Rozmowa
Niemczyk: Na WF-ie dzieci powinny robić to, co lubią (Fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl)
Niemczyk: Na WF-ie dzieci powinny robić to, co lubią (Fot. Andrzej Michalik / Agencja Wyborcza.pl)

Apeluje pani nie tyle o reformę, ile o rewolucję w organizacji lekcji WF-u. W poprzednich latach pani głos był słabiej słyszalny, ponieważ była pani posłanką opozycji. Czy teraz, kiedy KO jest u władzy, a minister sportu Sławomir Nitras przyznaje: "Nasze dzieci wychodzą po ośmiu latach ze szkoły mniej sprawne, niż do tej szkoły poszły", wierzy pani, że dokona się zmiana?

Gdybym nie miała nadziei, nie byłabym w stanie pełnić funkcji posłanki i przez całe – również sportowe życie – walczyć o wyznaczone cele.

Mamy poważny problem: Polacy preferują siedzący tryb życia, co czwarty obywatel ma nadmierną masę ciała, sprawność oraz koordynacja ruchowa najmłodszych stale się pogarszają. To jest potwierdzone badaniami i nagłaśniane od lat.

Owszem, wierzę, że wprowadzimy zmiany, tylko że niestety, najsłabszym ogniwem jest człowiek: nauczyciel wychowania fizycznego, uczeń oraz rodzic. W związku z tym poza zmianami systemowymi – których bezsprzecznie potrzebujemy – ważna jest zmiana społeczna, a o to najtrudniej.

Małgorzata Niemczyk w ataku. Mecz ligowy. Rok 2003 (Fot. Karolina Sikorska / Agencja Wyborcza.pl)

Sprawdzałam, czego w temacie zajęć WF-u Polacy szukają na forach internetowych: dzielą się m.in. poradami, jak załatwić u lekarza zwolnienie z tego przedmiotu.

Lekarz nie ma prawa nikogo zwolnić z WF-u! Może tylko wystawić opinię, jaki ruch jest wskazany, a jaki wykluczony. Osobą, która na tej podstawie może ucznia zwolnić z WF-u, jest tylko i wyłącznie dyrektor szkoły, który posiada również prerogatywy, by dzieci z zaświadczeniami lekarskimi kierować np. na zajęcia oddechowe, które powinny odbywać się w dodatkowym terminie. Ale to dyrektor musi chcieć je zorganizować w swojej szkole. Tak samo jak musi chcieć na zajęciach WF-u podzielić i połączyć dzieci z różnych klas, np. według umiejętności ruchowych lub według ukochanej przez uczniów dyscypliny sportu. Dużo zależy od kierownictwa szkoły i danego samorządu.

Na sejmowej mównicy drugiego dnia 7. posiedzenia Sejmu X kadencji (Fot. Maciek Jaźwiecki / Agencja Wyborcza.pl)

Nie znam ani jednego przypadku, kiedy dziecku ze zwolnieniem z WF-u oferuje się inne zajęcia. Masz zwolnienie – siedzisz na ławce i masz godzinę wolną.

Niestety, dyrektorzy naszych szkół nie wykonują prawidłowego nadzoru nad lekcjami wychowania fizycznego.

Najwięcej skarg, które otrzymuję od rodziców, dotyczy tego, że ich dzieci są oceniane za wyniki i rezultaty. Tak nie powinno być. Lata temu, kiedy zostałam posłanką, a ministerką edukacji narodowej była Joanna Kluzik-Rostkowska, zostało z mojej inicjatywy zmienione rozporządzenie w tej sprawie. Przesłanką do oceniania dziecka nie może być wynik, ale aktywność, indywidualny postęp i zaangażowanie.

Tylko że dla nauczycieli ocenianie za wynik jest prostsze.

Bierzemy tabelkę i oceniamy: bieg na 100 m, taki czas – piątka, taki – czwórka.

