Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik siedzą w więzieniu. Byli szefowie CBA zostali skazani za przekroczenie uprawnień – mówiąc wprost: za fabrykowanie dokumentów – w związku z "aferą gruntową", której ofiarą miał paść pański ojciec Andrzej Lepper. Jak pan to wszystko odbiera? Co pan czuje?
Zachowanie polityków Prawa i Sprawiedliwości jest po prostu śmieszne. A już nazywanie panów Wąsika i Kamińskiego więźniami politycznymi?! To jest obraza dla wszystkich ludzi, którzy przed 1989 rokiem faktycznie siedzieli w więzieniach za swoje przekonania polityczne. Za jakie przekonania polityczne siedzą panowie Wąsik i Kamiński? Za to siedzą, że chcieli wrobić wicepremiera w korupcję.
Zostało im to udowodnione. Są skazani prawomocnie i powinni odsiedzieć swoją karę. Nie powinno być w ogóle żadnej dyskusji, a prezydent powinien się od tej sprawy odciąć.
Powiedział pan kiedyś, że Jarosław Kaczyński niszczył pańskiego ojca i że pan mu tego nigdy nie wybaczy.
Podtrzymuję. To jego podwładni próbowali wmanewrować tatę w rzekome przestępstwo. I na pewno nie robili tego za plecami Jarosława Kaczyńskiego. Ja bym się dziś przede wszystkim domagał od nich wszystkich, żeby przywrócili dobre imię tacie. Żeby przeprosili.
Gdy obserwowałam w mediach relację na żywo z Pałacu Prezydenckiego, panowie Wąsik i Kamiński byli przewożeni do aresztu, pomyślałam, że akurat w tym momencie pewnie czuł pan satysfakcję. "Jednak siedzą!"
Oczywiście. Już kiedy został ogłoszony wyrok sądu, stało się jasne, że tato miał rację, gdy mówił, że służby go obserwują, śledzą, polują na niego. "Chcą mnie zniszczyć" – tak nam mówił.
Dziś byli szefowie CBA siedzą w więzieniu, jednak prezydent Andrzej Duda przyjął w Pałacu Prezydenckim ich małżonki…
To wszystko wyglądało na wyreżyserowane przedstawienie. Jedna z pań mówiła, że sama, bez męża, nie potrafi włączyć ogrzewania w domu. Nie bądźmy śmieszni. To są przecież wykształcone kobiety, które dobrze zarabiają i na pewno potrafią zadbać o siebie. Paranoja. Tak samo jak to, że prezydent nazywa ich mężów "krystalicznymi".
Moim zdaniem prezydent się ośmieszył – nie tylko w Polsce, ale i na świecie – kiedy oświadczył, że na prośbę żon panów Wąsika i Kamińskiego wszczyna procedurę ułaskawieniową.
Część komentatorów politycznych wskazuje, że sprawa Wąsika i Kamińskiego – obok TVP – ma być nowym mitem założycielskim dla wyborców Prawa i Sprawiedliwości.
Bez wątpienia. Przecież zbliżają się wybory samorządowe. Już teraz widać, że do zwolenników PiS-u ten przekaz trafia. Wieczorem, kiedy panowie zostali zatrzymani, znaleźli się ludzie, którzy pojechali na miejsce i palili znicze przed aresztem! To jakiś kabaret.
Procedura ułaskawieniowa się toczy.
Spodziewałem się, że nie odsiedzą swojego.
Przecież oni nadal nie chcą się przyznać. Nie przyznają się do błędów, nie przepraszają, nie ma w nich skruchy.
A pan by najbardziej chciał, żeby dokonał się akt skruchy, jak w sakramencie pokuty: szczery żal, wyznanie grzechów, obietnica poprawy.
Właśnie tak.
Imię i nazwisko Andrzej Lepper zostało oczyszczone przed sądem. Również część społeczeństwa tak czuje. Dostaję dużo wiadomości, że to bardzo dobrze, że byli szefowie CBA trafili do więzienia, że mój tata miał rację, kiedy mówił o prowokacji.
