Sztuka i design 
Harel jest niezależną blogerką piszącą od modzie. W temacie 'siedzi' od prawie 20 lat (Marcin Oliva Soto/ dzięki uprzejmości Pret-a-porter PR)
Harel jest niezależną blogerką piszącą od modzie. W temacie 'siedzi' od prawie 20 lat (Marcin Oliva Soto/ dzięki uprzejmości Pret-a-porter PR)

Jako młoda dziewczyna zastanawiałam się, patrząc na takie kobiety jak ja teraz, nieumalowane, poza trendami: kiedy i dlaczego przestało im się chcieć? I to mnie skłania do pytania, czym jest dzisiaj moda i gdzie jest jej miejsce?

Też tak miałam jak ty - nie chciałam się stać osobą, która nie dba o siebie. Z wiekiem odkryłam, że dbanie o siebie to nie jest noszenie najmodniejszych rzeczy. Zresztą zastanówmy się, kto decyduje, co jest modne, a co nie. W liceum pewnie wzorem były najfajniejsze dziewczyny w klasie, dzisiaj celebrytka z nerką Balenciagi. Kiedyś decydowali projektanci i marki, gazety, dziś - TikTok i Instagram.

Myślę, że część ludzi chciałaby, żeby moda w ogóle nie była istotna. Kiedy mówię komuś, że się zajmuję modą, to zazwyczaj słyszę: "Modą? To gdzie kupię fajne buty?". Moda równa się zakupy. Dla części świadomych konsumentów zakupy to zło, bo są przejawem nadkonsumpcji. 

Kiedyś o tym, co modne, decydowali projektanci i marki, gazety, dziś - TikTok i Instagram. (LCV/Shutterstock)
Moda jest ważna. Zanim ktoś się do nas odezwie, widzimy, jak jest ubrany. I na tej podstawie na szybko wyrabiamy sobie zdanie. Ubierając się, mamy siłę sprawczą, by przedstawić się w sposób, na jaki mamy ochotę. Moda jest niewerbalnym środkiem komunikacji. 

Czy musimy się interesować modą, żeby się w ogóle ubierać? Nie.

Co stoi za stosunkiem do mody?

Dużo zależy od środowiska, w którym się obracamy, i naszej wierności sobie. Moja mama, kiedy była po czterdziestce, słyszała od otoczenia, że nie powinna mieć takiej fryzury, powinna nosić inne ubrania. A zawsze lubiła skórzane kurtki i spodnie. W pewnym momencie miała włosy obcięte na zapałkę.

Zobacz wideo Aleksandra Włodarczyk o potrzebie kontrolowania przemysłu odzieżowego

Kiedyś byłam bezkompromisowa w stosunku do mody - potrafiłam cały dzień chodzić w kozakach na szpilce i w wąskiej spódnicy. Dzisiaj jestem wierna wygodzie. Nie znoszę, gdy ubranie ciśnie, drapie, uwiera, pije. 

Sto procent zgody! Od zawsze wyznaję zasadę, że moda jest dla nas, a nie my dla mody. Możemy sobie wybierać, w czym się dobrze czujemy, a jeśli będzie nam komfortowo, to będziemy w tym dobrze wyglądać, bo będzie uśmiech, pewność siebie, błysk w oku.

Kiedy startowałam z blogiem, pisano do mnie: A może byś włożyła szpilki - bo są takie kobiece i wydłużają nogi". Mam nogi, jakie mam, nie chcę ich wydłużać - to przekonanie zawdzięczam mamie, która nie poddawała się naciskom modowym.

Widzę dużo dyskomfortu dookoła, są tacy, którzy mówią, że moda musi być niewygodna.

Bo jak jest wygodne, to niemodne...

Na szczęście żyjemy w czasach, kiedy nikt nam dyktować, co jest modne, a co niemodne nie będzie. Zobacz zresztą, że już nie ma rankingów typu Hot/Not, In/Out.

Kto kształtuje nasze gusta?

