Spotykamy się online, szczegóły omawialiśmy e-mailowo, twoją książkę pobrałam w formie e-booka w 20 sekund. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie, chociaż jest między nami sześciogodzinna różnica czasu. A jednak będziemy rozmawiać o czekaniu.
Punktem wyjścia moich badań była obserwacja, że urządzenia elektroniczne, które miały wyeliminować z naszego życia czekanie, w rzeczywistości uczyniły to czekanie centrum wszystkiego.
Używanie telefonów komórkowych zamiast stacjonarnych sprawiło, że nie dzwonimy już do miejsc, tylko do osób. Nie dzwonisz już do czyjejś pracy czy do domu, tylko wywołujesz tę osobę, gdziekolwiek się ona znajduje i w jakimkolwiek kontekście się znajduje. Nie wiesz, gdzie i w jakim momencie ją zastaniesz, czy będzie mogła rozmawiać. Więc piszemy SMS-y, e-maile, które pozwalają ludziom reagować zgodnie z dostępnością. I wtedy okazuje się, że technologia mobilna to właściwie technologia oczekiwania. Nieustannie oczekujemy, aż ludzie nam na coś odpowiedzą. W centrum naszej "natychmiastowej, szybkiej, dostępnej od ręki" komunikacji jest czekanie.
To bardzo nieintuicyjne.
Technologia przyspieszyła możliwość wysyłania sobie komunikatów, ale to nie czas nadania wiadomości jest kluczowy, lecz rytm, w jakim się porozumiewamy. Możemy mieć smartfony, komunikatory, chmurę online, ale – tak jak wszyscy inni w historii – musimy czekać, aż inni ludzie wrócą do nas z odpowiedzią.
Tam, gdzie jesteśmy od siebie nawzajem zależni, nie ma mowy o żadnej natychmiastowości. W naszych oczekiwaniach wobec cyfrowej ery musimy nieustająco uwzględniać czynnik ludzki, w tym przypadku: rytm życia, grafik, kondycję drugiej osoby i zmienny czas jej reakcji. W konsekwencji czas oczekiwania to nie jest tylko "czas pomiędzy", ale realny element komunikatu, nośnik treści.
Co to znaczy?
Czas sam w sobie staje się rodzajem niewerbalnej komunikacji. Tak jak w rozmowie na żywo możesz czytać pewne rzeczy z mimiki, mowy ciała rozmówcy, tak w komunikacji na odległość tym niewerbalnym komunikatem jest czas. A jest tak przede wszystkim dlatego, że my ten czas sobie zawsze jakoś interpretujemy. Długo nie odpisuje – olewa, ignoruje, lekceważy. Ewentualnie – stało się coś złego. Odpisuje szybko, pisze często? Zależy tej osobie, jest zaangażowana, daje mi uwagę. Zawodowo lub prywatnie robimy to ciągle.
Niekiedy chodzi nawet o czas reakcji, a nie o treść wiadomości.
Pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku nastolatki chcące zaoszczędzić na "impulsach" telefonicznych komunikowały się przez "puszczanie sygnału". Osoba wybierała numer rozmówcy, odczekiwała jeden sygnał w słuchawce i się rozłączała. To znaczyło "myślę o tobie" i zawierało w sobie oczekiwanie, żeby osoba po drugiej stronie jak najszybciej zrobiła to samo. To, jak często i jak szybko ktoś odwzajemnia nasze "sygnały", świadczyło o zaangażowaniu tej osoby w relację. Odkąd rozmowy telefoniczne przestały być podstawową formą kontaktu na odległość, sposobów na wykorzystywanie niewerbalnej komunikacji cyfrowej tylko przybywa. Wśród moich uczniów swego czasu było popularne wysyłanie sobie na Snapchacie pustych ekranów. Nie chodziło im o przekazywanie sobie informacji, tylko o sygnalizowanie wzajemnego kontaktu.
Pytanie o to, jak nawiązać więź z kimś, kto jest od nas daleko, jest bardzo stare i bardzo uniwersalne.
