Rodzina
Warto towarzyszyć dziecku w jego aktywnościach w sieci (maxim ibragimov/Shutterstock)
Warto towarzyszyć dziecku w jego aktywnościach w sieci (maxim ibragimov/Shutterstock)

Pracuje pan od blisko 30 lat w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę. Czy przez ten czas doszło do zmian w mechanizmie wykorzystywania seksualnego dzieci?

Zjawisko wykorzystywania seksualnego dzieci jest stare jak świat. Zmianą jest jego postrzeganie. Na przestrzeni ostatnich dekad uznano je za poważny problem społeczny, któremu trzeba stanowczo przeciwdziałać.

Zmiany widać także w mechanizmach i formach wykorzystywania, które wynikają z pojawienia się i rozwoju internetu. Problem był obecny w sieci w zasadzie od samego początku w formie materiałów pornograficznych z udziałem dzieci. Gdy pojawiły się komunikatory, sprawcy dostali szansę na bezpośredni kontakt z najmłodszymi.

Odpowiedzieliśmy na to w 2004 roku kampanią społeczną "Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie", w której podejrzany mężczyzna pisze w sieci do dziewczynki: "Też mam 12 lat. Chętnie cię poznam".

Dziś realia są inne.

Dwie dekady temu nie było smartfonów i mediów społecznościowych. Z sieci korzystało raptem 40 proc. dzieci, głównie nastoletnich, i spędzały w niej osiem godzin tygodniowo. Dzisiaj wiek internetowej inicjacji mocno się obniżył, a średni czas dziecka online to sześć godzin, ale… dziennie.
Dwie kampanie społeczne - z lewej sprzed 20 lat, z prawe wersja odpowiadająca współczesnym realiom
Dwie kampanie społeczne - z lewej sprzed 20 lat, z prawe wersja odpowiadająca współczesnym realiom Archiwum FDDS

Do tego jedynie połowa rodziców dba o to, z jakimi treściami mają do czynienia ich synowie i córki. To wszystko wpływa istotnie na zmiany w mechanizmach i formach wykorzystywania seksualnego.

Grooming online, czyli uwodzenie w sieci, niekoniecznie zmierza do zaaranżowania spotkania z dzieckiem. W większości przypadków ma na celu pozyskanie od dziecka materiałów pornograficznych – self-generated content, czyli treści produkowanych przez same dzieci.

Dlaczego część sprawców nie chce doprowadzić do spotkania i fizycznego wykorzystania dziecka?

Bo może im wcale nie chodzić o zaspokajanie własnych potrzeb seksualnych, ale o zdobycie treści dla zysku. Takie materiały to ogromny rynek – zdjęcia i filmy są sprzedawane, wymieniane. Często warunkiem dołączenia do kręgów pedofilskich w sieci jest wniesienie niepublikowanych wcześniej materiałów pornograficznych z udziałem dziecka. Dzisiaj przedszkolaki mają swoje smartfony, profile w serwisach społecznościowych i komunikacyjnych, więc sprawcy łatwo to wykorzystują. Przy czym często wyłudzenie od dziecka takich zdjęć jest jedynie pierwszym etapem uwodzenia. Następnie sprawca żąda kolejnych materiałów i – w części przypadków – spotkania. Szantażuje, że w razie odmowy udostępni zdjęcia lub filmy w sieci.

Czy zmienia się procent wykorzystywanych dzieci?

Zwiększa się skala groomingu online, bo technologia się rozwija i coraz więcej coraz młodszych dzieci ma do niej dostęp. Obserwowaliśmy to szczególnie w trakcie pandemii, kiedy czas ekranowy dzieci zwiększył się dwukrotnie. Przełożyło się to m.in. na niemal proporcjonalny wzrost skali procederu nakłaniania dzieci do rejestrowania i przesyłania materiałów pornograficznych.

Świat naszych dzieci to świat internetu, często nic o nim nie wiemy (REC Stock Footage / Shutterstock)

Do tego dochodzi aktywność dzieci w mediach społecznościowych, w których zostawiają o sobie mnóstwo informacji. Jako rodzice często się do tego sami przykładamy – własnymi postami. Efekt?

Kiedyś rozpoznanie terenu i wyszukanie dzieci szczególnie podatnych na manipulację, z niezaspokojonymi potrzebami emocjonalnymi albo deficytami, które można wykorzystać, żeby budować relację, zajmowało sprawcom długie tygodnie, a dzisiaj wystarczy szybki wgląd w profile społecznościowe dziecka i jego bliskich.