Ale ja bym chciał, by jeszcze sami panowie Wąsik i Kamiński się do tego przyznali. To by było dla mnie teraz najważniejsze, ale wiem, że to się nigdy nie wydarzy. Zamiast tego pan prezydent mówi, że oni siedzą za to, że walczyli z korupcją na szczytach władzy. Komu udowodnili korupcję? Jakim politykom ze szczytów władzy? Kogo posadzili do więzienia?
Prawo i Sprawiedliwość miało do dyspozycji cały aparat państwa, a jakoś nie było spektakularnych zatrzymań. Natomiast panowie Wąsik i Kamiński zostali skazani. Nie za walkę z korupcją! Za próbę oszkalowania mojego taty.
Możemy porozmawiać o pańskim ojcu?
Możemy.
Od jego samobójczej śmierci minęło 12 lat. Znam kilka osób, których najbliżsi odebrali sobie życie. Ci ludzie mieli potem straszne poczucie winy. A może czegoś nie zauważyłem? A może były sygnały, których nie dostrzegłam?
Owszem, po akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa tata mówił, że jest mu ciężko, że to przeżywa. Co było niezwykłe o tyle, że nigdy nie przynosił polityki do domu. Praca to praca, dom to dom. O polityce w domu się nie mówiło.
Jednak wtedy mówił…
Ale nic nie wskazywało, że stanie się tragedia. Nie było tak, żeby tata np. nagle się zmienił, zachowywał się inaczej. Dwa dni przed śmiercią był w domu.
Czytałam, że chodziliście po polu i rozmawialiście. O robocie, o życiu.
No tak, wszystko było normalnie. A w dniu samobójstwa po mamę miał przyjechać kierowca, żeby ją zabrać do Warszawy, ale od rana nie było już z nim kontaktu.
Ostatnim etapem żałoby jest akceptacja, która oczywiście nie oznacza tego, że się cieszymy, ale że pogodziliśmy się z tym, że ukochany człowiek zmarł. Doszedł pan do tego momentu czy ciągle ma niezgodę, złość, dlaczego tak się stało?
Bywa. Nieraz siądę i takie myśli same przychodzą do głowy. Dlaczego tak się stało? Czy ktoś w tym samobójstwie pomógł? Jak to było? Różne myśli człowiek miewa.
Takie też, że gdyby nie zaangażowanie polityczne, to tata wciąż by żył i gdyby pan mógł cofnąć czas, toby pan go na kolanach błagał: "Tato, nie organizuj żadnych blokad. Siedź z nami, prowadź gospodarstwo, nie idź do polityki"? Ma pan poczucie, że polityka zabrała panu ojca?
Oczywiście. Jak mogłoby być inaczej, skoro znaleziono go martwego w warszawskim biurze Samoobrony?
Ale ja nie jestem człowiekiem, który rozpamiętuje, co by było gdyby. Jakbym wiedział, że się przewrócę, tobym usiadł. Tato wszedł w politykę, bo tak miało być. Po prostu. Jak to się wszystko zaczęło, byłem młodziutki, miałem chyba z 12 lat. To wszystko miało też dobre strony.
Pojawił się na chwilę błogi uśmiech na pana twarzy. Wtedy to jeszcze nie była wielka polityka, tylko zaangażowanie w sprawę. Widział pan, że ojca to niesie, że wraca do domu i jest błysk w oku?
Błysk w oku był cały czas! Coraz bardziej też się piął. Protesty, które organizował, blokady zaczęły się tutaj, w małym Darłowie, ale szybko się to przeniosło do Warszawy. Tam powstała Samoobrona, która z roku na rok zyskiwała coraz większą popularność. I tata, jako polityk, też.
Aż przyszedł rok 2005. Samoobrona była trzecią siłą polityczną w Polsce. I to tata tego dokonał! On sam został wicepremierem. Zjeżdżali się tu do nas do domu dziennikarze z całej Polski.