Każda epoka znajduje na nie swoje odpowiedzi, właściwe dla aktualnych zasobów i standardów. Chcemy mieć poczucie intymności z ludźmi, gdziekolwiek się znajdują – to jest uniwersalne pragnienie. A listy, telegramy, dzwonienie do siebie i SMS-y to tylko znaki, gesty, które symbolizują most między nami. Czekanie jest podstawą tego mostu, bo każda wiadomość, którą sobie wysyłamy, jest asynchroniczna. To nie dzieje się w czasie rzeczywistym, nie jest w zasięgu wzroku i słuchu.
Ludzka intymność jest zdeterminowana przez rytmy innych ludzi. Chcemy, żeby rytmy innych ludzi odpowiadały naszym rytmom, i sami, jeśli chcemy być blisko, musimy budować swoje życia wokół rytmów innych ludzi. A to radykalnie wpływa na nasze postrzeganie czasu, intymności, kontaktu.
Najbardziej zaangażowane w czekanie osoby, które obserwowałam, to ludzie zakochani. Albo przynajmniej randkujący. Sama w tym okresie poddawałam interpretacji każdą krótszą lub dłuższą przerwę w kontakcie. Czy odpisał szybko, czy dopiero następnego dnia? Polubił moje zdjęcie na Instagramie od razu po wrzuceniu? Dobry znak. Nie wyświetlił InstaStories? Zły znak…
Roland Barthes w książce "Fragmenty dyskursu miłosnego" pisze: "naturą kochanka jest to, że na kogoś czeka". To jest coś bardzo naturalnego – ta potrzeba interpretowania czasu, w którym na kogoś lub coś ważnego czekam. Rytmy całego życia opierają się na tej najbardziej podstawowej potrzebie bycia w kontakcie i budowania mostów. I tak będzie tak długo, jak długo ludzie będą wysyłać sobie jakiekolwiek formy wiadomości.
Teraz myślę o jednym z moich ulubionych zdań z twojej książki: "Jesteśmy w pewnym sensie zakochani w ikonie ładowania".
Ikona ładowania to potężna obietnica. Moment, w którym wiesz, że to, na co czekasz, wkrótce nadejdzie, jest bardzo potężny. Bliskość przybycia czegoś jest dla ludzi bardzo intensywnym przeżyciem. Wiadomo, jak intensywne jest oczekiwanie na ludzi, których kochamy. Jak przejmujące jest oczekiwanie na ważne dla nas wydarzenia. Jednym z kluczowych momentów koncertu czy spektaklu jest ten, gdy siedzimy na widowni, światła powoli gasną i już za chwilę na scenie pojawią się artyści. To jest rodzaj punktu granicznego: między czasem oczekiwania na coś a jego przybyciem.
Producenci usług cyfrowych o tym wiedzą. Na Instagramie, zanim załadują się zdjęcia, patrzymy na szare kwadraciki, tzw. ekrany szkieletowe – dostajemy od nich komunikat: tutaj zaraz pojawią się treści, na które czekasz. To tylko jeden z naprawdę mnóstwa przykładów sytuacji codziennych, gdy czekamy wpatrzeni w ekran w oczekiwaniu, aż dane treści się załadują. Przeżywając to doświadczenie oczekiwania, przeżywamy właściwie ten sam moment graniczny, co w drodze na spotkanie z ukochanym lub na chwilę przed spektaklem.
I to przeżycie właśnie symbolizuje ikona ładowania. "To coś" wkrótce nadejdzie, a ty już nie możesz się tego doczekać. To przyjemność, bo odpowiedź, satysfakcja, jest już na horyzoncie.
Czyli czekanie to zawsze jakaś obietnica?