Skracanie czasu też ma związek z szybkością i intensywnością komunikacji w sieci. To, o czym pan powiedział – kiedyś przez tydzień dzieci spędzały w internecie tyle czasu, ile dzisiaj jednego dnia.

Tak. Zachwycamy się, gdy kilkuletnie dzieci intuicyjnie potrafią obsługiwać smartfon, uruchomić sobie film, scrollować media społecznościowe, rejestrować zdjęcia, tymczasem coraz więcej badań dowodzi, że jest to szkodliwe dla ich zdrowia i rozwoju, a także naraża je na wykorzystanie seksualne.

Zobacz wideo W skali roku czołowi polscy twórcy internetowi zarabiają kilkaset tysięcy

Od lat obserwujemy obniżający się wiek internetowej inicjacji i wydłużający się czas spędzany przez dzieci przed ekranami. Skokowo przyczyniły się do tego wspomniane dwa lata pandemii. Mówimy o rosnącym problemie uzależnienia od ekranów wśród coraz młodszych dzieci, ale też o groomingu. Przy czym te zjawiska są od siebie zależne. Dziecko, które korzysta z sieci bez przygotowania, bez ustalonych zasad, ograniczeń czasowych i nieograniczonego dostępu do nieodpowiednich treści, jest narażone na wykorzystanie seksualne. Musimy o tym pamiętać, gdy zgadzamy się na dostęp dziecka do internetu.

Z badań wynika, że sześcioro na dziesięcioro dzieci doświadczyło wykorzystania seksualnego w sieci. Dużo! 

Jeżeli przyjmiemy szeroką definicję zjawiska, uwzględniającą wszelkie doświadczenia o charakterze seksualnym: komentarze, żarty, próby niechcianych rozmów na temat seksu, ekspozycję na materiały pornograficzne, to faktycznie skala może być tak wysoka. Wśród tych doświadczeń jest też regularne uwodzenie, które ma na celu fizyczne wykorzystanie seksualne lub nakłonienie dziecka do przesłania seksualnych materiałów. Ich skala jest oczywiście niższa, ale i tak spraw tego typu, które trafiają na drogę prawną, w Polsce są tysiące. Bo warto wiedzieć, że w Polsce już sama próba uwiedzenia dziecka w sieci, niezależnie od tego, czy udana, czy nie, jest przestępstwem.

Kiedyś pedofilem był stereotypowy obleśny mężczyzna chcący pokazać dzieciom kotki w piwnicy (fot. Roman Jocher / Agencja Wyborcza.pl)

Czy wciąż po drugiej stronie jest obleśny pedofil, jak w waszej kampanii społecznej sprzed dwóch dekad?

Przed czasami cyfrowej rewolucji funkcjonowało wyobrażenie pedofila, jako obleśnego mężczyzny, który wabi dzieci do piwnicy, żeby "pokazać im kotki". Później ikoną problemu pedofilii internetowej stał się "otyły Wojtek" uwodzący dziewczynkę ze wspomnianej kampanii "Nigdy nie wiadomo, kto jest po drugiej stronie". Taki obraz był dobry 20 lat temu, żeby zwrócić uwagę na problem. Ale prawda okazuje się być inna.

Nie ma jednego obowiązującego profilu sprawcy ani modelu jego działania, jednak w zdecydowanej większości są to młodzi mężczyźni – 20–30-letni. Zazwyczaj nie fałszują swojej tożsamości, często szybko przechodzą do ujawnienia intencji.

W większości przypadków dzieci znają sprawcę ze swojego otoczenia, bliższej lub dalszej rodziny. Ofiarami są zazwyczaj starsze nastolatki. Przy czym ważne, żeby obalanie stereotypów nie uśpiło naszej czujności – sprawcą może być każdy, a zagrożone jest potencjalnie każde dziecko, które ma dostęp do sieci.

Czy opiekunowie zdają sobie w ogóle sprawę ze specyfiki i natężenia zagrożeń w internecie?