Czas nie powinien mieć znaczenia. Każde dziecko, jeśli przebiegnie dystans z maksymalnym zaangażowaniem, powinno dostać taką samą piątkę. Na zajęciach WF-u powinniśmy uczyć pracy zespołowej, wzajemnej akceptacji i tolerancji, a nie rywalizacji – od tego są kluby sportowe.

'Najwięcej skarg, które otrzymuję od rodziców, dotyczy tego, że ich dzieci są oceniane za wyniki i rezultaty' (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl)

À propos zarzutów do organizacji lekcji WF-u – skarżą się nie tylko rodzice, ale też wuefiści. Ci ze szkół średnich narzekają, że dzieci po podstawówce nie wiedzą, co to dwutakt, nigdy nie grały w piłkę ręczną, już nie mówiąc o tym, że w klasach 1–3 nie ma profesjonalnych zajęć.

Wrócę do dyrektora i powtórzę: to dyrektor organizuje plan lekcji i zajęcia na terenie szkoły i to on powinien się zastanowić, czy nie warto zorganizować zajęć WF-u osobno dla dzieci bardziej i mniej uzdolnionych ruchowo. W identyczny sposób są przecież dzielone klasy w przypadku zajęć z języków obcych: na grupy dla początkujących oraz zaawansowanych.

Dramatem jest, że dyrektorzy – ale również samorządy, które są organami założycielskimi dla szkół – pozwalają na to, by przez środek sali gimnastycznej przeciągało się kotarę, po to by na każdej połówce lekcję WF-u miała inna klasa. Takie są realia zajęć wychowania fizycznego w wielu polskich szkołach! 25 uczniów na połowie boiska?! W siatkówkę w ogóle nie pograją, bo przecież nie przewieszą siatki, w koszykówkę na połowie boiska bardziej będą stali, niż grali. W tych warunkach uczeń ma może swoje pięć aktywnych minut na lekcji, kiedy załapie się na swoją zmianę.

Bywałam zapraszana do szkół, by poprowadzić zajęcia z siatkówki. Do dyspozycji dostawałam pięć piłek. Powtórzę: pięć piłek na 25 dzieci. Nauczyciele WF-u wzruszają ramionami: "Więcej nie mamy". Kiedy wchodziłam do kantorków, widziałam, że sprzętu do innych dyscyplin sportu również jest za mało. Braki sprzętu sportowego w polskich szkołach to osobny temat.

Niemczyk: Polska szkoła udaje, że uczy dzieci WF-u (fot. Łukasz Krajewski / Agencja Wyborcza.pl)

Co do klas 1–3: odkąd jestem posłanką, apeluję do każdego kolejnego ministra edukacji i każdego kolejnego ministra sportu, by wprowadzić specjalistów od WF-u. To jest złoty wiek w rozwoju koordynacji fizycznej dziecka! To, czego dzieci nauczą się do 10.–11. roku życia, pozostanie z nimi do końca. Jeśli w tym właśnie czasie nie nauczą się prawidłowo biegać, bieg będzie zawsze dla nich trudny i nie będą tego wysiłku podejmować jako dorośli.

Stoję na stanowisku, że nauczycielom nauczania wczesnoszkolnego, którzy mają pensum, nie wolno nic zabierać, natomiast nasze państwo powinno być stać na to, żeby w klasach 1–3 do aktualnego planu lekcji dołożyć systemowo po dwie godziny lekcyjne tygodniowo i wprowadzić specjalistów – nie mówię, że nauczycieli WF-u, ale specjalistów – którzy będą potrafili prawidłowo rozwinąć u dzieci koordynację ruchową.

Sprawmy, żeby najmłodsi uczniowie zakochali się w ruchu, w sporcie. Od przeciwników moich postulatów słyszę: "Te dzieci są zbyt małe, żeby rywalizować na boisku". Tu nie ma mowy o rywalizacji! Powtarzam: od tego są kluby i związki sportowe. Specjaliści mają uczyć dzieci koordynacji ruchowej! Podnosić ich kompetencje! A dzieci mają się uczyć tolerancji oraz akceptacji swoich niedoskonałości.

