki dziecko zjada w ciągu dnia, jest obiad, który dostaje w szkole' (Fot. PAH)

Jestem pewna, że duża część naszych czytelniczek i czytelników jest zaskoczona samym tematem rozmowy: jak w 2025 roku w Polsce, która należy do Unii Europejskiej, dzieci mogą być głodne? O jakiej skali problemu mówimy?

Marta Chojnacka: Olbrzymiej. Są uczniowie, którzy z powodu niedożywienia mdleją w szkole, w stołówkach dopytują, czy po obiedzie zostało coś, co mogliby dojeść, a może jest suchy prowiant, żeby go zabrać do domu. W skrajnym ubóstwie, które zagraża zdrowiu, żyje 7,6 proc. dzieci, czyli ponad pół miliona. Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że to one są szczególnie narażone na krzywdę, dlatego że nie decydują o rzeczywistości, w której żyją, ale są zależne od dorosłych. Liczba dzieci żyjących w ubóstwie wzrosła w ostatnich latach o dwa proc. Przyczyn badacze upatrują m.in. w tym, że przez wiele ostatnich lat nie waloryzowano świadczeń społecznych, oraz w inflacji.

Inflacja zawsze uderza najmocniej i przede wszystkim w osoby najbiedniejsze.

Marta Chojnacka: W tzw. ubóstwie relatywnym – o którym mówimy, gdy dochody oraz poziom życia znacznie odbiegają od średniej w kraju – żyje kolejny milion dzieci. Tak wynika z raportów GUS. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że oficjalne statystyki zawsze są zaniżone, ponieważ "nie widzą" wszystkich dzieci, chociażby tych, które są w domach samodzielnej matki lub są bezdomne, dlatego nie chodzą do szkoły, a są jak najbardziej narażone na ubóstwo i niedożywienie.

Ponad pół miliona dzieci żyje w skrajnym ubóstwie. 'W ostatnich latach to wzrost o 2 proc.' (Fot. PAH)

"Pajacyk" pomaga m.in. poprzez działające w całym kraju świetlice. Dyrektorka jednej z nich, Marta Chomaniuk z Białegostoku, mówi: "Gdy dziecko jest niedożywione, nie potrafi zrozumieć, co się z nim dzieje. Reaguje emocjonalnie, a nawet agresywnie na zaczepki". Uderzające, że głód to nie jest "wypadek przy pracy", incydent, tylko rzeczywistość, którą można obserwować w dłuższej perspektywie i wyciągać wnioski.

Marta Chojnacka: Bardzo często jedynym pełnowartościowym posiłkiem, jaki dziecko zjada w ciągu dnia, jest obiad, który dostaje w szkole.

W polskiej rzeczywistości mamy głównie do czynienia z niedożywieniem jakościowym: owszem, dzieciaki w domu jedzą, ale byle co. To nie są ciepłe posiłki. Bardzo często to nawet nie jest kanapka, tylko chleb z margaryną. I co najgorsze, to nie jest sytuacja przejściowa, chwilowa, tylko utrzymująca się przez dłuższy czas norma, która ma bardzo negatywny wpływ na stan zdrowia dzieci.

Od Sylwestra Tonderysa ze związku zawodowego pracowników socjalnych usłyszałam: "W jednym z łódzkich przedszkoli były dzieci, które właśnie tam zjadły pierwszy w życiu normalny obiad. Były zadziwione smakiem, bo w domu jadły tylko zupki chińskie".

Yuliia Tkachuk: Znamy wiele takich historii. W domu rodzinnym nikt nie kontroluje, czy i co dziecko je. Bywa, że żyje tylko na chipsach czy batonikach.

Marta Chojnacka: Dzieciaki nie znają tak wielu smaków!

Zdarzyło się, że rozmawialiśmy z potencjalnym sponsorem "Pajacyka", który nie mógł uwierzyć, że to w szkole dziecko pierwszy raz poznało smak ryby. A ono tam nie dostało łososia, tylko filety w formie paluszków.

Chcę podkreślić, że bardzo często to nie jest wina rodziców, którzy zaniedbują dziecko. W domach, gdzie permanentnie brakuje pieniędzy, nikt nie kupi awokado, dlatego że ono po prostu jest bardzo drogie. Za te pieniądze można kupić kilka zupek chińskich.

