Jak to było z "darem" Związku Radzieckiego dla Polski w postaci Pałacu Kultury i Nauki?
Pałac miał kilka początków. Za pierwszy można uznać rok 1945, kiedy to strona radziecka zadeklarowała, że "rząd sowiecki bierze na siebie część wydatków związanych z odbudową stolicy". Biuro Odbudowy Stolicy odpowiedziało na tę propozycję we wrześniu 1945 roku, wysyłając kilka projektów. Były wśród nich: budowa pierwszej linii metra, osiedle mieszkaniowe, zespół budynków administracyjnych oraz kampus uniwersytecki. Po przesłaniu tych priorytetowych obszarów nic się jednak nie wydarzyło.
Minęło kilka lat i dopiero podczas oficjalnej wizyty w 1951 roku minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow zapytał naczelnego architekta Warszawy Józefa Sigalina: "A jak byście widzieli w Warszawie taki wieżowiec jak u nas?". Sigalin wiedział, że takie pytanie padnie, że należy je traktować jako retoryczne. Odpowiedź mogła być jedna: "No cóż, owszem". Tak się zaczęło.
Choć Pałac Kultury i Nauki powstał jako dar ZSRR z wyraźnym ideologicznym przesłaniem, sama idea postawienia monumentalnego wieżowca w centrum Warszawy pojawiła się już wcześniej – w polskich głowach i projektach.
Wystawa "Warszawa przyszłości" z 1936 roku pokazuje, że Polacy również marzyli o nowoczesnej, dynamicznej stolicy, choć w duchu bardziej zachodnim niż radzieckim. To wtedy prezydent Stefan Starzyński oglądał projekt, na którym widniał budynek łudząco podobny do PKiN. Była to zaprojektowana przez Juliusza Nagórskiego Wieża Niepodległości – wieżowiec w stylu art déco, wysoki na 200 m i zwieńczony nadajnikiem radiowym.
Skoro mówimy o wysokości Pałacu – PKiN nie mógł być wyższy niż jego odpowiednik w Moskwie.
Tak, początkowo Pałac miał być sporo niższy. Testy wysokościowe przeprowadzono z udziałem radzieckiego samolotu. Polscy i radzieccy architekci znajdowali się na prawym brzegu Wisły i utrzymywali kontakt radiowy z pilotem. Samolot stopniowo wznosił się nad osią konstrukcji i wydawało się, że wysokością graniczną będzie 120 m, ale polscy architekci cały czas krzyczeli: "Wyżej!", aż do 230 m. Tu już trzeba było się zatrzymać, bo Uniwersytet Moskiewski miał wysokość 240 m. W roku 1994 dodano do iglicy wspornik antenowy, co spowodowało zmianę wysokości PKiN na 237 m.
PKiN budowano zgodnie z mottem przyświecającym architekturze socrealistycznej: socjalistyczna w treści, narodowa w formie. Jaką rolę odegrał w tym procesie Lew Rudniew, a jaką polscy projektanci i architekci?
Lew Rudniew był architektem wykształconym jeszcze przed rewolucją, z doskonałym warsztatem. Sporo czasu spędził w USA, gdzie zafascynowały go drapacze chmur, szczególnie Manhattan Municipal Building. I rzeczywiście w Pałacu Kultury widać inspirację tym budynkiem. Rudniew poznał w Stanach zasady konstrukcji wieżowców i w kolejnych latach korzystał z nabytej wiedzy; oparł na niej np. system wentylacyjny w Pałacu, który działa do dziś. Natomiast mało kto zdaje sobie sprawę, jak dużo w Pałacu jest polskich elementów, bo jego architektura ściśle realizuje motto "socjalistyczna w treści, narodowa w formie".
Rudniew z zespołem przed rozpoczęciem prac zwiedził kilkanaście polskich miast. Po powrocie z tej podróży architekci radzieccy mówili, że w ich pokojach "uże wsie Polsza" – ponieważ całe ściany były oblepione fotografiami z podróży po Polsce.
