Rozmowa
Emilian Kamiński (Grażyna Marks / Agencja Wyborcza.pl)
Emilian Kamiński (Grażyna Marks / Agencja Wyborcza.pl)

Od śmierci pani męża minął ponad rok.

Justyna Sieńczyłło: To nieprawda, że czas leczy rany. Nic nie leczy. Tęsknię za Emilianem każdego dnia.

Czego pani brakuje najbardziej?

Justyna Sieńczyłło: Jego odwagi i determinacji. Mój mąż miał też niesamowite poczucie humoru. Brakuje mi tego jego uśmiechu, z którym się budził i którym zarażał innych. Kochał życie. Dlatego choroba była dla niego potwornym zaskoczeniem. Do samego końca nie wierzył, że tak szybko odejdzie. Chciał dożyć późnej starości.

Opowie mi pani, kiedy pojawiła się diagnoza?

Justyna Sieńczyłło: Emilian nie lubił się leczyć. Często miał nieżyt gardła, co w zawodzie aktora jest czymś normalnym, więc nie chodził do lekarza i nie słuchał mnie, kiedy namawiałam go, żeby poszedł. Jednak ten jego przedłużający się kaszel nie dawał mi spokoju i wreszcie razem z moją przyjaciółką Elą Jasiek wzięłyśmy go na wizytę. Okazało się, że jest już bardzo, bardzo źle… Gazety pisały, że znowu pokazałam się w tej samej sukience, a dla mnie to nie miało żadnego znaczenia.

Lekarze dawali mu dwa miesiące życia?

Justyna Sieńczyłło: Dwa, góra trzy. A on przeżył prawie pięć lat. Pomimo złych rokowań wierzyliśmy, że pokona chorobę. Ani na chwilę nie opuszczała nas nadzieja. Walczyliśmy o zdrowie Emiliana, a jednocześnie graliśmy przedstawienia, żeby nie martwić widzów. Mąż nie chciał, żeby ludzie dowiedzieli się o jego chorobie. Nie chciał, żeby się nad nim użalano. Zdarzało się, że na próbie mdlał, ale nie odpuszczał. Twierdził, że to ze zmęczenia. Uspokajał w garderobie oddech, wychodził na scenę i grał. Nikt się nie domyślał, że jest ciężko chory. A on po przedstawieniu opadał z sił.

Emilian Kamiński na scenie teatru, 2017 rok (Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Czytałam, że przed śmiercią jego stan był już na tyle zły, że nie był w stanie mówić, miał coraz większe problemy z oddychaniem.

Justyna Sieńczyłło: Emilian czekał na kolejne eksperymentalne leczenie, ale ostatecznie nie został do niego zakwalifikowany. Wie pani, co jest najgorsze? Że zachorował na raka płuc, a nigdy nie wypalił nawet jednego papierosa. Lekarze mówili, że przyczyną choroby nowotworowej mógł być długoletni stres. 

Kajetan Kamiński: Przypuszczamy, że tata mógł chorować od kilkunastu lat. Ale nie przykładał do tego wagi, bo liczył się teatr.

Zobacz wideo Oni spotkali się na planie i są rodziną

Jakim był ojcem?

Kajetan Kamiński: Pamiętam nasze długie rozmowy. Tata wracał z teatru późno, ale przychodził do naszej sypialni [Emilian Kamiński miał córkę i dwóch synów – przyp. red.], pytał, co słychać. Miał swoje problemy, a cierpliwie, godzinami słuchał o naszych i zawsze umiał doradzić, w którym kierunku pójść. Od małego okazywał nam szacunek. Uczył nas, że zawsze trzeba go mieć dla innych. Powtarzał, że trzeba mówić prawdę, dotrzymywać słowa i zawsze mieć honor. Ale przede wszystkim był wojownikiem. Nie bał się stanąć w czyjejś obronie, inspirował innych do działania, chętnie pomagał.

Justyna Sieńczyłło: Emilian był bardzo empatyczny. Gdy z kimś rozmawiał, zawsze był cały w tej rozmowie, na sto procent.

Justyna Sieńczyłło i Emilian Kamiński, 2007 rok (Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl)

Życie waszej rodziny toczyło się w teatrze?

Kajetan Kamiński: Tak, i to dosłownie. Rodzice byli tym miejscem mocno zajęci. Jak chciałem z nimi spędzić więcej czasu, przyjeżdżałem właśnie do Kamienicy. Widziałem, że prowadzenie teatru ich pochłania.

