Rozmowa
Borys Szyc (Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)
Borys Szyc (Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Michał, którego grasz w filmie "Miało cię nie być", jest ojcem dorastającej córki. Wydaje mi się do ciebie podobny, nie tylko z tego powodu. 

Rzeczywiście, w życiu Michała jest parę podobieństw do mojego. To facet, który też uprawia wolny zawód. Całe życie był lekkoduchem. Poznajemy go w momencie, kiedy orientuje się, że czas mija nieubłaganie i że cokolwiek byśmy robili, to jednak się starzejemy i trzeba by dojrzeć, choć bardzo by się nie chciało. Michał zaczyna więc swoje życie porządkować i układać, nawet wybiera się na terapię, choć trochę się tego wstydzi. Tak to jest z niedojrzałymi facetami, że tego, co dojrzałe, się wstydzą. 

Czyli? 

Czyli dorosłości, odpowiedzialności i rozmów o uczuciach.  

Mania, córka Michała, nagle z dziecka staje się kobietą. To jest dla rodzica dziwny, trudny i onieśmielający moment. Wszystko, co do tej pory działało, czyli na przykład dziecinne sposoby rozmowy, przestaje mieć prawo bytu. Trzeba zrozumieć, że stoi przed nami osobny człowiek, który myśli po swojemu i niekoniecznie chce robić to, na co rodzic ma ochotę. 

Michał jest lekkoduchem, ale u ciebie to już przeszłość? 

Fakt, jestem już dużo cięższy. 

I wcale nie chodzi o to, że więcej ważysz? 

To też. Natomiast moja dusza jest dużo cięższa. 

Sonia Szyc i Borys Szyc podczas zdjęć na planie filmowym (Karina Lempkowska)

Masz na myśli to, że parę lat temu poczyniłeś w swoim życiu porządki? Bez urazy, ale jesteś dziś mądrzejszym i dojrzalszym Borysem. 

Ale to, co mówisz, w ogóle mnie nie uraża! Nie jest wstydem być głupim, ale chcieć zmądrzeć. Jestem teraz w bardzo dobrym momencie swojego życia. Gdybym miał siłę zatrzymywania czasu, to celowałbym w ten wiek.  

A ile masz teraz lat? 

45. 

Gdy rozmawialiśmy kilka lat temu i zapytałam cię o skojarzenia z literką S, odpowiedziałeś: sielanka. Nadal jest dobrze?  

Wiem, czego chcę, a czego nie chcę - i to jest bardzo dobra pozycja. Nie muszę robić wszystkiego, mogę robić to, co lubię. A jednocześnie nie straciłem ciekawości życia i cały czas szukam nowych wyzwań, co sprawia mi dużo przyjemności. Zacząłem również produkować filmy - właśnie kończymy nowy projekt jako Boma Films. Poznaję nowych, wartościowych ludzi, co też jest dla mnie ciekawe, bo odkąd nie piję, zrozumiałem, że jestem trochę samotnikiem.  

Paradoksalnie mam też dużo więcej czasu niż przed laty. Oczywiście są momenty bardzo intensywne i szybkie, ale dosyć umiejętnie rozdzielam czas pomiędzy pracę i rodzinę. Poświęcam go bliskim, mam go dla Henia, który ma trzy i pół roczku, i dla Soni, która po skończeniu liceum wraca z Katowic do Warszawy, z czego się bardzo cieszę. Moje życie na teraz i ręce, i nogi, i głowę, i serce. Jestem szczęśliwy. 

A jak to robisz, że masz więcej czasu?  

Jestem świetnie zorganizowaną Panną. Muszę mieć wszystko poukładane i cały czas planuję. Czasem może to wyglądać jak jakieś natręctwo. Na okrągło sprzątam, a w moim kalendarzu każde zadanie ma inny kolor. Mam też dobrą orientację w czasie, czego niektórzy w ogóle nie mają. 

