Jak wytłumaczyć afery wokół influencerów osobom, które wciąż nie za bardzo rozumieją, czym oni właściwie się zajmują?
Ze względu na specyfikę tego świata jest to trudne zadanie. Dodatkowo komplikuje je fakt, że nagłośnienie jednej afery związanej z influencerem X przez influencera Y powoduje wzrost zainteresowania zarówno niesławnym bohaterem, jak i demaskatorem. Kolejne zawirowania podbijają zasięgi i popularność obu stron i właściwie służą wszystkim – może poza tymi, których obciążą poważne zarzuty.
W tym przypadku świat realny dogania wirtualny?
Uważam, że one już dawno się przemieszały i dzisiaj trudno odróżnić, który jest który. Od czasu do czasu osoba, która popularność zdobyła w internecie, pojawia się w mediach tradycyjnych głównego nurtu i ludzie, którzy mają na co dzień niewielki kontakt z mediami społecznościowymi, są zaskoczeni i oburzeni.
Mówiąc, że świat realny dogonił wirtualny, miałam na myśli to, że czym innym są dramy w internecie, a czym innym policjanci zakuwający Buddę w kajdanki.
Influencerzy często funkcjonują w metaświecie. Dobrze więc, że mają szansę odczuć, czym jest życie w świecie zero-jedynkowym, w którym obowiązują przepisy prawa i twarde zasady regulowane przez odpowiednie organa. Dzieje się tak w chwilach, kiedy do drzwi puka twarda, umundurowana rzeczywistość z legitymacją urzędnika państwowego.
Panuje przekonanie, że świat youtuberów, influencerów, osobowości internetowych jest zbudowany na autentyczności, że to są "prawdziwki", które – jak na przykład Budda – robią różne rzeczy i pokazują to przy okazji w mediach społecznościowych i zdobywają popularność. A jest najczęściej na odwrót – pracuje na nich sztab ludzi, ich posty to efekt przemyślanych i zaplanowanych działań. Plus, jak pokazała Pandora Gate [popularni influencerzy i youtuberzy zdobywali zaufanie młodych fanek w celu ich wykorzystania seksualnego – przyp. red.], takie osoby mogą mieć mroczne tajemnice i łamać prawo.
Bardzo mało znamy ten świat. Chociaż wydaje nam się, że on jest na wyciągnięcie ręki, to jest inna planeta.
Afery demaskują te wykreowane scenografie. Okazuje się, że influencerzy nie są właścicielami luksusowych samochodów, którymi jeżdżą, apartamentów, w których mieszkają.
Deklarują, że są jacyś, że prowadzą określony styl życia, wyznają jakieś wartości, prezentują jakieś postawy. Budda część swojego wizerunku opierał na działaniach charytatywnych. Dzisiaj okazuje się, że to były jedynie zagrywki, które miały jeden cel – stworzyć określony obraz, wybielić Kamila L.
Po co ta gra pozorów?
Po pierwsze, dla pieniędzy. Kasa do wzięcia przez influencerów jest bardzo kusząca, a oni gotowi są po nią sięgnąć wszelkimi środkami, także kłamstwami i ściemą na swój temat. Drugi poziom to agencje marketingowe, które ciężko pracują nad tym, żeby zachować "autentyczność" influencera, na siłę pokazać, że Budda albo Friz to są "normalni chłopcy", którzy co prawda przeszli drogę od pucybuta do milionera, ale tak naprawdę wciąż są sobą – skromnymi i autentycznymi ludźmi.
Wiele z tego, co followersi widzą, sami sobie dopowiadają.
Odbiorcy to kolejny element tej układanki. Masa osób przyjmuje jeden do jednego wszystko, co mówią i pokazują influencerzy. Mamy ogólnie problem z krytycznym myśleniem i podchodzeniem z dystansem do rzeczywistości pokazywanej w sieci.
Uważam, że edukacja medialna powinna być w podstawie programowej i nauczana od podstawówki. 11-latek nie potrafi odsiewać ziarna od plew – wyrośnie z niego osoba, która będzie dosłownie odbierała wszystko, co się w sieci dzieje, broniła osób, na których ciążą poważne zarzuty.
