Rozmowa
W epidemii mniej jest seksu przygodnego, nieprzemyślanego (fot. Shutterstock)
W epidemii mniej jest seksu przygodnego, nieprzemyślanego (fot. Shutterstock)

Czeka nas baby boom jak po stanie wojennym?

Raczej spodziewam się, że więcej będzie rozwodów. Epidemia i przymusowe zamknięcie w domu bardzo wyostrzyły problemy, które już wcześniej były w związkach.

Chciałam lekko zacząć rozmowę, a ty od razu z grubej rury!

(śmiech) Bo zapytałaś o baby boom, a w epidemii mniej jest seksu przygodnego, nieprzemyślanego. Faktycznie, w części stałych związków, jeśli ludzie ze sobą mieszkają, jest tendencja do wzmożonej aktywności seksualnej! Tyle że są to pary stałe, które zwykle stosują antykoncepcję, często też mają dzieci, więc trzymając się pytania o wzrost urodzeń: jeśli będzie, to lekki.

Epidemia i związane z nią ograniczenia to też potężny cios dla par dotkniętych niepłodnością, które korzystają z technik wspomaganego rozrodu. W ich przypadku przełożone wizyty, inseminacje, zabiegi in vitro, które były zaplanowane i nie doszły do skutku, bardzo pogłębiły stres. Sfera intymności, seksu tak bardzo na tym cierpi, że długo nie udaje się zajść w ciążę. To jest wykańczające dla par i COVID mógł te problemy jeszcze wzmocnić.

W ogóle w wielu związkach na początku epidemii seks mógł zejść na dalszy plan, a nawet po prostu go nie było. Widzę to u swoich klientów. Bo był stres, bo trzeba się było przystosować do nowej sytuacji. 

Nie było nastroju?

Nie było. Potem mógł nastąpić moment odbicia. Niektóre pary przeżywały wręcz drugi miesiąc miodowy. Nagle ci ludzie mieli czas dla siebie - żeby pobyć razem w łóżku, wprowadzić eksperymenty. "The Guardian" donosił, że w Nowej Zelandii potroiła się sprzedaż zabawek seksualnych! Myślę, że nagła, radykalna zmiana trybu życia, jaką wymusił lockdown, w wielu przypadkach była dla par zbawienna. Nareszcie można się było przyjrzeć temu, co ważne.

Niektóre pary przeżywały wręcz drugi miesiąc miodowy (fot. Shutterstock)

No i część, jak się przyjrzała, to zobaczyła, że jest bardzo kiepsko.

Niektórzy terapeuci i seksuolodzy przewidują, że w naszej branży w tym roku nie będzie urlopów, bo tylu będziemy mieć pacjentów na kozetkach. Czas izolacji może dać kopa: albo podejmujemy ostatnią próbę i idziemy na terapię, albo dochodzimy do wniosku, że nie ma czego ratować i się rozwodzimy. I jakakolwiek jest to decyzja, jest dobra i oczyszczająca! Trwanie w związku, w którym już nie ma szacunku, miłości, dbałości o siebie nawzajem, jest bardzo wyniszczające. W sytuacji zamknięcia, zdania na siebie kluczową rolę odgrywa umiejętność komunikowania się. Ona nie ucieknie do koleżanki, a on na piwo z kolegami. I jeśli nie potrafią ze sobą rozmawiać, szczególnie w sytuacji dużego napięcia, odbija się to czkawką. 

Mówisz, że oni przed sobą nie mogli uciec. Do kochanki czy kochanka też nie bardzo mogli pójść.

Takie pary zostały rozdzielone, jednak ja się z nimi nie stykam. Te, które przychodzą do mnie, faktycznie czasem mają za sobą kryzys zdrady, ale pojawiają się u terapeuty, kiedy ten drugi związek jest już zakończony. Spodziewam się natomiast, że w epidemii niewierność i naginanie monogamii przeniosły się do Internetu. Siedzimy w domu, nudzimy się, w sieci jest anonimowość i złudzenie, że flirt czy wręcz internetowy seks to przecież nic takiego. Bardzo jestem ciekawa, czy za jakiś czas faktycznie się okaże, że zamknięcie w domach poskutkowało takimi nowymi relacjami. 

A wracając do seksu w realu - mówiłaś, że na początku epidemii w stałych związkach mogło go być niewiele.

Wiele osób uznało, że to nie jest czas nawet na rozmowy o seksie! Świat się wali, a my tu takimi "niepoważnymi" rzeczami mamy się zajmować?! To też pokazuje podejście wielu osób do seksualności. Na ile osoba, która czasem latami się zmagała z problemami w tej sferze, wierzy, że seks to jest ważny element życia? W momencie wybuchu pandemii właśnie zaczynałam program coachingowy dla kobiet z niskim libido.