Tak. Wspomniany już Roland Barthes przywołuje we "Fragmentach dyskursu miłosnego" taką przypowieść. Mężczyzna był bardzo zakochany w pewnej kobiecie. Ona powiedziała mu: "Wyjdę za ciebie, jeśli poczekasz sto nocy pod moim oknem". Mężczyzna czekał, aż nagle, dziewięćdziesiątej dziewiątej nocy, poszedł do domu. Zatem dla niego cały proces oczekiwania na to, co miało nadejść, był najważniejszy, sama obietnica okazała się ważniejszym doświadczeniem niż jej spełnienie. Dlaczego? Myślę, że morał tej historii jest taki, że często dajemy się uwieść wyobrażeniom rzeczy i fantazjom, które przerastają możliwość ich realnego spełnienia.
Ale to przypowieść, symbol. Mam też inny przykład, o wiele bardziej pragmatyczny: czytałem badania przeprowadzone wśród klientów Amazona pokazujące, że mnóstwo ludzi zamawia towary, a później paczki leżą w ich domach nieotwierane. To kolejny dowód na to, jak angażujące jest dla nas samo czekanie. Angażujące do tego stopnia, że przybycie rzeczy – spełnienie obietnicy – nie ma już tak wielkiego znaczenia.
Rozmyślanie o czasie i czekaniu jest pełne paradoksów. Na przykład w pewnym sensie rozwój technologiczny to wielka gonitwa za wyeliminowaniem z życia czekania. Ale wcale nie w każdej sferze życia do tego dążymy.
W 2016 roku Facebook wprowadził opcję skanowania profili pod kątem bezpieczeństwa. Wystarczyło nacisnąć przycisk z tą funkcją i algorytm bardzo szybko "wypluwał" wynik testu razem z zaleceniami, jak możesz poprawić poziom bezpieczeństwa swojego konta. Po jakimś czasie od włączenia tej opcji firma sprawdziła, czy użytkownicy są zadowoleni z nowej funkcji. Badanie wykazało, że większość z nich nie jest zadowolona, ponieważ w ich odczuciu skanowanie profilu przebiega zbyt szybko i oznacza to, że cała procedura nie może być wiarygodna. Firma zareagowała wprowadzeniem do algorytmu "pustych sekund", aby wydłużyć czas skanowania (chociaż na poziomie samej operacji wszystko pozostało tak samo).
To zadziałało?
Zmiana kodu przyniosła zamierzony skutek – wzrosło zainteresowanie nową funkcją i poziom zadowolenia z niej, ludzie zaczęli jej ufać i w rezultacie zmieniać swoje profile oraz ustawienia zabezpieczeń wedle zaleceń. Wcześniej nie wyobrażali sobie, by coś tak szybkiego mogło być dokładne. Mieli przekonanie, że poważne procedury muszą zajmować określony czas.
Co ten przykład mówi o naszym stosunku do czekania?
Okazuje się, że wcale nie chodzi o to, ile coś naprawdę trwa, tylko o to, ile wydaje nam się, że powinno trwać. Rozmawiałem później z innymi projektantami usług cyfrowych, którzy potwierdzali tę tezę. W wielu obszarach inżynierii oprogramowania możliwości technologiczne przekraczają możliwości percepcyjne użytkownika. Wiele rzeczy mogłoby technicznie dziać się szybciej, ale to nie spełniałoby kulturowych oczekiwań i przyzwyczajeń. Pomimo nienawiści do czekania jako społeczeństwo oczekujemy jednak, że rzeczy zajmą trochę czasu. Jesteśmy przyzwyczajeni do pewnego rytmu dziania się rzeczy i dopóki technologia rozwija się szybciej niż nasze zdolności adaptacyjne, to ona musi dostosowywać swój rytm do nas.
Kolejny paradoks: nienawidzimy czekania, ale stawiamy pomniki tym, którzy czekają. W książce wspominasz o psie Hachiko, który po śmierci swojego opiekuna dzień w dzień, aż do własnej śmierci, przychodził po niego na dworzec. Jest też Penelopa, żona Odyseusza, która czekała na niego w Itace do samego końca i mimo wielu adoratorów z żadnym się nie związała...
