Adam czy Ada Niezgódka z "Akademii Pana Kleksa"?
Adam.
Minister czy ministra?
Ministra.
Kobieta czy osoba z macicą?
Kobieta.
Wyjaśnisz, proszę?
Adam Niezgódka dlatego, że jest to oryginalny bohater powieści Jana Brzechwy, który – być może z racji wieku i tego, że się na "Akademii Pana Kleksa" wychowałam – jest mi o wiele bliższy niż Ada, która wydaje mi się niepotrzebnym żeńskim alter ego męskiego bohatera.
Moja 14-letnia siostrzenica stanowczo oznajmiła, że jej się zamiana Adama w Adę w nowym filmie "Akademia Pana Kleksa" Macieja Kawulskiego bardzo podoba, ponieważ w pierwowzorze w akademii byli sami chłopcy, a to dyskryminacja.
Mnie się też podoba, że teraz w akademii mamy i dziewczynki, i chłopców, ale uważam, że stać nas na to – również w imię politycznej poprawności – by kreować silne kobiece bohaterki jako suwerenne, niezależne byty.
Czym innym byłoby wprowadzenie do filmu Ady jako kolejnej bohaterki, a czym innym są wykonywane młotem działania, które nie są dobre ani dla wzmacniania dziewczynek, ani dla ducha tej opowieści. Dlatego mi się Ada Niezgódka nie podoba.
Mówisz "kobieta", a nie "osoba z macicą". Kiedy rozmawiałam o aborcji z jedną z feministek, przekonywała mnie, że powinno się mówić "osoby w ciąży".
Gdyby tematem naszej rozmowy była aborcja, tak właśnie bym mówiła, żeby nikogo nie wykluczać z tej rozmowy. Jest grupa osób, które są w trakcie korekty płci, i chociaż identyfikują się jako mężczyźni, mają macicę. Ciąża w ich przypadku jest obarczona tak wieloma problemami, że trudno to sobie w ogóle wyobrazić. W związku z tym koniecznie trzeba o nich pamiętać i właśnie dlatego mówić "osoby w ciąży" czy "osoby z macicą".
Natomiast jeżeli mówimy o kobietach w kontekście, w którym istotny jest inny zestaw cech niż posiadanie macicy, mówię "kobieta".
Może być i tak, i tak. W zależności od tego, co jest przedmiotem rozmowy. Bardzo ciekawa i inspirująca do myślenia jest dla mnie sytuacja, w której się aktualnie znajdujemy, kiedy staramy się – to jest niezwykle cenne i bardzo potrzebne – by nasz język był jak najbardziej inkluzywny. Pewne rzeczy, które kiedyś były oczywiste, dziś kwestionujemy. Nikt cywilizowany już nie powie "Murzyn" ani "niedorozwinięte dziecko".
A w latach 80., kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, nauczyciele potrafili tak właśnie mówić. Powiedziałaś, że poprawność polityczna jest inkluzywna, a ja myślę, że jest ekskluzywna.
Ona jest w tym sensie ekskluzywna, że jest jeszcze wciąż awangardowa. Natomiast zobacz, jak bardzo szybko się to zmienia. Jeszcze kilka lata temu, jeśli konsekwentnie używałaś feminatywów, to dostawałaś po głowie.
Kiedy 11 lat temu Joanna Mucha ogłosiła się ministrą sportu, rechot przeszedł przez cały kraj!
A dziś, jeśli ktoś mówi: "W naszej audycji wystąpi psycholog Danuta Kowalska", to mam dysonans i się dziwię, dlaczego ktoś tę biedną panią zmisgenderował. Polityczna poprawność jest demonizowana, wyśmiewana…
Podam przykład filmowy: w "Listach do M 4" mamy panią, która w korporacji odpowiada za poprawność polityczną i mówi do trzech króli: "Musi być parytet!". Więc jednego z nich wymienia na kobietę, natomiast mężczyznę, który był królem, wysyła, by przebrał się za Maryję.
A przyjrzyjmy się najprostszej na świecie definicji poprawności politycznej. Ona mówi, żeby nie być wobec siebie nawzajem okrutnym, żeby siebie nawzajem w wypowiedziach nie dyskryminować. Tylko tyle.
