Rozmowa
'Mężczyźni w wieku 30-40 lat współżyją parę minut, albo w ogóle nie są w stanie podjąć aktywności seksualnej i potrzebują środków pobudzających potencję' (Fot.Shutterstock)
'Mężczyźni w wieku 30-40 lat współżyją parę minut, albo w ogóle nie są w stanie podjąć aktywności seksualnej i potrzebują środków pobudzających potencję' (Fot.Shutterstock)

Podpisałby się pan profesor pod stwierdzeniem, że hormony rządzą miłością? 

Zdecydowanie tak. Główny związek chemiczny wytwarzany w międzymózgowiu, kiedy jesteśmy zakochani, to fenyloetyloamina, popularnie nazywana narkotykiem miłości. Gdy kogoś spotykamy, najpierw oczy zbierają informacje o wzroście, figurze, kolorze włosów i oczu, szczegółach twarzy, ubioru. I te sygnały – z szybkością ponad 400 kilometrów na godzinę – docierają do mózgu. Jednocześnie słuchamy barwy głosu, a nos rejestruje feromony.

Mityczne feromony!

W przyrodzie posługuje się nimi większość żywych organizmów. Wiadomo, że u ludzi one działają w mniejszym stopniu, bo jesteśmy istotami myślącymi, niemniej te bezwonne związki chemiczne, które są przekaźnikiem informacji, powodują, że coś nam podświadomie pasuje bądź nie – na pewno odgrywają rolę w procesie zakochania. Razem ze wszystkimi danymi, o których już powiedziałem, trafiają migiem do mózgu. I jeśli ten zbiór sygnałów jest  zgodny z naszymi oczekiwaniami, zaczyna się tam burza miłości. 

Co za piękne określenie! 

Z punktu widzenia biochemicznego to jest naprawdę burza! W ciągu kilkunastu sekund fenyloetyloamina sprawia, że oddech staje się szybszy, jesteśmy pobudzeni, oczy zaczynają błyszczeć – szczególnie u kobiet – serce szybciej bije, ściska nas w klatce. Jest to energetyzujące i uzależniające. W następnym etapie wydzielane są dopamina i serotonina. One powodują prawdziwą euforię, ale też dają poczucie, że jesteśmy świetni. Do wszystkiego zdolni. Trzeźwa ocena danej sytuacji lekko wówczas zanika. To są te słynne klapki na oczach zakochanych.

Podczas jednego z eksperymentów zbadano mózgi zakochanych za pomocą rezonansu magnetycznego i okazało się, że część odpowiedzialna między innymi za logiczne myślenie była nieaktywna.

Ta część mózgu, o której dotąd mówiliśmy – podwzgórze, międzymózgowie, układ limbiczny, tak zwany hipokamp, ciało migdałowate, niektóre jądra, wzgórza – to jest część ontogenetyczna. Natomiast o zachowaniu rozumnym decyduje okolica przedczołowa i ona w zakochaniu bywa faktycznie nieaktywna. Dlatego w literaturze naukowej stan zakochania ktoś nawet nazwał "przejściowym imbecylizmem" i "psychiczną anginą". Taki etap trwa kilka–kilkanaście miesięcy. 

'Po szaleńczym etapie zakochania, by związek utrzymać, musimy zrezygnować z jednej podstawowej rzeczy: z kobiecego i męskiego egoizmu'. (Fot. Shutterstock)

Często się mówi, że dwa lata. Kto i jak to wyliczył? 

(śmiech) Tego nikt tak naprawdę nie wie, ale faktycznie potocznie mówi się o tych 24 miesiącach czasu euforycznego. Podwzgórze stale stymuluje przysadkę mózgową, która z kolei wydziela hormony oddziałujące na gonady – czyli jajniki i jądra – uwalniające najsilniejsze hormony płciowe: estrogen u kobiet i testosteron u mężczyzn. One wpływają na atrakcyjność seksualną, a zatem kobieta ma gładką skórę, lśniące włosy...

Kobieta zakochana naprawdę pięknieje?

Przecież to widać! Każdy z nas to wie!

Ale może tylko ona tak się widzi? 

Pięknieje autentycznie, na sto procent. I to – oraz jej proseksualne zachowania – jest widoczne i czytelne również dla osób postronnych.

Panie profesorze, czy fakt, że para uprawia seks, również powoduje wytwarzanie hormonów miłości?

