Sztuka i design 
Kolonia mieszkaniowa Baty w Chełmku. (Fot. Anna Syska / Archiwum prywatne)
Kolonia mieszkaniowa Baty w Chełmku. (Fot. Anna Syska / Archiwum prywatne)

Pierwszym funkcjonalistycznym miastem na świecie był czeski Zlin, ale Tomasz i Jan Antonin Batowie przenosili ten model wszędzie tam, gdzie powstawały ich firmy. Także do Polski. Miała to być realizacja marzenia o utopii, w której właściciele i pracownicy mają jeden cel. - W ciągu zaledwie kilku lat Chełmek zmienił się nie tylko pod kątem urbanistyczno-architektonicznym, ale także socjologicznym. Trudno się dziwić, że pracownicy Baty czuli się tak, jakby Pana Boga złapali za nogi. Dziś nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jaki był to dla nich skok w nowoczesność - mówi Anna Syska, miejska konserwator zabytków w Tychach, historyczka i popularyzatorka architektury.

- Kto pracował u Baty, już po roku - dwóch mógł sobie wybudować dom. I nie mówimy o kadrze kierowniczej, tylko o zwykłych pracownikach - dodaje Waldemar Rudyk, dyrektor Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Chełmku. 

Bata idzie do Polski

Tomasz Bata zarejestrował Polską Spółkę Obuwia Bata SA w Krakowie w roku 1929. Po rejestracji firmy potrzebował dwóch lat, by wybrać ostateczną lokalizację. Wybór padł na małą wieś na granicy Małopolski i Śląska. Tędy od połowy XIX wieku przebiegała linia kolejowa Kraków - Wiedeń oraz z Krakowa na Śląsk, płynęły spławne rzeki Wisła i Przemsza, było sporo tanich gruntów. Jak opowiada Anna Syska, Bata zdecydował się na budowę fabryki w Polsce m.in. dlatego, że chciał w ten sposób ominąć zaporowe cła na jego buty. Ale był też inny powód – tysiące ludzi doświadczały kryzysu gospodarczego, nie mieli pracy, nie mieli gdzie mieszkać, a Bata szukał pracowników.

W 1931 roku odkupił od księcia Adama Zygmunta Sapiehy działkę i w pobliżu stacji kolejowej zaczął budować fabrykę.

Zakłady Baty w Chełmku, widok 1939-45. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Zabudowania fabryczne nie były podobne do tych w Zlinie. Tworzyło je tylko 10 obiektów o konstrukcji żelbetowej lub stalowej i nie były wielopiętrowe. - Niestety, zabudowa fabryczna się nie zachowała – mówi Waldemar Rudyk. – Pozostał tylko okazały budynek kotłowni, który co prawda powstał już w 1945 roku, ale został wzniesiony na podstawie zlińskich planów. Jest to piękny przykład modernizmu z lat 30. XX wieku i jedyna pamiątka tego industrialnego klimatu – wyjaśnia Rudyk.

W ślad za nią wzorem czeskiego Zlina poszła budowa idealnego miasta przemysłowego. – Od lat 30. XX wieku w biurze projektowym koncernu Bata powstawała jego koncepcja. Wpisywał się w nią także urbanistyczny plan Chełmka, którego autorem był František Lydie Gahura, jeden z czołowych architektów Baty – mówi Syska i tłumaczy, na czym polega unikatowość międzywojennej architektury modernistycznej w Chełmku: – Powstała z dala od dużego ośrodka miejskiego i była tworem prywatnego koncernu. Wyróżniała się też zastosowaniem elementów żelbetowych, co pozwoliło na budowanie płaskiego dachu. Pamiętajmy, że mówimy o małej wsi na pograniczu Małopolski i Śląska, w której nawet nie było kościoła, a znaczna część chałup była drewniana i pokryta strzechą. Nagle zaczęły tam wyrastać murowane domy ceglane.

Na unikalny charakter kompleksu wpływa jeszcze jedna kwestia, nieco kontrowersyjna z współczesnej perspektywy. Ale o tym później.