A ilu godzin wychowania fizycznego tygodniowo nam potrzeba? W poprzedniej kadencji Sejmu pojawiały się głosy, że powinno być ich pięć. Na razie klasy 1–3 mają trzy godziny, a starsze cztery.

Poza klasami 1–3 nie uważam zwiększenia liczby godzin WF-u za priorytet. Duża ważniejsza jest ich efektywność. Jeżeli dziś zajęcia odbywają się na połowie sali i brakuje sprzętu, to znaczy, że efektywność jest minimum o połowę niższa, niż gdyby zajęcia odbywały się na całej sali, a każda uczennica i każdy uczeń dostali do ręki piłkę.

Świetnie, że państwo będzie budowało kolejny tysiąc orlików oraz remontowało te, które już mamy, ale potrzebujemy również jak tlenu nowych sal gimnastycznych w szkołach wieloliczebnych, gdzie na 700–1000 uczniów jest często jedna sala gimnastyczna, zwykle niewielka.

W szkole mojego dziecka – jest to łódzka placówka – uczy się około tysiąca uczniów. Oddziałów ćwiczebnych jest 32. Jeżeli pomnożymy je przez trzy godziny lekcyjne w przypadku klas młodszych i cztery godziny starszych, wyjdzie nam około 110 godzin tygodniowo w sali gimnastycznej. 110 godzin tygodniowo oznacza, że dziennie WF w planie lekcji powinien wynosić 12 godzin, czyli od 7 rano do 19. Przecież taka szkoła nie ma szans na realizację podstawy programowej. Tak nie może być! Jeżeli szkoła nie zapewnia warunków do realizacji podstawy programowej, nie powinna od samorządu dostać zgody na utworzenie 32 oddziałów ćwiczebnych. My udajemy, że realizujemy podstawę programową z WF-u!

Potrzebujemy pilnie programu, który uzupełni w takich szkołach infrastrukturę sportową do prowadzenia zajęć wewnątrz. W szkołach wieloliczebnych powinniśmy dobudować minimum jedną dwusektorową – czyli taką, na której są dwa boiska do koszykówki, dwa boiska do siatkówki – salę. Dopiero w takich warunkach można będzie realizować wychowanie fizyczne w sposób prawidłowy.

Niemczyk: Każde dziecko, jeśli przebiegnie dystans z maksymalnym zaangażowaniem, powinno dostać taką samą piątkę (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

A pani stawia tezę, że dziś polska szkoła udaje, że uczy dzieci WF-u.

Często udaje.

Natomiast jeżeli trzech nauczycieli WF-u wejdzie na trzysektorową salę gimnastyczną, wtedy będziemy mieli WF z prawdziwego zdarzenia, będzie można odejść od edukacji systemem klasowym i przejść do edukacji systemem "sportu, który lubię" i "sportu właściwego przy moich kompetencjach ruchowych".

Ale do tego są potrzebne również dodatkowe szatnie! Dziś szatni brakuje, dlatego dzieci są zwalniane przed dzwonkiem, żeby wszystkie zdążyły się przebrać, a natryski bardzo często są zamknięte na klucz.

I tu znowu efektywność zajęć bierze w łeb.

Dlatego rodzice ze zrozumieniem przyjmują argumentację syna czy córki, żeby załatwić im zwolnienie z WF-u, bo on/ona nie chcą chodzić po szkole przepoceni.

Martwi mnie bardzo, że Higiena Pracy – jeden z podmiotów Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej – kiedy przychodzi do szkół na kontrole, wydaje zalecania, by WF był w środku lekcji. W efekcie zdarza się, że mamy wolną salę gimnastyczną na początku i na końcu dnia, a zajęcia są sztucznie zintensyfikowane w środku dnia. Wszyscy mają WF na połowie – przewieszonego tą nieszczęsną kotarą – boiska po to tylko, żeby wykonać to zalecenie.

Domyślam się, że jest ono argumentowane w ten sposób, że uczniowie na WF-ie mogą przewietrzyć głowę między "poważnymi przedmiotami"?