Miał pan dwadzieścia kilka lat. Pan jest inżynierem.
Magister inżynier dokładnie.
Kiedy miał pan dwadzieścia kilka lat, a ojciec był wicepremierem, to jak w pana środowisku było odbierane nazwisko Lepper?
Ja się nigdy nie wywyższałem, nie jeździłem jakimś samochodem dobrym. Zawsze byłem normalnym człowiekiem. A ludzie, wie pani, jak ktoś był za Samoobroną, to dopytywał, czy to mój ojciec, i gratulował, i było miło. Ale jak ktoś był z przeciwnej strony politycznej, to najczęściej nie komentował w ogóle.
Splendor związany z władzą, chociażby rządowe limuzyny, robił na panu i na tacie wrażenie?
Dwie limuzyny przywoziły tatę do domu. Dziennikarze nieraz tu przyjeżdżali na wywiady. To musiało robić wrażenie. Ale tato też zawsze potrafił wyłączyć telefon, przebierał się w normalne ubranie i jechał na pole albo szedł do bydła. Do końca pozostał sobą.
A czy był taki moment, kiedy pan się za tatę wstydził? Mam na myśli głównie aferę "praca za seks w Samoobronie".
Tata od początku nam tłumaczył, że to prowokacja. Że służby próbują zniszczyć jego i partię.
Domyślam się jednak, że pan, mama, siostry musieliście wszystko, tak po ludzku, przeżywać?
Bardzo to przeżywaliśmy. To są straszne oskarżenia. Bolesne. Tacie niczego w tej sprawie nie udowodniono w sądzie [Andrzej Lepper był oskarżony o przyjmowanie w związku z pełnioną przez niego funkcją publiczną korzyści osobistych o charakterze seksualnym od Anety Krawczyk i został za to skazany na karę dwóch lat i trzech miesięcy więzienia. Odwołał się do sądu apelacyjnego, który uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. W 2011 roku, w związku z samobójczą śmiercią Andrzeja Leppera, proces został umorzony – przyp. red.].
Być może to już wtedy była próba zniszczenia Samoobrony? PiS na pewno czuł duże zagrożenie ze strony taty.
W 2020 roku Rafał Trzaskowski przyjechał do pana, żeby pan go poparł w wyborach prezydenckich.
Inaczej było: zadzwonił i to ja do niego pojechałem na spotkanie.
I w Polskę poszedł komunikat: Tomasz Lepper popiera Trzaskowskiego. Wcześniej, w 2014 roku, SLD wystawiło pana w wyborach samorządowych. Nazwisko Lepper było już zatem, choć częściowo, oczyszczone. Jednak kiedy koalicja PiS–LPR–Samoobrona jeszcze trwała, był czas, kiedy wszystko, co dotyczyło Samoobrony i Andrzeja Leppera, uchodziło za totalny "obciach".
No przecież kiedy tata powiedział, że są przetrzymywani talibowie w Klewkach, to wszyscy sobie jaja robili, a jednak po czasie potwierdziło się, że były w Polsce więzienia CIA!
Pani mówi "obciach". PiS chciał, żeby opinia publiczna z taty tylko się śmiała, żeby nie traktowano go poważnie.
Wie pan, do czego zmierzam: wszystko się pięknie zaczęło, charyzmatyczny lider rolniczy zostaje wicepremierem, ale po dwóch latach, kiedy się koalicja rozpadła, Andrzej Lepper był zniszczony. W wyborach 2007 roku Samoobrona nie weszła do Sejmu. Stosując terminologię bokserską: tata leżał na deskach.
Część ludzi uwierzyła w te wszystkie wymierzone w niego prowokacje. Medialnie bardzo mocno nagłaśniano tę rzekomą "aferę gruntową", w której to tata się niby domagał łapówki. Dlatego elektorat opuścił jego i partię.
Znajomi też przestali dzwonić? Wy, cała rodzina, zostaliście sami?
