Co słychać w TVP?
Jest gorąco. Tygiel! Temperatura, która dodaje energii. Kiedy wszedłem do gmachu TVP, zobaczyłem moloch będący plątaniną – symbolicznie oraz dosłownie – korytarzy, dziwnych zaułków, ciemnych kątów, ślepych uliczek. Czułem się, jakbym wszedł do labiryntu, w którym gdzieś w oddali świeci światło, do którego muszę dotrzeć. To fascynujące. Mój cel jest bardzo jasny: robić telewizję diametralnie inną od tej, którą oglądałem przedtem.
Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało górnolotnie, ale mam poczucie, że współtworzę historię TVP i że ona wreszcie będzie dobra.
Oglądałeś "Wiadomości" regularnie?
Od czasu do czasu. Kiedy chciałem wzbudzić w sobie adrenalinę, porównać punkt widzenia, który mi się wydawał oczywisty, z prezentowanym tam, skrajnie nieuczciwym i niesprawiedliwym. Włączałem "Wiadomości" i nie wierzyłem, że można tak postrzegać rzeczywistość.
Postrzegać czy kreować?
Kreacja kojarzy mi się z czymś pozytywnym, m.in. upiększaniem. Tutaj było odwrotnie: chodziło o zohydzenie rzeczywistości, pokazanie "drugiej strony" jako czegoś wstrętnego. A przecież jeśli kierujemy się w życiu jakimikolwiek zasadami – np. Dekalogiem, na który tamci ludzie bardzo często się powoływali – to doskonale wiemy, że nie tak wygląda świat.
W "Wiadomościach" widziałem ludzi niedobrych, ludzi, którzy plugawili swoich przeciwników i niestety znajdowali poklask, ponieważ udawało im się docierać do wielu odbiorców.
Kilka dni temu za to przeprosiłeś. W piątą rocznicę tragicznej śmierci Pawła Adamowicza powiedziałeś: "Żadna telewizja, żaden program informacyjny nigdy nie powinien posługiwać się językiem hejtu i nienawiści, nie może niszczyć ludzi, podsycać złych emocji w społeczeństwie". Nie było w tobie wątpliwości: przecież to nie ja, nie my.
Pracujemy w firmie, która nadal nazywa się Telewizja Polska. W pewnym sensie wchodzimy w te same buty, tylko że tym razem one są czyste, a nie ubrudzone błotem. Jeśli tamtych ludzi nie stać na to, żeby powiedzieć "przepraszam", a wręcz przeciwnie, chcą dalej jątrzyć, tylko już gdzie indziej, to o naszej klasie oraz pokorze świadczy słowo "przepraszam". Uważam, że nie powinniśmy się bać tego słowa w jakichkolwiek relacjach. Mówiąc "przepraszam", wcale nie stawiasz się w pozycji tego gorszego, tylko otwierasz nowy rozdział. Jeśli jako mąż, rodzic, syn powiem komuś bliskiemu "przepraszam", zatrzymuję to, co było przedtem, i idę po nowe. Tak samo postrzegam to, co się teraz dzieje w TVP. Myślę, że każdy widz zauważył, że tworzymy zupełnie nową jakość.
Jeden z moich znajomych dziennikarzy mawia: "Obiektywna jest tylko książka telefoniczna". Mam wrażenie, że w związku z tym, co PiS zrobił z TVP, wolne media wyraziściej opowiadały się w ostatnich latach po stronie demokratycznej. Dziś mamy bardziej "zaangażowane" dziennikarstwo.
Celem osób tworzących serwisy informacyjne TVP nie jest przestawianie wajchy na drugą stronę! Mówimy, jakie są fakty, ale nie okraszamy ich komentarzem. Komentarze mogą wygłaszać eksperci czy goście zapraszani do studia. W tej kwestii również sytuacja diametralnie się zmieniła, ponieważ "eksperci" dawnych "Wiadomości" byli sowicie opłacani.
PiS i jego zwolennicy krzyczą, że nowy rząd niszczy wolne media w Polsce. Okupowane były gmachy telewizji, odbywają się protesty.
