*Weekend na wakacje. Przypominamy jeden z najchętniej czytanych przez Was artykułów.
Chciałabym, żebyśmy porozmawiali o pana nowym życiu. Umownie nazwałabym je życiem po "Rojście".
Andrzej Seweryn: A nie po "Ostatniej rodzinie"? To ciekawy znak czasów: głównym kryterium pracy aktora są jego role filmowe. Przecież ja wcześniej zagrałem ponad sto ról teatralnych, w Polsce i za granicą. Gram bez przerwy od 55 lat. W Teatrze Polskim, którego od 13 lat jestem dyrektorem, wcieliłem się na przykład w Arnolfa w "Szkole żon" Moliera, Borysa Godunowa w sztuce Puszkina czy Gombrowicza w "Deprawatorze" Maćka Wojtyszki, nie mówiąc już o Becketcie. Cóż, teatr, choć to królowa sztuk, jest jednak niszowy.
Trudno się z panem nie zgodzić.
Andrzej Seweryn: Jestem jednym z najstarszych aktorów mojej generacji. Wydawało mi się kiedyś, że jak dojdę do mojego wieku, to wreszcie odpocznę. A stało się dokładnie odwrotnie.
Ma pan 77 lat i nie słyszę w pana głosie narzekania.
Andrzej Seweryn: Bo ja jestem szczęśliwym aktorem. Intensywnie pracuję. Aktor i emerytura? Dopóki aktor chodzi, mówi i pamięta, to gra. Większość propozycji, które dostaję, ma sens. Docierają do mnie sygnały od widzów, które to potwierdzają. Niedawno otrzymałem nagrodę Grand Yoricka na Festiwalu Szekspirowskim w GTS w Gdańsku. To dla mnie wielki zaszczyt.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Nagrodę wręczono w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Specjalnie dla męża otwarto wtedy dach teatru, co było niesamowite, bo publiczność mogła podziwiać niebo. Było to także symboliczne połączenie z Jurkiem Limonem, wizjonerem, twórcą tego teatru.
Pani, pani Kasiu, zajmuje się zawodowymi sprawami męża. Wydaje mi się, że praca z życiem przeplatają się u państwa bardzo harmonijnie?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Rzeczywiście tak jest. Jestem agentką męża, prowadzę także częściowo jego kalendarz, chociaż Andrzej jest w tym dużo bardziej precyzyjny. Przez lata wypracował system zapisów, wykreśleń, oznaczeń. Czytelnicy książki "Ja prowadzę" wiedzą, o czym mówię. Wymieniamy się w naszej pracy doświadczeniami, pomysłami organizacyjnymi. Sporo się uczę od męża.
Jednostka niezależna?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: O tak! Zresztą obydwoje jesteśmy dość niezależni. To bardzo ciekawe połączenie, a czasem wręcz wybuchowe. Nasz związek jest pełen emocji, a obecne życie oferuje mi coś, o czym by mi się wcześniej nie śniło. Nie spodziewałam się takiej zmiany.
Jakiej?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Tak pozytywnej. Nie wyśniłabym sobie takiego życia, takiej partnerskiej relacji polegającej na poszanowaniu siebie, swoich granic, na tolerancji, na zaufaniu. Związek z Andrzejem daje mi też ogromne poczucie wolności. To jest dopiero wartość. Wcześniej wybierałam nie do końca dobrze dla siebie. A tu nagle okazało się, że w dojrzałym życiu, z tym właśnie człowiekiem, artystą wykonującym trudną profesję, udało się stworzyć niezwykły związek. Jak mówi z uśmiechem Goka, moja przyjaciółka od 40 lat: "Całe życie do niczego, ale starość to nam się udała". Myślę, że w naszym małżeństwie bardzo pomaga i to, że się lubimy, przyjaźnimy.
Chyba nie tylko? Ja widzę między państwem wspaniałą miłość.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: O, proszę, Andrzej się uśmiecha!
I staje się wtedy bardziej ludzki?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Bardziej ludzki? Nie, może raczej bardziej czuły. Jest kochany, gdy tak się uśmiecha. Ufa mi i daje fantastyczną bazę do wszelkiego działania. Napędza mnie, inspiruje, mniej emocjonalnie niż ja analizuje rzeczywistość, dzieli się spostrzeżeniami i daje świetne rady. Nie zawsze je stosuję, ale słucham uważnie. Sporo razem jeździmy zawodowo po całej Polsce. Proszę sobie wyobrazić, że czasem ja już nie mam siły, a on wciąż ją ma. Ja zmęczona siedzę wśród publiczności, a on przez dwie godziny gra monodram. Mimo że jestem trochę młodsza od Andrzeja [między małżonkami jest 19 lat różnicy – przyp. red.], nie wytrzymuję jego tempa. Nie wytrzymuję też ilości bodźców. Bywa, że mam potrzebę zamknięcia się w kompletnej samotności. Nasz dom nad morzem daje mi tę szansę, jest otoczony zielenią i mogę tam nic nie robić, tylko być. Andrzej natomiast, gdy tylko przyjeżdżamy, idzie natychmiast przywitać się z naszymi przyjaciółmi. Cały czas jest na wysokich obrotach.