Justyna Sieńczyłło: Gdy powstawała Kamienica, spodziewałam się drugiego syna. To była zagrożona ciąża, musiałam o siebie dbać. Zajmowałam się domem i wspierałam Emiliana, na ile mogłam. Potem, gdy teatr ruszył i zaczęliśmy grać przedstawienia, gdy tylko miałam wolną chwilę, po próbie jechałam do domu, gotowałam obiad, a potem wracałam do teatru. Ja jestem kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję, cytując Irenę Kwiatkowską, której pamiątki mamy w naszym teatrze.

Kajetan Kamiński: Pamiętam, że mama zawsze bardzo o nas dbała, mimo mnóstwa pracy. Tata z kolei dążył do perfekcji, jeśli chodzi o scenariusze przedstawień.

Justyna Sieńczyłło: To prawda! Aktorzy przychodzili na próbę, a on kolejny raz zmieniał tekst. Było najmniej 15 wersji jednego scenariusza. Pracował nad nimi całymi nocami. Była to dla niego odskocznia od codziennego stresu, taka podróż w świat tekstu, żeby nie zwariować.

Teatr był dla Emiliana spełnieniem marzeń. To on go wymyślił, a potem pracował ponad siły, żeby w ogóle powstał. A gdy powstał, robił wszystko, żeby się utrzymał. Poświęcił mu całe życie, nie chciał nigdzie wyjeżdżać. Czasem tylko jechał na ryby, ale i tak siedział z wędką i wymyślał dialogi do swojej kolejnej sztuki. Był człowiekiem, który swoim przykładem pokazywał, że jeżeli o czymś marzy się bardzo mocno, trzeba za tym iść. Nauczył mnie, że nie ma rzeczy niemożliwych. Trzeba tylko być piekielnie zdeterminowanym i nie odpuszczać.

Justyna Sieńczyłło i jej syn, Kajetan Kamiński (Rafał Latoszek)

Trudności go nie zniechęcały, a wręcz mobilizowały. Miał w sobie ogromną siłę, nie bał się pracować za pięciu, a czasem i za dziesięciu. Mawiał, że w tym teatrze zapala się słońce. Jednocześnie pilnował, żeby aktorzy powtarzali teksty, żeby ćwiczyli. Chciał, żeby Kamienica oferowała rozrywkę na najwyższym poziomie.

Podobno nie uwierzyła pani, gdy przed laty mąż powiedział, że zamierza otworzyć własny teatr?

Justyna Sieńczyłło: Bo to brzmiało nieprawdopodobnie. Ale Emilian wiedział, czego chce i jak to zrealizować. Wybrał kamienicę, którą wybudowano w 1893 roku i która jako jedyna w tym miejscu przetrwała wojenną pożogę. Konstrukcja była naruszona przez bombardowania, w ścianach były dziury po kulach, a po piwnicy biegały myszy, ale on się nie zrażał. Przez kilka lat praktycznie mieszkał w teatrze, a w domu był tylko gościem. Był prawdziwą złotą rączką, więc zwykle sporo rzeczy robił sam. Podczas studiów i stanu wojennego dorabiał sobie jako budowlaniec, więc miał doświadczenie i sam wszystkiego pilnował. Potrafił też znaleźć świetnych fachowców do pomocy. Cały czas mieliśmy jednak jeden podstawowy problem.

Jaki?

Justyna Sieńczyłło: Pieniądze. A raczej ich brak. Sporo inwestowaliśmy w kamienicę i wciąż się głowiliśmy, skąd brać na to środki. Ta nieruchomość nie ma spadkobierców, a nam obiecywano prawo pierwokupu, dlatego inwestowaliśmy. W każdym razie w 2005 roku sprzedaliśmy, co mogliśmy, dostaliśmy fundusze unijne i przystąpiliśmy do remontu.

Mąż, jeszcze gdy żył, co pewien czas dzwonił do miasta i pytał o możliwość wykupienia tej części kamienicy, w której działa teatr. Za każdym razem zbywano go obietnicami.

Emilian Kamiński i Justyna Sieńczyłło w Teatrze Kamienica, 2015 rok (Franciszek Mazur / Agencja Wyborcza.pl)

Kajetan Kamiński: Z jednej strony obietnice, a z drugiej pogróżki, które przez kilkanaście ostatnich lat dostawał mój tata i nasz prawnik. Obaj już nie żyją. Tata nie zgłaszał sprawy na policję, bo to były zawsze telefony, nigdy listy. 