My, dziennikarze, żyjemy tutaj w atmosferze fizycznego zagrożenia. Kiedy pierwszego dnia szedłem do pracy, od protestujących odgradzali mnie nie tylko ochroniarze, ale też policja. Nawet przez korytarze szedłem w asyście policji, ponieważ w gmachu TVP odbywały się "kontrole poselskie" polityków PiS, którzy zachowywali się poniżej pewnego poziomu, m.in. próbując bezpośrednio ingerować w pracę dziennikarzy.
Masz na myśli m.in. słynne zdjęcie Joanny Lichockiej w reżyserce? Powiedziałeś: "Żyjemy tutaj w atmosferze fizycznego zagrożenia".
Dla wielu osób jesteśmy "wrogami", "zdrajcami". Takie inwektywy słyszę, takie inwektywy zdarza mi się czytać na moich portalach społecznościowych.
Co piszą do ciebie zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości?
Że jestem "ruskim agentem", "wrogiem ojczyzny", "kłamcą". Jedna z pań zapytała: "Ile ci Tusk zapłacił, ty niemiecki zdrajco?!". Wszedłem w jej profil, zobaczyłem, że to starsza pani, która na zdjęciu jest z mężem i wnukami. Odpisałem: "Bardzo pani dziękuję za komentarz. Życzę Pani szczęśliwego Nowego Roku. Proszę serdecznie pozdrowić ode mnie wnuki oraz całą swoją rodzinę". "Och, dziękuję! Ja jestem już nawet prababcią" – odpisała. I wysłała mi serduszko. Ona się zatrzymała. Myślę, że widownia poprzedniej TVP to nie są ludzie z gruntu źli, ale ofiary machiny propagandowej, która przez wiele lat sączyła w ich głowy jad.
Media publiczne powinny być przedstawicielem całego społeczeństwa, w związku z czym muszą pokazywać przekrój opinii, być dla ludzi wierzących, niewierzących, dla mniejszości seksualnych, osób o innym kolorze skóry oraz dla imigrantów. Nie tylko dla "prawdziwych Polaków".
Nie powinny też padać łupem politycznym przekazywanym przez formację, która oddaje władzę tej, która ją przejmuje.
Nie powinny być posagiem. Magdalena Rigamonti stwierdziła, że z propozycją pracy w TVP dzwonili do niej politycy...
Ja nie rozmawiałem z żadnymi politykami! Moja zawodowa kariera mogłaby się w kilku momentach być może potoczyć w innym kierunku, gdybym w takie układy wchodził, ale nigdy tego nie zrobiłem. To mnie odróżnia od wielu kolegów z branży.
7 stycznia tego roku minęło 30 lat, odkąd aborcja w Polsce jest de facto zakazana. W "Gazecie Wyborczej" Agnieszka Kublik wyrażała opinię, że kobiety nie powinny protestować, bo Donald Tusk rządzi dopiero od 27 dni. Wy zrobiliście z protestów pierwszą informację dnia, przypomnieliście, że KO liberalizację obiecała, a do programu zaprosiliście posłankę KO Dorotę Łobodę, którą z tej obietnicy przepytywałeś. Nie dochodzą do ciebie komentarze ze strony rządu, że może to za ostro?
Nawet jeśli politycy partii rządzącej nie są zadowoleni z naszych pytań, to nie przestaniemy ich zadawać. Nie będziemy spijać z dzióbków polityków miodu spływającego z ich ust. Od posłanki Łobody usłyszałem, że koalicja rządowa jest złożona z kilku partii, które mają różne zdanie w tej kwestii, więc wypracować kompromis nie jest łatwo. Przyjmuję to, co nie oznacza, że porzucimy temat. Będziemy konsekwentnie dopytywać, kiedy i w jakiej formie obietnice z kampanii wyborczej zostaną zrealizowane.
Uczestniczyłem w Strajku Kobiet. Ani się tego nie wstydzę, ani nie boję. Tak, byłem na tych marszach i jeśli w dalszym ciągu prawa kobiet, prawa człowieka będą w naszym kraju łamane, to będę występował jako obywatel po stronie protestujących.