Zapisały się przed pandemią?

Tak. I potem była dyskusja, czy to w ogóle jest czas, by się seksem zajmować. Na szczęście im dłużej kwarantanna trwała, tym bardziej się przekonywały, że libido jest jednak bardzo ważne w ich życiu.

Jeśli przez długi czas ona nie miała ochoty na seks, to zawsze była kość niezgody. On chciał więcej i częściej, a ona ciągle wymyślała nowe wymówki. A teraz co? Nagle są zamknięci cały czas razem. W domu. I dopiero ten problem stał się naprawdę widoczny! Nie było już jak wcześniej: że tu jakiś wyjazd służbowy, tu rodzina przyjechała, a tu jakieś przyjęcie. Nic! Każdy wieczór wolny! Nawet jeśli były dzieci, no to szły spać - i co dalej? Problemy w sferze seksu stały się jeszcze wyraźniejsze. Kobiety, z którymi pracowałam, dały sobie czas, żeby je przepracować, i były bardzo zadowolone.

Siedzimy w domu, nudzimy się, w sieci jest anonimowość i złudzenie, że flirt czy wręcz internetowy seks to przecież nic takiego (fot. Shutterstock)

Domyślam się, że ich partnerzy również!

Również (śmiech)! U wielu kobiet pojawiła się gotowość i ochota na seks. Choć nie u wszystkich. 

Na co się skarżyły twoje klientki? Że mąż przestał je kręcić, a już szczególnie teraz, kiedy całe dnie przesiaduje w domu w wyciągniętym dresie?

Nie. U kobiet najczęściej to idzie w stronę: "Coś jest ze mną nie tak", "Jestem oziębła", "Popsułam się".

Popsułam? Ktoś tak naprawdę powiedział?

Czasem takie określenia padają. Szczególnie po ciążach. Że libido spadło, seks już nie jest przyjemny, a wręcz może być nieprzyjemny. Fura przekonań na temat seksu wychodzi podczas warsztatów. Powtarza się samospełniająca się przepowiednia, że w małżeństwie czy stałym związku po iluś latach o dobrym seksie trzeba po prostu zapomnieć. Takie przekonania są powszechne i bardzo często sprawiają, że pary nawet nie próbują rozniecać żaru.

W kobietach bardzo silnie też tkwi stereotyp poświęcającej się Matki Polki. Przekonanie, że to jednak dla faceta jest ten seks. Że jeśli on nie dostanie seksu raz na tydzień, to nie będzie dobrze. Będzie chodził zły albo poszuka sobie kochanki. Więc trzeba mu ten seks dać, nawet jeśli to dla nas nie jest przyjemność. Dlatego pracuję z kobietami nad tym, by uświadomiły sobie, że ich ciało i seks są przede wszystkim dla nich, a dopiero potem dla partnerów!

Bywa, że na poziomie partnerskim to trzeba przepracować, by on się nie czuł zagrożony, że żona mu nagle wyskakuje z litanią potrzeb. A przecież zawsze było tak, że dostawał, co chciał, a ona nigdy nie zgłaszała, że na przykład nie miała orgazmu. Gdy kobieta narusza tę konstrukcję, na początku mogą się pojawiać konflikty czy reakcje obronne, ale jak para przez nie przejdzie, to może ją tylko wzmocnić.

Ale powiedziałaś, że nie wszystkie kobiety odkryły, że chcą uprawiać więcej seksu!

Nie wszystkie, i to też był bardzo cenny i pozytywny efekt, że zrozumiały, że one po prostu mają mniejsze potrzeby niż partner. I że to jest ich naturalna cecha. Albo że w tym momencie życia są tak przeciążone pracą czy dziećmi, że libido spadło i na teraz to jest OK! Nie musisz zawsze chcieć uprawiać często seks. Kluczowe jest pielęgnowanie bliskości w związku.

W USA na Uniwersytecie Indiana podczas pandemii przeprowadzono badania na temat zachowań seksualnych. Ich wyniki są bardzo ciekawe. Okazało się, że mniej więcej jedna trzecia respondentów odnotowała zmiany w swoich zwyczajach seksualnych. Głównym obszarem tych zmian nie był sam seks, ale przytulanie się, głaskanie, trzymanie się za ręce. Bliskość. Jeśli para o nią dba, to nawet jeżeli seksu przez jakiś czas nie ma - bo w pandemii boimy się o bliskich, o pracę, stresujemy się i mamy prawo mieć niskie libido - bardzo ważne jest właśnie pielęgnowanie bliskości. Czułość. Taka prosta rzecz, prawda?

