Sztuka i design 
Warszawa, ul. Szpitalna. Kolejka oczekujących na premierę butów Adidas Yeezy Boost 350 by Kanye West (luty 2016 r.) (Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl)
Warszawa, ul. Szpitalna. Kolejka oczekujących na premierę butów Adidas Yeezy Boost 350 by Kanye West (luty 2016 r.) (Fot. Dawid Żuchowicz/Agencja Wyborcza.pl)

Fenomen sneakersów narodził się w Stanach Zjednoczonych w latach 70. To wtedy buty, w których grali koszykarze, zaczęły być noszone poza boiskiem. I to nie tylko przez sportowców, ale i ich fanów. Szybko stały się symbolem wielu subkultur, a ich właściciele dzięki ich modyfikacjom i specjalnym zdobieniom wyrażali swoją osobowość (tę historię opisywaliśmy tutaj).

Ten wyjątkowy sukces sneakersów nie ominął też Polski, choć w przypadku naszego kraju początki mody na nie wyglądają nieco inaczej.

Sofiksy, relaksy i stomile, czyli co działo się w Polsce

– Kiedy w ostatnim czasie wrócił trend na buty Adidas Samba, Gazelle i Handball Spezial, moja mama powiedziała: "Dokładnie takie miałam kiedyś!" – opowiada Adam Zdziech, entuzjasta mody i kultury ulicznej, związany z warszawskim środowiskiem sneakersowym od 2008 roku. – W tamtych czasach, mimo że w latach 70.–90. buty firmy Adidas produkowane były m.in. w Polsce, to zazwyczaj chodziło się w tym, co można było otrzymać w prezencie albo załatwić z zagranicy – dodaje.

Zdziech podkreśla, że przed 1990 rokiem nie było jeszcze mowy o modzie sneakersowej. Podobny punkt widzenia przedstawia kurator wystawy "Sneakers Unboxed: Studio to Street powered by PRM" w Poznaniu Wojtek Onak.

W latach 70.-90. zazwyczaj chodziło się w tym, co można było otrzymać w prezencie albo załatwić z zagranicy. Na zdjęciu regał z obuwiem - widoczne są m.in. tenisówki i juniorki (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

– To były zupełnie inne czasy. Lata 80. i 90. w Polsce to śmierdzące gumą tenisówki, które nosiło się do szkoły i nie tylko, zazwyczaj biało-czarne albo biało-granatowe. Dostępność produktów zagranicznych marek była bardzo nikła, a cena oszałamiająca. Zakupienie butów Nike czy Adidas do połowy lat 90. było dla wielu osób nieosiągalne – opowiada.

Oprócz tego w Polsce brakowało wielkomiejskich ośrodków, w których mogłyby wytworzyć się podobne subkultury jak w Nowym Jorku.

– Zdecydowanie szerzej rozwijała się u nas kultura punk czy metal, w których sneakersy nie odgrywały ważnej roli – zwraca uwagę kurator wystaw.

Na rynku były jednak polskie marki obuwnicze, popularne już przed 1989 rokiem, a wśród nich sofiksy, relaksy czy stomile. Pierwszą z nich reaktywowano w 2019 roku w postaci butów typu "all court" (o wszechstronnym zastosowaniu).

– To chyba jedyny przykład na to, jak można wrócić do przeszłości w dobrym stylu – komentuje polskie relikty Adam Zdziech.

Relaksy też niedawno wróciły na rynek – dzięki marce Wojas, która wznowiła produkcję kultowych śniegowców. To właśnie w kozakach Relaks polscy himalaiści zdobywali szczyty za czasów komuny. Zakłady w Nowym Targu nie przetrwały jednak zmian ustrojowych i firma upadła na przełomie lat 80. i 90.

Trzecia marka – Stomil – pochodzi z Grudziądza. Czasy świetności Grudziądzkich Zakładów Przemysłu Gumowego "Stomil" przypadają na lata 70. Produkowano nie tylko tenisówki, ale też kalosze i pontony. W trampkach Stomilu ćwiczyło na zajęciach z WF-u wielu polskich uczniów. Fabryka upadła i została ostatecznie zamknięta w 2001 roku.

