Marcelina, 35 lat, mama sześcio- i czterolatka
Żadne z nas się nie spodziewało, jak bardzo pojawienie się dziecka wpłynie na nasze życie seksualne, które nigdy nie wróciło do stanu sprzed ciąży.
Adam, 44 lata, ojciec 15- i 13-latka
Rodzicielstwo pozbawiło seks spontaniczności. Mimo że moi synowie są już nastolatkami, to wciąż jej nie odzyskaliśmy. To dla mnie największa strata.
Alicja, 38 lat, mama ośmio- i czterolatka
Mam wrażenie, że moje doświadczenia są zupełnie inne niż większości mam. Seks po dzieciach jest nawet lepszy niż wtedy, kiedy ich jeszcze nie było.
Marek, 44 lata, ojciec 13- i 10-latka
Mimo że moje dzieci są już nastolatkami, dylemat: seks, Netflix czy sen?, jest wciąż aktualny. Chodzą spać późno, wstają wcześnie rano. Okienko na seks jest krótkie.
"Muszę aktorzyć"
Marcelina: Byliśmy ze sobą pół roku, zanim urodziło się nasze pierwsze dziecko, od trzech miesięcy uprawialiśmy seks. Nie zamierzaliśmy tak szybko zostać rodzicami, ale też nie rozpaczaliśmy z powodu ciąży. Planowaliśmy wspólną przyszłość.
Odkąd pojawiły się dzieci, praktycznie nie odczuwam potrzeby uprawiania seksu. Jeszcze przed drugim dzieckiem, gdy hormony w moim organizmie zaczęły się normować i wrócił mi okres, libido mi się nieco zwiększyło. Myślałam, że po drugim dziecku też tak będzie. Niestety, tak się nie stało.
Dlaczego nie mam ochoty na seks? Przede wszystkim jestem przebodźcowana dotykiem. Gdy dzieci były małe, to przebodźcowanie sięgało zenitu. Wtedy dochodziło jeszcze to, że nie czułam się dobrze w swoim ciele – mój brzuch był sflaczały, nie podobałam się sobie. Nie potrafiłam się też zrelaksować i kochać w sytuacji, w której dziecko leżało tuż obok naszego łóżka. Pomijam już fakt, że często się budziło.
Mimo że moje dzieci są już starsze, w dalszym ciągu mam dużo tego dotyku – nie tylko od moich dzieci, ale także dzieci innych, bo pracuję w żłobku.
Nie bez znaczenia jest także to, że jestem wiecznie zmęczona. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko, umówiliśmy się, że to ja będę zajmować się domem - sprzątać, gotować, opiekować się maluchami, a mąż skupi się na pracy. Gdy po kilku latach i ja wróciłam do pracy na pełen etat - zaczęłam zarabiać nawet więcej niż on - w naszym podziale obowiązków nic się jednak nie zmieniło. Wieczorami jedyne więc, czego naprawdę pragnę, to żeby ostatnie minuty przed snem pobyć chwilę sama, w milczeniu, żeby nikt mnie nie dotykał.
Zdaję sobie sprawę, że mężowi bardzo brakuje seksu, więc idę na ustępstwa. Nie lubię sformułowania, że się zmuszam, ale poniekąd trochę tak jest. To zawsze on inicjuje zbliżenie, nigdy ja. Staram mu się wtedy dawać wskazówki, co może robić, żeby było mi przyjemniej, ale nie zawsze to działa. Muszę "aktorzyć".
Mąż czasem mi wypomina, że przed dziećmi przekonywałam go, jak ważny jest dla mnie seks w związku, a teraz tego nie widzi. Tylko ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak fajne jest leżenie w łóżku samej, kiedy nikt cię nie dotyka.
Dopiero ostatnio zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie bardzo pomogłoby mi, jakby mąż odciążył mnie w domowych obowiązkach: zobaczyłam w internecie mem i pomyślałam – to o mnie! Mąż wysyłał żonie seksowne zdjęcia, jak… odkurza, sprząta, gotuje. Gdyby jeszcze zrobił to z własnej inicjatywy, to na pewno bym chętnie wskoczyła z nim do łóżka!
Jak proponuję mężowi terapię u seksuologa, to odmawia, bo nie chce opowiadać obcej osobie o naszych intymnych sprawach. Nie słucha podcastów, które mu wysyłam, nie czyta książek o tematyce związanej z naszymi rozterkami. Gdy zaproponowałam mu, abyśmy zatrudnili panią do sprzątania, to się skrzywił, bo nie chce, żeby ktoś obcy grzebał w jego rzeczach.