Zdecydowanie tak! U kobiet są to oksytocyna i prolaktyna – hormon, który generalnie służy do produkcji mleka, ale bardzo silnie odpowiada też za poczucie przywiązania. Hormony te są mocno wydzielane na przykład podczas drażnienia brodawek sutkowych, ale też generalnie podczas stosunku. U mężczyzn takim hormonem, który utrwala relację, jest wazopresyna.

A czy nie wytwarza się też melatonina, czyli hormon snu? 

U mężczyzny to jest fizjologia, że po tym, jak mu było fantastycznie z partnerką, na paręnaście minut się wyłącza. I ona się powinna cieszyć, a nie zrzucać go z łóżka: "Chłopie, było ci dobrze, a teraz co?!". On ją kocha, a ona mu dała to wszystko, czego oczekiwał. Kiedy budujemy związek, reakcje fizjologiczne powinny być dla partnerów czytelne.

Wracając do wazopresyny – jest nazywana męskim hormonem wierności, tak? 

Tak. Podobnie jak oksytocyna "powoduje" wierność, daje poczucie przywiązania i bliskości. Ale powiedzmy sobie jasno: ludźmi nie rządzą hormony. To jest tylko chwilowy rausz, a potem zaczyna panować mózg, ze wszystkimi elementami, które nas kształtują, takimi jak wychowanie, przekonania, normy społeczne itd. A zatem ani oksytocyna, ani wazopresyna nie zdecydują o tym, czy ktoś kogoś będzie zdradzał, czy nie.

A słynny testosteron? Nie jest tak, że mężczyźni, w których on ewidentnie buzuje, rokują na fantastycznych kochanków, ale i niewiernych mężów? 

(śmiech) Wysoki poziom testosteronu daje podstawy, żeby się wiele spodziewać, to prawda. Ale jest przecież hormon jeszcze silniejszy. Nazywa się dihydrotestosteron i on – z pomocą pewnego enzymu – wytwarza się z testosteronu, ta reakcja zachodzi w skórze.

Natomiast muszę pani powiedzieć, że groźną bronią jest zewnętrzny testosteron. Niektórzy mężczyźni myślą w ten sposób: "Kupię sobie, łyknę, zrobię zastrzyk" – nierzadko na siłowniach takie rzeczy się dzieją – ale organizm jest mądry...

Panowie faszerują się testosteronem? Czyli jak widzę łysych facetów...

...z szerokimi karkami – tak! Oni tego nie mają od jedzenia kotletów.

A jak wrzucimy testosteron z zewnątrz, nie zawsze najlepszej jakości, to organizm mówi: po co ja mam go sam produkować? I potem ten facet przestaje go przyjmować, a organizm pracuje już słabiej. Tak często bywa.

Wracając jeszcze do seksu, skoro automatycznie wytwarzają się wtedy hormony bliskości i przywiązania, to hasła w stylu "To tylko seks, nie angażuję się" brzmią jak bujdy. 

Droga pani, my mówimy o fizjologii, o tym, co zachodzi step by step, ale u człowieka zakochanego. Ludzie umawiający się na uprawianie zimnego seksu – "Ty masz swoje życie, ja mam swoje, przez pół godziny będzie nam przyjemnie" – zupełnie inaczej się zachowują hormonalnie.

Naprawdę?

Tak. Hormony muszą być skojarzone z pozytywnymi emocjami! W przypadku zimnego seksu oksytocyny i wazopresyny wytworzy się x, natomiast w organizmach osób zakochanych to x będzie kilkukrotnie pomnożone właśnie za sprawą uczucia. 

Niesamowite! A czy fakt, że niektórzy zakochują się często i łatwo, a inni wręcz przeciwnie, również ma związek z gospodarką hormonalną? 

Nie. Rozmawiamy teraz o pewnych schematach, hormonach, czynnikach biochemicznych, ale reakcja każdego z nas na daną sytuację życiową będzie zupełnie inna po prostu dlatego, że każdy człowiek jest inny. Jedni oczekują miłości do końca życia i ja znam takich, co się poznali w przedszkolu i do końca żyli razem. Ale znam też takich, co się siedem razy rozwiedli i za każdym razem było tylko gorzej.

