Społeczeństwo
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Miljan Zivkovic)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Miljan Zivkovic)

21 sierpnia 2018 roku MPK Wrocław publikuje na swoim fanpage’u post o "telefonicznych pleciugach": "Dosyć często zgłaszacie nam, że przeszkadzają Wam głośne rozmowy przez komórkę. Czy macie na nie swoje sposoby?", zagaja autor postu.

W komentarzach gorąco, reakcje skrajne. "Oczekujecie kultury od pasażerów, wychowajcie sobie najpierw kontrolerów!", atakuje EM Kowal. "Rozmawiać już nie można? Serio? Jakie problemy ma MPK Wrocław, że takie zastępcze tematy podsyca?", dopytuje Grzegorz. "Jak chcecie mieć ciszę, to brać taksówkę!", radzi Piotr. Wioletta sama nie rozmawia w tramwaju przez telefon, ale zachowanie innych w tej kwestii to dla niej "sprawa indywidualna". 

Karina relacjonuje "wspaniałą rozmowę, której niedawno była świadkiem: ‘SIEMA!... NO SIEMA! TRAMWAJEM JADĘ… Ta… A co tam u ciebie?... ano, ano. Wiesz, u mnie raz tak, raz siak, raz srak i musztardka!... No… A widziałeś, jakie zdjęcie na fejsbuka dodałem?... No? I dlaczego się nie ustosunkowałeś? Lajka nie dałeś! Nikt nie chciał się ustosunkować!... Co ty, Stefan, PŁACZESZ?!... DZIELNICA CIĘ TŁAMSI?... Daj spokój, lepiej wyjdź na melanżyk. Melanżyk i git będzie’. Kurtyna", pisze pod postem.  

Michał się zastanawia: "Czy rozmawianie przez telefon jest gorsze od normalnej rozmowy dwojga ludzi? Może dlatego nas denerwuje, bo nie słyszymy drugiej połowy dyskusji?". 

Bingo. 

Mózg, który nie może przestać słuchać 

Naukowcy udowodnili, że rozmowa telefoniczna naprawdę drażni i rozprasza nas bardziej niż ta, którą słyszymy w całości. W 2010 roku potwierdzili to Lauren Emberson, wówczas doktorantka wydziału psychologii Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver, oraz Michael Goldstein, Gary Lupyan i Michael J. Spivey. Wyniki ukazały się w periodyku "Psychological Science".  

Na pomysł eksperymentu Emberson wpadła w autobusie. "Codziennie dojeżdżałam do pracy 45 minut i naprawdę czułam, że kiedy ktoś rozmawia przez telefon komórkowy, nie jestem w stanie na niczym się skupić. Nie mogłam czytać ani nawet słuchać swojej muzyki. Byłam tak rozkojarzona, że zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje", opowiadała

Na potrzeby eksperymentu przygotowała kilka wersji nagrania rozmowy swoich współlokatorek. Część uczestników badania słyszała całą rozmowę, część "półrozmowę" (Emberson nazwała ją "halfalogue"), czyli tylko kwestie jednej z kobiet, jakby podsłuchiwaną rozmowę telefoniczną. Równocześnie badani wykonywali na komputerze zadania, na przykład za pomocą myszki śledzili poruszającą się kropkę. Nie brzmi to jak coś skomplikowanego. 

A jednak co się okazało? Że osoby, którym w trakcie eksperymentu puszczano "półrozmowę", miały poważne problemy z koncentracją i zadanie poszło im gorzej.  

Zdaniem naukowców to dlatego, że nasze mózgi zwracają większą uwagę na rzeczy nieprzewidywalne. Rozmowa przez telefon komórkowy właśnie taka jest, bo nie wiemy, co mówi druga strona. Mózg musi się domyślić tego, czego nie słyszy, znaleźć kontekst, przewidzieć odpowiedzi. Dosłownie: musi, bo robi to bezwiednie. Gdy ktoś rozmawia przy nas głośno przez telefon, to czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy zmuszeni słuchać. 

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/sommthink)

"Kasia, rozmawiałam teraz z Martyną" 

Flora Lichtman i Joe Palca w książce "Co nas drażni, co nas wkurza" spróbowali stworzyć listę najbardziej irytujących rzeczy na świecie. Głośna rozmowa telefoniczna w autobusie znalazła się w czołówce. Na bardzo wielu z nas działa równie drażniąco jak kruszenie styropianu, zgrzyt paznokcia po tablicy czy odgłos mlaskania przy jedzeniu. 