"Decyzja, że chcemy uprawiać seks"
Alicja: Mój mąż i ja jesteśmy ze sobą 14 lat. Zawsze mieliśmy bardzo dobry seks. I nie chodzi o częstotliwość, ale przede wszystkim o jakość. Nigdy nie przeżyliśmy takiego filmowego etapu w związku, że nie wychodziliśmy z łóżka przez kilka dni i jak tylko się widzieliśmy, to się na siebie rzucaliśmy. Odkąd się poznaliśmy, nasz seks wygląda mniej więcej tak samo, ma podobną częstotliwość. Zmienia się oczywiście w zależności od tego, co dzieje się w naszym życiu, nigdy jednak nie było momentu, w którym by zniknął.
Dlaczego? Bo podjęliśmy decyzję, żeby tak właśnie było. Myślimy o tym, rozmawiamy i aktywnie działamy w tym kierunku.
Zanim pojawiły się w naszym życiu dzieci, bardzo często omawialiśmy nasze potrzeby, także względem seksu, wiedzieliśmy, że dla nas obojga jest on ważny, że to sfera, o którą trzeba dbać, trochę wbrew zmęczeniu, kiepskiemu samopoczuciu. Taka, której nie można odkładać na później. Że ten seks to taka przestrzeń tylko dla nas, w której jesteśmy tylko ja i mój mąż, a nie my z dzieckiem – mamy swój własny język, którym się porozumiewamy, który rozumiemy tylko my.
Mój mąż nie jest w stanie przez kilka tygodni seksu nie uprawiać, bardzo źle wpływa to na jego samopoczucie. Ważna jest dla niego zarówno bliskość, jak i pozbycie się napięcia. Gdy byłam w ciąży, zdecydowaliśmy, że nie zawiesimy naszego funkcjonowania jako para, będziemy dbali o to, aby spędzać razem czas. Że nie stanie się tak, że ja będę przez jakiś czas tylko dla dziecka, a mój mąż pójdzie w odstawkę.
Gdy minął okres połogu, zależało mi więc na tym, aby jak najszybciej wrócić do aktywności seksualnej.
Na pewno pomogło to, że miałam bardzo dobre doświadczenie porodu, w dodatku zmiany w ciele, które nastąpiły wskutek rozcięcia, a następnie zszycia pochwy, sprawiły, że zaczęłam czerpać z seksu większą przyjemność. Poród bardzo mnie też wzmocnił jako kobietę. Poczułam niesamowitą sprawczość, moc. Staliśmy się też silniejsi jako para, bo przeżyliśmy go razem, bardzo nas do siebie zbliżył. Nasz tryb życia również pozwala nam wyrywać chwile dla siebie – mamy oboje wolne zawody.
Nie chciałabym idealizować naszego życia seksualnego. Codzienność z dzieckiem jest bardzo wyczerpująca – nie mamy wsparcia dziadków, nigdy nie mieliśmy niani na stałe, dziećmi zajmujemy się sami. Nie przesadzę, gdy powiem, że przez sześć ostatnich lat chodziłam niewyspana.
Do seksu nie zawsze dochodzi, bo czujemy pożądanie. To po prostu decyzja, że chcemy, aby się wydarzył. Wiemy, że jak już zaczniemy się kochać, to będzie nam po chwili przyjemnie – bo lubimy być blisko, a efekty tego zbliżenia będą wyłącznie pozytywne. Nie zawsze jesteśmy idealnie dopasowani, ale nie o to chodzi, chodzi o to, że jesteśmy w tym razem. To trochę jak z pójściem na siłownię po ciężkim dniu w pracy – nie chce mi się, ale idę, bo wiem, że nie będę żałować.
W pewnym momencie – gdy moje dziecko miało już prawie trzy lata, ale wciąż się budziło w nocy – podjęłam decyzję, że nieważne, jak bardzo nie będzie mi się chciało, i nawet jakby miało to być tylko na godzinę, to nie będę całej nocy spędzać w pokoju dziecka, tylko wrócę do sypialni do męża. Czułam, że przeciąganie okresu, w którym każde z nas śpi osobno, nie jest niczym dobrym.