Borys Szyc z żoną, Justyną Nagłowską (Grażyna Marks / Agencja Wyborcza.pl)

Myślę, że gdybym nie zajmował się aktorstwem, mógłbym z powodzeniem zajmować się logistyką albo planowaniem podróży. 

Ja świetnie funkcjonuję w lekkim chaosie. 

A mnie nakręca to, że mam plan, że jestem w oczekiwaniu na coś. Chaosu, który kiedyś był w moim życiu, w ogóle mi nie brakuje. Mam na myśli wszystko, co było związane z używkami i rozwalaniem sobie życia.  

Pomimo całego mojego poukładania jestem też bardzo naiwny. Żyję marzeniami kompletnie nierealnymi, na przykład że wygrałem 200 mln w EuroJackpota albo że nagle umiem uleczać ludzi. Czasem na horyzoncie majaczy wielki, piękny jacht, na którym się pewnie nigdy nie znajdę, ale jak sobie o nim myślę, to robi mi się cieplej i właściwie już go nie potrzebuję. Snucie marzeń daje mi poczucie lekkości. Oczywiście mam też marzenia, do których cały czas dążę. Że schudnę albo nauczę się hiszpańskiego.  

Wracając na ląd - jak to się stało, że zagraliście z Sonią w jednym filmie? 

Odezwał się do mnie reżyser filmu Kuba Michalczuk, bo szukał kontaktu do Soni. Zobaczył nas w nagraniu na Facebooku, w którym zaśpiewaliśmy razem "Shallow" z filmu "Narodziny gwiazdy", i chciał zaprosić Sonię na zdjęcia próbne.  

Traf chciał, że scenariusz opowiada również o ojcu, więc Kuba powiedział: "Przyjdź z nią, bo kto ma zagrać tatę jak nie ty. A może będzie jej łatwiej?". 

I było? 

Tego nie wiem, ale wiem, że mnie na pewno łatwiej nie było grać z własną córką. Sonia akurat przyjechała do Warszawy na 18. urodziny koleżanki. Wręczyłem jej kartkę z dwiema scenami i mówię: "Słuchaj, jutro chcą się z tobą spotkać, może miałabyś ochotę, spójrz na to". "Dobra, daj" – powiedziała i pojechała na imprezę. Ale chyba coś w niej zakiełkowało, bo zaczęła czytać i  następnego dnia ja grałem spektakl w Teatrze 6. piętro, a ona miała pociąg do Katowic. O siedemnastej spotkaliśmy się z Kubą i kamerzystą w kuluarach i nagraliśmy szybki casting. To była ta scena, w której ojciec z córą wyrzucają sobie różne rzeczy. Wymagała otworzenia się ze strony Soni, pokazania prawdziwych emocji. Zrobiła to, a ja byłem w lekkim szoku, bo wcześniej nie zgłaszała chęci grania. 

Sonia Szyc zadebiutowała jako aktorka (Karina Lempkowska)

Nigdy? 

Oczywiście, była ze mną na wielu planach zdjęciowych. I nudziła się, czekając na mnie w przyczepie. Ale coś chyba musiało jej przechodzić pod skórą, bo obserwowała, jak pracuję. Jak sama przyznała, po latach jej się to przydało, bo naprawdę była na planie profesjonalna. Czułem gigantyczną dumę, bo grała dobrze, a ja nie musiałem się wstydzić szlachetnego dźwięku drewna, jak to czasem bywa i jak żartuje się w branży. 

Pomyślałeś sobie: moja krew? 

Przyznam, że tak, ale przede wszystkim byłem bardzo przejęty i zdenerwowany, przynajmniej na samym początku. Po jakichś dwóch dniach kompletnie mi przeszło i miałem poczucie, jakbyśmy grali ze sobą od lat. 

Czym byłeś taki zdenerwowany? 