O, przepraszam bardzo! Od przewietrzenia głowy są przerwy!

Zacznijmy w końcu WF traktować poważnie, a nie jako przerywnik. Właśnie takie podejście do lekcji wychowania fizycznego powoduje, że dziś mamy takie, a nie inne problemy z koordynacją ruchową i umiejętnościami dzieci i młodzieży, a ulubiony tryb życia Polaków to tryb siedzący!

Uważam i rekomenduję dyrektorom szkół łączenie lekcji WF-u w bloki tak, żeby było dwa razy w tygodniu po 90 minut, a nie cztery razy po 45. Dzięki temu dzieci będą miały czas na przebranie się i higienę, a nauczyciel będzie miał czas na prawdziwą, intensywną lekcję, podczas której wszyscy będą mogli podnieść swoje umiejętności.

To jest do zrobienia! To jest tylko i wyłącznie kwestia wytycznych z MEN, w efekcie których dyrektorzy będą układali plany lekcji, zaczynając od WF-u, a nie chemii czy religii.

Niemczyk podczas lekcji siatkówki w łódzkiej Manufakturze. Rok 2011 (Fot . Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.pl)

Zaczęła pani opowiadać o tym, jak mogłyby wyglądać lekcje WF-u. Padło hasło: "sport, który lubię". Co to znaczy?

Jeżeli dziecko chce grać w siatkówkę, to dajmy mu tę możliwość na lekcji WF-u! Jeżeli w jednej klasie pięcioro dzieci chce grać w siatkówkę, druga piątka chce robić fitness, trzecia piątka iść na rower, a czwarta grać w koszykówkę, to na dyrektorze szkoły spoczywa obowiązek, aby tak ułożyć plan lekcji i stworzyć takie grupy międzyoddziałowe, żeby to uczniom umożliwić.

Dyrektorzy mogą to robić! Dostali narzędzia, które im to umożliwiają! MEN na to pozwolił już dawno, tylko że dyrektorzy nie korzystają z tej możliwości, dlatego że zrobić plan lekcji, gdzie połączymy grupy międzyoddziałowe – czyli weźmiemy pięcioro dzieci z klasy ósmej, pięcioro z siódmej i pięcioro z szóstej po to, żeby one razem miały siatkówkę – jest trudno.

Tymczasem ten trud należy podjąć! Zacznijmy w końcu myśleć o WF-ie nie jako o "przystawce do poważnych przedmiotów", ale jako o przedmiocie równie ważnym jak matematyka czy historia!

Zobacz wideo Uczniowie o wychowaniu fizycznym

Wyobrażam sobie reakcję nauczycieli innych przedmiotów na hasło, że to WF miałby być tym najważniejszym! Dziś pojawiają się głosy, że wuefiści powinni zarabiać mniej od nauczycieli innych przedmiotów, bo "co to za praca, siedzą i tylko gwiżdżą w gwizdek".

Być może powinno być inne pensum dla nauczycieli przedmiotów artystyczno-sportowych, a inne dla nauczycieli np. przedmiotów ścisłych. Pamiętajmy też, że nauczyciele WF-u chodzą z uczniami – a przynajmniej chodzić powinni – na zawody międzyszkolne organizowane przez Szkolny Związek Sportowy. Niestety, bardzo dużo szkół nie zgłasza do nich swoich drużyn. Gdy pytam nauczycieli WF-u, dlaczego tego nie robią, słyszę: "W szkole nie ma chętnych" – w co trudno uwierzyć – albo: "Bo mi nie płacą za to, że jadę z dziećmi na zawody". Co to za argumentacja? Nauczyciel matematyki sprawdza w domu klasówki, przygotowuje testy itd. Nauczyciel wychowania fizycznego z reguły nie ma takich obciążeń. Uważam, że przynajmniej na szkoły, które mają klasy sportowe, powinien zostać nałożony obowiązek uczestnictwa w zawodach. To się wydaje oczywiste.