Związek między miłością i czekaniem jest niepodważalny, o tym już mówiliśmy. Ale te historie, które przywołujesz, są o czymś zupełnie innym. Nie o miłości, lecz o władzy. Nie chodzi w nich o zachwyt nad tym, który czeka, ale nad tym, który jest wart takiego czekania. To nie Penelopa jest główną bohaterką mitu, tylko Odyseusz. Więc jej czekanie służy wzmocnieniu jego legendy, jego siły i statusu. Podobnie Hachiko, którego czekanie i wierność uwydatniają, jak ważny był dla niego opiekun, jak ważny jest człowiek dla swojego psa. Te historie wskazują, że w społeczeństwie są osoby, od których oczekuje się czekania bardziej niż od innych. I że często, zamiast kwestionować ten stan rzeczy, gloryfikujemy go.
Czekanie na kogoś to oddanie mu władzy?
Przychodzi mi do głowy znajomy profesor z włoskiego uniwersytetu, który opowiadał, że wykładowcy są szkoleni, aby zawsze wchodzić jako ostatni do sali wykładowej i sygnalizować w ten sposób wyższą pozycję względem studentów, jako ktoś, kto każe na siebie czekać. To w miarę niegroźny przykład. Ale zmuszanie ludzi do czekania może być bardzo potężnym narzędziem władzy. Obserwacja, kto w społeczeństwie musi na coś czekać oraz – z drugiej strony – kto każe na siebie czekać, jest fundamentalna dla zrozumienia dynamiki danej grupy.
Potencjalnie najbardziej niebezpieczne czy ryzykowne części naszego życia to te, które postrzegamy jako oczywiste. Tak właśnie jest z czekaniem, które jest dla nas tak oczywiste, że aż przezroczyste. A gdy się mu przyjrzymy bliżej, okazuje się, że u jego podstaw są rozmaite założenia rządzące życiem społecznym, związane z dystrybucją władzy, przywilejami, relacjami. Rozumienie tych niewidzialnych części życia prowadzi do lepszego zrozumienia społeczeństwa w ogóle i naszego miejsca w tej strukturze. Czekanie jest z jednej strony bardzo demokratyczne, bo wszyscy na coś czekamy. Ale z drugiej strony różni ludzie doświadczają swojego czekania na bardzo różne sposoby, zależne od ich pozycji społecznej, majętności, zawodu, pochodzenia, płci... Od osób sprawujących władzę w państwie, przez zarządy korporacji, aż po romantycznych partnerów, przyjaciół i rodziny – to, jak czekasz, mówi wiele o tobie i twoich relacjach z ludźmi.
Podasz przykład?
Proszę bardzo: sytuacja z mojego życia, która dobrze ilustruje, o co mi chodzi. Stałem w kolejce w sklepie spożywczym, byłem może trzeci. Kobieta, która właśnie płaciła, miała w wózku małe dziecko, które rzucało różnymi rzeczami i było bardzo hałaśliwe. Kobieta musiała więc opiekować się małym dzieckiem, jednocześnie upewniając się z kasjerką, czy wszystkie jej kupony zostały policzone. Płaciła częściowo gotówką, częściowo kuponami. Miała więc dwie różne formy płatności. Zajmowało to wszystko razem więcej czasu, niż zwykle zajmuje zeskanowanie zakupów i przyłożenie karty do terminala. Stojący w kolejce byli wyraźnie zirytowani sytuacją, zaczęli rzucać komentarze, przewracać ostentacyjnie oczami, głośno wzdychać – żeby dać kobiecie do zrozumienia, jak bardzo są sfrustrowani i jak bardzo ona marnuje w tym momencie ich czas.
A gdyby te osoby z kolejki w tym momencie zamiast przeżywać frustrację, spojrzały na sytuację szerzej, co by zobaczyły?
Że życiowe warunki tej kobiety są prawdopodobnie zupełnie inne niż ich. Że płaci kuponami nie dlatego, że ma taką fantazję albo chce komuś zrobić na złość, tylko dlatego, że musi korzystać z pomocy rządowej, żeby związać koniec z końcem. Że skoro oni są zmęczeni po pięciu minutach słuchania płaczu jej dziecka, to jak ona musi być wyczerpana na co dzień?
