Rozmowa
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)
Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Niedawno w Strzelcach Krajeńskich jadący chodnikiem rowerzysta wjechał w mamę z córeczką i solidnie ją poturbował. Z kolei w Poznaniu rowerzystka potrąciła niedowidzącą dziewczynę i zaczęła ją wyzywać.

Z kolei w Małopolsce od stycznia 2022 roku do początku wakacji doszło do 205 wypadków z udziałem rowerzystów. To o 48 zdarzeń więcej niż w ubiegłym roku w tym samym czasie. Optymistyczne jest, że spadła liczna ofiar śmiertelnych – z czterech do jednej.

Sprawdziłam, kto bierze udział w tych wypadkach. Prawie dwa razy częściej są to mężczyźni niż kobiety. Jeśli spojrzeć na wiek, najwięcej jest osób między 25. a 30. rokiem życia, druga grupa wiekowa to 40-59.

Rowerzysta, który najechał na dziewczynkę i uciekł, został zatrzymany. Może dostać nawet 30 tys. zł grzywny. Inny przykład z informacji od naszego czytelnika, który był świadkiem takiego zdarzenia: rowerzysta jechał chodnikiem z prędkością ponad 20 km/godz., włączając się do ruchu, wręcz wymusił pierwszeństwo na kierowcy samochodu, zaczął wyprzedzać na skrzyżowaniu i doprowadził do kolizji.

Kiedy bierzemy pod uwagę statystyki wypadków z udziałem rowerzystów, okazuje się, że główną przyczyną jest niedostosowanie przez nich prędkości do warunków panujących na drodze oraz nieustąpienie pierwszeństwa przejazdu. To dwa główne błędy. Wielu rowerzystów nie sygnalizuje też zamiaru skrętu, a to rodzi wiele niebezpieczeństw. Niestety, rowery nie mają kierunkowskazów, więc trzeba wystawić rękę i pokazać, w którym kierunku zamierza się pojechać. Część rowerzystów jeździ szybko i po prostu lekceważy obowiązek wystawiania ręki zawczasu.

Albo są zbyt zajęci telefonem.

Dobrze, że poruszyła pani ten problem. Przecież rower to jest pojazd, a kierującemu pojazdem zabrania się korzystania z telefonu podczas jazdy w taki sposób, że trzyma go w ręce. Gdy rowerzysta rozmawia przez telefon, pisze SMS-y czy odczytuje wiadomości, wystarczy chwila nieuwagi, żeby doszło do nieszczęścia. Podobnie może być w sytuacji, gdy jadący rowerem nie trzyma co najmniej jednej ręki na kierownicy.

Wielu rowerzystów jeździ zgodnie z przepisami, ale nie wszyscy. Kolejny przykład błędu to przejeżdżanie przez przejście dla pieszych bez schodzenia z roweru. Chodzi mi oczywiście o te przejścia, na których nie ma wyznaczonego przejazdu dla rowerzystów.

Wielu rowerzystów jeździ zgodnie z przepisami, ale nie wszyscy (Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl)

Mało komu się chce zsiadać.

To prawda, ale trzeba zejść z roweru i go przeprowadzić. Przejście dla pieszych to przejście dla pieszych i kropka. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację, że rowerzysta nagle na nie wjeżdża. I kierowca ma ogromny problem, żeby się zatrzymać.

Przejdźmy do statystyk ogólnopolskich, bo one też są niepokojące. Od początku roku policjanci zanotowali prawie 1,1 tys. wypadków z udziałem rowerzystów. Zginęły 54 osoby, a 990 zostało rannych. W zeszłym roku w tym samym czasie wypadków było 873, a ofiar 53. Proszę powiedzieć, bo pewnie – zwłaszcza wobec tych liczb – warto to przypominać: jakich przepisów powinni przestrzegać rowerzyści?

Powinni poruszać się drogą dla rowerów lub pasem ruchu dla rowerów. Oczywiście mogą również korzystać z łączonej drogi dla rowerów i pieszych, ale wówczas są zobowiązani zachować szczególną ostrożność i ustępować pierwszeństwa pieszemu.