Paulina głośnym rozmowom w środkach transportu mówi stanowcze NIE. – To jest przestrzeń publiczna, są w niej różni ludzie: zmęczeni, chorzy, nadwrażliwi na dźwięki. Podobnie rzecz się ma z głośnym odpalaniem YouTube’a i muzyki wszelakiej. A gdyby tak nagle wszyscy zaczęli to robić? W tak małej przestrzeni? – pyta.  

Krystyna: – Ludzie nie mają żadnych oporów, omawiają intymne szczegóły dotyczące innych osób, plotą bez sensu, potrafią gadać przez całą drogę. I robią to głośno. 

Pisarka Katarzyna Troszczyńska ma mieszane uczucia. – Dla dziennikarki i autorki – zachwyt. Wiele razy takie podsłuchane rozmowy zainspirowały mnie do napisania tekstu. To kopalnia różności. Ludzie powinni jednak bardziej uważać – śmieje się. 

Ale tak po ludzku nie chce jej się uczestniczyć w życiu zupełnie obcych osób.  

Opowiada, jak pewnego razu jechała pendolino do Gdańska: – Próbuję pracować. Facet przede mną też pracuje. Prowadzi firmę, załatwia biznesy. Całą drogę, dosłownie bez minutowej przerwy, peroruje o nowej strategii firmy, analizuje ze wspólnikiem, wydaje dyspozycje pracownikom i swojej asystentce. Mówi to mocnym, głośnym tonem. Wiadomo, menedżer – wspomina.  

Kiedy indziej, też w pendolino, podsłuchała przykład "kobiecej lojalności". – Jakaś kobieta, potem zobaczyłam, że typ biznes, w pociągu postanowiła obdzwonić przyjaciółki. Najpierw rozmawia z Martyną. Słodzi jej: "Kochana, ty jesteś taka wspaniała, spokojnie, przyjdziemy do ciebie na urodziny. Super, bardzo się cieszę, uwielbiam. Sobota dla ciebie. Tak, porozmawiam z Kasią. Nie, nie jest obrażona, ma ciężki czas, depresja, rzucił ją X". Wnioskuję, że Martyna też coś mówi, opowiada o sobie, bo pani słucha, wspiera. Kończą rozmowę, pani zajęta wybiera kolejny numer. Do Kasi, jak się okazuje. Zaczyna z tą Kasią tekstem: "Rozmawiałam teraz z Martyną. No trzeba iść na te urodziny. Też mi się nie chce, zawsze tak nudno". I dalej zdradza jakieś tajemnice Martyny. 

Fot. Shutterstock.com/Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Matej Kastelic)

PKP Intercity w 2016 roku zapytało pasażerów, co ich najbardziej denerwuje podczas jazdy pociągiem. W głosowaniu wzięło udział ponad 3 tys. osób, a przeszło połowa stwierdziła, że najgorsze są głośne rozmowy telefoniczne i ze współpasażerami. Dalej wymieniano zdejmowanie butów, pozostawianie śmieci w przedziale i zajmowanie miejsc siedzących bagażem. Na bazie wyników ankiety PKP Intercity wspólnie z Adamem Jarczyńskim, ekspertem ds. savoir-vivre’u, stworzyło "kodeks kulturalnego podróżowania PKP". "Pamiętajmy, że pociąg nie jest naszym prywatnym środkiem lokomocji. […] Pomagajmy sobie nawzajem, np. przy wkładaniu bagażu, a w czasie jazdy pociągiem zachowujmy się cicho i kulturalnie" – apelował Jarczyński.  

Efekt? Na to pytanie odpowiedź zna każdy, kto kiedykolwiek jechał PKP Intercity. 

"Wiolu, jaki ja ładny schab kupiłam!" 

Magda przyznaje, że chyba jest "jakimś zwyrolem", bo uwielbia podsłuchiwać rozmowy, o czymkolwiek by były. – Lubię sobie wyobrażać kontekst, jak dana sytuacja wyglądała, jak rozmówca reaguje. A może inaczej – nie kontroluję tego, słucham bezwiednie. Z jednej strony, wiadomo, szanujmy się nawzajem, będąc cicho. Z drugiej – no cóż, komunikacja publiczna to nie kino ani teatr, a ludzie lubią sobie pogadać. A czy to jest rozmowa przez telefon, czy na żywo, to już chyba nie ma znaczenia. Ja bym powiedziała: niech gadają.  