Domknijmy kwestię poprawności politycznej w literaturze. Krytyce zostało poddane m.in "Przeminęło z wiatrem" w związku z takim przedstawieniem niewolnictwa, które dziś jest nie do przyjęcia.
Klasyki literatury światowej są osadzone w kontekście, w którym powstały, i znajdziemy tam dzieła, które w swoich czasach były wręcz progresywne, ale w tej chwili trudno jest je w całości akceptować.
Kiedy kilka lat temu moja córka czytała "W pustyni i w puszczy", przybiegła do mnie z oczami wielkimi jak spodki: "Mamo, co oni tu mówią?! Że czarny człowiek jest głupi, że jest jak zwierzę i biały człowiek musi go prowadzić przez ten świat?!". Przeczytałam fragmenty i faktycznie – właśnie tak jest. Poziom rasizmu w tej książce jest nie do zaakceptowania. To jest okrucieństwo! Bardzo się cieszyłam, że moje dziecko to wychwyciło.
Nie można przyjmować czegoś bezkrytycznie tylko dlatego, że zostało uznane za arcydzieło, ani pozwolić dziecku samemu czytać takie książki. Trzeba przejść przez to razem i po kolei tłumaczyć, co i dlaczego nam się nie podoba, co przez te lata zrozumieliśmy jako ludzie. Bo ta dyskusja jest o nas. O tym, czego my wszyscy się uczymy.
Przechodzę do życia i zapytam wprost: czy Aleksander Kwaśniewski może chcieć mieć wnuki?
To, czego chce prezydent Kwaśniewski, jest jego dobrym prawem. Może sobie chcieć tego, co mu w sercu zagra. Jego córka również. I oboje mogą o tych swoich pragnieniach dyskutować w zaciszu domowego ogniska. Niekoniecznie jest najlepiej, kiedy coś się z tego wymknie do publicznej wiadomości. Pewne rzeczy powinny w zaciszu domowym pozostawać.
Jednak stało się tak, że przyszedł Aleksander Kwaśniewski do Piotra Jaconia i podzielił się swoim marzeniem o byciu dziadkiem, w związku z czym prowadzący go zrugał. To jest paliwo, które napędza drugą stronę, by wyszydzać "liberalną bańkę" jako odklejonych od rzeczywistości dziwaków. W TVP Info mieli z Jaconia i Kwaśniewskiego używanie przez kilka dni: świat zwariował, olaboga.
W rozmowach publicznych musimy mocno ważyć słowa, by nie cenzurować naszych rozmówców i rozmówczyń, nie przycinać wszystkich do naszego formatu. Być może czasem mamy do czynienia z nadmierną gorliwością w tej kwestii.
Jeśli ja bym prowadziła rozmowę i ktoś by zaczął mówić rzeczy krzywdzące, niszczące innych, to oczywiście, że bym przerwała. Tylko pytanie, w którym momencie?
Zawsze reaguję, gdy ktoś przy mnie wygłasza frazę "przegrał/przegrała walkę z rakiem", dlatego że głęboko boli mnie takie deprecjonowanie chorych.
Czuję tak samo jak ty. Każdy z nas ma swoją granicę, która wynika m.in. z życiowych doświadczeń, wrażliwości. Dla mnie cienką czerwoną linią jest pytanie o powody antysemityzmu. Jeśli jako argument słyszę: "Od tylu lat tak wiele osób nie znosi Żydów, z czegoś to się musi brać", to się nie zgadzam i nie będę w ten sposób rozmawiać, ponieważ to jest usprawiedliwianie nienawiści!
Są pewne rzeczy w sposób oczywisty niedopuszczalne oraz takie, które mogą jeszcze być przedmiotem dyskusji. To, że tzw. druga strona wykorzystuje tego typu sytuacje, to inna kwestia. Oni to robią w złej wierze.
Magdalena Ogórek w "Tyle wizji" ironizowała, że wkrótce nie wolno będzie używać nazwy ciasta "murzynek". Ale idźmy dalej: Jerzy Owsiak na Przystanku Woodstock kilka lat temu krzyczał o Krystynie Pawłowicz: "Niech pani spróbuje seksu. Przez to w głowie może się poukładać". O Jarosławie Kaczyńskim regularnie chodzą żarty, jaki jest stary i że mieszka z kotem.