Zakupy w "szczękach" i "na koronie"

– Moje pierwsze zderzenie z różnorakimi butami sportowymi to mniej więcej rok 1997. Nie było wtedy jednak mowy o "zajawkowych" sklepach wyposażonych przez producentów takich jak Nike czy Adidas. Był za to bazar pod Pałacem Kultury i Nauki i "szczęki", czyli metalowe budy, w których sprzedawano pojedyncze pary markowych butów – wspomina Adam Zdziech.

Jego znajomi, raperzy i skejci, urodzeni w latach 70., czasami wybierali się po buty aż do Berlina, gdzie kupowali m.in. Air Max Classic BW czy Air Max 95.

Podobne wspomnienia ma Kamil Baks, rocznik 90, sneakerhead, znany w sieci jako Instabaks.

– Pamiętam, że za dzieciaka chodziłem głównie do GoSportów czy Intersportów i brałem po prostu to, co było. Za bardzo się nie marudziło, wybierało się wśród dwóch–trzech modeli. Jak już rodzice dali pieniążki i się zgodzili na lepsze buty, to byle tylko była "łyżwa" [chodzi o logo Nike – przyp. red.], żeby mieć szacunek u znajomych – opowiada.

"To byłem ja"

Kamils Baks zbiera buty od 2009 roku. Zaczynał od przesiadywania na internetowych forach tematycznych, które powstawały już kilka lat wcześniej (około 2005–2006 roku), gdzie mógł nawiązać kontakt z osobami o podobnych zainteresowaniach.

Sklep obuwniczy w Katowicach, 1992 rok (Fot. Waldemar Kompała / Agencja Wyborcza.pl) , Wystawa ''Moda stanu wojennego' we Wrocławiu. Na zdjęciu słynne relaksy (Fot. Krzysztof Ćwik / Agencja Wyborcza.pl)

– Na forach pojawiały się wpisy typu kogo w czym widziałeś. Na przykład, że wczoraj na Dworcu Centralnym w Warszawie widziałem osobę x w butach y. Spotkać kogoś w fajnych "skokach" było na tyle trudno, że obstawiało się, że ten ktoś również należy do forum. I faktycznie, po jakimś czasie opisana osoba zgłaszała się, pisząc: "To byłem ja". Kolekcjonerów było na tyle mało, że organizowaliśmy specjalne ustawki w parku, żeby się po prostu lepiej poznać i wymienić swoimi zajawkami – opowiada Instabaks.

Za czasów internetu, ale jeszcze zanim powstały pierwsze sneakerstore’y w Polsce, Baks i jego znajomi szukali informacji o ciekawych egzemplarzach na zagranicznych forach (amerykańskich, francuskich, niemieckich), a następnie próbowali wylicytować je na eBayu.

– Później doszło szukanie fajnych par na Allegro. Niektórzy ludzie kupowali kontener towaru, znajdowali tam jakieś perełki z lat 90. i wystawiali na sprzedaż. Każdy z nas miał ustawionego "snajpera" i w ten sposób próbował wyszarpać taką parkę – tłumaczy Baks.

Pierwszym sklepem sneakersowym w Polsce z prawdziwego zdarzenia była Warszawska Nike. Poprzedził ją jednak inny, wyjątkowy store [z ang. sklep – przyp. red.], który niejako przetarł drogę wszystkim pozostałym. Mowa o otwartym w 2004 roku Guerilla Store, pierwszym sklepie z japońską marką Comme des Garçons, pod mostem Poniatowskiego w Warszawie.

Kolejka do sklepu Kicks przy ul. Chmielnej 21, 2012 rok (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl) , Pierwszy dzień sprzedaży butów Nike Jordan Air w sklepie Kicks przy ul. Chmielnej 21 w Warszawie, 2012 rok (Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl)

– Takie sklepy otwierały się tymczasowo, koniecznie w niekonwencjonalnych przestrzeniach, i potem znikały. Pierwszy taki pojawił się w Berlinie, drugi w Helsinkach, a potem mieliśmy Warszawę. W sumie było ich kilkanaście – opowiada Robert Serek, kluczowa postać dla polskiej kultury sneakersowej. – W momencie, gdy ja otworzyłem sklep, Comme des Garçons miało limitowane edycje sneakersów stworzone we współpracy z Nike. Udało mi się ściągnąć kilka sztuk do sklepu – opowiada Serek.