Równie wyrozumiały dla przeżyć bohaterów, które stają się przeżyciami całego autobusu, jest Marcin: – W autobusie i tak jest głośno. Jeśli chcemy, żeby było cicho, kupmy słuchawki.  

Ola bardzo lubi podsłuchiwać telefoniczne rozmowy. A najbardziej, gdy toczą je osoby 65+. – Starsze panie mają tendencję do powtarzania tego, co powiedział interlokutor, i pięknie daje się skleić cały dialog. To są zresztą fascynujące historie, czasem super się wciągam, słuchając, że "Jacek już zabrał dzieci i pojechał do Grażynki" albo pan "już wpłacił całą kwotę na swoje ostatnie lokum i wreszcie jest spokojny". Czytaj: kwaterę na cmentarzu obstalował. 

Katarzyna Troszczyńska patrzy na to nieco inaczej. Wylicza, co "uwielbia":  

małżeńskie dialogi: – "Gdzie ty, k...a, jesteś? Mówiłam, że o 16 ma być hydraulik!". On wrzeszczy w słuchawkę, ona, że nigdy nie może na niego liczyć, itd.;  

męki 20-latek analizujących zachowanie chłopaków: – "A ten zrobił tamto, a tamten powiedział owamto". I co ona ma zrobić, jak on milczy od 11 godzin?

a najbardziej starsze panie, zwłaszcza przygłuche: – "A, Wiolu, jaki ja ładny schab kupiłam. Słucham? Słucham?!" "A, Jadzia, mówiłam ci, że ona zawsze dziwna była. Pamiętasz, jak była ta sytuacja z Jolą?" I dopiero po piętnastu minutach: "Bateria mi pada, poza tym, wiesz, jestem w autobusie".  

– Tak sobie nawzajem zaśmiecamy mózgi – podsumowuje pisarka. 

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Hrecheniuk Oleksii)

 "Pasażerowie też życzą dobranoc" 

Stanąć obok dzwoniącego, wykręcić czyjś numer i ze szczegółami opowiadać, jak straszną ma się biegunkę. Poklepać w ramię: "Proszę mówić głośniej, my tu wszyscy jesteśmy bardzo ciekawi!". Przesiąść się. Modlić o to, by osoba dzwoniąca wysiadła pierwsza. Takimi sposobami na walkę z telefonicznymi gadułami dzielą się w internecie Polacy. 

Natalia jechała kiedyś tramwajem, w którym dziewczyna długo rozmawiała przez telefon z chłopakiem. Mieli włączone kamery, żegnali się przez pięć minut. Chciała poczytać książkę, ale nie była w stanie się skupić. W końcu wypaliła: "Pasażerowie też mówią dobranoc!". Tramwaj ryknął śmiechem. 

Mateusz, jeden z uczestników dyskusji pod postem MPK Wrocław, był z kolei świadkiem sceny, w której "jedna osoba w tramwaju się darła, a druga zwróciła jej uwagę". Doszło do ostrej wymiany zdań i prawie do rękoczynów.  

Helena pod postem wrocławskiego przewoźnika pisze: "Ja czasem zwracam uwagę, że kultura nakazuje rozmawiać tak, by nikt nie musiał słuchać cudzych opowieści. Jak były budki telefoniczne, to ludzie zamykali się i zapierali sobą, żeby nikt nie podsłuchiwał. Teraz wiemy wszystko o wszystkich". Helena czasem włącza się do głośnej rozmowy i pyta: "Boże, naprawdę? Ale z niego cham! Daj sobie spokój, kopnij dziada w du*ę". Zdezorientowany pasażer lub pasażerka szybko kończą rozmowę. 

Jeden SMS: "LUDZIE" 

W komunikacji wypada czy nie wypada głośno rozmawiać przez telefon? Jedni mówią, że to kwestia kultury i wychowania, inni – że bez przesady. 

Ewa zwraca uwagę na różnice kulturowe. – W Japonii jest to totalnie niemile widziane, w metrze są znaki zakazu. Jeśli chcesz coś omówić w trakcie jazdy, wysyłasz wiadomość. 

Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Shutterstock.com/Blue Planet Studio)

Marta podczas swojej pierwszej podróży do Szwajcarii przez przypadek usiadła w wagonie kolejowym w strefie ciszy. Podekscytowana podróżą zadzwoniła do chłopaka i natychmiast została upomniana przez innego pasażera. – Postukał w szybę z groźną miną, pokazując na piktogram z zakazem rozmów – opowiada. Marta się speszyła, przeprosiła, do końca siedziała cicho jak myszka. Trochę popsuło jej to humor. Choć w polskich pociągach też istnieją strefy ciszy, jej zdaniem nie ma ogólnej zgody co do respektowania w nich zakazu rozmów. – Na pewno nie jesteśmy tak regulaminowi i karni jak Szwajcarzy – podsumowuje.  

Gdy nie wiemy, co wolno, a czego nie, można zajrzeć do regulaminu przewozów (choćby z ciekawości). Nad zakazaniem pasażerom głośnych rozmów telefonicznych w środkach komunikacji już w 2014 roku poważnie zastanawiały się Kraków, Warszawa i Białystok. W odpowiedzi na liczne skargi pasażerów w krakowskich tramwajach i autobusach zaczęto emitować spot pt. "Weźże gadaj ciszej".  

Białystok poszedł krok dalej – całkowity zakaz rozmów przez telefon i korzystania z urządzeń audiowizualnych jest wpisany do uchwały określającej funkcjonowanie tamtejszej komunikacji miejskiej.  

Tramwaj na Błoniach. Kraków, 10 stycznia 2019 (Fot. Jakub Porzycki / Agencja Wyborcza.pl)

W 2018 naklejki z napisem "Zakaz używania telefonów komórkowych" pojawiły się na szybach środków transportu zbiorowego w stolicy. W odpowiedzi na pytania pasażerów, o co chodzi, stołeczny ZTM tłumaczył, że zakaz używania komórek w autobusach i tramwajach istnieje od dawna, tylko jest martwy – nikt go nie egzekwuje. Gdybyśmy jednak chcieli głośno porozmawiać przez telefon blisko kierowcy, ten może zatrzymać pojazd i nas wyprosić.

Na ciekawy aspekt współistnienia z innymi w przestrzeni publicznej zwraca uwagę Emma Beddington, dziennikarka "Guardiana". Gdy w 2022 roku opuściła swoją pandemiczną "celę z kocem i laptopem" i wybrała się do Paryża, by odwiedzić siostrę, ze zgrozą odkryła, jak bardzo ludzie wokół niej są głośni i irytujący. "Jedni prowadzą wideokonferencje w wagonie ciszy, inni patrzą na ciebie i wzdychają teatralnie, gdy tylko weźmiesz łyk wody", relacjonowała. "Jak niezsocjalizowane maluchy z pandemii albo beztrosko robimy publicznie, co nam się podoba, bo zapomnieliśmy, że to nie jest dom, albo dąsamy się, bo nie wszyscy zachowują się dokładnie tak, jak byśmy chcieli". Znajomym Beddington wysyłała rozpaczliwe SMS-y z tylko jednym, mającym wyrazić wszystko słowem: "LUDZIE".  

Równocześnie jednak zrozumiała, jak bardzo brakowało jej cudzych plotek, kłótni, negocjacji, śmiechów i śpiewów. "Przepysznego połączenia ludzkich dziwactw". 

Zobacz wideo Marta opiekuje się zwierzętami, które same podróżują

Lauren Emberson, która dowiodła, że słuchanie "półrozmowy" wyjątkowo mocno stymuluje nasz mózg, uważa, że skupienia na cudzej rozmowie nie można nawet nazwać świadomym podsłuchiwaniem. Po prostu nie jesteśmy w stanie powiedzieć mózgowi: nie słuchaj. I tak będzie to robił. Jednak już decyzja, czy zadzwonimy do kogoś w tramwaju, czy zaczekamy z tym, by nie przeszkadzać i nie być słuchanym i ocenianym przez wszystkich wokół, zależy od nas. 

Paulina Dudek. Dziennikarka, redaktorka, twórczyni cyklu mikroreportaży wideo "Zwykli Niezwykli" i współautorka "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Nagrodzona Grand Video Awards, nominowana do Grand Press. Kontakt do autorki: paulina.dudek@agora.pl