Sztuka i design 
Replika mieszkania z czasów PRL (Jastrzębie-Zdrój, Galeria Historii Miasta) - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Dominik Gajda/Agencja Wyborcza.pl)
Replika mieszkania z czasów PRL (Jastrzębie-Zdrój, Galeria Historii Miasta) - zdjęcie ilustracyjne (Fot. Dominik Gajda/Agencja Wyborcza.pl)

Zaczęło się od tego, że miał Violettę. – Z czym stała Violetta? Zazwyczaj z Agą. Zdecydowałem więc, że chcę mieć Agę – mówi Konrad Kolasa.

Violetta – niewysoka, na cienkich nóżkach, wykonana z drewna komoda. Projektant nieznany. Aga – tapicerowane, na solidnych drewnianych nogach przechodzących w obramowanie krzesło. Jego autorem jest Józef Chierowski. Znane też pod nazwą VAR, to jeden z popularniejszych modeli w PRL-u. O tym, że dobrze razem wyglądają, Konrad dowiedział się z katalogów wystawowych z dawnych lat.

Gdy cztery lata temu wprowadzał się do pustych ścian swojego mieszkania prosto od dewelopera, postanowił dodać mu nieco charakteru. Zaczął analizować zestawienia, czytać o projektantach, szperać. Urodził się w 1994 roku. Choć nie żył w PRL-u, w dzieciństwie był otoczony przedmiotami z poprzedniego ustroju. W domu jego dziadków w Lęborku było mnóstwo mebli z lat 60.

Na początku położył drewniany parkiet.

– Chciałem stworzyć wystrój pomiędzy mid-century modern a PRL – mówi.

Na grupach 'Uwaga! Śmieciarka jedzie!' co ciekawsze przedmioty znikają w kilka minut. Po lewej: krzesło już w trakcie renowacji (Fot. Konrad Kolasa)

Mid-century modern po polsku

Mid-century, czyli połowa wieku. Wystrój wnętrz z lat 50. XX wieku od kilku lat robi furorę na całym świecie. Chodzi o autentyczne przedmioty z tamtych lat, choć o tym, jak bardzo popularny stał się ten styl, świadczy wygląd mebli, które możemy kupić współcześnie w sklepach, w tym w popularnych sieciówkach. Estetyka mid-century modern polegała na minimalizmie, geometrycznych liniach projektów i braku dekoracyjnych wykończeń. Ważna była też ergonomia, a więc zgranie wyglądu przedmiotu z jego przeznaczeniem i wygodą użytkowania. Styl wywodzi się z amerykańskiego ruchu artystycznego z lat 1945–1969, który oprócz projektowania wnętrz obejmował architekturę i grafikę. Jego korzenie sięgają europejskiego modernizmu, m.in. niemieckiego Bauhausu. Wystrój wnętrz w tym duchu przełamywany swojskim PRL-em to kierunek, który wybrał właśnie Konrad.

– Zadałem sobie pytanie, czy krzesła i stół chcę mieć z popularnej szwedzkiej sieciówki, czy będę szukać czegoś z duszą. Zaczęło się od tego, że kupiłem dwie komody od kobiety zajmującej się renowacją staroci. Zajmowała się tym kompleksowo, od zdjęcia lakieru na wysoki połysk po odnowienie forniru [płatów litego drewna naklejanych na płytę wiórową lub sklejkę, co daje tańszemu materiałowi szlachetny wygląd – przyp. red.] i pokrycie drewna olejem – mówi Konrad.

Zawsze lubił majsterkować, więc następne meble odnowił sam.

W salonie ma kilka modeli krzeseł, bo nie mógł zdecydować się na jeden. Wszystkie pod spodem mają oryginalne kartki z informacją o nazwie modelu i zakładu, który mebel wyprodukował. Jeden z nich mieścił się w jego rodzinnym Lęborku.

– Pamiętam, że krzesła Lębork stały w moim rodzinnym domu. Przy remoncie wróciły do dziadków, skąd wzięli je rodzice. Tam otrzymały pokrowce i nadal trochę służyły. W końcu dziadek wyniósł je do piwnicy. Przypomniałem sobie o tym i udało mi się dwie sztuki odzyskać – opowiada Konrad.