Jestem przekonana, że podstawowym pytaniem, które przychodzi do głowy osobom, które czytają naszą rozmowę, jest to: co z ich rodzicami? Pojawia się klisza: niechętni do pracy, uzależnieni, liczący na to, że ich dziećmi zaopiekuje się państwo.

Marta Chojnacka: Sytuacje są różne. Część dzieci jest pod opieką samodzielnego rodzica, który pracuje! Stara się! A potem okazuje się, że minimalnie przekracza próg dochodowy uprawniający dziecko do otrzymania w szkole posiłku w ramach programu rządowego. Na całe szczęście dziecko może dostać obiad w ramach "Pajacyka".

Yuliia Tkachuk: Owszem, pewna część wychowuje się w rodzinach, o których mówi się "dysfunkcyjne", ale to absolutnie nie jest reguła. To, że dzieci cierpią głód, nie zawsze jest konsekwencją decyzji życiowych, jakie podejmują ich rodzice. Część wychowuje się w rodzinach, gdzie trudności ekonomiczne i ograniczone możliwości edukacyjne przechodzą z pokolenia na pokolenie: osoby żyją w mieszkaniu komunalnym, nikomu nigdy nie udało się zdobyć wyższego wykształcenia, na życie zarabia się w najniżej płatnych pracach.

Bariera pensji minimalnej jest dla ich rodziców przeszkodą nie do przeskoczenia.

"Polskie państwo nie miało i nie ma oferty dla tych, którzy nie załapali się na 'pociąg przemian' po 1989 roku" – powiedział mi psycholog Roman Pomianowski, który od lat pomaga osobom zadłużonym. W nędzy żyli dziadkowie, rodzice, a teraz żyją dzieci. Czy z waszego doświadczenia wynika, że wciąż istnieją Polska A i Polska B? Mogłyby panie narysować na mapie kraju rejony nędzy?

Marta Chojnacka: Nie. My obejmujemy wsparciem całą Polskę, wszystkie województwa.

Dzieci otrzymują nie tylko jedzenie, lecz także pomoc psychospołeczną.

Yuliia Tkachuk: Permanentne niedożywienie sprawia, że dziecko gorzej się uczy, nie ma energii do zabawy, więc nie nawiązuje relacji, jest też często gorzej od rówieśników ubrane. To wszystko sprawia, że od najmłodszych lat myśli o sobie, że jest gorsze, mniej wartościowe.
'Budżet na wsparcie żywnościowe wynosi około 2 mln zł' (Fot. PAH)

Stygmatyzuje je bieda.

Yuliia Tkachuk: Z czasem zaczyna wierzyć: tak, ja jestem gorsza/gorszy od innych. Nie, ja nie dam rady w szkole, nie poradzę sobie w życiu. A jeśli w dodatku osoba dorosła – rodzic, wychowawca, szkolny pedagog – wzmacnia w nim to przekonanie, nawet niekoniecznie werbalnie, ale nie pokłada w dziecku nadziei, pomija je, to konsekwencje mogą być odczuwalne już zawsze.

Jako "Pajacyk" zaczęliśmy oferować pomoc psychospołeczną po pandemii. Od osób prowadzących świetlice w całej Polsce dostawaliśmy sygnały, że skutki izolacji są tragiczne. Zgłaszano wielki niepokój o zdrowie psychiczne dzieci. Dlatego w 2021 roku podjęliśmy decyzję: coś z tym trzeba zrobić. Wsparcie, które oferujemy, to m.in. konsultacje psychoterapeutyczne i psychiatryczne, grupy wsparcia dla dzieci i młodzieży, warsztaty psychoedukacyjne, trening umiejętności społecznych i zastępowania agresji.

Dzieci chętnie sięgają po taką pomoc?

Yuliia Tkachuk: Nie zawsze. Czasem opiekun sugeruje dzieciom, że dobrze by było, gdyby porozmawiały z psychologiem, jednak one się wzbraniają. Mają potężny wewnętrzny opór.