Gdybyśmy zdawali sobie sprawę z tego, jak bardzo internet stał się niebezpieczny dla dzieci, to inaczej byśmy podchodzili do tych kwestii. Tymczasem małe dzieci powszechnie, bez kontroli korzystają z komunikatorów i serwisów społecznościowych, nie mają wiedzy na temat zagrożeń ani ustalonych w rodzinie zasad ekranowych. To naraża je na zaburzony rozwój mózgu, zaburzone widzenie świata, obniża samoocenę, jest zagrożeniem dla ich zdrowia. Więc nie, raczej jako społeczeństwo nie jesteśmy w pełni świadomi. I co prawda w badaniach rodzice trafnie wymieniają zagrożenia i stawiają nawet wykorzystywanie seksualne na pierwszym miejscu, ale pokutuje przekonanie, że "to nie dotyczy mojego dziecka".

Każde nietypowe zachowanie dziecka powinno dać opiekunowi do myślenia (Maksim Safaniuk/Shuterstock) , Troska, brak natychmiastowej oceny, zainteresowanie - tego brakuje dzieciom w kontaktach z rodzicami (Wirestock Creators/Shutterstock)

Bo jest takie mądre, rozsądne i samoświadome?

Tak życzeniowo zdaje się myśleć wielu rodziców. Zbliżony mechanizm obserwujemy w przypadku problemu oglądania przez dzieci pornografii. To zjawisko niezwykle szkodliwe, ale także niestety powszechne – ponad połowa nastolatków ogląda pornografię, w młodszych klasach co piąte dziecko ma z nią styczność. Tymczasem wielu rodziców, z którymi się spotykam, jest przekonanych, że to problem, który ich dzieci nie dotyczy.

Zresztą powszechne jest, że rodzice nie wiedzą, co ich dzieci robią w sieci: w jakie gry grają, których influencerów obserwują, jakiej muzyki słuchają, jakie oglądają filmy. A dzieci spędzają w sieci po kilka, a nawet kilkanaście godzin dziennie – to ich świat. Więc jeżeli ograniczamy kontakt z dzieckiem do "co tam w szkole?", to trudno mówić o uczestniczeniu w jego życiu.

Kiedyś dzieci miały swoją przestrzeń, która mogła dorosłych zaskakiwać, ale ta przepaść nie była tak wielka jak dzisiaj. Internet jest dla dzieci bardzo ważnym miejscem, a my nie wiemy o nim prawie nic.

Jak się dowiedzieć? Wpraszać się na wspólne scrollowanie?

Bywa trudno, szczególnie w przypadku nastolatków, bo to jest ich miejsce i nasza nagła ciekawość może być dla nich dziwna. Inaczej, jeśli budujemy kontakt z dzieckiem z uwzględnieniem jego aktywności w sieci od najmłodszych lat. Wtedy to jest naturalne. Wczesne zaangażowanie w cyfrowe aktywności dziecka powoduje, że dajemy sobie szansę na poznawanie, ale też tłumaczenie dziecku tego świata, korygowanie szkodliwych wzorców, uczenie odróżniania prawdy od fałszu, autentyczności od kreacji, uczenie reagowania na niebezpieczne sytuacje.

Problemem, który odsuwają od siebie rodzice jest kwestia dostępu dzieci do pornografii (DANIEL CONSTANTE/Shutterstock)

Tak czy inaczej warto próbować i ważna jest w tym autentyczna ciekawość, pozbawiona natychmiastowej oceny, krytyki i negatywnego nastawienia. Co nie znaczy oczywiście, że mamy pozostawać obojętni wobec negatywnych treści. Przeciwnie! Tłumaczmy je, nakładajmy na nie nasz rodzicielski filtr, nazywajmy obawy, zniechęcajmy do nich dzieci i podsuwajmy atrakcyjną alternatywę, rozmawiajmy o wartościach, które chcemy, żeby nasze dziecko podzielało. Koniec końców to jedyny skuteczny sposób na szkodliwe treści.

Dlaczego?

Bo prędzej czy później dzieci na nie trafią i ważne, żeby wiedziały, że są złe i dlaczego. Wtedy z mniejszym prawdopodobieństwem staną się dla nich atrakcyjne i mniej prawdopodobne, że wpłyną negatywnie na ich rozwój, system wartości i zachowanie. Więc tak jak w przypadku młodszych dzieci kluczowe jest kontrolowanie i niedopuszczanie do kontaktu ze szkodliwymi treściami, tak koniec końców i tak powinny się dowiedzieć od nas, czym jest pornografia i dlaczego jest dla nich nieodpowiednia, dlaczego treści krzywdzące inne osoby są złe, dlaczego negatywne jest budowanie popularności na czyjejś krzywdzie.