Zaznacza: krzesła, nie fotel. Fotel Lębork to biały kruk. Egzemplarzy drewniano-tapicerowanego mebla na czarnych nogach i o rzadko spotykanej, pikowanej tapicerce opartej o podstawę z jasnego drewna bukowego wyprodukowano w testowej liczbie kilku sztuk. Każdy okaz, który znajdzie się na rynku, jest na wagę złota. Autorstwo mebla stworzonego przez Lęborskie Zakłady Przemysłu Terenowego nie jest określone, choć przypisuje się je m.in. Wacławowi Lejkowskiemu. W podobny sposób połączył kontrastujące ze sobą kolory drewna w fotelu "leniwiec".

Konrad swoje umiejętności renowacji szlifował na bardziej pospolitych egzemplarzach. Pierwszym krzesłem, które obszył samodzielnie, było tzw. serduszko. Maszynę też zdobył z wystawki, z lokalnej grupy "Uwaga! Śmieciarka jedzie!".

- Zadałem sobie pytanie, czy krzesła i stół chcę mieć z popularnej szwedzkiej sieciówki, czy będę szukać czegoś z duszą - opowiada Konrad Kolasa (Fot. Konrad Kolasa) , Konrad w salonie ma kilka modeli krzeseł, bo nie mógł zdecydować się na jeden (Fot. Konrad Kolasa) , U Konrada zaczęło się od kupna dwóch komód do renowacji (Fot. Konrad Kolasa)

366 – rarytas z masowej produkcji

Jeśli chodzi o słynne fotele, Konrad może poszczycić się tym najbardziej znanym – modelem 366 projektu Chierowskiego [tego samego, który stworzył krzesło Aga – przyp. red.]. Znalazł go na wystawce u kolegi. Miał szczęście – to było kilka lat temu, gdy fascynacji meblami z PRL-u nie dzieliło jeszcze tyle osób. Dziś używanego modelu 366 nie kupi się taniej niż za 300–400 zł. Cena tych odnowionych sięga od 1500 do nawet 5000 zł. Czemu tak drogo?

Powodów jest kilka. Między innymi jasno przypisane autorstwo, co w epoce komunizmu i masowej produkcji w spółdzielniach meblarskich nie zawsze było oczywiste. Był rok 1962, trwał boom mieszkaniowy, a polskie meblarstwo stało pod ścianą – właśnie spłonął jeden z największych zakładów w Polsce, Dolnośląska Fabryka Mebli w Świebodzicach. Projekt młodego absolwenta architektury wnętrz z Wrocławia stał się przebojem. Szacuje się, że w latach 60. wykonano 500 tys. egzemplarzy słynnego fotela. Szeroką falą trafił do domów, biur i klubokawiarni w całej Polsce.

Powstało wiele modeli przypominających 366. Różnią się detalami. Żeby odróżnić oryginał od imitacji, Konrad znowu sięgnął do kolekcji starych zeszytów ze zdjęciami mebli.

– Były dwie wersje Chierowskiego: pierwsza – z zaokrąglonymi podłokietnikami, później zaczęto robić je z nieco bardziej kanciastymi zakończeniami. Warto też zwrócić uwagę na kąt nachylenia siedziska – tłumaczy kolekcjoner.

Swoje znalezisko odnowił zgodnie ze sztuką. Krok po kroku, tak jak tworzono go sześćdziesiąt lat temu.

– Stolarka została bez dodatkowych modyfikacji, tapicerka jest w oryginale. Nie wymieniłem wtedy pasów, czyli wnętrzności, i to był błąd. To jest do zrobienia – mówi.

Konrad stara się zostawiać tyle oryginalnych elementów, ile się da. Jeśli materiał wymaga wymiany, nie kupuje pierwszego lepszego, tylko boucle – szlachetny rodzaj wełny, który był używany do tapicerowania kiedyś.

Prawdziwe poświęcenie

Trudno o skojarzenie pasji zbierania starych mebli z życiem na krawędzi, ale w przypadku Konrada tak właśnie było. Konkretnie wtedy, gdy jego partnerka czekała w szpitalu na zaplanowany poród przez cesarskie cięcie. Zadzwonili do niego, że ma szansę pobyć z nią w ostatnich chwilach przed operacją.

Jeśli chodzi o słynne fotele, Konrad może poszczycić się tym najbardziej znanym - modelem 366 projektu Chierowskiego. Tu w wersji przed renowacją (Fot. Konrad Kolasa) , Estetyka mid-century modern polegała na minimalizmie, geometrycznych liniach projektów i braku dekoracyjnych wykończeń (Fot. Konrad Kolasa)

– Otrzymałem telefon w drodze na śmietnik na Starym Mieście, gdzie chciałem zgarnąć dwa "bumerangi" [krzesła – przyp. red.]. Miałem wybór: albo jechać od razu do szpitala, albo spróbować je zdobyć, licząc na to, że nadal tam są. Myślę sobie: no nic, jestem już w połowie drogi, ze śmietnika do szpitala nie mam daleko, więc podskoczę. Ostatecznie pojechałem do szpitala z dwoma krzesłami w bagażniku. Zdążyłem, syn się urodził, a ja miałem dwa okazy do roboty. Zanim wrócili do domu, były gotowe – opowiada.