Ja, Zbigniew Łuczyński, jestem Europejczykiem. Jestem feministą.
Oraz ojcem.
Mam córkę, syna i dwoje wnuków. Najczęściej, gdy nowo poznane osoby się o tym dowiadują, wyrażają zaskoczenie. (śmiech)
W internecie powtarza się fraza na twój temat – "samotny" czy też "samodzielny" ojciec. Samotne rodzicielstwo kojarzy się z sytuacją, gdy osoba – najczęściej kobieta – zostaje z dzieckiem bądź dziećmi sama, drugi rodzic odchodzi, najczęściej nie płaci alimentów. Bardzo trudne, bardzo też smutne. Czy ty się kiedykolwiek czułeś samotnym ojcem?
Nie i nigdy tak o sobie nie mówiłem.
Córka Olga po rozwodzie została z tobą w Polsce, a syn Szczepan zamieszkał z mamą w USA.
Tak się szczęśliwie złożyło, że teraz moja była żona i jej obecny mąż mieszkają w Polsce i wszyscy mamy ze sobą stały, częsty kontakt, ale faktycznie, przez wiele lat syn był pod bezpośrednią opieką Beaty, a córka pod moją. Zawsze się dziwiłem, kiedy ludzie się nade mną litowali: "Ojej, musi ci być bardzo ciężko". Nie! Dla mnie to była sytuacja naturalna.
Kiedy pojawia się figura "samodzielny ojciec", od razu wjeżdżają stereotypy pod tytułem "mężczyzna nie radzi sobie z uczuciami". Domyślam się, że nieraz słyszałeś pytania w stylu: A jak to było, kiedy córka się zakochała?!
(śmiech) To prawda.
Już nie mówiąc o "tradycyjnie kobiecych rolach domowych"…
Ależ oczywiście! "Jak sobie radziłeś w kuchni?" Radziłem i radzę sobie w kuchni. Również kiedy byłem młodym ojcem i moje małżeństwo trwało, podchodziliśmy partnersko do wychowywania dzieci oraz obowiązków domowych. Nigdy nie było podziału na męskie i damskie zadania.
Bardzo bym chciała, żebyś opowiedział o tym, co mnie zachwyca i wzrusza: o przyjaźni z Beatą, twoją byłą żoną.
Nasz związek narodził się z przyjaźni i po rozstaniu udało nam się do bliskiej przyjaźni wrócić. Nawet wtedy, kiedy romantyczna miłość się kończy, można próbować rozwiązać pojawiające się problemy dzięki rozmowie i szukaniu kompromisu. Zdarzało się, że płakaliśmy razem. Zawsze bardzo dużo rozmawialiśmy. Cała nasza rodzina tak funkcjonuje.
Mój wnuczek Staś ma pięć lat i jest bardzo mądrym chłopcem. Dzieci są niezwykle wnikliwymi obserwatorami rzeczywistości! Staś zauważył niedawno, że w odwiedziny przyjeżdżam sam. Zapytał: "Dziadek, dlaczego ty jesteś jedyny?". Jakie piękne słowo! Powinno wejść do słownika języka polskiego. Nie "samotny", tylko "jedyny". Wytłumaczyłem mu, że mam jego, rodzinę, przyjaciół. Mam wokół siebie ludzi, których kocham, w związku z czym nie jestem "jedyny".
To jest część zmian kulturowych, które na całe szczęście się dzieją. Nie ma takiego obowiązku – sama o tym doskonale wiesz – żeby mieć męża, żonę, brać ślub w kościele. I nie powinno być też dłużej tak, że państwo zabrania ludziom życia w związku partnerskim. To kolejna obietnica rządu, która jest dla mnie bardzo ważna.
Akurat w tej materii są dość konkretne sygnały – również ze strony światopoglądowej Trzeciej Drogi – że ta obietnica zostanie spełniona. Zostając jeszcze na chwilę przy waszej rodzinie – czy spędzacie święta wspólnie?