Wie pani, ostatnio bardzo mnie smuci to, co słyszę od pacjentek w gabinecie. Kiedy pytam o ochotę na ciążę, wiele bardzo młodych, pięknych, atrakcyjnych i wykształconych kobiet odpowiada w sposób druzgocący! Po pierwsze, "nie ma z kim", a po drugie, o mężach czy partnerach: "Panie profesorze, on nie dorósł do tego, żeby być ojcem". 

Piotruś Pan!

Tak, znak czasów. Praktykuję 42 lata i z mojej perspektywy jest coraz gorzej. Kobiety są sprawniejsze życiowo, mądrzejsze, bardziej odpowiedzialne. Natomiast mężczyźni nie odcinają pępowiny. Oni są chętni do współżycia, do zmiany partnerek, do wszystkich tych przyjemnych rzeczy, o których mówiliśmy. Natomiast do odpowiedzialności – nie bardzo. Oczywiście nie wszyscy mężczyźni. Ale taki typ nie jest rokujący dla związku.

'Ilość wydzielanych hormonów może się zmienić, natomiast zakochać się w kimś możemy w każdym wieku. Pod tym względem nigdy się nie starzejemy'. (Fot. Shutterstock)

Trzeba sobie zdać sprawę, że po szaleńczym etapie zakochania, by związek utrzymać, musimy zrezygnować z jednej podstawowej rzeczy: z kobiecego i męskiego egoizmu. Bo jak będziesz przeciągał na swoją stronę, to ten związek nie ma żadnych szans! Muszę też pani powiedzieć o sytuacji, która od paru lat bardzo nas, lekarzy zajmujących się płodnością, martwi: o konieczności stymulowania zachowań seksualnych młodych mężczyzn za pomocą środków pobudzających potencję, czyli viagry i pochodnych.

Młodych mężczyzn, czyli w jakim wieku?

30–40-latków! To jest ta populacja, która powinna płodzić fantastyczne dzieci. A ich współżycie sprowadza się albo do paru minut działalności, albo w ogóle nie są w stanie podjąć aktywności seksualnej.

Stres? 

Stres. Te wszystkie prace korporacyjne, kilkunastogodzinny wysiłek. Ale są też inne czynniki. Nie wszyscy mężczyźni dbają o siebie: piją, palą, ktoś konsumuje te tony narkotyków z rynku. Do tego leki nasenne, antydepresanty. Już nie wspomnę o głębokim leczeniu depresji czy zaburzeń psychicznych... 

A od roku generalnie wszyscy żyjemy w stanie permanentnego lęku i stresu związanego z epidemią!

Tak jest. I to wszystko nie pozwala się emocjonalnie – a w końcu i fizycznie – przygotować do aktu seksualnego. Zmierzam do tego, o czym cały czas rozmawiamy: że miłość miłością, hormony hormonami, ale mózg, mózg, który powinien panować nad tym wszystkim na etapie późniejszym niż zakochanie, niestety często jest blokerem zachowań fizjologicznych. Zwłaszcza u mężczyzn. 

Reklam środków na potencję faktycznie jest zatrzęsienie.

Ta grupa leków to jest mistrzostwo świata! One zagwarantowały mężczyznom wydolność seksualną – oczywiście w granicach rozsądku – do właściwie nieograniczonego wieku. Natomiast my nie rozmawiamy teraz o mężczyznach, którzy mają problem z osiągnięciem wzwodu, ponieważ są na etapie obniżonego poziomu testosteronu charakterystycznego dla wieku czy cierpią na pewne schorzenia, jak miażdżyca czy nadciśnienie. Ale o młodych mężczyznach, którzy nie mają zaburzeń seksualnych. Ich problem jest emocjonalny.

I powiem teraz bardzo ważną rzecz: żeby zastosowanie u takiego mężczyzny środków pobudzających dało pewny skutek, to musi iść w parze z pozytywną reakcją w stosunku do kobiety. To nie jest tak, że młody facet łyknie dwie tabletki viagry i – za przeproszeniem – osiem kobiet zadowoli w jeden dzień. Tu są potrzebne pozytywne relacje! 

Zakochanie właśnie? 

Zakochanie to jest jednak krótki okres w życiu, ale pozytywne uczucia...

Pożądanie!

Dokładnie. Samo zimne zastosowanie chemii jest złe. Czasem nawet blokuje mężczyznę psychicznie. Podjęcie stosunku jest możliwe, on jest bardzo wydolny, ale ma problem z tego stosunku zakończeniem.