Jeżeli nie ma drogi dla rowerów, pasa ruchu dla rowerów, a nawet drogi dla rowerów i pieszych, rowerzysta powinien poruszać się po poboczu. Oczywiście jeśli nadaje się ono do bezpiecznej jazdy. Jeżeli takiego pobocza nie ma, rowerzysta może poruszać się po jezdni, ale jak najbliżej prawej krawędzi.

Rower powinien być wyposażony w co najmniej jedno światło pozycyjne białe z przodu oraz czerwone z tyłu – zarówno pozycyjne, jak i odblaskowe o kształcie innym niż trójkąt. Musi mieć także co najmniej jeden skutecznie i sprawnie działający hamulec. I dzwonek. Taki, który wydaje sygnał ostrzegawczy, ale nie jest on "przeraźliwy". Właśnie po to, by mógł poinformować pieszego, że będzie obok niego przejeżdżał, a nie zaskoczyć i wystraszyć.

Nie lepiej po prostu powiedzieć "przepraszam"?

Jeżdżę na rowerze do pracy drogą dla rowerów, która w jednym miejscu łączy się z drogą dla pieszych. Ostatnio przede mną szło dwóch panów. Chciałam być grzeczna i nie zadzwoniłam na nich ostrzegawczo, tylko powiedziałam: "Przepraszam", gdy byłam bardzo blisko. Jeden z mężczyzn się oburzył i mówi do mnie: "Dzwonka się używa". Zatrzymałam się i mówię: "Tak, mam dzwonek, proszę zauważyć, ale chciałam po prostu spokojnie powiedzieć panu 'przepraszam'".

Proszę przypomnieć, kiedy rowerzysta może jechać chodnikiem?

Są trzy takie sytuacje. Gdy opiekuje się dzieckiem do 10 lat, które kieruje rowerem, ponieważ takie dziecko według przepisów uważane jest za pieszego. Kolejny przypadek to jeżeli chodnik wzdłuż drogi, na której dozwolona prędkość wynosi więcej niż 50 km/godz., ma co najmniej dwa metry szerokości i brakuje wydzielonej drogi dla rowerów. Trzeci: kiedy są trudne warunki pogodowe, zagrażające bezpieczeństwu rowerzysty na jezdni, na przykład śnieg, silny wiatr, ulewa, gołoledź czy gęsta mgła.

Są trzy sytuacje, w których rowerzysta może jechać chodnikiem (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)

A kiedy można jechać po chodniku hulajnogą?

Na drogach coraz częściej można spotkać osoby na hulajnogach elektrycznych. One również są zobowiązane korzystać z drogi dla rowerów lub pasa ruchu dla rowerów. Gdy nie ma takiej możliwości, wtedy hulajnogą elektryczną należy poruszać się jezdnią. Ale tylko taką, na której ruch pojazdów jest dozwolony z prędkością nie większą niż 30 km/godz.

Hulajnogą można jechać chodnikiem lub drogą dla pieszych wyjątkowo, gdy chodnik usytuowany jest wzdłuż jezdni, na której obowiązuje prędkość większa niż 30 km/godz. i brakuje drogi lub pasa ruchu dla rowerów.

Jadąc po chodniku, trzeba zachować szczególną ostrożność i przestrzegać prędkości zbliżonej do takiej, którą porusza się pieszy. Taka prędkość wynosi około 6 km/godz. Oczywiście na chodniku lub drodze dla pieszych osoba na hulajnodze musi ustępować pierwszeństwa pieszemu.

A ja czasem mam wrażenie, że dzwoniąc, taka osoba na hulajnodze wcale mnie nie chce ostrzec, że się zbliża, tylko w ten sposób niemal spycha mnie z chodnika.

Powiedzmy sobie jasno: zarówno na łączonej drodze dla rowerów i pieszych, jak i na chodniku pierwszeństwo zawsze ma pieszy. Rowerzysta czy osoba jadąca hulajnogą elektryczną jest gościem. Przy czym i jedni, i drudzy mogą ostrzegawczo zadzwonić na przechodnia, gdy są blisko i zamierzają go wyprzedzić. Zwłaszcza że hulajnogi, podobnie jak inne popularne ostatnio tego typu urządzenia, poruszają się niemal bezgłośnie.