Oczywiście! Każde! A w ten właśnie weekend [rozmawialiśmy 17 stycznia – przyp. red.] jadę do Krakowa, gdzie mieszka moja córka z rodziną, i wszyscy razem pójdziemy do przedszkola, żeby oglądać przedstawienie z okazji Dnia Dziadka, w którym będzie występował Staś.
Janek, mąż Beaty, to mój przyjaciel. Kiedy się spotykamy, zawsze padamy sobie w objęcia i mówimy: "Kocham cię". My wszyscy się kochamy! To cudowne uczucie mieć w byłej małżonce przyjaciółkę i oparcie. Niedawno zmarła moja była teściowa. Kiedy Beata była w USA, zdarzało się, że spotykaliśmy się tylko we dwoje, a ona zawsze powtarzała, że ma dwóch zięciów.
Wiem, że to brzmi zaskakująco.
Cudownie brzmi! Dziękuję, że o tym mówisz, ponieważ mam pewność, że to ważne, by pokazywać, że związek się może rozpaść, ale wcale nie oznacza to, że trzeba wchodzić w koleiny pod tytułem "wojna domowa".
Młody człowiek może się kształtować, wzorując się na pozytywnych wzorcach albo sprzeciwiając negatywnym. Ja jestem z tej drugiej opcji: "Nie chcę tak żyć!". Wiele traumatycznych sytuacji w dzieciństwie przeżyłem. Nie pora ani miejsce o tym mówić. Dało mi to taką podstawę, że wiedziałem, kim nie chcę być, i to mnie wprowadziło na ścieżkę pod tytułem, kim chcę być.
Ścieżkę świadomego życia. Czy aby to się udało, trzeba przejść terapię?
Ja przeszedłem. Oprócz tego sam nad sobą pracowałem. Sądzę, że mądrość przychodzi też z wiekiem. Jestem również dyplomowanym coachem i stosuję na sobie metody self-coachingu. Przez całe życie robiłem to instynktownie, a teraz bardzo świadomie.
Podasz, proszę, przykład?
Jak sobie radzić z hejtem? Trzeba mieć odwagę być nielubianym. Bardzo trudne to jest. Większość osób stara się być fajnymi. Ja też miałem moment w życiu, kiedy chciałem być fajny. Dla wszystkich. I przez wszystkich lubiany.
Jak zupa pomidorowa. Tylko że nawet ona nie ma tego szczęścia, że pasuje wszystkim.
No właśnie. Więc jeśli ktoś mnie nie lubi, mówię sobie: OK, to jest jego sprawa. Po prostu. Negatywne opinie na mój temat ze strony osób, które mnie nie znają, nie są w stanie mnie w żaden sposób dotknąć. Cenię sobie natomiast opinię ludzi, których szanuję, którzy są dla mnie autorytetami, oraz oczywiście moich bliskich.
Wszystko, o czym mówisz, wymaga bycia osobą dojrzałą, żyjącą świadomie oraz mającą odwagę konfrontowania się z tym, co się w jej życiu dzieje. Zanim przyszedłeś do TVP, kilkanaście lat prowadziłeś "Uwagę! TVN". Jesteś popularną osobą. Jak to jest być gwiazdą? Pytam absolutnie bez złośliwości czy z przekąsem.
A ja odpowiadam naprawdę szczerze: nie czuję się gwiazdą. I to jest świadomy wybór.
Nie jest fajnie być gwiazdą?
Dla mnie nie. Nie czuję się ani lepszy, ani gorszy od innych. Jestem osobą rozpoznawalną dzięki pracy, jaką wykonuję, ale chcę mieć normalne życie. Większość prywatnego czasu spędzam poza Warszawą. Mam tu swój azyl: dom przy lesie, ogród. I zaprzyjaźnionych sąsiadów. Sąsiadka przez parkan woła: "Panie Zbyszku! Pierogi zrobiłam". I podaje mi talerz. A potem ja wieszam dla niej na furtce np. pudełko czekoladek. Te osoby są świadkami mojej prywatności, wiedzą, z kim się spotykam, ale nikt nigdy tego nie wykorzystał, nie upublicznił.
Ty również tego nie robisz w mediach społecznościowych.