Czyli w rozmowie o czasie i czekaniu docieramy nagle do współczucia...
Zdolność do empatii jest kluczowa w rozmowie o czekaniu, bo pozwala postrzegać czas jako coś wspólnego, a nie indywidualnego. Ludzie w kolejce uważali, że kobieta z dzieckiem marnuje ich czas, ponieważ mieli przekonanie, że czas każdego z nich to jego własność. Ale jeżeli spojrzymy na sytuację z założeniem, że czas to coś wspólnego dla wszystkich, interpretujemy tę sytuację inaczej. Czas to system naczyń połączonych, jesteśmy wszyscy połączeni w tej strukturze, która dystrybuuje czas w nierówny sposób.
A nie jest tak, że wszyscy mamy po 24 godziny?
Przytłaczająca mitologia głosi, że wszyscy mamy 24 godziny na dobę i musimy je wykorzystać najlepiej, jak potrafimy. Jest to tak zakorzenione w naszym sposobie myślenia, że nigdy nie zatrzymujemy się, by zapytać, czy to prawda. Wiadomo, obiektywnie doba ma 24 godziny. Jednak każdy z nas ma inne warunki do korzystania z tego czasu. Każdy ma inne ograniczenia, mniej lub więcej zależności dookoła. Dla wielu z nas tylko ułamek doby to czas, który możemy wykorzystać według własnej decyzji. Parę lat temu w internecie krążył mem: "Każdy z nas ma te same 24 godziny co Beyoncé". W domyśle: "Dlaczego nie odnosisz takich sukcesów jak ona?". Jakby to nie miało żadnego znaczenia, że Beyoncé jest jedną z najbogatszych osób na świecie i w związku z tym ma zupełnie inny zestaw zasobów niż ja!
W rozważaniach na temat czekania poświęcasz sporo miejsca kreatywności, nauce, wyobraźni. Wskazujesz, że to są obszary, w których nuda, dystans i czekanie są kluczowymi elementami procesu tworzenia.
Aby się czegoś dowiedzieć, aby coś zrozumieć, musi zawsze upłynąć czas. Odbija się to echem we wszystkich dziedzinach wiedzy. Obszar, którym sam się zajmuję, jest mimo wszystko dosyć "szybką" dziedziną. Badając kulturę współczesną, mogę na bieżąco stawiać sobie pytania i w osiągalnym dla mnie czasie znajdować dla nich odpowiedzi. Nieustająco jednak fascynują mnie dziedziny, w których naukowcy dziś stawiają pytania, na które odpowiedzą dopiero kolejne pokolenia. I nie da się tego przyspieszyć, bo tempo tych prac zależy od mnóstwa innych czynników niż ludzka wola czy pracowitość.
Piszesz: "Wszystko, co znamy, opiera się w jakimś sensie na czekaniu".
Ważną częścią pracy twórczej jest znalezienie momentów, w których odsuwasz się od pracy i pozwalasz sobie odczekać. Pozwalasz wtedy działać sieci spoczynkowej mózgu – to jest obszar mózgu, który uaktywnia się tylko wtedy, gdy się nudzimy, i jest kluczowy dla naszej kreatywności. Gdy fantazjujemy, odpoczywamy, kiedy na coś czekamy albo bierzemy prysznic, kiedy w pewnym sensie siedzimy i "nic nie robimy", miewamy momenty objawienia, nagle wpadamy na pomysł. Ten potencjał zostaje utracony, jeśli każdą minutę dnia chcemy wypełnić robieniem czegoś, jesteśmy zafiksowani na produktywność. Bycie ciągle czymś zajętym to wcale nie jest najskuteczniejszy sposób rozwiązywania problemów i skutecznego działania.
Ze względu na tematykę, którą zajmujesz się zawodowo, dla wielu ludzi jesteś "ekspertem od czekania". Dostajesz pytania o rady? "Jason, jak mogę czekać lepiej?"