Na jaw wychodzą kolejne afery, nieprawidłowości, łamanie prawa. Dlaczego w ogóle do nich dochodzi? Czy to przejaw odklejenia influencerów od rzeczywistości, poczucia, że wszystko im wolno, że są nietykalni?
Po trochu wszystkiego. Wybuch popularności influencerów i czas, w którym teraz pod względem ich obecności w social mediach żyjemy, porównałbym do okresu transformacji w Polsce z początku lat 90. Jak wtedy, tak teraz zmieniła się nasza rzeczywistość, weszły nowe warunki funkcjonowania i prowadzenia firm, a my z tych możliwości masowo korzystamy i zachłystujemy się nimi. Powstają setki tysięcy podmiotów, biznesów, biznesików. Część z nich jest uczciwa i legalna, ale część jest na krawędzi, pomiędzy legalnością a nielegalnością.
Żyjemy w czasach dzikiego zachodu, jeśli chodzi o influencerkę. Rynek jest ogromny i ma gigantyczny potencjał zwrotu. Agencje influencerskie, właściciele marek, producenci są nastawieni na załapanie się na kawałek tego tortu. I zrobią wiele, żeby uszczknąć choć odrobinę, po drodze decydują się na współpracę z ludźmi o niesprawdzonej przeszłości, wątłych kręgosłupach moralnych, z profilami zbudowanymi dzięki kupionym w Indiach albo Pakistanie obserwatorom. Mamy świat, który daje ogrom możliwości i szans – niektórzy idą w nim na skróty.
Przez lata nikt nie wiedział, co dzieje się w telefonie Stuu [główny oskarżony w Pandora Gate, skandalu pedofilskim – przyp. red.]. A może wiedział, ale przymykał na to oko, bo tajemnicą poliszynela w branży było to, co się działo na jego imprezach, że kontaktował się z nastolatkami, które lgną do tego świata.
Porównanie do czasów transformacji nasuwa mi pytanie o etap, na którym teraz jesteśmy z influencerką.
Doszliśmy do momentu, w którym konieczne jest napisanie "konstytucji" – umowy społecznej, która miałaby określać, w jaki sposób ten świat miałby funkcjonować, w jaki sposób będzie oddziaływał na odbiorców, zwłaszcza tych najmłodszych, jakie prawa go będą obowiązywały i ograniczały. Do stołu muszą usiąść zarówno ci, którzy go tworzą – duże agencje, influencerzy, biznes, korporacje medialne (Meta, TikTok, X) – jak i politycy oraz decydenci. Przed nimi stoi zadanie prawnego unormowania tego, co się dzieje. Dzisiaj w stosunku do działań, które dzieją się w internecie, stosujemy artykuł 256 Kodeksu karnego, mówiący o mowie nienawiści, oraz 119, mówiący o dyskryminacji. I tyle.
Więc masz rację, influencerzy mogą czuć, że są poza albo ponad prawem obowiązującym nas wszystkich.
Czy te afery czegoś branżę influencerską uczą?
Patrząc na konsekwencje płynące z afery matki, czyli Pandora Gate – nie. Na początku jej bohaterowie może i przeżywają wstrząs życiowy, ale później sytuacja łagodnieje. W sieci po głowie mocno dostają za to kobiety – to one, jak sygnalistka Justyna Suchanek, są dyskredytowane, hejtowane. Suchanek pierwsza ujawniła skłonności Stuu, o które dzisiaj jest oskarżony, ale ponieważ wcześniej przyznała się do kryzysu psychicznego, nie była traktowana poważnie.
Osoby, które rzeczywiście zostały pociągnięte do odpowiedzialności, to promil przypadków. Stuu jest obywatelem Wielkiej Brytanii, do jego ekstradycji do Polski może w ogóle nigdy nie dojść. Jestem pesymistą. Jedyną lekcją, którą wyciągną influencerzy, będzie lepsze krycie się z tym, co mają w telefonach, i większa ostrożność w prywatnej korespondencji. Będą się lepiej pilnować.
Mogą się także przekonać, po pierwszym szoku, że sądy są opieszałe, wyroki w zawiasach, kary niezbyt uciążliwe i że nie jest wcale najgorzej, da się to przetrwać.