Są dzieci, dla których sytuacja, w której przez całą godzinę ktoś uważnie słucha, wypytuje o uczucia i emocje, to absolutna nowość. One nigdy w życiu nie były tak traktowane.

Przełamać się, zaufać obcej osobie jest im bardzo trudno. Obawiają się, że to wszystko jest jakiś podstęp.

Część dzieci nie otrzymuje w domu nie tylko śniadania, obiadu i kolacji, lecz także tego wszystkiego, o czym dziś – z uwagi na rozwój badań w psychologii rozwojowej – wiemy, że jest konieczne do prawidłowego rozwoju: czułości, uwagi, ciepła, zainteresowania, poczucia, że jest się dla rodzica ważnym i wyjątkowym.

Są więc strasznie samotne. 

Marta Chojnacka: Mają potężne braki emocjonalne. Bardzo trudno im zaufać drugiemu człowiekowi.

Więź, którą nawiązują z osobami ze świetlic wsparcia dziennego albo innych lokalnych organizacji pomocowych, bywa najważniejszą i najsilniejszą w ich życiu.

Mijają lata, są nastolatkami, potem młodymi dorosłymi, a jednak nadal przychodzą porozmawiać, zwierzyć się, przytulić do swoich dawnych opiekunów.  

Ale wsparcie psychospołeczne, które oferuje "Pajacyk", to program wyjątkowy m.in. dlatego, że kierujemy go również do dorosłych.

'Żeby odpowiedzieć pozytywnie na wszystkie wnioski o pomoc żywnościową, potrzebowałabym ośmiu milionów' (Fot. PAH)

Czytałam o warsztatach, podczas których dzieci i ich rodzice uczyli się, jak nawiązać ze sobą więź.

Yuliia Tkachuk: Przeprowadziła je jedna z organizacji, którą finansujemy, ponieważ zauważono problem, że w rodzinie osoby nie potrafią spędzać razem czasu. Matka, ojciec, dzieci – każdy sobie! Każdy siedzi w swoim telefonie, w swoim świecie.

Nie tylko dzieci, lecz także dorośli potrzebowali się nauczyć tego, że można robić pewne rzeczy wspólnie. I że to ma wartość, znaczenie: spędzanie razem czasu jest ważne dla naszej rodziny, ponieważ sprawia, że czujemy bliskość, ufamy sobie, doceniamy, rozumiemy się, znamy, wiemy, o co każdemu z nas chodzi. Poznajemy, kim my w ogóle jesteśmy!

Przechodząc do konkretu - jak takie zajęcia wyglądają?

Yuliia Tkachuk: Rodzina wykonywała razem pracę plastyczną albo po prostu wszyscy grali w planszówkę.

W chińczyka?

Yuliia Tkachuk: Wszystko jedno. To może być najprostsza, niewymagająca żadnych umiejętności ani nawet skupienia gra. Najważniejsze to doprowadzić do sytuacji, w której rodzina robi cokolwiek wspólnie.

Warsztaty kulinarne też by się sprawdziły. Bądźmy razem! Poznajmy się!

Marta Chojnacka: Na Pomorzu mieliśmy projekt, który się nazywał Akademia Rodzica. Uczestnicy otrzymywali zadania domowe pod tytułem: rozmawiaj ze swoim dzieckiem przez 15 minut. Nie na zasadzie: "Jak było w szkole? Okej. No to dobrze", tylko prowadźcie przez kwadrans prawdziwy dialog.

Na kolejne zajęcia rodzice wracali bardzo poruszeni! "Ilu rzeczy ja nie wiedziałem o swoim dziecku!", "Nie miałam pojęcia, że moja córka ma tego rodzaju potrzeby!".

Gdy pań słucham, przychodzi mi na myśl tylko jedno: w rodzinach, o których teraz panie opowiadają, brakuje nie tylko więzi. Tam nie ma miłości.

Yuliia Tkachuk: Regularnie prowadzę warsztaty z ochrony dzieci przed krzywdzeniem, podczas których m.in. omawiam, że są rodzaje przemocy – nie tylko fizyczna czy psychiczna – oraz pokazuję, jak je rozpoznać. Proszę mi wierzyć, że w każdym takim spotkaniu biorą udział rodzice, którzy doświadczyli przemocy, gdy byli dziećmi, a kiedy to jest jedynym wzorcem wychowawczym znanym z dzieciństwa, będzie on powielany. Umiejętność stworzenia pełnej miłości rodziny nie jest czymś, z czym każdy człowiek wychodzi w świat.