Krzesła odnawia na balkonie lub na działce.

– Problemem nie jest zrobienie tego, tylko zorganizowanie odpowiednich warunków i wygospodarowanie czasu. Nie może być za ciepło, nie może być za zimno. Jak jest za wilgotno, to lakier nie wyschnie – tłumaczy.

Raz sam został projektantem. Znaleziony na śmietniku wybrakowany regał przerobił na mebel ze swoich marzeń. Chciał połączyć metaloplastykę z płytą wiórową w fornirze. – Za każdym razem, jak na niego patrzę, to jestem dumny, że to się udało – mówi.

Wszystkiego nauczył się sam – z filmików na YouTube i książek. Analizował projekty renowacji mebli od komody po fotele i na tej podstawie robił to sam. Z książki Aleksandra Kądziela "Tapiceruj!" dowiedział się, że są różne rodzaje wiązań i sprężyn wewnątrz foteli i to one warunkują, jak powinna przebiegać renowacja. Obejrzał kilka razy tapicerowanie Chierowskiego i przeszedł do rzeczy ze swoim modelem.

Nie mamy się czego wstydzić

Zdaniem Konrada PRL-owska szkoła projektowania może śmiało konkurować z popularnym na całym świecie duńskim dizajnem z tego samego okresu.

– Na pewno nie mamy się czego wstydzić. Problemem jest jednak to, że PRL-owski dizajn to była masowa produkcja, przez co wielu autorów pozostało nieznanych. Ale pomimo trudnych warunków, w których tworzyli, jest kilka polskich projektów, które dla mnie są nieporównywalnie lepsze od tego, co było w tym samym czasie tworzone w Skandynawii – mówi.

Kolasa odnawianie mebli traktuje jak odskocznię od pracy. Założył konto na Instagramie, nie po to, żeby zarabiać, ale inspirować innych. Wielu renowatorów mebli z PRL-u przekuło jednak pasję w działalność komercyjną. Wystawiają swoje prace na portalach aukcyjnych. Ceny idą w tysiące.

Konrad wszystkiego nauczył się sam. Pomocna okazała się m.in. książka Aleksandry Kądzieli 'Tapiceruj!' (Fot. Konrad Kolasa) , Zdaniem Konrada PRL-owska szkoła projektowania może śmiało konkurować z popularnym na całym świecie duńskim dizajnem z tego samego okresu (Fot. Konrad Kolasa)

– Ludzie czasem myślą: mam fotel, który chciałem wyrzucić na śmietnik, ale okazało się, że jest wart miliony. U tapicera zapłaci 300 zł i wystawi po horrendalnej cenie. To jest dla mnie przesada. One nie są tyle warte. Co innego fotel Lębork, którego prawie nie ma. Ale inne? To była masowa produkcja – przekonuje Konrad Kolasa. – Jeśli jednak podejdziemy do renowacji tak, jak trzeba, koszty rosną. Powinniśmy osobno zawieźć fotel do stolarza, osobno do tapicera. Wybrać odpowiednie wnętrzności. Pianki ostatnio bardzo podrożały. Ceny materiałów do tapicerowania są od 20 do 200 zł za metr. Ja idę w tę górną granicę. Do tego trzeba doliczyć czas – wymienia.

PRL po swojemu

O tym, że dobrze odnowione meble muszą mieć swoją cenę, mówi Barbara Sowa, zawodowo dziennikarka, a po godzinach jedna trzecia grupy Majsterki.

– Opalarka do zdejmowania wysokiego połysku to około 100 zł. Drugim sposobem jest żel do usuwania starych powłok – kilkadziesiąt złotych. Do tego szpachelka, najlepiej cyklina, papier ścierny w różnych gradacjach – wymienia materiały do renowacji własnym sumptem. – Na koniec trzeba jeszcze zainwestować w preparaty do wykończenia: olej, wosk albo lakier. Jak policzyć to wszystko razem, to wyjdzie co najmniej kilkaset złotych. Do tego trzeba dodać kilkanaście godzin porządnej roboty. Nie da się odnowić mebla za bezcen. Dlatego na różnych aukcjach te ceny mają uzasadnienie – przekonuje Sowa.