– Jednocześnie odezwałem się do Nike Poland, czy nie byliby zainteresowani stałą współpracą i otwarciem sklepu, w którym można byłoby takie limitowane edycje sneakersów kupować. Oczywiście sklepy ze zwykłymi butami Nike czy Adidas już wtedy w Polsce istniały, ale nie znajdowało się tam nic szczególnego. Dwa lata zajęło nam ściągnięcie pierwszych butów z limitowanej serii bezpośrednio od Nike. To był model Zvezdochka [z jęz. rosyjskiego – gwiazdeczka], zaprojektowany przez Australijczyka Marca Newsona. Był to trzyczęściowy but odlany z plastiku. Miałem ich sześć par i kosztowały 1400–1500 zł. Na tamte czasy to była kosmiczna kwota, poza zasięgiem normalnego człowieka – wspomina.

Warszawska Nike i słynne przejście pod Remontem

W 2006 roku Robert Serek wreszcie dopiął swego i otworzył pierwszy w Polsce sneakerstore.

– Na Mokotowskiej 24, w dawnym punkcie szklarskim, otworzyliśmy Warszawską Nike. Sprowadziliśmy tam pierwsze Air Max czy Air Force 1. Potem rozwinąłem współpracę z Pumą i Adidasem, a na sam koniec również z New Balance, które po raz pierwszy wprowadziłem do kolejnego sklepu, przy Koszykowej – wspomina.

Zasługę rozpowszechnienia ich wśród młodych ludzi przypisuje Kubie Wojewódzkiemu, który nosił je w swoim programie. Kim byli klienci sklepów Roberta Serka? W Comme des Garçons odwiedzała go cała śmietanka polskiej awangardy. Przychodzili tu m.in. Edward Dwurnik, Andrzej Smolik, Kasia Nosowska, Artur Rojek czy Kora. Kupowali buty nie tylko dla siebie, ale i dla swoich dzieci. Z kolei w Warszawskiej Nike odwiedzali go polscy hip-hopowcy, tacy jak Tede, który kolekcjonuje buty, głównie Nike, czy Vienio.

– Do sklepu wpadali też sneakerheadzi, którzy gdy tylko mieli cynk, że pojawiło się coś ciekawego, przychodzili i to kupowali – opowiada Robert Serek.

W Warszawie zaczęły powstawać kolejne sklepy ze sneakersami – sklep Kicks przy ul. Chmielnej 21, który oprócz asortymentu koszykarskiego oferował wydania retro butów marki Jordan, czy City-Shop w przejściu podziemnym przy klubie Remont.

– City-Shop był jednym z pierwszych, który miał w asortymencie limitowane sneakersy, m.in. Nike czy New Balance. Musieliśmy się mocno napracować, żeby je zdobyć, ale już wtedy, w 2010 roku, ustawiały się tu kolejki po buty – opowiada Kamil Baks, który zaczynał tam swoją przygodę z butami, pracując jako sprzedawca. – Przychodzili tam zajawkowicze, czasami aby zdobyć swój rozmiar butów, a czasami tylko po to, aby po prostu zbić piątkę – dodaje.

"Telewizje, gazety, relacje na żywo. Czyste szaleństwo!"

W 2011 roku powstał Warsaw Sneaker Store przy ul. Szpitalnej, w którym od samego początku jego istnienia pracuje Adam Zdziech. Wcześniej zdobywał doświadczenie w Warszawskiej Nike, czyli sklepie Roberta Serka.

– W Warsaw Sneaker Store chodziło o to, żeby w sklepie pracowali ludzie z pasją. Biznes musi się zgadzać, ale trzeba mieć swój unikalny charakter, nie tylko wystawiać towar na półki. Dawać coś społeczności, być jej częścią i niejako oddawać hołd swoim ideałom i korzeniom – mówi Zdziech.

Wśród najgłośniejszych wydarzeń w Warsaw Sneaker Store była premiera butów Nike Air Yeezy 2 Solar Red w 2012 roku zaprojektowanych we współpracy z Kanye Westem.

– Była to prawdopodobnie pierwsza w Polsce premiera butów na zasadach losowania możliwości zakupu (tzw. raffle). Mieliśmy sześć lub siedem par, zapisało się około stu osób – opowiada Adam Zdziech.

Największy rozgłos przyniosła sklepowi premiera modelu Adidas Yeezy 350 Pirat Black (stworzonych również z udziałem Kanye Westa) w 2016 roku.