Ten, kogo sobie wybierzemy. Dużo jest w tym mediów społecznościowych. Sama w nich działam, obserwuje mnie wiele osób, więc staram się działać odpowiedzialnie. Kiedy ktoś mnie pyta, co jest teraz modne, odpowiadam: to, co ci się podoba i w czym czujesz się dobrze. Ubrania, które już mamy, możemy połączyć w modny sposób, np. zestawiając odpowiednio kolory.

Swój styl kształtuję sama, ale nie twierdzę, że nie jestem podatna na wpływy. Bo jestem. Ale próbuję z nadmiaru wybierać to, co ze mną współgra. 

Ja niby też staram się tak myśleć, ale miewam momenty, że znajduję się wśród osób, które są w trendach 1:1. Głowa mi mówi, że oversize’owa marynarka nie jest dla mnie i ten trend zaraz przeminie, ale i tak... 

Czujesz się nie tak?

Jak stereotypowa uboga krewna z prowincji.

Ciekawe, co mówisz. Ja się już tak przyzwyczaiłam do tego, że ufam swoim wyborom, i nie zastanawiam się, czy coś jest niemodne.

A miewasz tak, że przychodzi dzień, w którym świadomie przestajesz się w coś ubierać, czujesz, że ta rzecz już z tobą nie gra?

Czasem tak, ale nie wynika to z poczucia, że ciuch jest niemodny, tylko że mi się przejadł albo jest zbyt modny.

Jest coś takiego jak krzywa trendu. Zgodnie z nią na początku trend podłapują "adapterzy", później mainstream, a na końcu spóźnialscy. Ci ostatni noszą go, kiedy on jest absolutnie wszędzie. Wtedy zastanawiam się, czy chcę nosić to samo co wszyscy. Z drugiej jednak strony chodzę w birkenstockach, które są na każdym kroku. Za bardzo je lubię, żebym miała ich dość.

Ubieramy się aspiracyjnie?

Znowu – to zależy kto.

Czyli moda się zniuansowała.

Bardzo. Są grupy, dla których ważne jest logo. Im większe i więcej, tym lepiej. Uważają, że logotypy są modne, bo w takim środowisku noszących je przebywają. One coś o nich mówią.

Miu Miu to kierunek - ubrania w podobnym stylu znaleźć można we własnej szafie (Henry St John / Shutterstock) , Prada jest wciąż na topie, bo proponowane przez markę ubrania są odpowiednie do noszenia na co dzień (photo-lime/Shutterstock)

Wybiegi i tygodnie mody mają przełożenie na ludzi?

Pewnie! Platforma sprzedażowa Lyst wypuszcza kwartalne zestawienia trendów i do nich trafia dziesiątka najbardziej popularnych rzeczy - ze względu na liczbę sprzedanych egzemplarzy, ale i wyszukiwań w sieci. Widać w nich, jak bardzo konkretne rzeczy z pokazów są poszukiwane - poluje się na określone buty w konkretnym kolorze i konkretnymi sznurówkami.

I nie ma tu pośrednika? Torebka Balenciagi, ale założona przez Kim Kardashian lub Hailey Bieber? 

Różnie bywa. Teraz mniej Kim i Haylie, a bardziej Bella Hadid ma moc uruchamiania potrzeb zakupowych u kobiet. Markami, które wywołują stałe poruszenie, są Prada i Miu Miu. Ale one tak dobrze idą, ponieważ te ubrania są "życiowe", wygodne w noszeniu. Co więcej, wcale nie trzeba ich mieć, żeby stworzyć podobny zestaw. Prada pokazała kurtki, a podobne modele kupisz na Vinted za 30 zł, żeby były oversize, wybierz męską za 15 zł. Nie będą miały logotypu, ale styl - owszem.

Dzisiaj to modelka Bella Hadid ma wielką siłę marketingową (sama_ja/Shutterstock)
Myślę, że trendy to dzisiaj mocno naciągany temat, bo jesienią zawsze jest modny czerwony, cętki, krata i skóra, a latem desenie w kwiatki, przezroczystości. To, co się pojawia w miejscu trendów, to 'estetyki' - lansowane przez ludzi na Instagramie czy TikToku. 

Masz na myśli #mobwife, #quietluxury, #costalgrandmother, #grannychic, #oldmoneystyle?