Tak było szczególnie po śmierci taty. W sierpniu go pochowaliśmy, a na Wszystkich Świętych w roku jego śmierci nikt z Samoobrony nie przyjechał, żeby na jego grobie świeczkę zapalić albo położyć kwiatek.
Dopiero kilka lat później się obudzili i zaczęli msze za jego duszę zamawiać, na cmentarz przyjeżdżać. Ale to pewnie dlatego, że się wybory zbliżały.
Taniec na grobach uprawiany dla politycznej korzyści – coś okropnego. Po śmierci pańskiego ojca w mediach pojawiały się informacje, że gospodarstwo było zadłużone…
Tato nie zostawił żadnych długów. W tarapaty finansowe popadłem po jego śmierci. Teraz powoli z nich wychodzę.
W ostatnich latach klimat bardzo się zmienił. Kilka głośnych książek, m.in. "Pańszczyzna. Prawdziwa historia polskiego niewolnictwa" czy "Chłopki", sprawiło, że dziś nikt już nie użyje słowa "wieśniak" jako inwektywy.
Nie tylko klimat wokół wsi się zmienił, ale też same wsie. Niektóre wyglądają jak małe miasteczka. Wielu rolników wyjeżdża do miasta, a tereny przejmują duże firmy, przede wszystkim z kapitałem zagranicznym.
Dziś krowy nie chodzą już na pastwisko, dojenie jest zautomatyzowane, a zwierzętom puszcza się muzykę relaksacyjną.
Ja moim krowom też puszczam muzykę, ale niezależnie od tego chodzą też na pastwiska, żeby pojeść trawę. Mają kontakt z naturą.
A jaka jest dziś sytuacja polskich rolników?
Rolnictwo w Polsce zawsze było – i wciąż jest – na marginesie. Nikt o rolników nie dba. Mówi się o dotacjach unijnych, o dopłatach. Niech mi je zabiorą, ale dadzą opłacalne ceny, to będziemy gospodarzyć. Nie może być tak, że rok temu tona pszenicy kosztowała 1600 zł, a chleb np. 5 zł, w tym roku pszenicę można sprzedać za 700, góra 800 zł, a chleb dalej kosztuje 5 zł. Rozumiem, że gaz, paliwo, wszystko drożeje, dobrze, ale chleb powinien stanieć chociaż o złotówkę.
Tego się ludziom w mieście nie mówi. Jak jest na wsi? Strasznie jest! Rok do roku spadek ceny pszenicy z 1600 zł do 800 zł?! To tak, jakby pani ktoś nagle zabrał połowę pensji!
Ma pan polityczny pazur! Bierze pan pod uwagę zaangażowanie się w politykę?
Na 90 proc. nie. Ale te 10 proc. sobie zostawię. Na wszelki wypadek.
Duże ma pan gospodarstwo?
Wszystkiego razem, z dzierżawami, 250 ha. Ale ja hodowlę mam przede wszystkim: bydło mięsne, bydło mleczne, owce, konie i trzoda chlewna. W pracy jest człowiek cały czas. Na wakacje nie ma mowy, żeby pojechać. Nie da rady przy takim gospodarstwie. A jeszcze dzieci mam małe.
W jakim są wieku?
Najmłodsze ma 3 lata, najstarsze – 21 lat.
Zostaną na gospodarstwie?
Wolałbym, żeby nie. Najstarsza córka już studiuje. Bardzo lubi wieś, ale widzi, jak ciężki jest to kawałek chleba. Najważniejsze dla mnie, żeby moje dzieci się uczyły.
Pański ojciec miał takie same priorytety.
Zgadza się. Ja skończyłem akademię rolniczą, siostry – jedna prawo, druga psychologię.
Dumny był z was tata?
Oczywiście. I ja z niego też! Byłem, jestem i będę dumny z mojego taty! A teraz, kiedy panowie Wąsik i Kamiński zostali skazani i posadzeni w więzieniu, ta duma jeszcze bardziej rośnie.
Tylko żeby się pan prezydent nie wcinał i panowie odsiedzieli swoje. I żeby ich rodziny poczuły, chociaż po części, co to znaczy, jak kogoś nie ma.
Kiedy moja mama straciła męża, nikt się nie odezwał. Nikt nie dzwonił, nie oferował pomocy. A teraz pan Przemysław Czarnek ogłasza, że pieniądze będą zbierać dla rodzin Wąsików i Kamińskich? PiS ma prawie 200 posłów. Gdyby każdy dał po stówie, to już by się ładna suma uzbierała. Nie chcą dać na kolegów? Naprawdę śmieszy mnie to wszystko.
A tak na poważnie, to myśli pan czasem, jak by to było, gdyby tata żył? Gdzie by był w polityce?
Może byłby w Sejmie, a może w europarlamencie? Może byłby przewodniczącym Rady Europejskiej? Kto wie? Ale to nie polityka jest najważniejsza. Mnie brakuje taty i bardzo mi przykro, że moje dzieci nie mają dziadka. A dziadek miałby co robić. Ja przecież szóstkę dzieci mam!
Był wspaniałym tatą. O wszystkim można z nim było porozmawiać. Wspierał mnie i siostry czy w szkole, czy w życiu po prostu. Na blokadach czy w Sejmie potrafił używać czasem ostrych słów, ale w domu nigdy.
Jak pan dzisiaj widzi Michała Kołodziejczaka? Myśli pan: charyzmę ma jak tata?
Może nie w stu procentach, ale ma. Mamy kontakt. W sierpniu, w rocznicę śmierci taty, był u niego na grobie. Na cmentarzu się spotkaliśmy. Miłe z jego strony, że przyszedł.
A czy wśród dawnych towarzyszy ojca z polityki jest jakaś osoba, która jest blisko waszej rodziny? Wspiera?
Ani jednej. Niektórzy twierdzą, że próbowali do nas dotrzeć, ale my nie chcieliśmy kontaktu. Nieprawda. Nigdy nikt z Samoobrony do nas nie przyjechał po śmierci taty! Nigdy nikt nawet nie zadzwonił.
Z jednej strony mówi pan emocjonalnie o tym wszystkim, ale z drugiej, jak patrzę na pana, mam wrażenie, że pana to nie spala. Że pan nie ma w sobie żądzy zemsty.
Ja jestem spokojnym człowiekiem, ale nie ukrywam, że chciałbym, żeby panowie Wąsik i Kamiński odsiedzieli swoje. O elementarną sprawiedliwość tu chodzi.
Roman Giertych jest politykiem, który ma na sztandarach wypisane rozliczenie rządów PiS. Mają panowie kontakt?
Nie mam. A chciałbym się z nim spotkać. Do Warszawy byłbym gotów do niego pojechać.
Jestem pod wrażeniem tego, jak bardzo jest pan spokojnym człowiekiem, szczególnie biorąc pod uwagę, ile pan przeżył. Samobójcza śmierć ojca, choroba…
O swojej chorobie mógłbym napisać książkę. Dwa razy byłem w stanie śpiączki klinicznej. Dwa razy mnie ksiądz namaścił. Jestem 11 lat po przeszczepie wątroby.
Lekarze długo nie wiedzieli, co mi jest. Jeden powiedział: "Pewnie alkoholizm i marskość". Żaden alkoholizm. Genetyczna choroba Wilsona. Już się urodziłem z chorą wątrobą. Organizm nie filtruje miedzi. Stąd marskość.
Mogłoby to wszystko pana powalić na łopatki. Ma pan chyba bardzo silną konstrukcję psychiczną?
Człowiek potrafi bardzo wiele przejść. I psychicznie, i fizycznie. My, Lepperowie, zawsze mówimy, że najlepszym psychologiem, największym wsparciem dla człowieka jest rodzina.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>
Tomasz Lepper. Jest właścicielem gospodarstwa rolnego w Zielnowie. Ukończył studia wyższe na kierunku zootechnika w Akademii Rolniczej w Szczecinie. Jest żonaty. Ma sześcioro dzieci.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