– Sprzedawaliśmy je zgodnie z zasadą: kto pierwszy, ten lepszy. Kolejka kupujących czekała na wystawienie butów sześć dni przed sprzedażą! Osłupiali przechodnie łapali się za głowę na widok śpiworów i krzesełek pod sklepem. Były telewizje, gazety, relacje na żywo w social mediach. Czyste szaleństwo! – wspomina Zdziech.

Kolejka przed sklepem Warsaw Sneaker Store w oczekiwaniu na premierę butów Adidas Yeezy Boost 350 by Kanye West, 2016 rok (Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

Nić porozumienia

Warszawskie sklepy sneakersowe oraz wspomniane wcześniej fora internetowe były dla członków kultury sneakersowej miejscem spotkań – pierwsze "w realu", drugie online – które skutkowały wzajemnym inspirowaniem się. A to jeszcze bardziej nakręcało modę i wyznaczało trendy. Potwierdza to Kamil Baks.

– W tamtych czasach było kilku majętnych kolesi, którzy sprowadzali sobie naprawdę kozackie buty. Każdy tylko podglądał zdjęcia, które wrzucali na fora. Sam bardzo mocno na nich bazowałem. To tam zobaczyłem, że można znaleźć nie tylko to, co jest w sklepach, ale naprawdę coś oryginalnego – opowiada.

Źródłem inspiracji byli również muzycy, głównie raperzy, ale nie tylko.

– Pamiętam superstylówki Tomasza Stańki – wspomina Adam Zdziech.

Z kolei Kamil Baks jako trendsetterów tamtych lat wymienia raperów, takich jak Pezet, Tede czy W.E.N.A. Wspominali oni w swoich tekstach o sneakersach, np. Tede jeden z utworów zatytułował "Air Max Classic".

Kolejnym miejscem spotkań sneakerheadów były targi – nazywały się Sneakerness, a zapoczątkował je pewien kolekcjoner ze Szwajcarii, organizując pierwszą garażową wyprzedaż swoich butów. Odbywają się w całej Europie, a polska edycja (było ich sześć), organizowana przez Roberta Serka, miała miejsce m.in. w Pałacu Kultury czy Domu Braci Jabłkowskich. Podczas targów znane marki prezentują najnowsze modele, a pasjonaci sneakersów odsprzedają buty ze swoich kolekcji albo się nimi wymieniają.

 Targi sneakersów odbywały się również w klubie 1500m2 na Powiślu.

– Z osobami, które tam poznałem, mam kontakt do dziś. Dla mnie zawsze buty były dodatkiem, uzupełnieniem stylówki, a najbardziej liczyli się ludzie. Społeczność jest tak silna, że potrafimy robić fajne rzeczy, które skupiają się nie tylko na butach, np. jechać razem w góry. Ale żeby złapać z kimś kontakt, tematem rozruchowym są właśnie buty. To taka nić porozumienia – opowiada Kamil Baks.

Nike Air Yeezy 2 Solar Red zaprojektowane we współpracy z Kanye Westem (Fot. Alina Boldina/Shutterstock)

14 mkw. w piwnicy

Polskie dzieje sneakersów mają jeszcze jeden ciekawy wątek, który jest niejako klamrą spinającą całą tę fascynującą historię – chodzi o działalność Sneaker Boyz, czyli najbardziej znanej polskiej firmy zajmującej się renowacją i personalizacją obuwia. W końcu to od modyfikowania butów wszystko się zaczęło! Założyciel firmy Dariusz "Daro" Niedźwiedź zainteresował się sneakersami, ponieważ jako dzieciak trenował koszykówkę. Już w gimnazjum kolekcjonował buty, a mając rodzinę w Stanach Zjednoczonych, zaczął sprowadzać niedostępne w Polsce modele.

– Miały być na zarobek, ale ostatecznie zamiast na sprzedaż większość trafiała do mojej prywatnej kolekcji – opowiada właściciel Sneaker Boyz.

Kiedy przeprowadzał się z rodzinnej Białej Podlaskiej do Warszawy, miał już około 50 par butów. W telewizji usłyszał o polskiej firmie zajmującej się renowacją obuwia. Stwierdził, że mając tak dużą wiedzę na ten temat, jest w stanie obsłużyć klientów jeszcze lepiej, i postanowił otworzyć podobną działalność.