Ale zdarza się, że podróżują państwo osobno?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Ostatnio spędziłam miesiąc z wnukami i wnukami przyjaciół w Hiszpanii. Tylko ja i kilkoro nastolatków. W porywach towarzyszyło mi ich pięcioro. Było cudownie, ale gdy wróciłam do Polski, poczułam, że poczucie obowiązku i konieczność czuwania nad wszystkimi były dla mnie bardzo obciążające.
Potem udało nam się z Andrzejem być przez 10 dni razem i dopiero wtedy zaczęłam odreagowywać.
Wczoraj wrócili państwo ze spotkania około północy, a dzisiaj od dziewiątej siedzimy przy kawie i rozmawiamy. Skąd mają państwo tyle energii?
Andrzej Seweryn: Robię sobie w ciągu dnia godzinne drzemki. Pozwalają mi się one zregenerować.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: A ja od roku medytuję. Bardzo mnie to wycisza. Staram się tak zatrzymać dwa razy w ciągu dnia, rano i wieczorem. Ale wiem, o co pani pyta, bo sama od 13 lat jestem zadziwiona pokładami energii u mojego męża. Kto u nas prowadzi auto? Oczywiście Andrzej, ma też wyłączność na organizowanie na przykład wakacji czy naszej rocznicy ślubu [Katarzyna Kubacka-Seweryn i Andrzej Seweryn są małżeństwem od 2015 roku – przyp. red.]. Ja się tym w ogóle nie zajmuję, ale oczywiście uwielbiam celebrować ten dzień. Andrzej ma niebanalne i bardzo ciekawe pomysły.
Pani z kolei ma wpływ na to, co mąż zakłada?
Andrzej Seweryn: Wpływ? Taktowna formuła! To są wszystko decyzje Kasi. Nie mam na sobie niczego, co nie byłoby przez nią wskazane, wybrane i zakupione.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Jest w tym oczywiście sporo przesady, że to moje wyłączne decyzje, ale przykładowo dzisiaj mąż chciał się ubrać inaczej. Przekonałam go jednak, że koszula będzie bardziej odpowiednia na wywiad niż koszulka.
Andrzej Seweryn: Z kolei wnuczki zwykle wybierają mi skarpetki. Zdarza się, że noszę też dwie różne.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Za to mąż od 13 lat uczy mnie, jak się nie spóźniać.
Andrzej Seweryn: I Kasia robi postępy, chociaż powinna jeszcze trochę nad tym popracować.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: A wie pani, jak kiedyś postrzegałam Andrzeja?
Pojęcia nie mam.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: 13 lat temu zaprosiłam go na przegląd filmów polskich, który organizowałam w Królestwie Maroka. Pracowaliśmy w cudownej atmosferze, ale zastanawiałam się z lekkim poczuciem niepokoju, że przyjedzie do nas ten słynny aktor Andrzej Seweryn, w garniturze, pod krawatem. Będzie poważny i zdystansowany i co wtedy? Czy będzie tak jak w konkluzji Andrzeja Wajdy, gdy o świcie na planie filmowym stwierdził: "A za chwilę przyjdą aktorzy i nam to wszystko zepsują".
I zepsuł?
Katarzyna Kubacka Seweryn: Skąd! Przyjechał z Paryża, owszem, w garniturze, ale bez krawata. Okazało się, że ma poczucie humoru i wcale nie jest zdystansowany.
Chyba dlatego, że zobaczył panią.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Widzi pani, jak mu się znowu zmieniła twarz?
Widzę. Kiedy zaczynamy mówić o państwa związku, pani mąż staje się zupełnie innym człowiekiem. Proszę powiedzieć, co pan pomyślał, gdy w 2010 roku zobaczył tę piękną kobietę?
Andrzej Seweryn: Nastąpił nagły błysk. Francuzi mówią coup de foudre – uderzenie pioruna! Zakochałem się.
Od razu mieli państwo plan na wspólną pracę i życie?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Nigdy w życiu! Na początku długo byłam zdziwiona, że wizerunek Andrzeja, który miałam w wyobraźni, się zburzył. Musiałam trochę poczekać, żeby przekonać się, że jest właśnie taki.