Jak to w Zlinie było

Historia koncernu Bata zaczęła się w 1894 roku w niewielkim mieście Zlin (wtedy na terenie monarchii austro-węgierskiej). Troje rodzeństwa założyło firmę produkującą buty, którą od 1908 roku samodzielnie zarządzał Tomasz Bata. Nazywany "Czeskim Fordem", ponieważ produkował buty "na każdą kieszeń", był jednak nie tylko sprawnym przedsiębiorcą, ale i wizjonerem. Zaczynał od kilku pracowników, w 1930 roku zatrudniał ich już ponad 17 tys. w samym tylko Zlinie. Pierwszy budynek fabryczny powstał tam w 1906 roku, a w latach 30. XX wieku było ich już kilkadziesiąt. Najsłynniejszy, 16-piętrowa "dwudziestka jedynka", był najwyższym budynkiem międzywojennej Czechosłowacji, wyposażonym w najnowocześniejsze technologie, m.in. w klimatyzację i windę-biuro o wielkości 5x5 mkw., którą przedsiębiorca wyjeżdżał "odwiedzać" z zaskoczenia pracowników.

Batowski drapacz chmur w Zlinie, słynna '21'. (Fot. Velecky / CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons) , Winda Baty, którą miał zwyczaj z zaskoczenia pojawiać się u pracowników i zapraszać do niej na rozmowy. (Fot. Dezidor / CC-BY 3.0 via Wikimedia Commons)

Fabryka to jedno. Bata chciał więcej.

Pierwsze kolonie mieszkaniowe powstawały w rozrastającym się Zlinie już pod koniec I wojny światowej. Marzeniem Baty było nowoczesne miasto przemysłowe, miasto organizm – samowystarczalne, funkcjonalne, w którym poszczególne rejony pełnią określone funkcje. Bliskie mu były idee Ebenezera Howarda, brytyjskiego urbanisty, zwolennika idei miasta ogrodu, cenił Le Corbusiera i jego rozumienie miasta jako "maszyny do mieszkania". Kiedy w 1923 roku został starostą Zlina, mógł koncentrować się nie tylko na budowaniu firmy, ale też na zmienianiu miasta. I ludzi.

Szkoła Baty

Jeszcze przed ukończeniem pierwszej hali produkcyjnej w Chełmku 36 polskich pracowników wyjechało w grudniu 1931 roku do Zlina. W szkole zawodowej mieli odbyć szybkie szkolenie i stać się zalążkiem kadry kierowniczej. Ale nie tylko o to chodziło.

"Tomasz Bata nie ma swoich biografii – ma co najwyżej hagiografie" – konstatuje Michał Tabaczyński w swojej książce "Święto nieważkości. Morawy", przekonując, że Bata "uwierzył w swoją misję", wychował wyznawców, "a jego życie opowiadają ewangelie".

Zlin (Fot. Herbert Frank from Wien AT / CC-BY 2.0 via Wikimedia Commons)

Zawodowa szkoła szewców, czyli Szkoła Pracy Baty (Bat’ova Szkola Prace), która powstała w Zlinie w 1925 roku, miała "rozwijać zdolności manualne, kształcić umysł, uszlachetniać cel, budować wolę". Przyjmowano do niej chłopców i dziewczęta przeważnie z ubogich rodzin, a pierwszeństwo miały dzieci szewców. Przyszli uczniowie mieli odznaczać się nienaganną postawą, przejawiać chęci do pracy oraz do sportu, pochodzić z pełnych rodzin. Sprawdzano nawet z jak licznych i jaka była w rodzinie śmiertelność. Kiedy już znaleźli się w szkole, obowiązywał ich ułożony przez Tomasza Batę "Dekalog Młodego Pana", którego przykazanie pierwsze brzmiało: "Tylko w pracę wierzyć będziesz", albo "Dekalog Młodej Pani", w którym przykazania ograniczały się do określeń: "Rozsądna", "Cnotliwa", "Pracowita" itp. Był też "Negatywny Dekalog Młodego Pana", który w pierwszym przykazaniu przypominał: "Nie zadowalaj się marnymi sukcesami". Ale w piątym: "Nie rzucaj papierków na korytarzach".

Dla jednych to elementy wychowania, dla innych – inżynierii społecznej, którą zastosuje Bata również w kolonii mieszkaniowej.

Bata z dumą cytował swoje złote myśli: "Cnota i wstrzemięźliwość prowadzą do zwycięstwa" albo: "Zadowolona żona równa się zadowolony mąż" – co przy deklarowanej przez niego otwartości na nowoczesność brzmiało szczególnie anachronicznie i pielęgnowało konserwatywny model kobiety, kształconej co prawda, ale najbardziej do roli żony i idealnej gospodyni.