Mężczyźni, podobnie jak kobiety, mogą przesadzać z ilością ruchu. Sport może uzależniać kosztem życia rodzinnego. (Fot. Shutterstock)

Bardzo to jest smutne, o czym pan profesor mówi: najpierw zobaczyłam dużą grupę kobiet samotnych albo takich, których partnerzy są w typie Piotrusia Pana, a teraz nieszczęśliwych mężczyzn.

Tak to dzisiaj wygląda. Mam też młode pacjentki, 25–30-letnie kobiety, które przebiegają codziennie 20–30 kilometrów i nie miesiączkują! Na szczęście to jest proces odwracalny...

Okres zanika w związku z ostrym uprawianiem sportu?

Tak się dzieje! Ona mówi: "Muszę dużo biegać, bo bez tego źle się czuję". Jasne, że bez tego się źle czuje. Bo podczas biegu wydziela się dopamina, to działa jak narkotyk. I teraz kobieta ma 25 lat, waży 38 kilo, a jej ciało składa się wyłącznie z mięśni. Pytam: "Proszę pani, czy pani chce mieć dziecko?" "Tak". "A kiedy?" "Powiedzmy za dwa lata". Wtedy mówię: "Proszę ten piękny sport odstawić, bo nic z tego nie będzie. Nieważne, jaki testosteron będzie miał pani facet. Nic z tego nie będzie, bo pani nie wróci do jajeczkowania, miesiączkowania, organizm się nie przygotuje do zajścia w ciążę".

Ostre uprawianie sportu to chyba też znak czasów. Znam mężczyznę, który potrafi przejechać 100 kilometrów na rowerze w ciągu jednego dnia. 

Ja też takich znam. I rozumiem, że oni czują się, jakby ciągle brali narkotyki. To jest niezwykle podniecające i fantastyczne, ale z punktu widzenia życia rodzinnego jak będzie? Ona urodzi dziecko, a on będzie całe dnie spędzał na rowerze? To nie jest normalne życie. Dzisiaj ludziom brakuje właśnie normalnego życia. 

To ja się teraz zabawię w adwokatkę mężczyzn, którzy uciekają z domu – w sport czy w inne sprawy – bo mówią na przykład tak: "Odkąd urodziła dziecko, kocha tylko to dziecko, mną się już nie interesuje". Wielu młodych ojców czuje się przez partnerki odtrącanych.  

Oczywiście warunki fizjologiczne do współżycia po fizjologicznym porodzie będą trochę inne, to jasne, ale wie pani, my cały czas wracamy do meritum sprawy. Decydujecie się na ciążę! Wiadomo, że ona będzie innym okresem życia i współżycia i po porodzie kobieta też będzie miała inne zachowania. Jasne, że hormony tu grają wielką rolę: ona się skupia na dziecku i nim opiekuje, bo ma to we krwi. I ty troszeczkę wtedy, mężczyzno, na bok schodzisz. Ale to nie znaczy, że ona cię już nie kocha!

Para decydująca się na dziecko powinna mieć świadomość, że wiele, w tym życie seksualne, może ulec zmianie. (Fot. Shutterstock)

Podstawą tej rozmowy jest, żebyśmy normalnieli. Hormony hormonami, zakochanie zakochaniem, ale najważniejsze są normalne, prawidłowe reakcje w dorosłym życiu: zapomnij o ego, odłącz się od matki i zacznij żyć ze swoją kobietą. Zachowuj się jak dorosły i odpowiedzialny człowiek, który zrozumie, że kobieta się zmienia w trakcie ciąży, po ciąży, ale to nie oznacza, że ona cię odrzuca.

A ona w zamian za to niech zrozumie, że jak on pracuje w korporacji przez kilkanaście godzin, to nie zafunduje jej pięciu orgazmów w ciągu nocy. 

Dokładnie. I na tej zasadzie normalności, której jest coraz mniej niestety w naszym życiu, wszystko się ułoży. 

À propos normalności w nienormalnych czasach epidemii: seksuolożka, z którą rozmawiałam, powiedziała, że amerykańscy naukowcy ustalili, że pary więcej się w tym czasie przytulają, dotykają, głaszczą. To bardzo wzmacnia uczucia, prawda? 

Niezwykle! Działają przecież hormony stałego związku, o których mówiliśmy: oksytocyna i wazopresyna. 