To jest okrutne i niedopuszczalne. Czy ktoś uprawia seks, czy go nie uprawia, z kim to robi, ile ma lat – to w ogóle nie są tematy, które powinny być poruszane w przestrzeni publicznej.
Arystoteles pisze w "Poetyce", że symbolem tragedii jest maska cierpiąca, a symbolem komedii jest maska komiczna, uśmiechnięta, ale i brzydka. Można wyśmiewać się z brzydoty do momentu, w którym nie ma w tym okrucieństwa. Dla mnie to jest niezwykle ważne.
Czym innym jest z humorem – czy też bez humoru – ostro punktować nadużycia polityków, a czym innym jest się nad kimś personalnie znęcać. Mogę powiedzieć, że taki czy inny polityk lub polityczka są winni nadużyć, korupcji itd., ale nie będę opowiadać o ich sytuacji rodzinnej. To nie będzie dla mnie argumentem w dyskusji. Nigdy! Problem polega na tym, że dziś niektórzy twierdzą, że poprawność polityczna to jakaś nowinka, a przecież od wieków istnieje pojęcie elegancji, poczucie, że coś wypada, a coś nie…
Kindersztuba.
Dobre wychowanie, tak. Po prostu wiadomo, że to, czy ktoś jest chory, ile waży albo czy według kogoś jest piękna lub piękny, to są sprawy, których w debacie publicznej w ogóle nie powinno się dotykać.
A jak się komuś nie podoba pojęcie "poprawność polityczna", to niech po prostu pomyśli o zasadach dobrego wychowania i o tym, co wolno, a czego nie wolno. O podstawowej zasadzie szacunku dla innego człowieka.
Jeśli ktoś jak Krystyna Pawłowicz – a to jest jej specjalność – przekracza granice, to należy to punktować, ale nie odnosząc się do jej prywatności. O to też chodzi w politycznej poprawności. Żebyśmy wyszli poza logikę rodem z kodeksu Hammurabiego.
Jak się ma poprawność polityczna do wolności słowa? W "Gazecie Wyborczej" prof. Jan Hartman napisał: "Za jedno nieostrożne słówko, choćby wypowiedziane żartem lub nawet autoironicznie, już od wielu lat można w USA i w innych krajach stracić posadę profesora, dyrektora teatru, dyrygenta, nie mówiąc już o posadzie urzędnika. Miała być wolność słowa, otwarta i krytyczna, nieznająca tabu debata publiczna, a wyszło jak zwykle. Znowu zwyciężył kołtun, oportunista i tępak. Ludzie niezależni i dowcipni znów muszą się kryć po kawiarniach. A i tam mogą zostać sfotografowani, nagrani i skompromitowani".
Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy tym, co wypada powiedzieć przyjaciółce w kawiarni, a tym, co wypada powiedzieć w studiu telewizyjnym. Jeżeli się z tobą spotykam w kawiarni i plotkujemy, to są nasze plotki i jest między nami niepisana umowa, że one zostają między Anią i Kasią. I wtedy, jeśli mamy ochotę, możemy sobie pozwolić na o wiele więcej.
Na plotkowanie, kto z kim sypia?
Albo czy mieszka z kotem. Guilty pleasure pozwala nam nawet śmiać się z rzeczy, o których wiemy, że śmiać się nie należy. I to nie jest podwójna moralność. To są kwestie związane z zasadami życia publicznego, które obowiązują od zawsze, a nie wynalazek ostatnich lat.
Zupełnie inne zasady obowiązują tam, gdzie wiemy, że nasze słowa trafią z pozycji autorytetu. Gdy jesteś w mediach, zawsze mówisz z pozycji autorytetu do ludzi, którzy wyciągną z tego wnioski. Na każdej uczestniczce i każdym uczestniku debaty publicznej spoczywa duża odpowiedzialność za słowo. Nie możesz ot tak rzucić sobie byle czego, podzielić się ploteczką, z której byśmy się pośmiały przy kawie. To jest zasadnicza różnica. W sferze publicznej nie funkcjonujesz jako ty, z twoim bagażem lęków, doświadczeń, małżeństw, rozwodów itd. To w ogóle nie jest przestrzeń do tego. W życiu publicznym funkcjonujesz na zasadach profesjonalnych. Mówisz o tym, na czym się znasz. Kropka.