Stąd efekty…
Tak, stąd w Pałacu mamy połączenie stylu socrealistycznego z polską "architekturą narodową" i nowojorskim art déco. Kasetony występujące na klatkach schodowych czy w Sali Trojka to efekt inspiracji architekturą Wawelu. Renesansowa attyka krakowskich czy zamojskich sukiennic jest widoczna nad dachami części niskiej Pałacu, a w Sali Kongresowej, patrząc od strony ulicy Emilii Plater, można zobaczyć krakowski Barbakan. Ratusza z Chełmna można dopatrzyć się w części wieżowej Pałacu, a dekoracyjne attyki i zdobienia fasad kamienic w Kazimierzu Dolnym i Lublinie stały się inspiracją do ornamentyki elewacji bocznych i wnętrz.
Trzeba też pamiętać, że Pałac to nie była – jak byśmy dziś powiedzieli – biała deweloperka, ale budynek oddany pod klucz, z każdą klamką, fotelem, spluwaczką, popielniczką czy porcelaną spełniającymi wymagane kryteria stylu. Oczywiście można wytknąć Pałacowi obłęd pomieszania stylów, ale nie można mu odmówić pięknej rzemieślniczej, artystycznej roboty.
Rozmawiamy w pani gabinecie, wyposażonym w oryginalne meble. Siedzimy w fotelach z wiewiórkami…
Należą do serii foteli z motywami zwierzęcymi. Są też w Pałacu meble skrywające w poręczach delfiny lub ryby. Większość mebli została zaprojektowana przez polskich twórców. Artystyczna stolarka to mocna strona PKiN: wbudowane szafy w gabinetach i bibliotekach, rzeźbione drewniane skrzydła drzwiowe z intarsjami i stylizowanymi detalami czy kasetonami, meble sal reprezentacyjnych, sufity i boazerie, w niektórych mniejszych salach balustrady schodów i antresoli wykonane z rzeźbionego drewna i naturalnie wspaniałe parkiety. Mamy w PKiN nawet własną stolarnię z wyjątkowymi pracownikami, którzy spędzili w Pałacu Kultury swoje całe zawodowe życie, bo wszystko to wymaga szczególnej dbałości.
Zupełnie wyjątkowe są też szklane żyrandole, które powstawały m.in. w hucie w Szklarskiej Porębie, czy żyrandole z porcelany z polskiej pracowni Heleny i Lecha Grześkiewiczów. Zachwycają też żyrandole w kształcie bukietów w Sali Rudniewa, będące dziełem zespołu polskich projektantów Haliny Jastrzębowskiej, Wandy Zawidzkiej-Manteuffel i Henryka Gaczyńskiego. Rzemiosło wysokiej klasy to też stiuki we wnętrzach pałacowych, marmury w salach Ratuszowej i Marmurowej.
Jednym z głównych, często przywoływanych zarzutów wobec Pałacu jest to, że został siłą wtłoczony w tkankę miejską, że wyburzono kamienice zniszczone w czasie wojny, ale nadające się do odbudowy. Tylko to nie do końca prawda…
To nie tylko budowa PKiN wpłynęła na decyzję o nieodbudowywaniu kamienic w tym rejonie. Pomysł "wyczyszczenia" centrum Warszawy z gęstej zabudowy kamienicznej – czyli usunięcia starej, często zniszczonej lub ciasnej tkanki miejskiej – i stworzenia tam otwartej przestrzeni dla monumentalnych założeń urbanistycznych pojawiał się zarówno przed wojną, jak i w czasie II wojny światowej wśród polskich architektów. Istniał plan regulacyjny Warszawy z 1931 roku, potem był pomysł stworzenia tzw. dzielnicy reprezentacyjnej. Łączyły je koncepcje wyburzenia starych kamienic i stworzenia nowych osi komunikacyjnych. Oczywiście finalnie to właśnie decyzja o budowie Pałacu spowodowała dalsze zmiany w centrum, ale te koncepcje funkcjonowały wcześniej. A ogromne powojenne zniszczenia przyspieszyły realizację tych planów, tym razem jednak pod sztandarem socrealizmu.
Kto pracował przy budowie PKiN?
Zatrudniono blisko 5 tys. radzieckich robotników i 4 tys. robotników polskich. Budowniczowie radzieccy zamieszkali na osiedlu Przyjaźń na warszawskich Jelonkach. Było całkowicie samowystarczalne: miało sklepy, stołówkę, przedszkole i żłobek, kino, bibliotekę, a nawet szpital i szkołę wieczorową. Pamiętajmy, że choć Pałac miał być "darem", to nasz wkład finansowy i ludzki w jego budowę również był ogromny. Rozwiązania techniczne adaptowano ze Związku Radzieckiego, dlatego sprowadzono ludzi stamtąd. Często podkreśla się, że podczas budowy PKiN zginęło kilkanaście osób. Niestety, to były inne czasy, zabezpieczenia były właściwie prowizoryczne. Do tego część z tych ofiar nie zginęła na placu budowy. Zdarzyło się np. utonięcie.