Andrzej przyjechał do Martil prosto do kina. Tam miał krótki wykład otwierający festiwal. Drugiego dnia rano wyjeżdżał. Okazało się jednak, że doskonale odnalazł się w naszym towarzystwie. Bardzo długo siedzieliśmy i rozmawialiśmy, a rankiem usiedliśmy na pożegnalną kawę z widokiem na morze. I nagle na niebie pojawiła się piękna tęcza. Dałam mężowi jego książkę z prośbą o autograf, a on napisał: "Z nadzieją na obiecaną tęczę". Przeczytałam ten wpis i byłam w szoku: o co w ogóle chodzi?
Andrzej Seweryn: Jesteś pewna, że nie wiedziałaś, o co chodzi, kochanie?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Andrzej wyjechał, a moi przyjaciele przez trzy następne dni pytali, do kogo ciągle piszę SMS-y. A ja nie potrafiłam się odnaleźć i do końca nie wiedziałam, co jest grane. Przeczuwałam, że coś się dzieje, ale nie spodziewałam się, że zostaniemy małżeństwem. Od wielu osób słyszę, że Andrzej się przy mnie zmienił, ale przecież on się nie zmienił, ja po prostu swoją miłością odkopałam w nim te emocje.
Gdy szliśmy na spotkanie z panią, to żartowaliśmy, a teraz, gdy mąż usiadł, założył maskę poważnego aktora. Wszedł w skórę osoby, która udziela wywiadu i musi się skupić, by sensownie odpowiadać na pytania.
Ale kiedy rozmawiamy o was, ma zupełnie inny wyraz twarzy!
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Prawda?
Andrzej Seweryn: Przestańcie już sobie ze mnie dworować. Prawdą jest, że moje życie dzięki Kasi bardzo się zmieniło, ale to, co się stało w jej życiu, to dopiero jest rewolucja.
Czym się pani zajmowała w poprzednim życiu?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Rewolucja to trafne określenie. Jestem nauczycielką języka polskiego i przez 13 lat pracowałam w szkole. Poza polonistyką skończyłam też podyplomowo dziennikarstwo i kiedy mieszkałam w Poznaniu, przez trzy lata pracowałam w miesięczniku "Press". Byłam wtedy akurat w dość trudnym momencie życia, ale przekonałam się, że potrafię dużo więcej, niż się spodziewałam. Uwierzyłam w swoje możliwości.
Potem, a było to 20 lat temu, zaczęłam organizować Festiwal Filmów Niezwykłych w Sandomierzu. Jednym słowem, zajmowałam się wydarzeniami artystycznymi na długo, zanim poznałam Andrzeja.
A potem zmieniła pani jego życie.
Andrzej Seweryn: Miałem ogromne szczęście, że spotkałem Katarzynę i że zgodziła się zostać moją żoną. W tym nowym naszym życiu jest spełnienie, ogromna energia i radość. Odmłodniałem, jestem kim innym. Katarzyna otworzyła przede mną nowy świat rodzinny, którego nie potrafiłem wcześniej docenić. I zrozumieć. Dzięki niej daję moim bliskim coś, czego sam kiedyś nie znałem.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Razem mamy pięcioro dzieci i pięcioro wnucząt. Ja mam dwie córki i dwoje wnuków, a mąż córkę, która ma trójkę dzieci, oraz dwóch synów. Gdy remontowaliśmy domek nad morzem, policzyłam, ile sypialni jest potrzebnych, byśmy się wszyscy zmieścili. Kubatura domu nie pozwoliła na swobodny remont, ale mamy szansę zamieszkać tam wszyscy w tym samym czasie. Tylko w większym przytuleniu. Zamysł jest taki, żeby był to dom rodzinny. Marzę, że kiedyś uda nam się zebrać wszystkich razem w jednym momencie, co nie jest łatwe, bo rozrzuceni jesteśmy w wielu odległych miejscach.
Kiedy planowaliśmy nasz ślub, Andrzej chciał, żebyśmy pojechali do Rzymu sami, żeby to była tylko nasza ceremonia, ale ja nie wyobrażałam sobie tego dnia bez rodziny i przyjaciół.
Jakie wartości państwo pielęgnują poza rodziną?
Andrzej Seweryn: Kiedyś mówiłem, że wyznaję tolerancję, ale od czasów roli w "Królowej" zacząłem używać słowa "współistnienie". Tolerancję zacząłem postrzegać jako coś takiego: oto ja, stojąc wyżej, toleruję ciebie, który jesteś niżej.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Myślę, że najpierw trzeba ludziom uświadomić, czym jest tolerancja, a dopiero potem zacząć mówić o świadomym współistnieniu.