Okazało się, że podczas pandemii mniej więcej jedna trzecia respondentów odnotowała zmiany w swoich zwyczajach seksualnych (fot. Shutterstock)

Fizyczny kontakt, poczucie, że jestem blisko drugiego człowieka, to ogromnie spaja i podtrzymuje związek. W codziennym zabieganiu pary to często tracą. A COVID uświadomił, że to jest bardzo ważne. Fajnie, żeby po kwarantannie pary o tym nie zapomniały i na co dzień okazywały sobie miłość w ten sposób. Dotyk ukochanego człowieka ma wielką moc. Przekłada się na dobre samopoczucie, poczucie pewności siebie. Badania sugerują nawet, że poprawia odporność! Jest w tym duży sens, żebyśmy się w okresie epidemii często przytulali. 

To, o czym mówisz, jest istotą dojrzałej miłości.

Na początku każdego związku miłość to jest skok hormonów, motyle w brzuchu. Jest zauroczenie, są randki. Miłość się kojarzy z romantyczną wizją robienia rzeczy wyjątkowych ze sobą. Ale to jasne, że kiedy się decydujemy na wspólne życie, wspólną codzienność, obowiązki, to na stałe tak nie wygląda. Pojawia się szara rzeczywistość.

Aktualnie może nawet bardzo szara.

Ale w niej warto wspólnie szukać kolorów i czułości, bliskości. Ta epidemia uczy nas powrotu do podstaw, i to jest fajne! O tym mówię na warsztatach. Możemy rozmawiać o dziesiątkach technik seksualnych, i super, ale musimy mieć podstawę związku: zaufanie, dobrą komunikację, szacunek, bliskość, czułość. Jak tego nie ma, żadne najbardziej wyrafinowane techniki seksualne nie pomogą.

O osamotnieniu, oddaleniu od partnera pisze na forach internetowych wiele kobiet, w tym młodych mam. Czują to szczególnie teraz. Niby są non stop razem, ciągle pod jednym dachem, ale tylko się mijają, każdy stara się uciekać w swoje sprawy. Bywa też inaczej: kwarantanna spowodowała dłuższą rozłąkę, kiedy jeden z partnerów np. był za granicą, a te granice zamknięto i nie mógł wrócić do domu. I nagle się okazało, że oni za sobą nie tęsknią. 

Któraś z twoich klientek zdecydowała się teraz na rozwód?

Moje klientki wciąż walczą o swoje relacje, ale to oczywiste, bo jak ktoś przychodzi do seksuologa, to z reguły właśnie po to, żeby walczyć. Nie są więc reprezentatywną grupą. 

Reprezentatywne może być to, co powiedział szef dużej firmy produkującej prezerwatywy: "Pandemia? My w tym roku idziemy na rekord!". To by sugerowało, że globalnie epidemia zapędziła pary do łóżka!

Z prezerwatywami było tak, że pojawił się moment paniki, że może ich zabraknąć w sklepach i prawdopodobnie panowie postanowili się zabezpieczyć. "The Guardian" pisał wiosną o dużym spadku produkcji prezerwatyw. One są produkowane głównie w Azji - Malezji, Chinach - i ze względu na zamykanie fabryk było ryzyko, że będą braki w magazynach. Poza tym mogły wystąpić problemy z transportem, zamknięto przecież granice. Problem braku prezerwatyw nie dotknąłby tak bardzo krajów rozwiniętych. Było duże ryzyko, że one nie dotrą do uboższych regionów, gdzie organizacje pomocowe je rozdają jako profilaktykę HIV/AIDS. Na szczęście tak się nie stało.

Ale wracając do zapobiegliwych mężczyzn, to w Wielkiej Brytanii po wprowadzeniu lockdownu internetowe sieci sprzedające leki donosiły, że zaczyna im brakować tych na erekcję oraz pigułek po stosunku. Tamtejsi farmaceuci apelowali nawet, by nie kupować viagry na zapas! Problemy z erekcją to domena panów po czterdziestce, a ci żyją najczęściej w stałych związkach i potrzebują tych leków, by współżyć ze swoimi stałymi partnerkami, a więc można by domniemywać, że w stałych związkach podczas pandemii seks mógł być częściej uprawiany. Przynajmniej wśród Brytyjczyków (śmiech). 

Z prezerwatywami było tak, że pojawił się moment paniki, że może ich zabraknąć w sklepach i prawdopodobnie panowie postanowili się zabezpieczyć (fot. Shutterstock)

A jak podczas epidemii ma się rynek porno? Domyślam się, że w tej branży zyski też mogły poszybować w górę.