Gdyby miała pani zobrazować wielkość Pałacu liczbami, to jakie by one były?
Przede wszystkim 46 kondygnacji Pałacu, w tym dwie podziemne. Ciekawostką jest fakt, że wśród nich nie ma piętra trzeciego i 13.–12. piętro jest wyższe, dwupoziomowe. Do wybudowania PKiN użyto 40 mln cegieł. Wpierw była to cegła dziurawka z ZSRR, a potem wykonywana przez polskich rzemieślników. Płyty do obłożenia elewacji pochodzą z fabryki na Uralu. Od razu dodam, że Pałac nigdy nie był czysto biały, jak się czasem próbuje przekonywać. Wczesne zdjęcia czarno-białe są dość mocno prześwietlone; był on naturalnie jaśniejszy niż obecnie, ale nie śnieżnobiały. Regularnie otrzymujemy pytania od mieszkańców Warszawy, kiedy "umyjemy" Pałac. Myślę, że w ciągu najbliższych lat miasto podejmie decyzję o takim zadaniu, choć pamiętajmy, że to są ogromne koszty.
À propos liczb, to dodajmy jeszcze zegar milenijny, który od 2000 roku znajduje się na PKiN. Każda z jego czterech tarcz ma średnicę 6,3 m, a waży – wraz ze wskazówkami – 450 kg. Długość wskazówki godzinowej wynosi 2,7 m, a minutowej 3,54 m. Kiedy zegar montowano, był najwyżej na świecie umieszczonym zegarem wieżowym. Taras wokół pałacowej wieży jest jedynym w Polsce dostępnym publicznie tarasem widokowym na tej wysokości, tj. 114 m. Znajduje się na 30. piętrze PKiN, a wjazd windą zajmuje zaledwie 19 s.
Osobny rozdział to Sala Kongresowa, choć stanowi integralną część PKiN. Jest największą z sal i od lat nieczynną.
To jest już drugi remont. Po raz pierwszy sala została zamknięta, ponieważ nie spełniała norm przeciwpożarowych. Z pierwszym remontowym podejściem było mnóstwo perturbacji, ale od końca 2023 roku trwa obecna modernizacja. Głównym powodem remontu była konieczność wykonania współczesnych zabezpieczeń przeciwpożarowych oraz dostosowanie jej do potrzeb osób z niepełnosprawnościami.
To jest ogromne wyzwanie, bo jest to, po pierwsze, zamknięta sala, która ma swoją strukturę. Po drugie, znajduje się pod opieką konserwatora zabytków, bez którego decyzji niczego tam zrobić nie można. W zamkniętym, wybudowanym w latach 50. zabytkowym wnętrzu trzeba było zaprojektować cały system ochrony przeciwpożarowej dla ponad 2 tys. widzów, zaplanować dodatkowych ponad sto toalet, pociągnąć rury kanalizacyjne i inne media. To może mało romantyczne aspekty tej inwestycji, bo w kontekście Sali Kongresowej wolimy mówić o historycznym koncercie Rolling Stonesów, a ja tu o przekroju rur kanalizacyjnych…
Salę trzeba dostosować do wymagań współczesnego widza?
Tak, bo oczekuje on zupełnie innego komfortu. Mamy w Polsce kilka powstałych w ostatnich latach ultranowoczesnych sal koncertowych. A Sala Kongresowa nigdy nie miała być salą koncertową – jak sama nazwa wskazuje. Z białym wykończeniem widowni, małą sceną i brakiem garderób była przeznaczona na partyjne obrady. Historia sprawiła, że stała się salą widowiskową. Teraz trzeba ją zbliżyć do oczekiwań współczesnego widza – oczekiwań dotyczących akustyki, odbioru wydarzeń przez multimedia czy zwyczajnego komfortu siedzenia, jednocześnie zachowując jej styl.
