Rozmowa
Aleksandra Popławska (Agata Grzybowska / Agencja Wyborcza.pl)
Aleksandra Popławska (Agata Grzybowska / Agencja Wyborcza.pl)

Silna, skoncentrowana na celu, świetnie odnajduje się w męskim świecie. Taka jest Łabędź, którą grasz w najnowszym filmie. Jesteście podobne? Też jesteś silna?

Pewien rodzaj siły i niezależności mam wpisany w DNA, tak jak kobiety w mojej rodzinie, ale jestem też utkana z wielu słabości, bo ktoś, kto jest silny, nie jest przecież pozbawiony uczuć i wątpliwości.

U mnie w rodzinie kobiety zawsze były niezależne, nadal są. Myślę, że gdybym żyła kilka pokoleń wstecz, to spłonęłabym na stosie. Moja mama, siostra i nasze córki też. Mamy swoje zdanie, a takim osobom trudno się żyje.

W czym tkwi twoja siła?

W mojej niezależności i posiadaniu zdrowego rozsądku, co wydaje się ostatnio bardzo nie na czasie, nie przynależę do żadnej z grup, bo rację widzę zawsze gdzieś pośrodku. Gdy w gorącym okresie byłam na granicy polsko-białoruskiej, spotykałam się zarówno z aktywistami, jak i funkcjonariuszami Straży Granicznej. Każda ze stron miała swoje racje i problemy, to bardzo złożony temat, którego nie można było jednoznacznie ocenić. Moja odrębność jest dla mnie bardzo ważna.

Czy w aktorstwie potrzebne są silne kobiety? Nie lepiej mają te potulne?

Żeby przetrwać w tym zawodzie, trzeba mieć siłę. I nie chodzi mi o arogancję czy bezczelność. Chodzi o wytrzymałość fizyczną i psychiczną, dobrze jest jednocześnie mieć w sobie odrobinę pokory i umieć współpracować, bo praca aktorki to praca z ludźmi, w grupie. Najczęściej w środowisku, w którym jest dużo silnych, zarządzających mężczyzn.

Ciągle w naszym zawodzie więcej jest dyrektorów teatrów, mniej dyrektorek, reżyserów, producentów itp. Podobnie z rolami w filmach. Zagrałam w filmie "Diabeł", który toczy się w typowo męskim świecie. Trzy kobiety w większych rolach w obsadzie, reszta to mężczyźni. Ale trudno się dziwić – dopóki mężczyźni będą opowiadać i pisać historie, to się nie zmieni, bo piszą zazwyczaj o sobie lub o tym, co ich interesuje. Mało który scenarzysta potrafi napisać pięknie i głęboko o kobiecie, dlatego potrzeba nam mocnych kobiet, które będą miały odwagę i siłę przebić się w tym męskim świecie. Te zmiany się dzieją, ale bardzo powoli.

Aleksandra Popławska w filmie 'Diabeł' (Karolina Grabowska)

Ty jesteś mocna, silna fizycznie?

Jestem raczej sprawna i zdrowa, a to jest na wagę złota; w tym zawodzie nie ma czasu na choroby. Dbam o aktywność fizyczną i nie wyobrażam sobie życia bez niej, chociaż przyszło to do mnie dosyć późno. Długi czas grałam na fortepianie i nie uprawiałam żadnego sportu, ale gdy weszłam w zawód, zobaczyłam, jak to jest ważne. W ostatnich 10 latach ćwiczę coraz więcej. Na początku była tylko joga, potem doszły treningi personalne, których bardzo nie lubiłam. Teraz z niecierpliwością czekam na kolejny trening. I doszedł też boks z Saszą Sidorenko, mistrzynią Europy. To aktywność fizyczna połączona z dobrą zabawą i kobiecą motywacją. Bardzo lubię ten czas, mimo że jestem po tym mocno wyczerpana.

Na planie nie pomaga, gdy ktoś jest słaby. Aktorstwo to zawód praktyczny, pracujemy po 12–16 godzin. Grając Łabędziową, musiałam wrzucić na siebie cały osprzęt, który lekki nie był. Oczywiście był on częściowo "filmowy", lżejszy niż prawdziwy, ale i tak trudno było mi się w nim poruszać, nie mówiąc o wyjściu do toalety.

Łatwo nie było?

Ciężki kostium, praca w plenerze, w pośpiechu, bo warunki pogodowe bardzo się zmieniały, bieganie z bronią po lesie – dobre zdrowie bardzo się przydaje w takich warunkach. Aktor, który dużo choruje, często odpada z zawodu. Ryzykiem jest zatrudniać kogoś, kto przerywa dni zdjęciowe. To są ogromne pieniądze, więc aktorzy na planie po prostu nie chorują albo bardzo rzadko. Ja przerwałam zdjęcia tylko wtedy, gdy miałam covid. Zresztą zaraziłam się na planie. Najpierw zachorował reżyser i operator, główny aktor, a potem ja. To nie było przyjemne. Poczułam, jak to jest chorować. Dlatego staram się dbać o swoją odporność. W tym pomagają mi wspomniane ćwiczenia, odpowiednia ilość snu, sposób odżywiania, regularne badania, a także eliminowanie stresu, co jest najtrudniejsze, zwłaszcza u osób wysoko wrażliwych.

Jesteś wysoko wrażliwa?

Tak. Powtarzam sobie, że świata nie zbawię, ale nie potrafię milczeć, gdy widzę zło. Jestem empatyczna i muszę uważać, bo ludzie lubią to wykorzystywać. Ma to dla mnie czasem przykre konsekwencje. Zazdroszczę tym, którzy potrafią sobie powiedzieć: to nie jest moja sprawa, ja nie umiem. Walczę o sprawiedliwość. Cały czas mam sprawę w sądzie z kimś, kto nadużył mojego zaufania. Sprawy w polskich sądach niestety toczą się latami, więc nie wiem, kiedy to się skończy i z jakim wynikiem.

Aleksandra Popławska na premierze serialu 'Miasto Skarbów' (Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl)

Nie wstydzisz się przyznać, że ktoś cię oszukał? Że okazałaś się naiwna?

Wielu ludzi wychodzi z założenia, że lepiej się do takich sytuacji nie przyznawać. Ja się nie wstydzę ani się nie boję. Niech wstydzą się ci, którzy kradną, oszukują i żerują na dobrym sercu innych ludzi. Dlatego lubię postaci z "Diabła" takie jak Maks czy Łabędź – to ludzie honoru, którzy walczą ze złem i z niesprawiedliwością. Podobnie jak komisarz Agnieszka Polkowska z "Szadzi". Mimo trudnych doświadczeń nadal jestem otwarta, bo ciągle na mojej drodze więcej jest ludzi dobrych niż złych. Nie zmienię się, bo czy można żyć z totalnym brakiem zaufania?

Zobacz wideo Oni spotkali się na planie i są rodziną

Racja, to chyba niemożliwe.

Jestem osobą publiczną, wciąż mnóstwo ludzi prosi mnie o nagłośnienie jakiejś akcji. Kiedyś nieświadomie wsparłam oszustów, którzy zorganizowali fejkową akcję charytatywną, i byłam w związku z tym wzywana na policję. Teraz staram się weryfikować każdą zbiórkę, więc nie wszystkie prośby pomocy udostępniam, bo weryfikowanie zajmuje sporo czasu, a to dla mnie ważne, żeby nie wprowadzać w błąd kolejnych ludzi. Staram się żyć uczciwie, to dla mnie podstawa. W pewnym wieku zaczęłam szczególnie doceniać takie proste rzeczy jak uczciwość i dobre relacje z ludźmi.

Staram się też słuchać swojej intuicji, którą często zagłuszałam, nie dopuszczając, że ktoś może mieć złe intencje.

Pamiętasz, kiedy intuicja ci pomogła?

Zgubiłam się w lesie. Nie miałam zasięgu, nie działał GPS. Robiło się ciemno, więc zdałam się na intuicję, a być może był to bardziej instynkt? Albo jedno i drugie. W końcu znalazłam drogę, ale przeżyłam spory stres. Niepotrzebnie zeszłam ze szlaku i poszłam w trasę sama. Tak się nie robi, obiecałam sobie, że już więcej nie będę ryzykować.

Aleksandra Popławska z Janem Fryczem i Adamem Woronowiczem (Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Udało ci się, mimo że nie pochodzisz z aktorskiej rodziny, wyjechać z rodzinnego Śląska do Warszawy i odnieść sukces. Jakie emocje obudziły się w tobie podczas zdjęć do filmu "Diabeł" w Tarnowskich Górach?

Było ich całkiem sporo. Maks, czyli przyjaciel mojej bohaterki, pochodzi z Rept, a w Reptach jest bardzo znany ośrodek rehabilitacyjny. Byłam w nim chwilę przed balem maturalnym na rehabilitacji, bo miałam skrzywiony kręgosłup. Musiałam nosić specjalny pas ortopedyczny i robić ćwiczenia oddechowe. W Reptach poznałam kilku chłopaków z oddziału paraplegii, po różnych urazach kręgosłupa. Mimo urazów jeździli po ośrodku na wózkach i robili piruety. Podziwiałam ich siłę i energię, ale zrozumiałam też wtedy, jakie konsekwencje może mieć skok na główkę do wody w niedozwolonym miejscu.

Z kolei w Tarnowskich Górach byłam podczas studiów na imprezie sylwestrowej u Eryka Lubosa, z którym gramy razem w "Diable". Pamiętam, że siadło ogrzewanie, więc włożyłam futro jego mamy, było zimno, ale bawiliśmy się świetnie. Lubię Śląsk, lubię gościnność mieszkających tam ludzi i jego klimat. Pamiętam czasy, kiedy jeszcze działały wszystkie kopalnie. Pamiętam sklepy górnicze, w których dostępne były takie rzeczy, na które mogłam sobie tylko popatrzeć przez witrynę.

Przyjeżdżam na Śląsk z dużym sentymentem, bo tam się wychowałam, biegając po hałdach węgla i starych, powojennych bunkrach. Ale widzę, jak to miejsce się zmieniło, choć bardziej zielone, to już nie tak bogate jak w czasach świetności.

Ale wciąż ma swój urok, prawda, "dziołszka"?

Zawsze zazdroszczę ekipom filmowym czy serialowym, które kręcą na Śląsku, bo uważam, że to bardzo malownicze miejsce. Ludzie "godają po noszemu", można sobie "pogodać" ziomkami, z "dziołszkami" i "synkami". Mieszkać jednak bym już na Śląsku nie mogła, bo wszystko w moim zawodzie toczy się w Warszawie.

Często tam jeździsz?

Rzadko, bo część mojej rodziny odeszła, a moja mama przeniosła się do Warszawy. Jeśli jadę na Śląsk, to do mojej teściowej Luizy, która mieszka w Zabrzu. Ma ponad 90 lat i czasem odwiedzamy ją i jej brata Lolka.

Teściowa to kolejna silna kobieta w waszej rodzinie?

Tak, bardzo piękna i silna kobieta, uparta jak reszta kobiet z mojej rodziny, ale dogadujemy się znakomicie. To, gdzie teraz jestem, zawdzięczam kobietom z mojej rodziny, które torowały sobie drogę do lepszego życia. Moje babcie pochodziły z bardzo biednych rodzin. Zawsze ceniły sobie pracę i każde zarobione pieniądze. Jedna babcia pochodziła z województwa kieleckiego. Przyjechała na Śląsk z mężem, który został górnikiem. On pracował pod ziemią, a ona zajmowała się piątką dzieci. Była bardzo milcząca i skryta. Patrzyła w okno i za czymś tęskniła. Dziś wydaje mi się, że mogła mieć depresję.

Druga babcia od dziecka pracowała na roli. Opowiadała, że miały z siostrą jedną parę butów i na zmianę chodziły w nich do szkoły. Zimą boso szła wypasać krowę i żeby zagrzać stopy, wchodziła do gorących krowich placków. Powtarzała tę historię wiele razy, widać, że bardzo to przeżywała. Ta sama babcia, żeby zarobić na długopis czy zeszyt do szkoły, uprawiała mak – wtedy to jeszcze było możliwe – i sprzedawała. Gdy wprowadzono zakaz, przeżyła dramat, bo straciła szansę na dodatkowe pieniądze. Zawsze starała się, żebyśmy wszystko miały i były najedzone do syta, bo pamiętała, co to głód.

Jak w tym wszystkim odnajdywała się twoja mama?

Moja mama, żeby studiować, musiała stoczyć batalię z rodzicami, którzy nie uważali, że studia to coś potrzebnego. Byli zdania, że lepiej szybko skończyć szkołę, zdobyć zawód i iść do pracy, niż studiować. Widzę, jak kobiety w mojej rodzinie krok po kroku szły do przodu, przecierając szlaki dla nas, żebyśmy my mogły pójść dalej. Dziś to ja staram się zapewnić mojej córce wszystko, co możliwe, żeby mogła realizować swoje pasje i robić to, co lubi i o czym marzy.

Aleksandra Popławska podczas festiwalu w Gdyni, 2023 rok (Michał Ryniak / Agencja Wyborcza.pl)

Jestem bardzo wdzięczna mojej babci, która chciała mieć w domu pralkę, najpierw franię, a potem automatyczną. Chciała też mieć ubikację w domu, a nie tylko wychodek na zewnątrz, który wystarczał dziadkowi. Jestem również wdzięczna mojej mamie za to, że się uparła i skończyła studia. Ona z kolei walczyła o to, żeby w domu był telewizor. Te, wydawałoby się, zwyczajne dążenia do poprawy jakości życia były dowodem ich siły. Mężczyźni w naszej rodzinie byli raczej zachowawczy. To kobiety szły do przodu.

Gdzie rodzice się poznali?

W szkole. Ojciec był wuefistą, a mama polonistką. Cały czas coś robiła, gdzieś się udzielała. Była dla mnie pierwszym przykładem aktywistki, pomagała innym, ale i jej pomagano. Pracowała na dwóch etatach. Dobrze zapamiętałam, jak bardzo była pracowita. Podobnie jak moja babcia, a ja to odziedziczyłam po nich.

Poza etosem pracy mama zaraziła nas miłością do teatru i literatury. Kilka lat temu przeniosła się do Warszawy, ostatnio założyła agencję aktorską, ma mnóstwo znajomych aktorów, którym chce pomóc. Jest na emeryturze, ale robi to hobbystycznie. Nie jest to źródło jej dochodu. My z siostrą i moim mężem jesteśmy w innej agencji, na wszelki wypadek, żeby nie popsuć rodzinnych relacji.

Czy również w ramach dobrych rodzinnych relacji unikacie z mężem opowiadania o wspólnym życiu?

Mój mąż jest osobą bardzo skrytą, bardzo introwertyczną, nie lubi o sobie opowiadać. Córka podobnie. I ja to szanuję. Zresztą po co mam opowiadać o moim życiu osobistym? Nie widzę powodu.

Czyli na zdjęcia z sypialni nie mamy co liczyć?

Jeśli będzie to sypialnia z planu filmowego, na pewno się podzielę.

Aleksandra Popławska. Pochodzi z Zabrza. Absolwentka wrocławskiego Wydziału Aktorskiego krakowskiej PWST. Znana m.in. z seriali "Wataha" czy "Belfer". Jej mąż Marek Kalita też jest aktorem, podobnie jak młodsza siostra Magdalena Popławska. 

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, kawy i słoni.