Razem z Sylwią Czubkowską i Alicją Rzeczkowską była jedną z pierwszych osób popularyzujących modę na meble z lat 60. i 70. Około 2012 roku dziewczyny zaczęły dzielić się w internecie swoimi sposobami na meble DIY [ang. do it yourself – zrób to sam, czyli wykonywanie lub naprawa przedmiotów metodą majsterkowania, od początku do końca samodzielnie – przyp. red.]. W pewnym momencie trafiły do studium renowacji mebli u Anety Bukowskiej, która zajmuje się tym od końca lat 90.

Sylwia Czubkowska, Barbara Sowa i Alicja Rzeczkowska, czyli członkinie grupy Majsterki (Fot. Zdjęcia pochodzą z bloga majsterki.pl i książki: 'Majsterki. 30 projektów dla każdego')

– Wtedy meble PRL-owskie jeszcze nie były tak modne, może ze dwie osoby na te zajęcia przyniosły coś z PRL-u – mówi Sowa. – Głównym problemem z ich renowacją było zdjęcie tzw. wysokiego połysku, którym grubo pokrywano drewniane części – wspomina.

Pierwszym meblem, jaki odnowiła, był drewniany stolik radiowo-telewizyjny z lat 60. poprzeplatany charakterystycznymi żyłkami z igelitu. Po latach widzi, co mogłaby w nim zrobić lepiej. – Uparłam się, że użyję tam politury, którą wykańczało się typowe antyki. Nie wiedziałam, że nie sprawdzi się na blacie, na którym stanie kwiatek albo mokra szklanka, która zostawi plamy. Poza tym umówmy się, PRL to nie są antyki – mówi.

Podkreśla, że renowacji trzeba się nauczyć, a debiutanci zawsze popełniają błędy. Nie chodzi o to, żeby od początku robić wszystko idealnie. To, co przynosi satysfakcję, to wykonana od początku do końca samodzielna praca.

Pytam Barbarę o podejście do drewna. Czy olejowanie, które nadaje modny matowy wygląd powierzchni, to jedyne słuszne podejście?

– PRL to głównie fornir, płyta wiórowa pokryta cienką warstwą szlachetniejszego drewna, które ma piękne usłojenie. Olejowanie dobrze to usłojenie podbija. To wygląda estetyczniej, mebel jest retro, ale widocznie odświeżony. Ale olejowanie trzeba co jakiś czas ponawiać. To wymaga czasu. Dlatego ja w ostatnim czasie, jeśli stary lakier jest w dobrym stanie, to po prostu go zostawiam. On gwarantuje niebywałą trwałość. Przecież dlatego te meble przetrwały tyle lat na strychach czy później w wiatach śmietnikowych w różnych warunkach pogodowych! – mówi Barbara.

Kiedy tak naprawdę zaczęła się moda na meble z PRL-u? Trudno określić jedną datę. Na zdjęciu biurko przed metamorfozą (Fot. Zdjęcia pochodzą z bloga majsterki.pl i książki: 'Majsterki. 30 projektów dla każdego') , Biurko w zupełnie innym wydaniu - już po metamorfozie (Fot. Zdjęcia pochodzą z bloga majsterki.pl i książki: 'Majsterki. 30 projektów dla każdego')

Na profilu Majsterek w mediach społecznościowych można zobaczyć komody ozdobione wyrazistym różem i nowoczesnym printem w rośliny albo krzesło z geometrycznymi akcentami namalowanymi żółtą farbą. Niektóre meble są w całości przemalowane na inny kolor.

– Ortodoksyjni renowatorzy raczej to skrytykują, będą skłaniać się ku temu, żeby drewna nie zasłaniać i jak najbardziej odwzorować pierwowzór – przyznaje.

– Ogranicza nas wyobraźnia, ale też stan mebla – dodaje.

Przywołuje stół-ławę "jamnik", inny PRL-owski mebel, który trafił w jej ręce na początku jej drogi z odnawianiem. Nogi miał z litego drewna bukowego, blat fornirowany. Pod nim znajdowała się ażurowa półka z czarnych metalowych belek. – W blacie było tyle ubytków, że musiałam posunąć się do jego pomalowania. I wyglądał OK! Pasuje mi do mieszkania – mówi.

– Zrobienie czegoś własnymi siłami daje olbrzymią satysfakcję. Można to wykonać według własnego projektu, tak, żeby podobało się właśnie nam, pasowało do naszego wnętrza i oddawało nasz stan ducha – przekonuje.