Tak, ale dla większości ludzi "czekać lepiej" oznacza czekać krócej, ewentualnie bardziej produktywnie. A ja proponuję im coś innego: świadome czekanie. Chcemy z naszego życia wyeliminować czekanie, ponieważ postrzegamy je jako stratę. A ja nalegam, abyśmy najpierw zrozumieli, czym jest proces czekania. Bo czekanie nie jest uniwersalnie dobre ani uniwersalnie złe. Kluczowe jest świadome rozpoznawanie sytuacji, w których czekanie mnie wzbogaca, a kiedy mi nie służy.
Jak wygląda świadome czekanie w praktyce?
Zachęcam do zadawania sobie pytań. Dlaczego i przez kogo jestem proszony o czekanie? Kto lub co korzysta na moim czekaniu? Co mam nadzieję, że się stanie po drugiej stronie mojego czekania? To bardzo przydatna praktyka, niezależnie od tego, czy stosujemy ją, gdy czekamy na odpowiedź osoby w aplikacji randkowej albo czekamy na zakup online. Ona pozwala zrozumieć siebie, to, czego mi w życiu brakuje i co wyobrażam sobie, że przyniesie mi w końcu ulgę i szczęście. Wtedy często możesz zdać sobie sprawę, że ten człowiek lub ten przedmiot wcale nie są odpowiedzią na twoje realne lęki albo braki.
Kiedy próbujemy zrozumieć swoje czekanie, zaczynamy rozumieć, czego szukamy w innych ludziach, czego od nich chcemy. Romansu? Potwierdzenia swojej wartości, atrakcyjności? Ratunku na nudę? Czasem po prostu lubimy fantazję. Czasem po prostu podoba nam się jakiś wymyślony scenariusz, który jest w pewnym sensie lepszy od tego, co jest naprawdę po drugiej stronie sieci telefonicznej. Czasami nasza wyobraźnia jest o wiele potężniejsza niż to, co mogą nam dać ludzie, a zrozumienie tego w odniesieniu do nas samych jest również wartościową rzeczą.
Wydawałoby się, że świat zaczął dostrzegać to, o czym mówisz, i wcielać to w życie, choćby w filozofii slow life.
I tak, i nie. Bo cały czas poruszamy się w szerszym kontekście i pojawia się pytanie, kto może sobie pozwolić na to, żeby zwolnić, a kto nie. Mówiąc wprost: żeby jakaś grupa społeczna mogła przejść w tryb slow life, inna grupa musi przyspieszyć. Im niższa pozycja społeczna i im mniejsza władza, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że będziesz w stanie prowadzić powolne życie i mieć czas na medytację, pauzę i bycie kreatywnym. Dlatego refleksja nad czasem i czekaniem to potężne narzędzie zarówno pracy ze sobą, jak i krytyki społecznej.
Jason Farman, PhD. Autor nagradzanych książek: "Delayed Response: The Art of Waiting from the Ancient to the Instant World" (Yale University, 2018) o miejscu, jakie w naszej indywidualnej i zbiorowej codzienności zajmuje czekanie oraz "Mobile Interface Theory: Embodied Space and Locative Media" (Routledge, 2012) o wpływie technologii mobilnych na poszczególne aspekty naszej codzienności, w ujęciu kulturoznawczym. Publikował artykuły naukowe na takie tematy jak mapy cyfrowe i geografia kulturowa, sztuka lokalna, gry wideo, cyfrowe opowiadanie historii, sztuka performance, media społecznościowe i cyfrowa inwigilacja. Poza czasopismami naukowymi jego prace publikowano m.in. w "New York Times", BBC, "Wall Street Journal", NPR, "National Geographic", "99% Invisible", "ELLE Magazine", "GQ". Naukowo związany z Uniwersytetem Maryland. Więcej informacji: jasonfarman.com.
Katarzyna Siekańska. Finalistka I edycji Polska Stories. Pisze o relacjach i codzienności.