Pokazywaniem swoich prawdziwych emocji, które miałem w pracy, przed najbliższą mi osobą na świecie. Zupełnie inaczej jest, gdy grasz z kimś obcym. Stawać obnażonym emocjonalnie przed własną córką jest dużo trudniej. Zwłaszcza że w tym filmie są sceny, które zahaczają o nasze relacje. Na przykład w scenie pod gabinetem lekarskim, w której na siebie naprawdę krzyczymy. Ona się na mnie wydarła, ja się na nią bezkarnie wydarłem i oboje mieliśmy poczucie oczyszczenia. Po zakończeniu tej sceny aż zaczęliśmy się śmiać, ale był to śmiech trochę nerwowy, który towarzyszy ci w momentach, kiedy coś wreszcie z siebie zrzucisz.   

Spędziliśmy ze sobą bardzo dużo czasu. Gdyby nie zdjęcia, nie spędziłbym z moim dzieckiem 30 dni non stop. Mieszkaliśmy w jednej przyczepie i pracowaliśmy w bardzo delikatnej materii, jaką są emocje. Na pewno bardzo nas to zbliżyło. 

Borys Szyc w 2007 roku (Radosław Jóźwiak / Agencja Wyborcza.pl)

To znaczy? 

Poznaliśmy się na nowo, jak bohaterowie, których gramy. Wreszcie mogłem posiedzieć z tą dorosłą Sonią dłużej. Małą znałem bardzo dobrze, ale ta dorosła mi trochę umknęła, bo w pewnym momencie przeniosła się do Katowic, a potem była pandemia. Przejście z dzieciaczka w dojrzałą dziewczynę trochę przegapiłem, a teraz, na planie, mogłem ten czas nadrobić. To był bardzo ważny czas dla nas obojga. 

Podobno Sonia trzymała cię na planie w ryzach? 

Trzymała, trzymała. Poza wszystkim chciałem jak najlepiej przed nią wypaść, więc byłem przygotowany bardziej niż zwykle. 

A która wspólna scena najbardziej cię zaskoczyła? 

Właśnie ta pod gabinetem lekarza. Kręciliśmy ją osobno - najpierw zagraliśmy moje oczekiwanie. Uroniłem jakąś łzę, wyobrażając sobie, że ten facet musi być niezwykle zdenerwowany. Sprytny Kuba Michalczuk powiedział Soni: "Tatuś to nawet uronił łzę, więc nie wiem, co ty zrobisz". A ponieważ Sonia ma gen rywalizacji, pomyślała sobie: to ja nie będę gorsza. Poleciała jej jedna łza, druga i trzecia, a potem po prostu popłakała się dokumentnie. Do tego stopnia, że padło "stop", a ona nie potrafiła się zatrzymać. Emocje dały upust. 

To mogło być przeżycie metafizyczne. Nagle w masce, którą aktor przywdziewa, znajdzie dostęp do swoich prawdziwych emocji. One wypływają na zewnątrz, a nie do końca wiemy, jak to się dzieje.  

Zresztą Sonia jest bardzo wrażliwa i delikatna, a na planie poczuła się bezpiecznie i pokazała swoje prawdziwe "ja". 

Sona Szyc i Borys Szyc (Karina Lempkowska) , Sona Szyc i Borys Szyc (Karina Lempkowska)

Czy chcesz powiedzieć, że Sonia Szyc jednak zostanie aktorką? 

Jak na razie - nie sądzę. Nie wybiera się do szkoły teatralnej. Oczywiście może być aktorką bez szkoły i po prostu grać w filmach, choć ja akurat uważam, że powinno się mieć szkołę. Na razie Sonia wybiera się na akademię muzyczną, na wokal, ale nie wykluczam, że po premierze filmu dostanie propozycje kolejnych ról. Ona zresztą też tego nie wyklucza i jak coś jej się spodoba, pewnie skorzysta. 

O ile dobrze pamiętam, Maciej Stuhr też się zarzekał, że nie będzie aktorem. 

A potem wyszło, jak wyszło. 

No właśnie. 

Od dziecka nasiąkasz tym, co oglądasz w domu.  

I pewnie zaczną się komentarze, że ty jej pomogłeś? 