A czy podpisałby się pan profesor pod taką radą dla par: "Nigdy nie śpijcie osobno"?

Zdecydowanie. To jest jeden z najprzyjemniejszych elementów związku. Wiadomo, że kiedy partnerzy śpią "na łyżeczkę", czyli przytuleni piersi do pleców, to są tego fantastyczne efekty: sen jest głęboki, mamy poczucie bezpieczeństwa i znika stres. Choć są i tacy ludzie, którzy czują się w związkach dobrze, a jednak będą spali osobno. Każdy z nas jest inny, ale generalizując: powinniśmy razem spać.

Spanie 'na łyżeczkę' daje poczucie bezpieczeństwa i pozwala zapaść w głęboki sen (Fot. Shutterstock)

Przejdźmy do kolejnego etapu związku. Mówił pan, że dzięki lekom na potencję mężczyźni są sprawni bezterminowo, tymczasem kobiety nieuchronnie czeka menopauza. Czasem w młodym wieku! Dlaczego tak się dzieje, że już 30-latka może przejść menopauzę?  

Przedwczesna menopauza jest związana z genetycznymi czynnikami powodującymi schorzeniami jajników albo ośrodka nadzorującego ich działanie – podwzgórza, przysadki mózgowej. I to jest większość przypadków. Ale też z czynnikami egzogennymi, do których należy niezwykle głęboki stres, potężne odchudzanie, zażywanie niektórych leków, narkotyków, innych używek i bardzo duży wysiłek fizyczny, to znaczy kilka godzin dziennie, o czym już mówiliśmy. Wykonując banalnie proste badanie – oznaczenie tak zwanego czynnika antymüllerowskiego (AMH) w surowicy krwi – u każdej kobiety możemy dość dokładnie określić, jak długo będzie jeszcze u niej zachowana płodność.

A czy kiedy menopauza już przyjdzie, to dobrym pomysłem jest przyjmowanie hormonalnej terapii zastępczej?

Niekoniecznie. Menopauza to nie choroba. Wystarczy fajne życie, trochę sportu, fajny facet...

Czytaj: dojrzały, mądry, z odstawionym na bok ego...

Tak jest. I to się wszystko poukłada. Oczywiście jeśli kobieta będzie miała utrudniający współżycie objaw, jakim jest suchość pochwy, to podaje się hormony, ale nie potrzeba ogólnych, w tabletkach, tylko miejscowe. Podawany dopochwowo krem działa fantastycznie. Niemniej przy silnych objawach towarzyszących menopauzie jest cała gama leków hormonalnych i niehormonalnych, bezpiecznych i doskonale niwelujących trudności menopauzy.

Na koniec zapytam jeszcze o zakochanie: czy taką burzę miłości można przeżyć w każdym wieku? 

Tak. Po osiemdziesiątce też. Ilość wydzielanych hormonów może się zmienić, natomiast zakochać się w kimś możemy w każdym wieku. Pod tym względem nigdy się nie starzejemy.

Prof. Paweł Madej, endokrynolog i ginekolog z Centralnego Szpitala Klinicznego w Katowicach. (Fot. Archiwum prywatne) , Miłość jest ważna także dla lekarzy. 'To najważniejsza z rzeczy, które możemy przeżyć' - zapewnia prof. Madej. (Fot.Shutterstock)

Bardzo się cieszę, że zgodził się pan porozmawiać o miłości. Kiedy zaczynałam ten cykl, obawiałam się, że wybitni lekarze mogą uznać temat za błahy, niepoważny. 

Ależ! Bez miłości nie da się żyć! Jedną z najważniejszych rzeczy, które możemy przeżyć, jest właśnie miłość.

Prof. dr. hab. n. med. Paweł Madej. Specjalista chorób kobiecych, endokrynolog oraz kierownik Kliniki Endokrynologii Ginekologicznej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Badał m.in wpływ skażenia środowiska na przebieg ciąży, stan płodu i noworodka, rolę białek w etiopatologii mięśniaków macicy. Istotny element jego pracy naukowej stanowią badania nad etiologią zespołu policystycznych jajników w związku z zaburzeniami metabolicznym. Jest autorem przeszło 90 prac naukowych. 

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał Tu nie ma sprawiedliwości o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.

Rozmowy Anny Kality

Ta rozmowa jest kolejną z serii wywiadów Anny Kality o miłości.

Więcej rozmów Anny Kality