Dlatego jeśli są miejsca, w których można się tego nauczyć od specjalistów, to jest wielka wartość. Mam nadzieję, że za parę dekad każdy z nas będzie domyślnie rozumiał, że rodzina oznacza miłość.

Koordynatorka projektu 'Pajacyk - wsparcie żywnościowe' Marta Chojnacka (Fot. PAH)

Jestem przekonana, że już dziś dla bardzo wielu osób jest to oczywiste. Jesteśmy obywatelkami i obywatelami kraju, który od lat szczyci się rozwojem cywilizacyjnym oraz gospodarczym – mogłybyśmy się przerzucać danymi, które uprawdopodobniłyby tezę, że Polska jest tygrysem Europy, a może i świata – tymczasem rozmawiamy o rodzicach, którzy muszą się uczyć, jak kochać swoje dzieci, oraz o dzieciach, które są zdziwione, że obiad nie smakuje zupką chińską. Wróćmy, proszę, do meritum, do niedożywienia dzieci.

Marta Chojnacka: Jedna z organizacji, którą finansujemy, zabrała dzieciaki na kolonie. Pojechała na nie m.in. dziewczynka, która wcześniej nie chodziła do świetlicy. Proszę sobie wyobrazić, że przez pierwsze dwa dni to dziecko jadło tylko suchy chleb. Bo nie wiedziało, że w ogóle można jeść coś innego. Potrzebowało czasu, żeby się tego nauczyć.

Dla jasności: nie jest to historia z lat 90., kiedy o "Pajacyku" słyszała cała Polska, ale też kiedy można było zjawisko niedożywienia tłumaczyć chociażby plagą bezrobocia?

Marta Chojnacka: To jest historia współczesna. Nie twierdzę, że takie sytuacje zdarzają się nagminnie, niemniej zdarzają się. Dzisiaj. W Polsce.

Podczas tej rozmowy przez cały czas myślę o wstydzie. Tak było, jest i zawsze tak będzie, że bieda jest czymś, czego się człowiek bardzo wstydzi. W dodatku to, co nas różni od lat 90., to m.in. fakt, że wówczas różnice majątkowe nie były aż tak bardzo widoczne. Dzieci nie chodziły w butach za kilka tysięcy złotych. Butów za kilka tysięcy złotych w ogóle wtedy nie było w sklepach.

Marta Chojnacka: Nierówności społeczne są dziś zdecydowanie bardziej widoczne.

Yuliia Tkachuk: Stygmatyzacja jest bardzo duża, a wstyd – powszechny. Często o tym, że się dostawało wsparcie żywnościowe, osoby po raz pierwszy mówią bez wstydu, dopiero gdy są dorosłymi ludźmi.

Marta Chojnacka: Wstyd często idzie w parze z dumą. Niedawno od pedagożki z jednej ze szkół usłyszałam o nastolatku, który stanowczo odmówił przyjmowania pajacykowych obiadów. Ona i nauczyciele kombinowali, jak mogli, by jednak mu pomagać. Odbywało się to na zasadzie: nie ma cię na liście dzieciaków jedzących obiady, ale zobacz, nie wszyscy dziś przyszli, została zupa i drugie danie. Wtedy szedł na stołówkę i jadł. Stworzono dla niego specjalną narrację, by nie urazić jego dumy.

Grzegorz Wysocki z Gazety.pl w swoim alfabecie podsumowującym 2024 rok o nędzy napisał: "Nie wiem, czy jest w Polsce tu i teraz jakiś większy problem do rozwiązania". Mam przekonanie, że spore grono osób uważa, że skoro od 2016 roku mamy 500, a teraz 800+, to problemu głodu powinno w ogóle nie być.

Marta Chojnacka: Strasznie mnie irytuje, kiedy ludzie mówią, że to jest rozdawnictwo. To nie jest rozdawnictwo, tylko podstawowy obowiązek państwa, by zadbać o obywateli.