Już się pojawiły komentarze o nepotyzmie. Ale akurat sztuka jest kompletnie niedemokratyczna - jak jesteś słaby, to widać od razu. Nieważne, czy jesteś czyimś synkiem, czy córką. Gdy nie masz talentu, ludzie nie będą cię chcieli oglądać, nawet jak będziesz córką króla. 

To prawda, że zagrałeś krasnoludka w "Kingsajzie" u Juliusza Machulskiego, jak miałeś dziewięć lat? 

Chyba w czwartej klasie podstawówki.  

Jak to się stało? 

Przyszedłem do mojej chrzestnej Lilii Gałązki, która robiła charakteryzację do wszystkich filmów Julka Machulskiego. Chciałem jej podkraść sztuczną krew, żebyśmy mogli na przerwie z chłopakami udawać, że się pobiliśmy. Akurat kręcili jakieś sceny, więc mnie przebrali i polatałem sobie jako krasnoludek. Potem w tym stroju krasnoludka wygrałem konkurs na najlepsze przebranie na szkolnym balu karnawałowym. Ta przygoda została mi w pamięci i gdy po latach, już po szkole teatralnej, zagrałem u Julka Machulskiego w "Vincim", była to dla mnie prześmieszna klamra. 

"Vinci" to jeden z moich ulubionych filmów Machulskiego, głównie dzięki twojej roli. A mógłbyś mi powiedzieć, czy Sonia jest na planie podobna do ciebie, gdy zaczynałeś grać? 

Sonia jest totalnie spokojna, skupiona, skromna i poukładana. Ja byłem rozbrykanym, pierdzielniętym gościem, który nie umiał usiedzieć w jednym miejscu przez 60 sekund. Byłem więc zupełnie inny niż ona. I powiem ci, że wolę jej wersję. 

Ja chyba też. A jakim jesteś ojcem? 

Kochającym, wspierającym, teraz już odpowiedzialnym, takim, na którego można liczyć i z którym można pogadać o wielu rzeczach. Myślę, że też wrażliwym i ciepłym.   

Jestem ojcem dwójki dzieci, ojczymem dla kolejnej dwójki i synem, który wychowywał się bez ojca. Mam gigantyczny deficyt, bo ojca nie było przy całym moim dojrzewaniu. Poznałem go jako już w miarę ukształtowany chłopak, ale całe życie za tą postacią ojca tęskniłem. Brakowało mi tego. Myślę, że córka na pewno potrzebuje pewnego odpowiedzialnego ramienia ojca, które ją otacza, a nie osacza. Ojca, który daje poczucie, że zawsze będzie z tyłu. Gdyby cokolwiek się działo, to ona ma do kogo się zwrócić. Nie będzie jej wyśmiewał czy oceniał, a za to będzie ufał jej wyborom. W takiej pozycji chciałbym pozostać jako tata Soni. 

Borys Szyc z Orłem dla najlepszego aktora, Warszawa 2010 (Jacek Łagowski / Agencja Wyborcza.pl)

A jako tata Henia? 

Jest to niesamowita sytuacja, zawsze brakowało tego faceta u boku. Ciągle były mamy, ciocie, córka, moja żona, mama mojej córki. Nawet nasz pies jest suką, więc jak widzisz, mam same dziewczyny wokół siebie. Kocham je i uwielbiam damskie towarzystwo, ale brakowało mi kumpla. Pojawił się ten mały i jestem w nim totalnie zakochany. Spełniam się jako facet, mamy swoje sprawy, gramy razem w piłkę, a on mnie potrzebuje tak po męsku. Chce, żebym był silnym ramieniem, które go przeniesie, coś poda, ściągnie czy wejdzie z nim na drzewo. To są zupełnie inne relacje niż z córką i bardzo jestem szczęśliwy, że mam ich oboje.  

Czy ciebie mama rozpieszczała? 