Pod koniec marca Pornhub zanotował wzrost ruchu o jedną czwartą. Tuż po tym, jak ten popularny serwis udostępnił część materiałów za darmo. Powiedzieli ludziom: siedźcie w domu, oglądajcie filmiki, ale nie wychodźcie i nie umawiajcie się z nieznajomymi na one night standy. Dla singli właśnie seks on-line, obok masturbacji, jest najbezpieczniejszą formą uprawiania seksu. 

Nareszcie single! Tyle było o przytulaniu, bliskości, czułości, a przecież masa osób została całkiem sama i odczuwa tę samotność mocniej niż dotąd.

Kiedy wybuchła epidemia, nowojorski departament zdrowia wystosował zalecenia, że warto sięgać po formy seksualnej rozrywki on-line oraz po niestandardowe rozwiązania, dzięki którym ludzie mogą uprawiać seks, jednocześnie pozostając oddalonymi od siebie. 

Brzmi kosmicznie.

(śmiech) Tak, to wzbudziło sporo wesołości wśród internautów, którzy interpretowali to jako zalecenie do korzystania z glory hole - osoby stoją po dwóch stronach ścianki, w ściance jest dziura, przez którą można wystawić samego członka, druga osoba go pieści, i faktycznie - jeśli się użyje prezerwatywy, to taki stosunek jest dość bezpieczny. Pośrednio nowojorski departament takie rozwiązanie rzeczywiście zalecał. Na dziś naukowcy twierdzą, że jest małe prawdopodobieństwo przenoszenia koronawirusa drogą płciową, chociaż w nasieniu osoby chorej wykryto jego śladowe ilości. Jednoznacznej odpowiedzi, czy stosunek seksualny jest bezpieczny, czy nie, jeszcze nie ma, ale oczywiście sama czułość, bliskość, pocałunki stwarzają ryzyko.

No właśnie! To co mają zrobić single, którzy dotąd umawiali się na seks przez portale randkowe?

Seksualność singli w czasie epidemii to jest duży temat. Oficjalne zalecenia światowych organizacji są takie, że preferowaną formą jest dla tej grupy seks na odległość. Różne portale randkowe zachęcały, by się do tych zaleceń stosować. Niektóre wprowadziły nawet randki video, by można się było w ten sposób umawiać. Wiadomo, że to może się przerodzić w seksowne rozmowy czy wspólną masturbację on-line, bo to też jest forma teoretycznie bezpieczna. 

Seksualność singli w czasie epidemii to jest duży temat (fot. Shutterstock)

No właśnie - teoretycznie.

Pojawia się potężne zagrożenie: rozbieranie się przed kamerą, pokazywanie tam swojej seksualności niesie ryzyko, że ktoś to nagra, rozpowszechni. Single znaleźli się w podbramkowej sytuacji i może to jest właśnie dla niektórych osób moment, by odejść od kultury randek w wersji hook up - tylko seks nas łączy? Budowanie napięcia, poznawanie się, flirtowanie przez Internet, które z czasem dopiero prowadzi do spotkania i gorącego seksu, dla wielu osób może być czymś całkiem nowym! Część młodych singli uznaje za normę, że seks się pojawia szybko i jest użytkowy. Spotykam się z nieznajomym, wypiję drinka albo i nie, ale na pewno pójdziemy do łóżka. A koronawirus nas zatrzymał i powiedział: "Halo! Najpierw się trochę poznajcie!". Dla pokolenia millenialsów i młodszych to może być spora nowość!

Może taki będzie efekt tej pandemii?

W stałych parach powrót do bliskości, czułości, a w przypadku singli - do randkowania, romantyzmu? Można się pokusić też o taką tezę. 

Anka Grzywacz. Seksuolożka i certyfikowana Sex Coach. Pomaga parom pielęgnować miłość i pożądanie w związku. Przez trzy lata prowadziła w Radio TOK FM audycję "Dobry seks". Obecnie mieszka w Szwajcarii. Można ją znaleźć na ankagrzywacz.pl .

Anna Kalita. Absolwentka politologii na Uniwersytecie Wrocławskim, dziennikarka. Współpracowała m.in z Gazetą Wyborczą Wrocław, Dziennikiem Polska Europa Świat i Dziennikiem Gazetą Prawną oraz UWAGĄ! TVN. W 2016 roku nominowana do Grand Press w kategorii dziennikarstwo śledcze za materiał "Tu nie ma sprawiedliwości" o krzywdzie chorych na Alzheimera podopiecznych domu opieki.