Nie. "Estetyki" to zbiory konkretnych kolorów, ubrań, przedmiotów, a nawet sposób robienia zdjęć. Raz jest coś z mocną saturacją kolorów, innym razem stonowane, przyciemnione. Dana estetyka robi się modna i poszczególne konta zmieniają kierunek. Doskonale to widać na takim prześmiewczym koncie instagramowym @shitbloggerspost

To, o czym mówisz, to są mikrotrendy. One są jak motyle, żyją krótko, może z wyjątkiem quiet luxury, czyli dyskretnego luksusu, który wydłużył się na kilka sezonów. W chińskim sklepie internetowym Shein są sukienki w estetyce quiet luxury po dwa dolary z materiału udającego satynowy jedwab.

Brzmi jak dość powierzchowna zabawa modą.

Myślę, że badacze trendów znaleźliby tu realizację głębszych potrzeb.

Ciekawe, kto stoi za mikrotrendami. Czy jest to inicjatywa oddolna i spontaniczna młodziutkich użytkowników, czy próby wielkiej agencji marketingowej, która próbuje w inny sposób nastawić nas do konsumpcji i sprawić, żebyśmy nie zapominali kupować.  

Dyskretny luksus wylansowała Gwyneth Paltrow w czasie swojego procesu sądowego?

Między innymi, bo wcześniej był serial "Sukcesja". Kostiumy w tej produkcji to była najwyższa półka i zgodnie z hasztagiem if you know you know [ang. kto wie, ten wie] ubrania i dodatki rozpoznawali głównie wtajemniczeni znawcy i ludzie majętni noszący podobne.

Kadr z czwartego sezonu serialu 'Sukcesja' (HBO Max) , Kadr z 4. sezonu serialu 'Sukcesja' (HBO Max) , Sarah Snook i Kieran Culkin w serialu 'Sukcesja' (Fot. HBO)

Chanel i Hermèsa tam nie było.

Postać Logana Roya nosiła sweter w warkocze. Gdybyś wrzuciła go w wyszukiwanie obrazem, wyskoczyłby ci podobny z H&M. Kto miał wiedzieć, ten wiedział, że ten konkretny model był z wełny szetlandzkiej, pozyskiwanej z owiec o danej porze roku, wyczesywanej ręcznie włosek po włosku, skręcanej na tej samej maszynie co sto lat temu, kosztujący tysiące funtów. Oczywiście trochę tu przesadzam, ale to dobrze pokazuje, na czym dyskretny luksus polega.

Te rzeczy wyglądają całkiem normalnie, ale mają wybitny skład, jakość, detale, stoją za ich wykonaniem lata tradycji, a markę identyfikuje się po niewidocznych elementach.

Gwyneth Paltrow w sądzie także nie świeciła logo, jej zestawy były minimalistyczne. Jest taka nowojorska marka Khaite, która nie wyróżnia się jakoś szczególnie poza składami i... metką z ceną, która ma jedno zero więcej, niż można by sądzić. Quiet luxury nosi się dla siebie, dla jakości, bo nas stać, a nie po to, żeby aspirować czy imponować. 

Jeśli ktoś nie czyta o modzie i się nią specjalnie nie interesuje, to skąd dowiaduje się, co jest aktualnie modne?

Z wystaw sklepowych, reklam wielkoformatowych marek i postów influencerek.

Gwyneth Patrow nie epatuje logotypami - kto się zna, ten wie, jakie marki nosi (Liv Oeian/Shutterstock)

Instagramerki często dodają: pytacie, a zapomniałam otagować - torebka jest stąd, a kolczyki stamtąd. Zresztą pytania o ubrania i dodatki padają w komentarzach pod postami.

Influencerki mają ogromną siłę i dlatego tak wiele jest współprac na ich kontach. 

Jest zagubienie w tym, skąd czerpać wiedzę. Z jednej strony brak jasnych wytycznych, co jest hot, a co not, jest wyzwalające, ale z drugiej strony wiem, że są osoby, które by tych wytycznych potrzebowały.