Ton materiałów, które pojawiały się na początku Pandora Gate, był bardzo poważny, a odzwierciedlenia tego w zarzutach sądowych nie ma. Toczą się dwa postępowania: wobec Stuu i Michała G., uczestnika "Top Model". Oni mają zarzuty, odpowiednio, o seksualne wykorzystywanie małoletnich i gwałt.
Przypadków zdyskredytowanych osób działających w mediach, które po czasowej banicji wracają, jest wiele.
W tym kraju nie da się skompromitować skutecznie, więc tym bardziej jestem pesymistą, jeśli chodzi o influencerów.
Nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale mam wrażenie, że na bezczelność części influencerów składać się może brak poczucia wstydu.
Wstyd został zastąpiony krindżem, ale to coś zupełnie innego. Krindż jest skierowany na zewnątrz, młodych żenuje to, co mówią i robią milenialsi i boomerzy, jak frajersko podchodzą do uczciwości, prawa, sprawiedliwości.
Młode pokolenie się nie przejmuje i nie zna wstydu, ograniczanie się i nieotwieranie na możliwości oznacza brak zrozumienia dla współczesnego świata. Bo w nim trzeba być bezczelnym, odważnym i bez przypału. Kto by się przejmował prawem podatkowym albo grożącymi więzieniem kontaktami seksualnymi z osobami nieletnimi?
Konto na OnlyFans jest powodem do dumy, jak w przypadku Fagaty, a nie zażenowania. Początkiem popularności może być jednorazowy seks z zagranicznymi muzykami, jak w przypadku Linkimaster.
Dużo się zmieniło. 22 lata temu Frytka po akcji z Kenem w wannie w "Big Brotherze" została potępiona po wsze czasy i nie udało jej się wrócić do mediów ani być przez nie poważnie traktowaną.
Bardzo trudno opowiada się o części treści socialmediowych i o ich twórcach. Jak przekazać, co takiego robi chłopak, którego obserwuję, skaczący na skakance?
Dlatego w mojej książce "Pato & Influencerzy. Twoje dziecko lubi to" nie pisałem o Stuu, Boxdelu i Rafoniksie, tylko o Stuarcie B., Michale B., Marcinie K. – ludziach, którzy się kryją za tymi pseudonimami, o kulisach, a nie o tym, co widać na ekranach komórek. Ważne jest to, co jest w aktach sądowych, relacjach świadków, ich odpowiedziach na moje pytania. Chciałem pokazać ludzi, a nie postaci, które wykreowali. I to jest moim zdaniem jedyny sposób na opowiadanie tego świata.
Wcześniej pisałem książkę o narodowcach i miałem olbrzymi problem z tym, jak przekazać wygłaszane przez nich dyrdymały językiem reportażu. Czasami trzeba je ironią doprowadzić do absurdu, skonfrontować z własną oceną. Dla mnie ważny jest człowiek – co go ukształtowało, jak podchodzi do życia, jakimi lękami i marzeniami się kieruje, bo on może jedno mówić, a co innego robić. W przypadku influencerów jest podobnie.
Dla części z nich zderzanie kreacji z człowiekiem może być w rzeczywistości czymś nie do połączenia. Lubiany przez dzieci Jelly Frucik, który ma na Instagramie prawie 700 tys. obserwujących, a na TikToku 720 tys., jako Filip Nowak w "Dzień dobry TVN" poległ.
Nieprzenikanie się tych światów jest celem influencerów. Oni chcą żyć na własnej planecie. Pracuję teraz nad materiałem o pseudokibicach i jeden z nich powiedział mi, że nie będzie ze mną rozmawiał. Bo oni z nikim nie rozmawiają: ani z dziennikarzami, ani z policją. Z nikim. Tylko ze sobą. Mają własny, zamknięty wewnętrznie krąg, a reszcie świata nic do tego. I tak jest też z internetem. Kiedy do patostreamera Rafatusa przyjeżdża telewizja i stawia przed nim kamerę, to on jest obnażony – widać zniszczoną twarz z bliznami, słychać przepity głos.
Widziałem to także w autoryzacjach do książki. Przy czytaniu wypowiedzi część influencerów wycofała się całkiem, część mocno negocjowała zmiany. Właśnie dlatego, że pokazali za dużo, a im na tym nie zależy.