Z czasem Majsterki same zaczęły organizować warsztaty odnawiania mebli z PRL-u. Widziały, jak zainteresowanie tematem rosło. Jakieś 12 lat temu, gdy dopiero rodziła się ta moda, o meble było o wiele łatwiej. Często same oddawały swoim kursantom egzemplarze do przeróbki. Barbara uważa jednak, że nawet dzisiaj można dostać ciekawe okazy za bezcen.

– Trzeba przeczesywać platformy z ogłoszeniami. Czasem ktoś pozbywa się starych mebli, nawet za darmo. To nie jest tak, że wszystkie meble PRL-owskie są teraz bardzo drogie – mówi.

Zobacz wideo Doktor AGD: "Naród boi się filtrów w pralce"

Hipster retro

Kiedy tak naprawdę zaczęła się moda na meble z PRL-u? Trudno określić jedną datę. Już na początku lat 2000 otwierały się pierwsze puby i kawiarnie z wystrojem rodem z epoki Gomułki. Pomysł na knajpy takie jak warszawskie Plan B, PKP Powiśle czy Przekąski-Zakąski szybko podchwyciły inne miasta i do końca pierwszej dekady XXI wieku pub z fotelami powyciąganymi ze strychów babć można było spotkać w prawie każdym polskim mieście. Kiedy milenialsi dorośli i częściej niż wizytami w pubach zaczęli zajmować się urządzaniem własnego mieszkania, elementy PRL-owskiego dizajnu zaczęły gościć w polskich domach.

– Moje pokolenie milenialsów z sentymentem może wspominać meblościankę czy kilim wiszący na ścianie, bo to czas naszego dzieciństwa. Moja mama, gdy widzi meble z PRL-u, mówi: "Boże, co za badziew! Dajcie mi tu jakiś antyk". Na wysoki połysk nie chce patrzeć, bo żyła w czasach, gdy nie było nic innego – mówi Barbara Sowa.

Dzisiaj popularność mebli z PRL-u wśród 30- i 40-latków widać dobrze na Facebooku. Na grupach "Uwaga! Śmieciarka jedzie!" co ciekawsze przedmioty znikają w kilka minut. "Perły z odzysku – vintage PRL design" to z kolei miejsce, gdzie kolekcjonerzy chwalą się swoimi okazami i pomagają zidentyfikować pochodzenie – nie tylko mebli, ale także ceramiki. Znawcy tematu błyszczą tam wiedzą, której nie powstydziłby się profesor akademii sztuk pięknych, choć większość z nich to amatorzy.

– Meble z komunistycznych fabryk pomimo masowości to nie były pierwsze lepsze produkcyjniaki. One wychodziły spod ręki profesjonalistów, były przemyślane, zaprojektowane pod warunki ówczesnych polskich mieszkań, małych i ciasnych. Dlatego do masowej produkcji trafiały małe, zgrabne i użyteczne meble. To, że dużo ludzi ma na ich temat wiedzę, wynika z tego, że ten polski dizajn został zbadany i opisany. Na przestrzeni ostatnich lat powstało mnóstwo publikacji nie tylko o samych meblach, ale też projektantach i ich życiorysach – mówi Sowa.

Z czasem Majsterki same zaczęły organizować warsztaty odnawiania mebli z PRL-u. Widziały, jak zainteresowanie tematem rosło (Fot. Zdjęcia pochodzą z bloga majsterki.pl i książki: 'Majsterki. 30 projektów dla każdego') , Krzesło patyczak po metamorfozie (Fot. Zdjęcia pochodzą z bloga majsterki.pl i książki: 'Majsterki. 30 projektów dla każdego')

Wzrost cen mieszkań w dużych miastach spowodował, że wiele rodzin musi gnieździć się na małym metrażu tak jak ich dziadkowie. Trzy-cztery pokoje w Warszawie czy Gdańsku jest dla wielu pracujących ludzi poza zasięgiem. Czy zatem PRL-owski dizajn, jak na ironię, zagospodarowuje nie tylko nasze potrzeby sentymentalne?

– PRL-owska rzeczywistość ciasnych, ale własnych mieszkań powróciła. Dlatego te meble świetnie się wpasowują w nasze cztery kąty – czy to te nowe, deweloperskie, czy z wtórnego rynku – mówi Sowa.

Sylwia Gutowska. Dziennikarka i reporterka freelance. Od kilku lat w tematach krążących wokół społeczeństwa i zdrowia psychicznego. Kulturoznawczyni i polonistka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu.