Rozmowa
Jaroslaw Juszkiewicz jest przede wszystkim radiowcem (Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl)
Jaroslaw Juszkiewicz jest przede wszystkim radiowcem (Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl)

Jarku, czy już naprawdę nie usłyszymy cię w nawigacji Google'a?

Już to kiedyś przerabialiśmy, pamiętasz?

Tak, ponad cztery lata temu, kiedy powiedziałeś mi: nie mam wpływu na to, że mapy Google'a wymieniły mnie na bezduszną maszynę. Krótko później twój głos przywrócono.

Cóż, nic nie trwa wiecznie. Bycie głosem aplikacji przez 15 lat, to właściwie duży sukces.

Też tak uważam, ale mimo to czuję smutek. "Nic nie może przecież wiecznie trwać" – śpiewała Anna Jantar.

A ja bym zacytował słowa Szymborskiej, że "nic dwa razy się nie zdarza". 

Tobie się zdarzyło.

Tak, ale tym razem przywrócenie mnie prawdopodobnie już się nie wydarzy. Założyłem się nawet o to z moim znajomym lektorem i wygląda na to, że wygram. Był przekonany, że wrócę do nawigacji.

Mój syn z lubością sprawdza oceny Google Maps w sklepie Google’a i krzyczy co pewien czas: "Tata, zobacz – 1,6. Tata, zobacz – 1,3". Ja patrzę na to z pewnym dystansem. Wiesz, oczywiście fajnie byłoby wrócić, ale nie ze względu na mnie, tylko ze względu na ludzi, którzy się ze mną zżyli.

Jarosław Juszkiewicz (Robert Zembrzycki)

Bardzo nie chciałbym, żeby wydźwięk naszej rozmowy był taki, że Juszkiewicz chce ponownie być głosem nawigacji. Staram się być neutralny, ale obserwuję sytuację i przyznam, że skala protestów kompletnie mnie zaskoczyła. Jest o wiele większa w porównaniu z tym, co działo się cztery lata temu.

Dostaję tysiące wiadomości od nieznanych mi ludzi i na wszystkie staram się odpowiadać. Czasem głosowo, a czasem wysyłając emotikon ze smutną buźką. Najbardziej chyba urzekł mnie komentarz jednej z pań, która wczoraj napisała tak: "Nasz syn w ogóle nie zna jeżdżenia bez pana. Gdy teraz włączyliśmy nawigację i nie usłyszał pana głosu, powiedział ze smutkiem: Jak to, nie będzie już z nami Pana Balonika?".

Dlaczego Pana Balonika?

Bo ludzie nadawali mi różne imiona. Andrzej, Zbigniew, Janusz, Witek, Zygfryd. Bardzo często nazywali mnie też Pan Nawigacja. Niesamowite, jak zżyli się z tym, że ktoś do nich gada. To jest jednak pewien fenomen.

Rozmawiałem niedawno z Tatianą Wołoszyną, która jest głosem ukraińskim Google Maps. Powiedziała mi, że nie spotyka się z takim odzewem jak ja. Ludzie traktują ją po prostu jak głos i nic wielkiego się nie stanie, jeśli wymienią ją na automat. Podchodzi do tego tak, jak zawodowo powinien podchodzić lektor. Nie powinniśmy się przyzwyczajać do swoich ról.

Jarosław Juszkiewicz jest dziennikarzem Radia 357 (Robert Zembrzycki)

Jednak ludzie przyzwyczaili się do twojej roli. Jakie jeszcze dostajesz wiadomości?

Na przykład że włączali nawigację, jadąc do pracy, mimo że znali drogę. Po prostu chcieli, żeby ktoś do nich mówił. Pewnie nie musiałbym to być ja, ale dobrze byłoby, gdyby był to człowiek.

A ja bym powiedziała, że właśnie chcieli, abyś to był ty.

Nie przypuszczałem, że dla wielu osób byłem po prostu towarzyszem podróży, choć przecież powinienem był zdawać sobie z tego sprawę. Dostałem mnóstwo wiadomości o krótkiej treści: "Po prostu żal". Nie wiedziałem właściwie, co mógłbym na to odpowiedzieć, więc po prostu odpowiadałem smutną buźką albo że życzę, by bezpiecznie dotarli do celu.  

Wiele osób pisało też tak: "Przepraszam, że tyle razy przekląłem pana i pańską rodzinę wiele pokoleń wstecz". Albo: "Panie Jarku, już nigdy na pana nie krzyknę". Czy: "To przez pana poznałam nowe, ciekawe miejsca, choć niekoniecznie chciałam". Swoją drogą, ilu miejsc byśmy nie poznali, gdybyśmy nie zbłądzili!

Ja kiedyś przypadkiem zajechałam do Nałęczowa, skądinąd niezwykle uroczego. Powiedz mi, czym się teraz zajmujesz?

Stałem się twórcą cyfrowym, specjalizuję się w materiałach naukowych. Ostatnio sporo boksowałem się z przeciwnikami szczepień, zwolennikami płaskiej Ziemi czy teorii, że człowiek nie wylądował na Księżycu. Na szczęście nie ma ich wielu, ale są głośni. I to potrafi być bardzo frustrujące. Kiedyś na przykład wrzuciłem wideo o facecie, który w misji Apollo 17 prowadził kamerę i filmował start ostatniej misji z Księżyca. Liczba bzdur pod tym filmikiem w social mediach totalnie mnie załamała. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie przestać robić kontentu kosmicznego. 

Ale nie przestałeś?

Nie, bo to, co się wydarzyło w ostatnich dniach, totalnie odwróciło moje spojrzenie na obraźliwe komentarze. Zobaczyłem, że takie głosy to margines. Jest we mnie koktajl różnych emocji, bo generalnie na zmiany w życiu reaguję kiepsko, a z drugiej strony dostałem niesamowitą falę pozytywnej energii, którą czuję wręcz fizycznie. Naprawdę. Nagle stałem się rozpoznawalny publicznie, mnóstwo ludzi mówi mi "dzień dobry", a ja ich nie znam. Ktoś obcy do mnie macha i to jest naprawdę fajne.

Ale pytałaś, co teraz robię…

No właśnie?

Obecnie jestem przede wszystkim dziennikarzem Radia 357, gdzie zajmuję się nowymi technologiami i tematami paranaukowymi. I to jest moje miejsce w życiu. Gdy rozmawialiśmy poprzednim razem, pracowałem jeszcze w Polskim Radiu, a obecnie jestem sam sobie sterem i okrętem. Poza tym pełnię funkcję rzecznika prasowego Planetarium Śląskiego. A na wiosnę ukaże się moja książka, którą właśnie skończyłem pisać. Powiem ci tylko, że nie jest to autobiografia pod tytułem "Byłem głosem Google Maps". 

Jarosław Juszkiewicz był głosem nawigacji przez 15 lat (Robert Zembrzycki)

Czy firma Google zorganizowała ci jakieś pożegnanie?

Wydała oficjalny komunikat, w którym podziękowano mi za wieloletnią współpracę. Zadzwoniła też do mnie Elżbieta Różalska z Google’a i podziękowała mi za współpracę, co było dla mnie ważne. Poprzednio takiego podziękowania nie dostałem. Potwierdziła jednocześnie informację o zmianach w nawigacji, co też stanowiło novum. Cztery lata temu nie byłem pewien, czy  to jakiś błąd w systemie, że już nie ma mojego głosu, czy coś innego. Co ciekawe, z Elą Różalską widziałem się dwa tygodnie przed tą informacją, bo byłem w Warszawie na prezentacji nowego systemu AI. Wtedy chyba jeszcze nie było nic wiadomo. Ale powiem ci, jako jedynej, że od jakichś trzech miesięcy chodziła mi po głowie myśl, że chyba zbliża się nieuchronnie moment pożegnania z Google Maps.

Jesteś jasnowidzem?

To naturalna kolej rzeczy. Musimy mieć świadomość, że lektorzy również w przyszłości będą mieli swoje awatary. Żeby było ciekawiej, nie jestem przeciwko temu, podobnie jak wielu innych lektorów. Jeżeli głos nie będzie brzmiał jak duch albo głos zza grobu, jak chociażby Wisława Szymborska "wskrzeszona" przez Off Radio Kraków, to będzie dobrze. I jeszcze dwa warunki: będzie to scyfryzowany głos żywego człowieka – a tego po polsku chyba jeszcze nikt dobrze nie zrobił. Wiem jednak, że taka technologia powstaje.

A drugi warunek?

Lektor musi mieć kontrolę nad tym, co się dzieje z jego awatarem i do czego jest wykorzystywany jego głos. Zakładam też, że lektor otrzyma za to wynagrodzenie, taki rodzaj licencji. Awatar się nie starzeje, nie umiera, nie ma kataru, chrypki i nie ma gorszych dni. Jest zawsze dostępny, więc ta sytuacja ma same plusy.

Czyli będzie za ciebie pracował awatar, a ty w tym czasie będziesz odpoczywał na Malediwach?

Oj, wielu by tak chciało. Przypuszczam, że głos żywego człowieka będzie czymś w rodzaju premium. Będzie sztuką. Mało ludzi zwraca uwagę na to, że lektorzy są artystami, bo interpretacja tekstów wcale nie jest prosta. Wydaje mi się nawet, że czasem lektorzy wykonują o wiele trudniejszą pracę niż aktorzy. Muszą bardzo subtelnie grać, żeby nie zdominować jakiejś roli, ale też nie być całkowicie obojętnym, właśnie jak automat. To na pewno jest twórcze i chciałbym, żeby właśnie ta twórczość lektorska była czymś premium. Jak płyta winylowa, która przeżywa swój renesans, czy jak papierowa książka. Kto wie, może też niektórzy lektorzy będą dzięki temu nieśmiertelni.