Fabryka obuwia w Chełmku. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe) , Taśma produkcyjna w Chełmku. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Pierwsze na świecie miasto funkcjonalistyczne

Po tragicznej śmierci Tomasza Baty w katastrofie awionetki w 1932 roku prezesem firmy został jego przyrodni brat Jan Antonin Bata. To na jego zaproszenie przyjechał do Zlina "papież modernizmu" Le Corbusier, choć ostatecznie plan, który przygotował, nie został zrealizowany. – Panowie się chyba pokłócili – podsumowuje Anna Syska. Nie zmienia to faktu, że dla Szwajcara Zlin był fenomenem.

Ostatecznie autorami projektu pierwszego funkcjonalistycznego miasta na świecie zostali pracujący dla koncernu Bata architekci František Lydie Gahura i Vladimír Karfík (twórca wieżowca "21").

Model idealnego miasta przemysłowego, które powstało w Zlinie, Bata i jego brat kopiowali do innych miast na całym świecie, gdzie powstawały ich firmy – także do Polski – realizując marzenia o utopii, w której właściciele i pracownicy mają jeden cel: produkcję i zysk przedsiębiorstwa.

Chełmek jak Zlin

– Produkcję w Chełmku rozpoczęto w 1932 roku od obuwia gumowego, którego wykonanie nie wymagało od pracowników dużych umiejętności przy obsłudze maszyn. W kolejnych miesiącach, gdy te umiejętności wzrastały, produkcję rozszerzono o obuwie tekstylne, a później skórzane – opowiada Anna Syska.

Do Chełmka ciągnęli ludzie z całej Polski. Pracować u Baty znaczyło dobrze zarabiać i dobrze żyć mimo szalejącego kryzysu. Trzeba było ich gdzieś zakwaterować.

Waldemar Rudyk opowiada, że z zachowanego planu, sporządzonego przez zespół architektów, wynika, iż koncepcja urbanistyczna dla Chełmka oparta była na średniowiecznej owalnicy, czyli wydłużonym placu rozpiętym między dwiema łukowatymi liniami zabudowy, z rynkiem umiejscowionym głęboko w lesie. – Bata, gdziekolwiek rozpoczynał działalność, zawsze kupował około 1000 ha lasu, który w przyszłości miał być zastąpiony osiedlem, potem miastem ogrodem. W Chełmku było podobnie – mówi dyrektor MOSiR.

Anna Syska przypomina, że plany zakładały stworzenie około 10-tysięcznego miasta, ale wybuch II wojny światowej przerwał prace i udało się zrealizować tylko jeden procent planowanego założenia, co może utrudniać zrozumienie całej idei batowskiej w Chełmku.

Dom z kolonii mieszkalnej w Chełmku. (Fot. Anna Syska / Archiwum prywatne) , Jeden z domów mieszkalnych w kolonii Baty w Zlinie. (Fot. Mark Ahsmann / CC BY-SA 3.0 via Wikimedia Commons)

Kolonia mieszkaniowa

Składa się z 17 domów, do których budowy wykorzystano nowoczesne technologie, ale – i tu pora na kolejną cechę osiedla Baty, tę bardziej kontrowersyjną – unikatowe były też warunki, które mieszkańcy musieli spełnić, chcąc mieszać w kolonii - opowiada Syska. - Przede wszystkim naturalnie trzeba było być pracownikiem fabryki. Jeśli kobieta wychodziła za mąż, powinna była z pracy zrezygnować i zająć się domem, ponieważ zarobki mężczyzny wystarczały na godne życie. Pozostanie w firmie było wręcz źle widziane. Regulamin mieszkania jasno określał zasady jego użytkowania. To też było kompletne novum – dodaje.

Nie wolno było grodzić domów, dobór roślin ograniczał się tylko do rekomendowanych przez firmę, ulokowane blisko siebie budynki kolonii nie gwarantowały intymności, za to sprzyjały nieustannej inwigilacji przez sąsiadów, za pijaństwo albo sympatie lewicowe można było stracić pracę, a w konsekwencji także mieszkanie.