Justyna Sieńczyłło: Najczęściej Emilian słyszał, że coś złego może się stać dzieciom. Dlatego codziennie odprowadzaliśmy synów do szkoły, a po lekcjach przyprowadzaliśmy ich do domu. Podobnie na angielski, żeby nigdzie nie chodzili sami. Systematycznie sprawdzaliśmy też stan hamulców w samochodzie.

W 2014 roku zaczęły się pierwsze problemy. Zaraz potem dostaliśmy informację, że zostaniemy zamurowani, więc ją nagłośniliśmy i na szczęście nic złego się nie wydarzyło, ale takie plany wobec nas były. Po śmierci Emiliana Teatr Kamienica nie przestał działać nawet na chwilę. Uznałyśmy z Dorotą, siostrą mojego męża [Dorota Kamińska, także aktorka – przyp. red.], że tego właśnie by od nas oczekiwał.

Sprawa nie jest jeszcze przegrana?

Kajetan Kamiński: Obecnie los teatru zależy w dużej mierze od Tomasza Bratka, wiceprezydenta Warszawy. Jego decyzja przesądzi, czy będzie możliwe zbycie na rzecz Teatru Kamienica odrestaurowanych przez nas pomieszczeń. Istotna jest też postawa miasta w procesie, który dotyczy stwierdzenia nieważności umów o zbyciu strychu kamienicy. Rozprawę zaplanowano na 26 lutego. Ale nie czekamy bezczynnie. Stworzyliśmy petycję w obronie Kamienicy. Podpisało się już pod nią kilka tysięcy osób.

Teatr wspierają też aktorzy, np. Stanisława Celińska. Bezcenna jest również wspólna walka całej rodziny.

Justyna Sieńczyłło: Bez wsparcia przyjaciół i bliskich byłoby mi bardzo ciężko. Kajetan zajmuje się finansami teatru i jego restrukturyzacją. Jest odważny jak ojciec. Jestem z niego bardzo dumna, a aktorzy go szanują. Od trzech lat jest na każdym spektaklu, dzięki czemu mogę trochę odpocząć, pomyśleć o czymś innym, zająć się domem. Chociaż na chwilkę.

Poza tym nie wyobrażam sobie naszej przyszłości bez Cypriana [drugi syn Kamińskiego i Sieńczyłło – przyp. red.], Natalii [córka Kamińskiego z poprzedniego związku – przyp. red.], Doroty i całego zespołu Kamienicy.

Emilian Kamiński, 2014 rok (Julia Mafalda / Agencja Wyborcza.pl)

Kajetan Kamiński: Bez nich nasza walka byłaby o wiele trudniejsza, o ile nie niemożliwa.

Justyna Sieńczyłło: Największym życzeniem Emiliana było, żeby po jego odejściu Teatr Kamienica prowadziła rodzina. I tak też się stało. Natalia pracuje w dziale marketingu i odpowiada za stworzenie Małego Muzeum Makiety Warszawy. To było jedno z ostatnich marzeń Emiliana – by przenieść makietę Warszawy, która obecnie jest w Kamienicy, w miejsce, w którym będą mogli oglądać ją wszyscy turyści odwiedzający jego ukochane miasto. Cyprian natomiast tworzy fantastyczne animacje do bajek.

Teatr istnieje, a my się nie poddajemy. Przygotowujemy średnio sześć premier w sezonie i zawsze mamy pełną widownię. Robimy tak dużo, a ja nie śpię po nocach, bo boję się o przyszłość tego miejsca.

Kajetan Kamiński: Nie mamy stałych dotacji od państwa. Jesteśmy uzależnieni od tego, co zarobimy na biletach.

Justyna Sieńczyłło: Będziemy dalej walczyć o to miejsce. Chociażby z szacunku dla mojego męża, który Kamienicy poświęcił życie.

Czasami Emilian prosił o radę przyjaciółkę ks. Jana Tischnera, Wandę Czubernatową. Zazwyczaj odpowiadała mu tak: "Nie jęcyć, ino żyć". 

Justyna Sieńczyłło kwestuje na cmentarzu w Białymstoku, rok 2015 (Marcin Onufryjuk / Agencja Wyborcza.pl)

Piękne!

Justyna Sieńczyłło: A ja bym powiedziała: nie jęcyć, tylko żyć i walczyć, na przekór wszystkiemu.

Justyna Sieńczyłło. Aktorka teatralna i telewizyjna. Absolwentka warszawskiej PWST. Wdowa po Emilianie Kamińskim. Ma dwóch synów: Kajetana i Cypriana.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.