Dopiero gdy pisałem książkę, spotkałem influencera na żywo. Kiedyś były modne meetupy, czyli spotkania z fanami. Dzisiaj już nawet tego nie ma. Oni naprawdę funkcjonują w odcięciu od rzeczywistości.
Próbowałem dowiedzieć się, jak wygląda funkcjonowanie Friza od kulis, ale zapomnij, w autoryzacji wszystko zostało wyczyszczone, spotkałem się ze ścianą. Pokazywanie prawdziwej strony, tej z dużą ekipą, światłami i dziewięcioma kamerami, im się nie opłaca. Influencer ma pozostać swojski.
No, ale przecież oni się obnoszą z bogactwem: torebki, zegarki, samochody, podróże...
Można być człowiekiem z ludu jak Budda i mieć pieniądze. Obserwujący z ludu mogą z kolei marzyć o takim stylu życia i wierzyć, że jak on go osiągną. Dzieciaki chcą dzisiaj być i żyć jak influencerzy – to wynika z badań Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Bo to jest ich zdaniem "hajs za nic". Wystarczy "udawać, że się jest sobą". Nie trzeba nawet umieć wystawić faktury, znajdą się od tego ludzie.
Był skandal pedofilski, toczy się afera skarbowo-finansowa z Buddą. Co jeszcze może się zdarzyć?
Pojawią się kolejne afery obyczajowe, którym blisko do tej ze Stuu. Sam znam historię bardzo znanej osoby, o której jeszcze powszechnie nie wiadomo. Sky is the limit, jestem w stanie wyobrazić sobie różne scenariusze.
Ale z drugiej strony, skoro politycy różnych partii i o różnych poglądach deklarowali, że coś należy zrobić z tym światem w kontekście cyberzagrożeń, to dzisiaj przyszedł czas na powiedzenie "sprawdzam".
Oczekiwałbym od przedstawicieli władzy, żeby zajęli się tym tematem na poważnie. Mamy ekspertki i ekspertów, psycholożki i psychologów społecznych – warto zapytać ich o rozwiązania.
Skoro internet jest światem równoległym i przepastnym, to nie wyobrażam sobie jego monitorowania przez służby. Czy policja i prokuratura nadążają, są wydolne?
Nie są. I działają jedynie reaktywnie – reagują wtedy, gdy przyjdzie na policję zewnętrzne zgłoszenie o popełnieniu przestępstwa. Z lektury akt sądowych wynika, że zawiadomienia o przypadkach mowy nienawiści albo obscenicznych zachowań w internecie są często składane przez osoby z ośrodków pomocy społecznej.
Zdarza się tak, że sprawy kończą się wyrokiem skazującym. Ale bywa i tak jak w przypadku patostreamera Gurala, który na streamie znęcał się nad zwierzęciem, ale został uniewinniony z powodu braku dowodów, mimo że wszystko było nagrane.
Nie ma odpowiednich paragrafów, a pełnomocnicy oskarżonych umieją ich sprytnie wybronić – podejrzeniem sfałszowania nagrania, podłożenia głosu.
Łatwiej się wyłożyć, kiedy się zadrze ze skarbówką, tak jak Budda?
Tak. Ale w innych przypadkach sprawa nie musi być przegrana. Należy wykorzystać zasoby, które już mamy do wyłapywania patologii w internecie – agresji słownej, mowy nienawiści – z pomocą sztucznej inteligencji.
Czy grupy fanowskie, jako armia wyznawców, mogą być niebezpieczne?
Zależy od kalibru sprawy. Wyobrażam sobie, że w przypadku Buddy w tle mogą być osoby umiejące zastraszać świadków, bo tu mowa o kontaktach z grupą przestępczą. Grupy fanów, które są na siebie napuszczane i same się nakręcają, mogą stać się ofiarą hejtu. Trzeba uczyć młodych ludzi, jak hejt rozpoznawać, jak na niego reagować i gdzie go zgłaszać. Influencer ryzykuje spadek obserwujących i najazd na niego w komentarzach, ale to jest wpisane w ten zawód.
Mariusz Sepioło. Dziennikarz, dziennikarz śledczy TVP, reportażysta, autor książek: "Pato & Influencerzy. Twoje dziecko lubi to", "Narodowcy. Z ulic na szczyty władzy", "Klerycy. Życie w polskich seminariach".
Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach.