Zwróciłaś uwagę, że tego typu reakcje to element dobrego wychowania – czy wręcz przyzwoitości – a jednocześnie kiedy byłyśmy dziećmi, granice stawiano w innym miejscu. Sama powiedziałaś, że np. używało się określenia "upośledzony" czy "niedorozwinięty".
Na szczęście rozwijamy się i uczymy różnych rzeczy, np. od osób, które wcześniej z różnych względów były niesłyszalne w społeczeństwie. Dziś taka osoba mówi, że twoje słowa są dla niej krzywdzące, a ty za tym podążasz i zmieniasz nawyki.
Od 20 lat uczę studentki i studentów i co roku dostaję od nich łomot.
Coś ty?!
Ależ oczywiście! Przychodzi nowa grupa ludzi, a ja z wielką troską i czułością przyglądam się temu, czego oni sobie życzą, a czego sobie nie życzą. Pewne rzeczy, które są bardzo ekscytujące w publicznych dyskusjach, np. zwracanie się per "osoby"…
Zamiast zwrotu "panie i panowie"…
Ćwiczę z moimi studentami od lat. I to jest wspaniałe! To nie jest żadne wydziwianie ani wymysły. Chodzi o tożsamość człowieka. Fundamentalną. Operowanie bardzo mocno binarnymi kategoriami w języku, którego używamy, osłabia go, ponieważ jest wykluczające dla wszystkich osób, które się sytuują poza tą binarnością. Język, który byłby w stanie pokazać spektralność ludzkich osobowości – i w ogóle świata, w którym żyjemy – byłby świetny. Bardzo bym chciała, żeby w tę stronę to szło.
Wiesz, co wydaje mi się fundamentalne w rozmowie o poprawności politycznej? Zdanie, które w "Stramerze" Mikołaja Łozińskiego wypowiada o Polakach przed drugą wojną światową Rudek. Wobec zmieniającego się klimatu polityczno-społecznego "mówią rzeczy, których kilka lat temu nie odważyliby się nawet pomyśleć".
Zgadzam się!
Zadałam sobie trud, by obejrzeć rozmowę Moniki Jaruzelskiej z Grzegorzem Braunem. On gada, co chce, o talmudystach, którzy są rasistami i pragną zawładnąć światem, a ona tylko słucha i się uśmiecha.
To jest mowa nienawiści, która powinna być monitorowana i eliminowana z dyskursu publicznego. Czym innym jest powiedzieć, że ktoś jest starcem, który mieszka z kotem – zgadzamy się, że to jest niefajne – a czym innym, że trzeba zamykać migrantów w barakach w Auschwitz.
Albo tatuować im numery. A takie wypowiedzi komentatorzy prawej strony sceny politycznej nam serwują od tygodni z anteny TV Republika. Co się stało? Dlaczego to robią?
Dlatego że nie mają już nic do stracenia i wychodzi z nich cała obrzydliwa, ohydna, paskudna natura. Dla mnie to są przede wszystkim akty ostatecznej głupoty. I zła.
A wracając do "Stramera" – bardzo często jest tak, że się myśli o poprawności politycznej jako pewnym rodzaju autocenzury. Że gdzieś tam jest to krępujące dla człowieka, bo nie może pewnych rzeczy powiedzieć.
Właśnie: nie wolno powiedzieć, ale myśleć można?
Poprawność polityczna jest o tym, żeby się na każdym etapie budowania swoich wypowiedzi zastanowić, na ile funkcjonuję w opozycji do innych ludzi i na ile moje dobre samopoczucie jest oparte na tym, że uważam, że ktoś jest gorszy ode mnie. A może mogę sobie wyobrazić sytuację, kiedy po prostu będę z siebie zadowolona nie dlatego, że ktoś jest ode mnie gorszy?