Absurdalne wydaje się, że szkoła, która prowadzi klasy o profilu sportowym, nie zgłasza drużyny na zawody!

To wszystko wynika z tego, o czym mówiłyśmy: z braku prestiżu lekcji wychowania fizycznego. Póki go nie podniesiemy, wiele nie zwojujemy.

'Przesłanką do oceniania dziecka nie może być wynik, ale aktywność, indywidualny postęp i zaangażowanie' (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Słuchając pani, myślę o amerykańskich szkołach, gdzie sport jest doceniany do tego stopnia, że wybitnym zawodnikom oferowane są stypendia na prestiżowe uniwersytety.

Tam powodem do dumy jest chodzić w klubowej bluzie, a cała szkoła przychodzi kibicować drużynie, kiedy walczy o mistrzostwo, natomiast u nas uczniowie, którzy wywalczyli dla szkoły medale, na koniec roku często nie dostają choćby dyplomu czy uścisku dłoni dyrektora.

Potrzebna nam moda na sport! Moda na aktywność!

Dzisiaj sport się nie opłaca. Dziecko może zdobyć trzy punkty rekrutacyjne do szkoły średniej za wolontariat, ale jeśli jest uzdolnione i zdobywa tytuł mistrza Polski w pływaniu czy mistrza Europy w karate, nie należy mu się ani pół punktu. To trzeba natychmiast zmienić – wystarczy rozporządzenie ministra edukacji.

Chcę podkreślić, że takie punkty rekrutacyjne – do szkoły ponadpodstawowej, ale też te na uczelnie wyższe – moglibyśmy przyznawać nie tylko za wybitne wyniki sportowe, za medale i rekordy, ale także np. za wzorową frekwencję i aktywność na lekcjach wychowania fizycznego, za uczestnictwo w sporcie szkolnym, za członkostwo w klubie sportowym. Brak jakiegokolwiek premiowania przez system szkolny młodych sportowców pokazuje dobitnie, do jakiego stopnia nasze państwo nie docenia aktywności fizycznej.

Optymizmem napawa mnie natomiast to, że pojawia się światełko w tunelu: od matek, które w tym roku zapisywały swoje dzieci do pierwszej klasy szkoły podstawowej, słyszałam, że interesowały się, czy od pierwszej klasy będzie WF ze specjalistą.

Niemczyk w roli trenerki Budowlanych Łódź. Rok 2011 (Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl)

Mamy niż demograficzny, dlatego szkoły zabiegają o uczniów. Uważa pani, że to wystarczy? Zmiana dokona się oddolnie?

Polki bardzo kochają swoje dzieci, a jak wielką mają siłę, pokazały 15 października 2023 roku. Ale nie, to nie wystarczy.

To jest jaskółka, która zwiastuje wiosnę, ale jej jeszcze nie czyni. Odpowiedzialność za sprawę wychowania fizycznego naszych dzieci musi wziąć państwo. Potrzebujemy zmian i rozwiązań systemowych. Wierzę, że doczekamy się lekcji WF-u z prawdziwego zdarzenia.

Małgorzata Niemczyk. Zdobyła z kadrą narodową złoty medal mistrzostw Europy siatkarek w 2003 r. oraz odniosła liczne sukcesy klubowe w Polsce i Europie. Ukończyła Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny Uniwersytetu Łódzkiego. Członkini PO. Od 2011 r. posłanka na Sejm RP. Należy do sejmowych komisji: ustawodawczej, do spraw dzieci i młodzieży oraz jest zastępczynią przewodniczących w komisji kultury fizycznej, sportu i turystyki oraz podkomisji stałej do spraw sportu dzieci i młodzieży oraz sportu osób z niepełnosprawnościami.

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in. z "Gazetą Wyborczą Wrocław", "Dziennikiem Polska Europa Świat" i "Dziennikiem Gazetą Prawną" oraz "UWAGĄ!" TVN. W 2016 r. nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości", o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki, a w 2019 r. do Nagrody im. Teresy Torańskiej za teksty o handlu noworodkami w PRL. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.