– Patrzymy na tę kolonię oczyma ludzi współczesnych, którzy mają określone doświadczenia, także związane z utratą szeroko rozumianej wolności. W związku z tym jesteśmy wyczuleni na jej ograniczanie – reaguje na moje pytanie o "Wielkiego Brata" pod postacią szefostwa firmy Waldemar Rudyk. I mówi: – Kiedy słyszymy opowieść o kolonii, której mieszkańcom życie regulowała firma, to kojarzy nam się to niemal ze szkołą pionierów i urabianiem człowieka. Gdybyśmy jednak przeskoczyli do roku 1935, znaleźli się w skórze naszych dziadków i spoglądali na zachodzące w Chełmku zmiany z pozycji mieszkańca galicyjskiej wsi, widzielibyśmy coś zupełnie innego.

Domy nie były grodzone, roślinność - tylko rekomendowana przez firmę Bata. (Fot. Anna Syska / Archiwum własne) , Z planów kolonii mieszkalnej do wybuchu wojny udało się zrealizować tylko 1 proc. (Fot. Anna Syska / Archiwum własne)

Wszystkie domy kolonii były dwukondygnacyjne, murowane z cegły, z kamienną podmurówką, bo ten materiał był dostępny w pobliskich kamieniołomach. Choć z pozoru podobne, domy różnią się kubaturą, detalami, liczbą mieszkań czy standardem. – Mieszkania miały od 50 do 75 m2. Im wyższe stanowisko zajmował lokator, tym większe mieszkanie otrzymywał i w lepszym standardzie – tłumaczy Anna Syska. – Kadra kierownicza zajmowała budynki dwurodzinne, zlokalizowane w pobliżu głównej ulicy (obecnej ul. Krakowskiej). Jedno mieszkanie przypadało na jedną kondygnację i było wyposażone w pełen węzeł sanitarny. Mniejsze budynki przypominają nieco układ bliźniaka – z niezależnymi dwoma wejściami, często przez drewniane ganki. Domy dla robotników miały po osiem mieszkań. Cztery z nich znajdowały się na parterze, a cztery na piętrze. Każde miało odrębne wejście, odrębną klatkę schodową oraz łazienkę i mikroskopijną kuchnię. Jak mówi Syska, celowo, by skłaniać mieszkańców do korzystania z taniej stołówki pracowniczej, z pożywnymi daniami, które dodadzą sił do pracy trwającej od 7 do 17 z godzinną przerwą na obiad.

Dla osób stanu wolnego przeznaczone były hotele dla maksymalnie 20 osób, z łazienkami na korytarzach.

Willa Aloisa Gabesama, pierwszego dyrektora zakładu obuwia 'Bata' w Chełmku. W tle widoczne fragmenty kolonii mieszkaniowej. (Fot. Monika Madejczyk, instruktor MOKSiR / Zdjęcie nadesłane)

Mieszkania kolonii z założenia miały być skromne. Odmienną stylistykę prezentuje jedynie willa Aloisa Gabesama, w kształcie litery "L". Ma duże okna (z widokiem na mieszkania pracowników), spadzisty dach, a wejście ukryte jest za arkadą. – Willa pierwszego prezesa firmy przetrwała w bardzo dobrym stanie – mówi Waldemar Rudyk. – Niedawno została zrewitalizowana z dochowaniem staranności konserwatorskiej. Co ważne, udało się zachować dużo architektonicznych elementów wystroju. Budynek jest prosty, funkcjonalny, wręcz minimalistyczny i w niczym nie przypomina rozbuchanych śląskich siedzib z tamtego okresu, co podkreśla egalitaryzm, który przyświecał projektantom – mówi Waldemar Rudyk.

Wnętrze willi Abesama. (Fot. Monika Madejczyk, instruktor MOKSiR / Zdjęcie nadesłane.) , Wnętrze willi Abesama. (Fot. Monika Madejczyk, instruktor MOKSiR / Zdjęcie nadesłane.)