Grając z dzieckiem online nie tylko spędzamy z nim czas, ale także mamy szansę ocenić, czy gra jest dla niego odpowiednia (Daniel Krason/Shutterstock) , Kontakt z dzieckiem prowadzący do groomingu nawiązać można sprawca przez chat w grze (Volodymyr_Shtun/Shutterstock)
Warto wspólnie oglądać to, co dziecko fascynuje, zwracać uwagę na to, co i jak mówią influencerzy, a kiedy przeklinają lub są wulgarni, podkreślać niestosowność takich zachowań. Dobrze jest towarzyszyć też dziecku podczas grania, bo to buduje relację, a przy okazji daje możliwość sprawdzenia, czy gra jest dla niego odpowiednia.

Kiedy jesteśmy ciekawi doświadczeń dziecka w sieci i jesteśmy w nich obecni, to z większym prawdopodobieństwem dowiemy się od syna lub córki, że przydarzyło się im online coś złego.

I co wtedy?

Wtedy kluczowa jest nasza wyważona reakcja, nastawiona na zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, a nie pretensje, wyciąganie konsekwencji i karanie. Inaczej kiedy dziecko będzie kolejny raz zagrożone, np. stanie się ofiarą manipulacji i uwodzenia, to z obawy przed karą nam o tym nie powie.

A problem będzie się pogłębiał.

Tak, dzieci, które doświadczają krzywdzenia w sieci i dzwonią na nasz telefon zaufania 116 111, często mówią o poczuciu samotności, braku zrozumienia, strachu przed konsekwencjami. O tym, że nie mają w swoim otoczeniu nawet jednej osoby, do której mogłyby się zwrócić o pomoc.

Że jedyne, czego się mogą spodziewać ze strony rodziców, to pretensje i kara – najczęściej w postaci zabrania telefonu. Więc musimy odłożyć na bok "a nie mówiłem", "jak to możliwe" i skoncentrować się na wysłuchaniu i wsparciu dziecka.
Spotkania z influencerami potrafią gromadzić prawdziwe tłumy dzieci (Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl) , Nastolatki oczekują na spotkanie z youtuberami (Fot. Adrianna Bochenek / Agencja Wyborcza.pl)

Jak wyłapać, że dziecko doświadczyło w sieci groomingu alno nadużycia seksualnego?

Zawsze niepokoić powinna zmiana zachowania dziecka – kiedy robi się tajemnicze, a korzystaniu z telefonu towarzyszy niepokój. Ale nie zawsze chodzi o strach, bywa tak, że relacja zagospodarowuje potrzeby dziecka, np. potrzebę bliskości. Jeśli internet staje się ważny, bo istotne jest podtrzymywanie kontaktu, to też warto się tej sytuacji przyjrzeć. Kim jest ta osoba, dlaczego jest tak ważna.

Są opiekunowie, którzy regularnie "trzepią" dzieciom telefony: czytają korespondencję, sprawdzają historię odwiedzanych stron.

Nie uważam tego za zasadne, o ile nie podejrzewamy, że dziecko jest w realnym niebezpieczeństwie. W innej sytuacji takie zachowanie narusza prywatność dziecka, do której ono ma prawo. Dodatkowo to podkopuje zaufanie do nas i zamyka na kontakt, więc efekt koniec końców może być odwrotny do zamierzonego.

Czy afera znana jako Pandora Gate była dla was zaskoczeniem?

Od jakiegoś czasu obserwujemy i nagłaśniamy w Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę patologiczne zachowania influencerów i ich szkodliwy wpływ na dzieci. Pandora Gate, która polegała na zdobyciu zaufania młodych fanek przez popularnych youtuberów w celu wykorzystania seksualnego, nie była dla nas zaskoczeniem. 

Pandora Gate dobrze ilustruje ewolucję problemu groomingu online. Sprawcami są często stosunkowo młode osoby, które swoją manipulację opierają na popularności w sieci i zaufaniu, którym obdarzają je dzieci.