Trochę jak na jodze - część pań nie odnajduje się, bo słyszy: ćwicz we własnym rytmie, na ile zakres ruchu pozwoli. Przyzwyczajone do poprawiania i wytykania błędów, nie wiedzą, co mają robić. W modzie też jesteśmy wolni, ale przy nieograniczonych możliwościach możemy się poczuć zagubieni. 

Dla mnie najcudowniejszym momentem w modzie jest niemyślenie o ubraniu. Mamy coś na sobie, dobrze się w tym czujemy i ten temat przestaje istnieć. 

Modę i trendy świetnie widać na zdjęciach z domowego archiwum. Nie każdy ubierał się tak ponadczasowo jak Carolyn Bessette-Kennedy.

Mam zdjęcia w ubraniach, wcale nie tak odlegle zrobione, na które patrzę ze zdziwieniem i niedowierzaniem, że mogłam coś takiego założyć. Ale to dla mnie także wspaniały ślad mojej historii mody, tego, co myślałam. Broni mnie moment w czasie, w którym te rzeczy nosiłam. 

Masz rację, Carolyn Bessette jest w modzie wciąż żywa, wykorzystywana marketingowo, a jej niepowtarzalny styl monetyzowany. Bessette była modowo absolutnie ponadczasowa.

Nieważne, kiedy oglądam jej zdjęcia, zawsze widzę coś, co jest aktualnie modne, nie sto procent, bo buty z czubami to grząski temat, ale w ogromnej mierze są to rzeczy, które się bronią. Ona nie zabiegała o zostanie ikoną, ubrania jej służyły - chodziła do pracy, na przyjęcia, na spacery. 

Moda to rozkręcony do granic możliwości konsumpcjonizm i biznes. Jak się nie dać mu porwać?

Sami sobie powinniśmy zadać pytanie, czy potrzebujemy aż tylu rzeczy. Dzisiaj, marząc o różowej koszuli, klikamy i kupujemy ją bez wychodzenia z domu. Kiedyś, jeśliby jej nam ciotka z Ameryki nie przysłała albo krawcowa nie uszyła, tobyśmy jej nie miały. A teraz mamy ją w dostawie do domu za 20 zł.

Chociaż od transformacji minęło 35 lat, my wciąż rzucamy się na modę jak na czekoladę i mandarynki, które widzieliśmy raz w roku. Nie myślimy, czy chcemy coś kupić, bo nam dopełni jesienną szafę, czy dlatego, że mamy w sobie głód i niedosyt dostatku. A może kupujemy, bo w ten sposób najłatwiej osiągnąć nam przyjemność. 

Turystyką rządzą podobno hasła: must be i must see. A modą?

Must have. Nieustająco.

Podróbki także – czy one mają oficjalnie złą prasę i to wstyd je mieć?

Są noszone pomimo obostrzeń – we Francji i we Włoszech można dostać mandat za nieautentyczny przedmiot. Teraz nosi się tzw. dupes – duplikaty. Nie mają logo, ale podobieństwo jest ogromne.

Podróbki trzymają się mocno, ale po piętach depczą im 'dupes', czyli dodatki 'inspirowane' drogimi markami (ahmad.faizal/Shutterstock)

Czy to jest cyniczny biznes, czy masz łagodniejsze skojarzenia?

Chciałabym, żebyśmy patrzyli na modę jak na dziedzinę sztuki, choć jest to trudne, bo ona jest skrajnie skomercjalizowana. Obok koncernów i miliardów na samym początku procesu są artyści.

W Muzeum Włókiennictwa w Łodzi jest do 27 lipca 2024 roku wystawa projektującego modę w Polsce w latach dwutysięcznych Arkadiusa. On jest przykładem artysty totalnego, który wszedł w biznes jak dziecko we mgle, w schemat: ty, artysto, twórz, a twój inwestor zajmie się resztą. I koniec był taki jak zazwyczaj, czyli inwestor/agent uciekł z pieniędzmi.

Czasy, w których działał, były wyjątkowo cyniczne - rozwój biznesu był agresywny i zupełnie nieprzemyślany, nastawiony na szybki wzrost, ale projekty, które są pokazywane w Łodzi, przetrwały czas i po latach jeszcze bardziej podkreślają artyzm, bezkompromisowość i nowatorskość twórcy.