– W 2016 roku otworzyłem swój pierwszy lokal – w piwnicy budynku na warszawskim Powiślu. Miałem tam 14–15 mkw. Na otwarcie przyszło kilka znanych osób, np. raper Pezet oraz jego didżej. Puścili to w swoich social mediach, więc bardzo szybko przybyło osób korzystających z naszych usług – wspomina.

Nowa (stara) historia sneakersów w Polsce

Po około czterech latach Dariusz stwierdził, że chce spróbować szyć buty od zera.

– Było to modne w Stanach. W takich butach chodzą największe gwiazdy NBA, np. LeBron James. Chcieliśmy to zacząć robić w Polsce – opowiada Daro ze Sneaker Boyz.

Najpierw jego i pracownika czekał kurs w Holandii, potem kompletowanie niezbędnego sprzętu i materiału, by móc zacząć szyć buty, tak jak to robią w USA – trwało to ponad rok. Dziś jednak ich klient może zaprojektować sobie unikalną parę sneakersów, a Sneaker Boyz ją wykonają.

Jak to działa? Daro kupuje nowy, oryginalny but, np. Nike, a następnie rozkłada go na części. Bierze z niego podeszwę i wybrane elementy, a resztę szyje sam, np. całą cholewkę. Producent prawnie nie ma nic przeciwko, ponieważ buty nie powstają w ilościach hurtowych.

Można też jedynie spersonalizować przyniesiony model, np. zażyczyć sobie na nim jakiś malunek albo wymienić niektóre części na inne. Ostatnio modne stało się wstawianie do sneakersów wycinków ze starych torebek Dior czy Gucci. Można też przynieść znoszone już sneakersy, do których ma się sentyment, a Sneaker Boyz sprawią, że będą jak nowe.

– Mam wrażenie, że mocno wpłynęliśmy na polski rynek pod względem renowacji i customizacji butów. Gdy zaczynałem, istniała jedynie opcja graweru. My wyszliśmy poza te ramy. Mało nas dziś ogranicza – mówi Daro.

Najciekawsze modele, które trafiły w jego ręce?

– Mamy klienta, który kolekcjonuje stare buty dziecięce z lat 80. i 90. Gdy w sierpniu tego roku był w Polsce Shaquille O’Neal, przyniósł do nas buty dziecięce Shaq z 1994 roku i prosił, żeby je odświeżyć, bo chciał, żeby koszykarz się na nich podpisał – opowiada Daro.

Renowacja obuwia wynika nie tylko z chęci przedłużenia życia ulubionej pary, ale u wielu osób również z pobudek ekologicznych – przeciętna para butów generuje średnio 13,6 kg emisji CO2. Większość sneakersów powstaje z materiałów problematycznych, takich jak guma syntetyczna czy plastik, a elementy buta łączy się ze sobą za pomocą szkodliwych dla środowiska klejów. Trwają poszukiwania innowacyjnych materiałów i procesów produkcji – uwagę zwraca na to również Daro, który korzysta m.in. z kosmetyków do butów wykonanych z naturalnych składników.

Chęć posiadania oryginalnych butów sportowych to nie tylko kwestia wyglądu. To przede wszystkim bodziec do interakcji międzyludzkiej, czy to stacjonarnej – w sklepach lub punktach takich jak Sneakerboyz – czy online, w grupach zajawkowiczów. To bardziej niż prawdopodobne, że wchodząc w ten świat, poznamy ludzi współdzielących tę samą pasję. W końcu nie ma na świecie butów bardziej integrujących ludzi niż sneakersy.

Dziękuję moim rozmówcom za poświęcony czas: Wojtkowi Onakowi, Kamilowi Baksowi, Robertowi Serkowi, Adamowi Zdziechowi i Darkowi Niedźwiedziowi oraz Kai Wrzeszcz z PRM za życzliwość i pomoc w przygotowaniu obu tekstów o sneakersach.

Katarzyna Żechowicz-Wygryz. Stypendystka rządu włoskiego, ukończyła z wyróżnieniem studia o modzie na najstarszym w Europie Uniwersytecie Bolońskim. Oprócz tego jest absolwentką dziennikarstwa i italianistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2014 roku związana z mediami, specjalizuje się w tekstach o historii mody i designu. Uwielbia kuchnię śródziemnomorską, którą przyrządza we własnym domu.