Uważam, że nie jest to koniec zawodu. Myślę, że nie podzielimy losu zecerów. Ty wiesz, kim byli zecerzy, ale gdy spytasz o to 10 przypadkowych osób, będą wiedziały dwie–trzy z nich, i to raczej te starsze. Zecerzy składali czcionki w drukarniach, robili całe szpalty z ołowianych czcionek. Mistrzowie! Część z nich pozostała zresztą w zawodzie i zajmuje się składem cyfrowym, który dał im całkiem nowe możliwości. 

Zobacz wideo Bartosz Ostałowski - drifter, który kieruje bez rąk

Pan Balonik może też okazać się w jakimś stopniu nieśmiertelny.

Sprawa ze mną stała się głośna, bo byłem w milionach samochodów, ale prawda jest taka, że często i gęsto automaty wykorzystywane do mówienia w reklamach odbierają pracę wielu lektorom. Po cichu. Ci ludzie odchodzą z zawodu, bo przestają dostawać zlecenia. 

Ten Pan Balonik to bardzo ładna paralela. Byłem głosem w nawigacji, który unosił się gdzieś w powietrzu, a teraz mnie nie ma, choć przecież jestem. Nie wiem, czy mój głos będzie nieśmiertelny, czasem może to być pewien problem. Dlaczego nie odrzuca nas odświeżona piosenka zespołu The Beatles, a pomysł z Szymborską w Off Radiu Kraków wywołał obrzydzenie u ludzi?

Jarosław Juszkiewicz w radiu, 2017 rok (Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl)

Bo Szymborska jest Polką?

Bo Szymborskiej, która jest naszą noblistką i dobrem narodowym, użyto jako ludycznej zabawki. Jako technologicznej ciekawostki, a ta wielka poetka jest ponad to. Dokonano nawet pewnej profanacji, bo Szymborska nie służy do tego, żeby się bawić jej głosem. Gdyby zrobiono to na przykład z głosem Adolfa Dymszy, nie byłoby takiego oburzenia. 

Wracając do ciebie…

Staram się patrzeć w przyszłość i myśleć o tym, co mnie czeka, a nie o tym, co było. Bycie głosem Google’a było oczywiście ważne, ludzie mnie kojarzą, ale mało kto wie, że nagrałem te zapowiedzi 15 lat temu i od tamtej pory nie miałem z Google’em nic wspólnego. Wykonałem tę robotę raz, dostałem za nią pieniądze i tyle.

Zabawne, bo wiele osób ze środowiska lektorów mówi tak: Jezus Maria, mam wrażenie, że mówi do mnie nawigacja. To wrażenie nie jest mi obce, bo gdy poznałem lektorów, których głosy znałem, miałem dokładnie tak samo. 

Zawsze będę radiowcem. W tym roku wysłałem na Grand Press podkast o Jurku Owsiaku, a w zeszłym byłem nominowany za audycję naukową o Elizabeth Holmes. To kobieta, która wymyśliła start-up technologiczny. Było to urządzenie, za pomocą którego każdy mógłby z krwi robić sobie w domu szczegółowe badania. Zebrała kilka miliardów dolarów i okazało się, że była oszustką. Dostała 11 lat więzienia. 

Twój synek cieszy się z coraz niższych ocen aplikacji, a jak zareagowała twoja żona?

Kasia jest bardzo neutralna, jeśli chodzi o to, co się wydarzyło. Sama robi rewelacyjny cykl audycji pod tytułem "O czym szumią drzewa". Ktoś mógłby spytać, co też nowego możemy powiedzieć o drzewach, a okazuje się, że mnóstwo. Powiedziałbym nawet, że z lektorami jest jak z drzewami. Mamy swoje korzenie, gałęzie to my, a najwyżej są liście, które szumią. Jak odetniesz te gałęzie – mam na myśli: zastąpisz nas przez technologię, która jest jeszcze mocno niedoskonała – to liście uschną. Szum zamieni się w nie do końca przyjemny dźwięk.

Co być powiedział naszym czytelnikom i swoim fanom na pożegnanie?

Nie sądziłem, że tylu osobom towarzyszyłem w podróży. Nie tylko jako element systemu komputerowego, ale także jako zwykły pasażer. I za te wszystkie miliony kilometrów ogromnie wam dziękuję. Jedźcie ostrożnie i na trzeźwo!

Jarosław Juszkiewicz. Dziennikarz Radia 357. Jest autorem podcastów o nowych technologiach i nauce. Przez 15 lat był głosem nawigacji Google'a.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, kawy i słoni.