Przy remoncie o takiej skali budynku z lat 50. nieuniknione są niespodzianki. Podczas wykonywania robót ujawniliśmy materiały zawierające azbest w ilościach znacznie przekraczających zakładaną na etapie projektowania wielkość. Ponieważ usuwanie azbestu z budynków podczas prowadzenia prac remontowych jest wymagane przez prawo, a jednocześnie wstrzymuje inne prace, nie pozostanie to bez wpływu na termin realizacji inwestycji. Trzeba pamiętać, że zadanie "remont Sali Kongresowej" obejmuje sześć kondygnacji. To remont zaplecza konferencyjnego, kuluarów, gastronomii oraz sal konferencyjnych i saloników, m.in. dwóch sal konferencyjnych i dwunastu saloników.
U podstaw architektury PKiN leżał funkcjonalizm…
I nadal jest to jeden z bardziej funkcjonalnych budynków. Możemy podziwiać geniusz projektantów w latach 50. oraz świetnie przygotowaną przez stronę polską listę oczekiwanych funkcji i potrzeb, m.in. sal konferencyjnych, teatrów, instytucji naukowych, bibliotek, pomieszczeń edukacyjnych.
Dziś, kiedy centrum handlowe po 20 latach istnienia po prostu się burzy, żeby wybudować np. osiedle, Pałac Kultury jest fenomenem. Zaprojektowany ponad 70 lat temu cały czas – w większości – pełni funkcje, dla których został zbudowany. Tam, gdzie miał być teatr, jest teatr, gdzie sale wykładowe, tam odbywają się wykłady. W 3288 pomieszczeniach Pałacu Kultury mamy trzy teatry miejskie: Studio, Dramatyczny, Lalka, i jeden prywatny – 6. Piętro. Jest Narodowe Muzeum Techniki, Muzeum Ewolucji, siedziba PAN, Uniwersytet Civitas, Pałac Młodzieży czy Kinoteka.
Paradoksem jest, że gdy ten socrealistyczny budynek otwarto 22 lipca 1955 roku, socrealizm był już w odwrocie. Lubi pani PKiN?
Tak! Bardzo! Jest fascynującym budynkiem, a Warszawa nie byłaby tym samym miastem bez niego. Według różnych badań niezmiennie należy do trójki najważniejszych obiektów turystycznych w stolicy.
To skąd tyle głosów krytycznych po wpisaniu go w 2007 roku na listę zabytków?
Bo to jednak jest młody zabytek o trudnej urodzie. (śmiech) Budynek, za którym ciągnie się zła sława socrealizmu, wmuszony w Warszawę, nieważne, czy ładny, czy brzydki, ale kojarzony jako niechciany prezent od Stalina. Moim zdaniem jednym z głównych powodów pierwotnej niechęci do Pałacu był czas budowy. Szacuje się, że 84 proc. zabudowy lewobrzeżnej Warszawy było w 1945 roku zniszczone, Śródmieście w ponad 90 proc., tak samo Starówka. Ówczesne władze rozważały nawet czasowe przeniesienie stolicy w inne miejsce. Patrzenie na miasto w gruzach to rozpacz i bezradność, ale też jakaś niewiarygodna determinacja warszawian, którzy wracali tłumnie do nieistniejącej stolicy, aby tu mieszkać i ją odbudować. Tymczasem zaledwie sześć lat później rozpoczyna się budowa PKiN, gdy nadal 30–40 proc. powierzchni lewobrzeżnej Warszawy jest niezabudowane lub prowizorycznie zagospodarowane. Jak o tym myślę, to w tamtych czasach chyba nienawidziłabym Pałacu… Zamiast budować domy, szpitale, szkoły, po prostu miasto do życia, dostaliśmy "stalinowski barok w środku ruiny miasta".
Ale czas płynie, rodzą się nowe pokolenia, nieobarczone historycznymi skojarzeniami. Wpisanie Pałacu Kultury do rejestru zabytków, wyciszyło dużą część dyskusji. Dorośli warszawianie pamiętają raczej, że chodzili na zajęcia do Pałacu Młodzieży a teraz przyprowadzają tu swoje dzieci. Pałac stał się symbolem indywidualności i siły wizerunku, a za sprawą budowy Nowego Centrum Warszawy, przeżywa drugą młodość jako #SerceMiasta. Pałac był, jest i będzie nie tylko symbolem Warszawy, ale jej żywym organizmem – otwartym, aktywnym, reagującym na potrzeby mieszkańców.
Lidia Raś. Dziennikarka, redaktorka. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedyś m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, obecnie w Weekend.gazeta.pl.