W Małopolsce od początku roku mamy już 35 wypadków z udziałem tych urządzeń i jedną ofiarę śmiertelną. 15 czerwca po południu 65-letni mężczyzna jadący hulajnogą elektryczną wywrócił się na progu zwalniającym na jezdni tak niefortunnie, że uderzył głową o asfalt i zmarł mimo reanimacji.

Zobacz wideo Bartosz Ostałowski - drifter, który kieruje bez rąk

Czy osoby na hulajnogach znają przepisy, które weszły w życie w maju zeszłego roku?

Wiele z nich stosuje się do tych zasad i jeździ drogą dla rowerów. Ale bardzo często widzimy, że kierujący hulajnogą jedzie z drugą osobą, z partnerką, dzieckiem albo pieskiem. To błąd, bo nie wolno przewozić na hulajnodze elektrycznej ani osób, ani zwierząt. Jest to naprawdę bardzo niebezpieczne.

Przed wakacjami przeprowadziliśmy akcję informacyjno-edukacyjną dla osób, które jeżdżą elektrycznymi hulajnogami. Stanęliśmy przy popularnej drodze dla rowerów i wręczaliśmy ulotki informacyjne, a także mówiliśmy o tym, jakie są przepisy.

I jakie były reakcje?

Osoby na hulajnogach nie zdawały sobie sprawy, że jest aż tyle zakazów. I tu znów podzielę się z panią własnymi doświadczeniami. Gdy wracałam z pracy do domu rowerem, zwróciłam uwagę młodym ludziom, którzy jechali na hulajnodze elektrycznej we dwoje. Oprócz tego mieli po jednej i po drugiej stronie pakunki z zakupami, więc zatrzymałam się i powiedziałam im, że to jest wręcz zabronione. Nie mieli o tym pojęcia.

Zresztą nieznajomość przepisów to najczęstsze tłumaczenia. Policjanci słyszą też czasem od starszych osób wymówkę w stylu: jestem już w takim wieku, że nie mogę się wszystkiego dowiedzieć. 

Przypomnę, że w większości mandat karny dla osoby, która popełnia wykroczenie, jadąc hulajnogą elektryczną, wynosi od 100 do 300 zł.

Osoby na hulajnogach nie zdawały sobie sprawy, że jest aż tyle zakazów (Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Wyborcza.pl)

Co zrobić, gdy jesteśmy świadkami ryzykownego zachowania rowerzysty albo osoby na hulajnodze?

Można zwrócić uwagę takiemu uczestnikowi ruchu. A jeżeli jest to wykroczenie, szczególnie takie, które ma wpływ na bezpieczeństwo na drodze i jest zarejestrowane, na przykład kamerą, można je przesłać na skrzynkę STOP AGRESJI DROGOWEJ.

Jeżeli takie negatywne zachowania uczestników ruchu drogowego obserwujemy cyklicznie w danym miejscu, można je zgłosić za pośrednictwem Krajowej Mapy Zagrożeń Bezpieczeństwa. Znajduje się ona na stronie internetowej każdej komendy wojewódzkiej policji. Należy opisać zdarzenie, podając miejsce i czas. Patrol prewencji albo ruchu drogowego ma obowiązek każdy sygnał sprawdzić. 80 proc. zgłoszeń, które dostajemy, dotyczy zdarzeń w ruchu drogowym, ale są też na przykład o spożywaniu alkoholu w miejscach publicznych i inne.

Ma pani złoty środek, jak pogodzić wszystkich uczestników ruchu?

Trzeba sobie wyobrazić taką rzecz: dzisiaj jestem rowerzystą, a jutro jestem pieszym albo kierowcą innego pojazdu, na przykład samochodu osobowego. I na odwrót. Pamiętajmy, że szacunek i życzliwość przydają się też na wakacjach. Przecież czekamy przez cały rok na słoneczne ciepło, na urlop, na wakacyjny wyjazd. Więc po co się stresować?

Nadkomisarz Joanna Biel-Radwańska. Specjalistka w Wydziale Ruchu Drogowego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie. W służbie od 19 lat. Zajmuje się szkoleniami, które mają poprawić bezpieczeństwo na drodze.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z odważnymi ludźmi. Pasjonatka kawy, słoni i klasycznych samochodów. Kontakt do autorki: angelika.swoboda@agora.pl.