Zadowolony pracownik to efektywny pracownik. Jeśli nie musi się o nic martwić, poświęca się wyłącznie pracy. Firma organizowała mu więc także rozrywki, które też miały kształtować określone cechy. Z upływem czasu koncern zaczął wydawać zakładową gazetę "Echo Chełmka", w której można było przeczytać o konkursie na najładniejszy ogród, opisywano sukcesy klubu sportowego i tym podobne lokalne informacje. Po pracy nie można było narzekać na nudę. Działały rozmaite sekcje: szachowa, pływacka, skoków narciarskich (skocznię zbijano z desek na jedynej górze w Chełmku, czyli wzgórzu Skała). Była też sekcja tenisa ziemnego. – W Chełmku do tej pory istnieją korty tenisowe, w tamtym czasie jedyne publiczne korty tenisowe pomiędzy Krakowem a Katowicami. Przyjeżdżała tu rozgrywać swoje mecze gwiazda tenisa Jadwiga Jędrzejowska. Była też sekcja bokserska, a przede wszystkim piłkarska, z wieloma sukcesami na koncie – mówi Anna Syska, zaznaczając, że dbałość o kulturę fizyczną była ważnym elementem w okresie międzywojennym. Wyniszczone wojną młode społeczeństwa potrzebowały zdrowych obywateli. Była to wręcz tendencja kulturowa, która narodziła się po I wojnie światowej.

Ćwiczenia dziewcząt na murawie Stadionu Wojska Polskiego w Warszawie. Na koronie widoczna reklama Baty. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Nowoczesny człowiek Baty

Jak podkreśla Anna Syska, Bata zaangażował się w tworzenie nowoczesnego człowieka i całej społeczności uzależnionej w dużym stopniu od macierzystego zakładu. Pracownicy mieli w kolonii wszystko, czego potrzebowali do życia i spędzania wolnego czasu, firma gwarantowała dobre pensje, opiekę socjalną, edukację, opiekę zdrowotną, ale w zamian wymagała całkowitej lojalności. "Nowoczesny" człowiek miał mieszkać w nowoczesnym domu, znać języki, prowadzić auto (domy miały garaże!), uprawiać sport, dobrze się ubierać i efektywnie pracować. I miał być lojalny – podsumowuje Syska.

Chełmek, osiedle Baty. (Fot. Michał Bulsa / CC BY-SA 4.0 via Wikimedia Commons)

Czy to mu przeszkadzało? Czy przychodziło mu do głowy się buntować? – Nigdy nie słyszałem, by ktoś mówił o pracy u Baty coś złego, a miałem okazję poznać ludzi, którzy jeszcze przed wojną byli związani z fabryką – zapewnia Waldemar Rudyk. – Przede wszystkim podkreślali etos pracy, który tam obowiązywał. Zestawiali go z tym, co działo się już w PRL. Mówili: "Takie praktyki to by u Baty nie przeszły". Ta opinia była w opozycji do ogólnie obowiązującego przekazu, że Bata to czeski kapitalista wyzyskiwacz, który zmyślnymi sztuczkami motywował ludzi do pracy – mówi Rudyk. I dodaje, że standard tego osiedla i mieszkań pozostawia dziś wiele do życzenia, konieczna jest ich modernizacja, ale dla człowieka, który dopiero rozpoczynał przygodę z industrią, wprowadził się do nowoczesnego świata prosto z podkrakowskiej wsi, to był szok cywilizacyjny. Luksus.

Ta kompozycja mówi sporo o randze przedsięwzięcia Baty w Chełmku. Najważniejsze osoby dla Polski i najważniejsze osoby dla koncernu obok siebie. Na portretach: Prezydent Mościcki, marszałek Józef Piłsudski, Tomasz Bata (zdjęcie z szarfą żałobną) i Jan Antonin Bata. (Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Epilog

– Uratowaliśmy dźwięk – mówi mi Waldemar Rudyk. – Przez lata z Chełmkiem nierozerwalnie kojarzyła się syrena zakładowa, czyli – jak tu ją nazywano – buczek. Buczek regulował rytm życia i pracy mieszkańców już wtedy, gdy działał tu koncern obuwniczy Baty. Jej dźwięk był słyszalny w promieniu 15 km, a nawet pracujące w polu konie, słysząc go, zatrzymywały się. Gdy za PRL zaczął się powolny upadek fabryki, szukano oszczędności i buczek został zlikwidowany jako anachroniczny. Kilkanaście lat temu udało się go przywrócić do życia. Odzywa się na specjalne okazje.


Lidia Raś. Dziennikarka, redaktorka. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kiedyś m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, obecnie w Weekend.gazeta.pl.