W gruncie rzeczy o to chodzi. Poprawność polityczna to jest postulat prozdrowotny w sensie zdrowia psychicznego. Każda osoba jest godna szacunku. Tak pisał Jan Paweł II, który był personalistą. W pojęciu osoby kryje się to, że wszyscy jesteśmy godni szacunku, i dlatego "osoba" to jest bardzo szeroka i piękna kategoria.
Dokończ, proszę, wątek autocenzury. Co mówisz, gdy ktoś sugeruje, że byłoby lepiej, gdyby ludzie mogli wypowiadać swoje myśli, nie dbając o poprawność polityczną, bo dzięki temu pojawiłaby się przestrzeń do dyskusji z nimi i szansa na zmianę ich światopoglądu? Czy to nie byłoby lepsze od pokątnego szeptania po kawiarniach?
Nie będę nikomu zabraniała szeptania po kawiarniach. Jeżeli ktoś się dobrze czuje, krzywdząc innych, opowiadając okrutne rzeczy na ich temat, to ja nie mam na to żadnego wpływu. Natomiast bardzo ważne jest dla mnie, żeby debata publiczna była przestrzenią, w której będziemy się wszyscy i wszystkie powstrzymywać od krzywdzenia się nawzajem.
Jeśli stwierdzenie, że każda osoba ma prawo do szacunku, jest w XXI wieku dla kogoś szokujące, to zastanawiam się, na jakich wzorcach wyrósł i dlaczego nie potrafi pomyśleć również o sobie jako o kimś, kto jest szacunku godny?
Rozmawiając z tobą, cały czas mam z tyłu głowy pana Ziemkiewicza czy Jędraszewskiego i ich pogardę wobec poprawności politycznej. Nie wiem, co by im mogło pomóc. Nie powiem nawet, że jest mi ich szkoda. Nie mam wobec nich za dużo nadziei. To jest tak, jakbyś jechała samochodem i zobaczyła faceta, który z wielkim wysiłkiem pcha samochód. Zatrzymujesz się i pytasz, co się stało i czy potrzebuje pomocy. "Nie, ja po prostu nie wlałem benzyny". Na co ty: "Podjadę na stację. Wrócę z kanistrem". "Nie! Benzyna jest droga, nic nie będę wlewał, tak też się przemieści". Jeszcze chwilę próbowałabyś z nim dyskutować, ale w końcu byś odjechała.
Nie możesz komuś naprawiać życia, myślenia czy racjonalności na siłę. Niech sobie pcha ten niezatankowany samochód, jeśli mu jest tak wygodnie. Trudno.
Weekend może być codziennie - najlepsze reportaże, rozmowy, inspiracje >>
Katarzyna Kasia. Filozofka, absolwentka Wydziału Filozofii i Socjologii UW, stypendystka Ministerstwa Spraw Zagranicznych Republiki Włoskiej i The Kosciuszko Foundation, visiting scholar w Princeton University. Wykładowczyni Wydziału Badań Artystycznych i Studiów Kuratorskich Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Członkini grupy eksperckiej Team Europe. Autorka książek "Rzemiosło formowania. Luigiego Pareysona estetyka formatywności", "Doświadczenie estetyczne i wspólnota spektaklu", tłumaczka tekstów włoskich filozofów (Pareyson, Vattimo, Eugenio Barba i in.). Stała współpracowniczka "Kultury Liberalnej", "Szkła kontaktowego" w TVN24. Felietonistka tygodnika "Newsweek Polska", miesięcznika "Pani" i kwartalnika Polskiej Akademii Nauk "Academia". Prowadzi poranne audycje w Radiu Nowy Świat. Współautorka napisanej z Grzegorzem Markowskim książki "Siedem życzeń. Rozmowy o źródłach nadziei", która jesienią ukazała się w wydawnictwie Znak.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.
![Rodzina Lepperów świętuje 50 urodziny ojca. [Pierwszy z prawej stoi Tomasz]](https://bi.im-g.pl/im/a2/2e/1d/z30597538II,Rodzina-Lepperow-swietuje-50-urodziny-ojca---Pierw.jpg)