Jako samotnej matce było jej ze mną dość trudno. Jak nie ma ojca, to mama zaczyna mocniej przytulać swojego syna i gdzieś gubi się harmonia. Ale robiła wszystko, co w jej mocy, żeby mi nigdy niczego nie brakowało. Jestem jej za to bardzo wdzięczny. Odczuwałem brak taty i próbowałem go odnaleźć w kolegach. Zawsze miałem jakichś starszych kumpli albo kilku takich, do których żartobliwie mówiłem „tatuś". Po latach okazało się, że to było dość wzruszające poszukiwanie postaci ojca w różnych osobach.  

Jednocześnie byłeś oporny na wychowanie? 

Byłem niegrzecznym i rozbrykanym chłopcem, a jednocześnie dobrze wychowanym. Wszystkie zasady znałem, a że świadomie je często łamałem, to już jest inna sprawa. Mama na pewno starała się wpoić mi wszelkie zasady dobrego wychowania i kindersztuby, jak tylko mogła. Jako mały chłopiec byłem wdzięcznym blondynem o jasnych włosach, jak dzisiaj mój Heniu. Ale już podczas dojrzewania i dorastania objawił się bardzo krnąbrny i charakterny chłopak, który szukał swojej drogi, buntował się przeciwko wszystkiemu. 

Borys Szyc (Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)
Zobacz wideo Emma ratuje miejskie gołębie. "Są znienawidzone"

Któreś zasady, które wpajała ci mama, przełożyłeś na swoją rolę ojca? 

Nie ma szkół dla ojców. Tej roli trzeba się uczyć na nowo codziennie. Ciągle z czymś się mierzyć, coś cię zaskakuje, czasem też zawodzisz sam siebie. Wydaje mi się na przykład, że powinienem mieć więcej cierpliwości, że za szybko ją tracę. Mielę to w swojej głowie i staram się robić inaczej. To ulepszanie siebie trwa godzina za godziną, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem.  

Oprócz zasad dobrego wychowania staram się przekazywać moim dzieciom najprostsze prawdy.  

Na przykład jakie? 

Żeby słuchać swojego serca i iść za swoimi marzeniami. Żeby mieć swoją pasję, szukać własnego głosu i go słuchać. Żeby zrozumieć, czego się tak naprawdę w życiu pragnie. Niedawno właśnie dokładnie o tym rozmawiałem z Sonią.  

Ale i ja się od niej wiele uczę. Często dzielę się też z nią swoimi wątpliwościami. Jednak staram się jej przekazać, że musi znać swoją wartość i nie dać nikomu narzucać swojego zdania. Dotyczyło to też sytuacji politycznej w naszym kraju, która - mam nadzieję - się teraz zmieni. Bo był taki moment, w którym chciałem jej życzyć, żeby szukała przyszłości gdzie indziej.  

Rozmawiasz z nią o relacjach damsko-męskich czy uważasz, że to rola mamy? 

Myślę, że obojga rodziców, bo inaczej będzie o tym mówić mama, a inaczej tata. Ojciec zawsze będzie reprezentował męski punkt widzenia, który fajnie, żeby kobieta znała. Nie zawsze Sonia się do mnie ze wszystkim zwraca, ale ja czekam i zawsze jestem dla niej. 

Czy z perspektywy czasu mógłbyś opowiedzieć o swoich ojcowskich błędach? 

Wiesz, zawsze żal jest jakiegoś czasu, który minął. Nie spędziłeś, a mogłeś go spędzić z dzieckiem, i straciłeś go bezpowrotnie, bo zmarnowałeś na rzeczy, które z perspektywy czasu wydają się kompletnie błahe i niepotrzebne. Ale nie nadrobisz już minionego czasu, więc lepiej zajmować się tym, co jest tu i teraz. 

Borys Szyc. Aktor znany z ról w "Wojnie polsko-ruskiej", "Pokocie", "Sztosie 2", "Vincim", "Kamerdynerze" i "Piłsudskim". Ma córkę Sonię i syna Henryka. Od 2019 roku jego żoną jest Justyna Nagłowska. Pochodzi z Łodzi.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.