Pokazuje też – z czego wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy – jak ważnymi osobami dla najmłodszych są influencerzy i influencerki. Dzieci wiedzą o nich często więcej niż o swojej najbliższej rodzinie, a na oglądaniu godzinami filmów z ich udziałem spędzają więcej czasu niż z rodziną. W konsekwencji mają poczucie, że to bliskie, znajome osoby.
Komentarz Wrocławskich plakaciar do Pandora Gate (Fot . Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl)

Pandora Gate pokazała też, że popularność i medialność potrafią uśpić także czujność rodziców. Nastolatka odwiedzająca youtubera w hotelu została do niego podwieziona przez mamę.

Jak w przypadku Michaela Jacksona.

Tak, tylko dzisiaj takich Michaelów Jacksonów jest wielu. W sumie to nawet nie wiemy, jak się nazywają. To znak naszych czasów.

Kolejnym znakiem może stać się AI. Mogłoby się wydawać, że przy obrazach generowanych przez sztuczną inteligencję nie ma naruszenia i szkody dla konkretnych osób.

Nie zawsze tak jest. Bywa, że przy użyciu AI tworzone są obrazy wykorzystujące wizerunek realnych dzieci. Ale nawet jeżeli obrazy nie są związane z żadną realną osobą, to i tak jest to proceder skrajnie szkodliwy. Chociażby dlatego, że zwiększa zasoby w sieci. Każdy może wygenerować dowolny realistyczny obraz przedstawiający sytuację seksualną z dowolną osobą. Może to zaspokajać potrzeby seksualne, ale też być pierwszym krokiem, który doprowadzi do eskalacji zachowań i w efekcie wykorzystania seksualnego realnego dziecka.

Łukasz Wojtasik został uznany przez Szerokie Porozumienie na Rzecz Umiejętności Cyfrowych Polsce za jedną ze 100 osób, które w sposób szczególny, swoją aktywnością przyczyniły się do rozwoju umiejętności cyfrowych w Polsce (Archiwum Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę) , Opiekunowie nie wystarczająco korzystają z możliwości jakie daje kontrola rodzicielska (Ascannio/Shutterstock)

O jakich najmłodszych dzieciach tworzących self-generated content, czyli materiały produkowane przez same dzieci, pan słyszał?

W pandemii w zestawieniu akt policyjnych mowa była o pięcio–sześcioletnich dzieciach, ale znane są przypadki wykorzystanych dzieci rocznych czy dwuletnich.

To sytuacje, kiedy zmanipulowane i zastraszone dzieci rejestrowały seksualne filmy z udziałem młodszego rodzeństwa. Sześciolatki mają własne komórki, komputery, konsole – to daje ogromne pole do działania dla sprawców.

Przygnębiające i przerażające. Co robić?

Najważniejszym czynnikiem chroniącym dzieci przed zagrożeniami jest świadome i uważne rodzicielstwo. Ofiarami wykorzystywania seksualnego dzieci online są najczęściej młode osoby z deficytami uwagi, relacji, z niezaopiekowanymi problemami i niską samooceną. Jeżeli jesteśmy realnie obecni w życiu dziecka, poświęcamy mu czas i uwagę, to już bardzo dużo zmienia. Do tego uczmy dzieci stawiania granic, rozpoznawania toksycznych zachowań w relacjach i reagowania na nie. Zapewnijmy dzieciom rzetelną edukację seksualną. Miejmy na uwadze, że proste zasady "nie podawaj danych, nie ufaj obcym w dzisiejszym świecie", nie wystarczą.

A jeżeli chodzi o najmłodsze dzieci, to musimy wiedzieć, że nawet najlepsza edukacja i codzienne rozmowy o bezpieczeństwie online nie pomogą, kiedy dziecko spotka w serwisie społecznościowym lub na komunikatorze sprytnego sprawcę przemocy seksualnej. Jest jednak proste rozwiązanie: zablokujmy dostęp do takich serwisów – wtedy ryzyko spada do zera.

Łukasz Wojtasik. Ekspert ds. bezpieczeństwa dzieci w internecie. Jeden z inicjatorów europejskiego programu Safer Internet w Polsce (2005). Od 25 lat związany z Fundacją Dajemy Dzieciom Siłę (FDDS). Inicjator, autor kilkudziesięciu kampanii społecznych i programów edukacyjnych na rzecz bezpieczeństwa dzieci w sieci i ochrony dzieci przed przemocą. Certyfikowany trener, propagator domowych zasad ekranowych. Autor serii książek dla dzieci "Sieciaki".

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.