Jestem profesjonalistą. Nie uważam, że powinienem z tzw. popularności czerpać szczególne korzyści związane z poklaskiem, blaskiem czy czerwonymi dywanami. To droga gwiazd show-biznesu. Ja jestem człowiekiem, który ma wiarygodnie przekazywać informacje. Nie będę się popisywał, czym jeżdżę ani co posiadam. Nie widzę też powodu, by czerpać z popularności korzyści w postaci kontraktów reklamowych czy zaproszeń na premiery. Jeśli interesuje mnie jakiś film, to po prostu idę go obejrzeć.
Ponieważ powiedziałeś, że jesteś w momencie zawodowego życia, kiedy mógłbyś je podsumowywać, myślę, że życie prywatne podsumowałbyś chyba tak, że jesteś człowiekiem spełnionym i szczęśliwym.
Jestem wielkim szczęściarzem, że mimo traumatycznego startu udało mi się spełnić marzenie, które mogło się wydawać niemożliwe. Jestem dokładnie w tym miejscu, w którym chciałem. Czuję się wzruszony, kiedy o tym mówię. Być w tym miejscu, tu i teraz?! Czuję ogromną dumę!
Pracuję ciężko, ale nie czuję zmęczenia. Śpię po cztery–pięć godzin, ale idę do pracy z radością. Zespół ludzi, z którymi mam szczęście pracować, jest tak bardzo zaangażowany w to, co robimy! Odczuwam bardzo dużo prawdy w ich postawie, nie mam żadnych wątpliwości co do ich uczciwości i dobrych intencji. Odbieram też bardzo pozytywne opinie od widzów. "Wspaniale, że pan jest", "Dziękujemy za to, co pan robi". Kiedy odchodziłem z poprzedniej pracy, również czytałem o sobie tego typu miłe słowa. Niemal jakbym czytał własne nekrologi. (śmiech)
Uciekłeś od pytania, czy jesteś spełnionym i szczęśliwym człowiekiem również prywatnie.
Oczywiście, że jestem. Bardzo! Bywały – i pewnie się jeszcze zdarzą – sytuacje, kiedy musiałem się zatrzymać, a nawet zrobić kilka kroków w tył, coś w życiu zmienić.
Nic nie jest nam w życiu dane raz na zawsze, w każdym razie nie możemy być niczego pewni.
Bardzo sobie cenię zmiany, które zaszły w moim życiu w ciągu ostatniego roku. Niesamowite i niezwykłe jest to, że kiedy odchodziłem z TVN-u, miałem w głowie wizualizację tego, jak dalej potoczy się moje zawodowe życie. Dokładną wizualizację!
Odchodząc z ul. Wiertniczej, miałeś w głowie gmach na Woronicza?
Tak było! Bardzo chciałem być częścią zmiany, która dokona się w TVP.
Na koniec powiedz, proszę, co odpowiadasz, kiedy słyszysz komentarze, że zmiany w TVP zostały przeprowadzone źle? Być może wbrew prawu, a być może "młotem", nieelegancko? Przywołam wyłączenie sygnału TVP Info.
Odpowiadam, że jako dziennikarz TVP nie odpowiadam za polityków.
Ja nie jestem niczyim rzecznikiem. Ani rządu, ani żadnej partii. Co najwyżej swoim własnym.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>
Zbigniew Łuczyński. Prezenter telewizyjny. Dziennikarz. Karierę w mediach rozpoczynał w TVP Kraków, gdzie prowadził program "Kronika". Był również krakowskim korespondentem programów informacyjnych. Następnie przez 17 lat był jednym z prowadzących program "Uwaga! TVN". Do zespołu "19.30" dołączył w grudniu 2023 roku. Jest ojcem Olgi oraz Szczepana, a także dziadkiem Stasia i Poli.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


![Rodzina Lepperów świętuje 50 urodziny ojca. [Pierwszy z prawej stoi Tomasz]](https://bi.im-g.pl/im/a2/2e/1d/z30597538II,Rodzina-Lepperow-swietuje-50-urodziny-ojca---Pierw.jpg)