Kiedy uruchamiano ten program, dużo było głosów pod tytułem: "Przepiją wszystko!"…

Pojawiały się postulaty, by pracownicy OPS-ów chodzili po domach i sprawdzali, czy tak się nie dzieje.

Marta Chojnacka: Większość rodzin wydawała – i wciąż wydaje – te pieniądze na jedzenie i ubrania dla dzieci. 800+ to jest bardzo ważna forma wsparcia dla rodzin, tylko że niestety jest to wsparcie niewystarczające.

Yuliia Tkachuk: Opowiem o uchodźczej rodzinie, z którą pracowałam. Proszę sobie wyobrazić, że jest babcia, jej niepełnosprawny intelektualnie syn oraz dwoje wnuków. Czteroosobowa rodzina, która dostawała dwa razy po 500 zł, bo to było jeszcze przed podwyżką świadczenia. 1000 zł. I koniec. Za te pieniądze często nie sposób nawet zapewnić sobie dachu nad głową, a przecież mieszkanie to dopiero początek. Gdzie zaspokojenie wszystkich potrzeb rodziny?

Marta Chojnacka: Już nie mówiąc o takiej kwestii, że np. samodzielnej matce mało kto w ogóle chce wynająć mieszkanie.

Sytuacje bywają bardzo trudne. Samodzielna matka, która ma kilkoro dzieci, pracuje i pobiera 800+, może jakoś wiązać koniec z końcem. Rodzina żyje od pierwszego do pierwszego. Ale niech ktoś zachoruje. Niech będzie trzeba iść do dentysty – i już cała misterna układanka się sypie.

Yuliia Tkachuk zajmuje się pomocą psychospołeczną, którą oferuje 'Pajacyk'. (Fot. PAH)

Co według pań powinno się zmienić w polityce państwa, by skutecznie zawalczyć ze zjawiskiem niedożywienia wśród dzieci?

Yuliia Tkachuk: Według mnie powinno się zapewniać wszystkim uczniom jedzenie w szkole. Niezależnie od sytuacji finansowej rodziny. To powinna być oczywista rzecz, że każdy uczeń dostaje w szkole ciepły posiłek. Przecież wiemy doskonale, że prawidłowe żywienie przekłada się nie tylko na samopoczucie i zdrowie, lecz także na wyniki w nauce.

Każda szkoła powinna również zatrudniać psychologa na etacie. Na ten moment w Polsce jest ponad 300 gmin, na terenie których ani jedna szkoła nie zatrudnia psychologa!

Marta Chojnacka: Zgadzam się z Yuliią.

Obiady w szkole to powinno być podstawowe prawo każdego dziecka, tak samo jak to, że jeśli ma jakiś problem, powinien być w szkole psycholog, który pomoże.

A tak najbardziej bym chciała – marzę o tym – by pewnego pięknego dnia zarząd Polskiej Akcji Humanitarnej zadzwonił i powiedział: "Słuchajcie, dziewczyny, nie mamy już dla was pracy. W Polsce jest tak dobrze, że nie potrzeba już 'Pajacyka'".

A jak na dziś mają się możliwości "Pajacyka" do zgłaszanych z całej Polski potrzeb?

Yuliia Tkachuk: Ostatnio rozstrzygnęliśmy konkurs na pomoc psychospołeczną, w ramach którego mieliśmy do rozdysponowania milion zł. Wniosków otrzymałyśmy na 16 milionów.

Marta Chojnacka: Budżet na wsparcie żywnościowe wynosi około dwóch milionów zł, a żeby odpowiedzieć pozytywnie na wszystkie spływające wnioski, potrzebowałabym ośmiu.

Marta Chojnacka. Koordynatorka projektu "Pajacyk – wsparcie żywnościowe".

Yuliia Tkachuk. Zajmuje się pomocą psychospołeczną, którą oferuje "Pajacyk".

Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.  

Pomoc dla PAH

Wsparcie dla Polskiej Akcji Humanitarnej - pomocy humanitarnej w Polsce i na świecie. Obejmuje ona m.in program Pajacyk.

Jak zostać darczyńcą