Andrzej Seweryn: Myślę, że warto być otwartym na innego człowieka. Chrystus nauczał, że należy przyjąć biednego i głodnego, o czym wielu z nas zapomina, jednocześnie mieniąc się katolikami. Nie jestem przy tym naiwny, nie spodziewam się, że ten ktoś zawsze będzie niósł w rękach gołąbka pokoju. Ważna jest dla mnie również troska o wspólnotę, myślenie o dzielnicy, w której się mieszka, mieście czy kraju. Mam na myśli nie tylko troskę o czystość na chodniku czy niemalowanie na murze, ale i o szacunek dla historii mojego kraju, języka czy flagi. To są dla mnie wartości, których nie pozwolę sobie odebrać przez jakiegoś polityka. Podobnie jak mojej miłości do zachodów słońca pod Krakowem. Troska o wspólnotę wyraża się dla mnie również udziałem w wyborach do Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego czy samorządu. Wpływamy wtedy na to, co się dzieje w ojczyźnie. Pychą i głupotą jest mówienie: mój głos nic nie znaczy. A tak mówi często młodzież. Trzeba im wytłumaczyć, że kto nie głosuje, ten nie decyduje. Decydują za niego inni. Ale na tym zakończę, bo pomyślą, że dziaders się mądrzy.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: To i dla mnie są wartości, o których można mówić nie tylko ze sceny, ale także przy śniadaniu. Ważne jest, żeby rozmawiać. Na każdy temat.
Wspomniał pan o Chrystusie. Jest pan wierzący?
Andrzej Seweryn: Tak. Bóg to tajemnica. Jestem głęboko zaniepokojony tym, co dzieje się obecnie w polskim Kościele. Mam na myśli zachowanie wielu dygnitarzy kościelnych i części wiernych oraz związek Kościoła z polityką. To, co dzieje się w sferze obyczajowej, czyli przestępstwa dokonywane przez duchownych na słabszych, jest ohydne.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Tak samo, jak ohydne jest manipulowanie ofiarami.
Andrzej Seweryn: Jeżeli dwoje dorosłych robi ze sobą to, na co mają ochotę, to jest to ich prywatna sprawa. Nic mi do tego. Ale wykorzystywać słabszego i krzywdzić w sposób zbrodniczy dziecko to dla mnie jest coś potwornego. Albo: jak to możliwe, że przedstawiciel hierarchii kościelnej ma prywatny pałac? Czy to jest głoszenie Dobrej Nowiny? Wczoraj słyszałem księdza, który powiedział, że prawdziwe zwycięstwo katolicyzmu nastąpi wtedy, kiedy bycie katolikiem przestanie być opłacalne.
Mądre słowa. Wracając do grania: teatr pana kocha, a i kino nie odpuszcza. 1 września na duży ekran wchodzi thriller "Ukryta sieć", w którym wciela się pan w ojca głównej bohaterki.
Andrzej Seweryn: Kiedy Piotr Adamski, reżyser i scenarzysta "Ukrytej sieci", zaproponował mi tę rolę, ucieszyłem się. Bardzo interesuje mnie praca z młodymi artystami. Oczywiście nasze światy nie są identyczne i nie zawsze się ze sobą zgadzamy, ale uważam, że współpraca z nimi to warunek rozwoju. Spotkanie z Piotrem było wspaniałe. "Ukryta sieć" pokazuje świat internetu, gdzie mają miejsce manipulacje, z jakich nie zdajemy sobie sprawy. To bardzo niebezpieczne narzędzie. Dowodzi tego historia naszej bohaterki.
Proszę mi na koniec zdradzić: jakie mają państwo plany oprócz rodzinnego spotkania?
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Wciąż jestem przed lekturą książki o mężu "Ja prowadzę". Jej autorzy, Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke, mówią, że dość często żony bohaterów książek o nich nie czytają. Ja nie chciałam czytać książki w trakcie redakcji, ponieważ życie męża jest tak bogate i tyle się w nim wydarzyło, że obawiałam się, że jednak może pojawi się pokusa ingerencji. Teraz udało mi się odkupić prawa do tej książki i będzie ona miała drugie wydanie. Uzupełnione. Robię też film dokumentalny o mężu. Zarówno film, jak i książka będą miały premierę wkrótce.
Andrzej Seweryn: Mam wrażenie, że możemy się wydać taką banalną, normalną parą.
Katarzyna Kubacka-Seweryn: Bo taką jesteśmy, kochanie.
Andrzej Seweryn. Aktor i reżyser. Grał m.in. u Andrzeja Wajdy, Agnieszki Holland, Stevena Spielberga, Jerzego Hoffmana i Jacka Bromskiego. W 1980 roku wyjechał do Francji. Do Polski wrócił na stałe 30 lat później i zamieszkał w Warszawie. Jego piątą żoną jest od 2015 roku Katarzyna Kubacka-Seweryn.
Katarzyna Kubacka-Seweryn. Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa. Producentka, menadżerka kultury, prezeska Fundacji Kultury i Sztuki TAKI JESTEM, twórczyni Akademii Filmowej "Otwórz oczy!" oraz Festiwalu Filmów-Spotkań NieZwykłych.
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów.