Patrzyłam na nie i widziałam obecne wybiegi Gucci, Loewe czy Victor & Rolf. Dwie dekady temu pozował z własną sztuczną głową - kilka lat temu na wybiegu Gucci modelki i modele szli z głowami w roli akcesorium. Zastanawiam się, co by było, gdyby został w Londynie i do Polski nie wrócił. Może miałby imperium na skalę Aleksandra McQueena?

Arkadiusa nie mieszka w Polsce, na poświęconą mu wystawę przyjechał z wizytą (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl) , Zdaniem Harel projekty Arkadiusa wyprzedziły modę (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl) , Wystawa Arkadiusa w Muzeum Włókiennictwa w Łodzi (Fot. Marcin Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

Wiele marek w Polsce - nawet tych sieciowych - pojawiło się i zniknęło. Dlaczego?

U nas liczy się cena - jak najniższa - co w dobie kryzysu nie jest dziwne. Chcemy dużo i tanio, chociaż pewnie dla świata i dla nas byłoby lepiej mniej, drożej, ale lepszej jakości i ze znanego źródła.

Sieciówki znikają, bo są za drogie, ale także dlatego, że nie nadążają za byciem przyjaznymi użytkownikom internetowym. Klienci potrzebują zanęcenia ładnym obrazkiem, dodaniem do koszyka po jak najmniejszej liczbie klików. Padają także dlatego, że niewystarczająco szybko podążają za trendami - muszą zaskakiwać i bodźcować klientów.

Sieciówki są także pożerane przez ultra fast fashion: Shein, Temu, AliExpress, które oferują sukienkę zamiast za 100 zł za 30 zł. Na TikToku są kompilacje, w których porównuje się ubrania np. z Zary i Shein. Są identyczne, a różni je cena i metka.

Dziś sieciówki, które inspirują się wybiegami, są kopiowane przez ultraszybką modę. Przyszła mała rybka, podgryza gigantów i rośnie w zastraszającym tempie.
Shein to jedna z platform specjalizująca się w ultra szybkiej modzie (Uskarp/Shutterstock)

Przetrwają tylko ultrasi?

Niestety tak. Ładnie i atrakcyjnie opakowani, działający przy wsparciu zasięgowych influencerek, z cyklem produkcyjnym zamykającym się w kilku dniach. A że będzie to produkt słabej jakości, z dziwnego tworzywa, które może uczulić, to inna sprawa.

Dokąd zmierza moda?

Ku rozwarstwieniu. Będzie moda superszybka, robiona nieetycznie. Z drugiej strony antytrendem będzie stawianie przy kupnie ubrań na etyczną produkcję, wyższe ceny i rozsądną konsumpcję.

W Warszawie swój pop up, czyli czasowo działający sklep, miał Shein. Równocześnie były protesty i kolejka do wejścia - to najlepiej obrazuje te dwie tendencje.

Zupełnie obok, niczym niezagrożone, będą marki luksusowe. One mają stałych, bogatych odbiorców i grupę aspirujących. W pandemii marki luksusowe miały wzrosty, one sobie będą zawsze radzić - jak się torebki nie sprzedają, to wypuszczają szminki.

Dla Harel w modzie ważne jest, żeby dobrze czuć się w ubraniach (Archiwum prywatne) , Moda to biznes, ale także sztuka (Chaosamran_Studio/Shutterstock)

Wniosek, że wystarczy się odciąć od mediów społecznościowych, żeby moda rozumiana jako pogoń za trendami przestała się liczyć. 

Tak, ale miło, że napisałaś do mnie na Instagramie!

Harel. Dziennikarka modowa, która o trendach, projektantach i zjawiskach pisze na swoim blogu od 2006 roku. Od 2020 roku prowadzi także podcasty i współpracuje z polską edycją Vogue. Jest wielką propagatorką polskich marek oraz rozsądnej konsumpcji.

Ola Długołęcka. Redaktorka. Czujnie obserwuje ludzi i przysłuchuje się ich rozmowom. Ciekawią ją relacje między ludźmi, a zwłaszcza różnice międzypokoleniowe, lubi pisać o trendach, modach i zjawiskach. W wolnych chwilach trenuje jeździectwo.