Cały czas dostosowujemy aktywność seksualną do tego, jak się czujemy. Po porodzie uczyliśmy się obchodzić moje obolałe miejsca. W okresie karmienia piersią w sposób naturalny piersi zeszły na dalszy plan, bo służyły czemuś innemu niż erotycznej przyjemności, w dodatku źle mi się kojarzyły – podczas karmienia doświadczałam silnego spadku serotoniny, co wiązało się automatycznie ze spadkiem nastroju.
Z kolei po drugim dziecku miałam trudny okres, w którym borykałam się z silnymi lękami. Musiałam skorzystać z pomocy specjalisty. To bardzo wpłynęło na nasz seks, co nie oznacza, że on zniknął. Stał się po prostu delikatniejszy, więcej było pieszczot i przytulania niż klasycznego seksu z penetracją.
Największej rewolucji w naszym seksie dokonała wazektomia, która bardzo nas do siebie zbliżyła – według mnie to po prostu wielkie wyznanie miłości mężczyzny wobec kobiety, komunikat: mam wszystko, czego mi trzeba. Uwolniła nas od lęków o ciążę, dała nam mnóstwo swobody, sprawiła, że zaczęliśmy z seksem eksperymentować.
"Tęskniłem za jej piersiami"
Adam: Z moją żoną jesteśmy razem od 20 lat. Zanim pojawiły się w naszym życiu dzieci, mieliśmy bardzo satysfakcjonujący, regularny seks. Kochaliśmy się przede wszystkim wtedy, kiedy mieliśmy na to ochotę, a nie czas. Teraz seks musimy zaplanować. Ale jak śpiewa Kae Tempest: "Sex is still good, when you get it".[kiedy seks już się pojawia, jest dobry – przyp. red.].
Gdy dzieci były małe, planowaliśmy seks wtedy, gdy spały – w nocy czy w ciągu dnia, kiedy wypadała im drzemka. Teraz, jak są starsze, miewamy też okazje, jak nie ma ich w domu – bo są u babci albo gdzieś wyjadą – choć nadal najczęściej mamy dla siebie najpóźniejszą część wieczoru.
Dobrze wspominam okres, kiedy zarówno ja, jak i moja żona pracowaliśmy zdalnie. Dzieci były w placówkach, a my, nierzadko zanim włączyliśmy się do pracy, uprawialiśmy seks. Niestety, od jakiegoś czasu żona zaczęła codziennie jeździć do biura. Tęsknię za tym naszym porannym seksem.
Nadal pamiętam też nasze wyjazdy "sprzed dzieci" – mogliśmy się bzykać o każdej porze dnia i nocy. Obecnie wakacje to nie odpoczynek, ale wyzwanie. Moje dzieci nigdy nie chciały jeździć na kolonie czy obozy, więc latem są z nami cały czas – wyjeżdżamy we czworo. Nie zawsze stać nas na wynajem dwóch osobnych pokoi, więc często gnieździmy się we czwórkę w jednym. O seksie można zapomnieć.
Pamiętam, że jak dzieci były bardzo małe i żona wciąż karmiła piersią, czekałem z utęsknieniem na dzień, w którym odzyskam jej piersi. Bo nie chciała, abym ich dotykał, często ją bolały od przepełnienia mlekiem.
Jest taka scena w filmie "Depresja gangstera". Psychoterapeuta odkrywa, że jego pacjent, którego gra Robert De Niro, ma kochankę. Zdziwiony pyta: "Czemu masz kochankę?". Oburzony gangster odpowiada: "Z żoną nie mogę robić wielu rzeczy. Ona tymi ustami całuje moje dzieci!". Na szczęście zupełnie nie mam tak jak bohater De Niro, ale rozumiem, co ma na myśli. To dzielenie się kobietą z dziećmi bywa dla mężczyzny wyzwaniem.
Mam wrażenie, że żonie zdarzało się uprawiać ze mną seks z poczucia obowiązku. Mówiła coś w rodzaju: "Powinniśmy się pobzykać, wiem, że tego potrzebujesz". Nie czułem się z tym dobrze, że robi coś na siłę. Z drugiej strony to ona wychodziła z inicjatywą. Czy miałem więc odmówić? Wydaje mi się, że ta zgoda na nieidealny seks w tym trudniejszym okresie jest niepisaną umową między partnerami i tak naprawdę służy relacji. Znam związki, w których tej umowy zabrakło i te relacje na tym ucierpiały.
"Kupowaliśmy czas na seks"
Marek: Z moją żoną jesteśmy razem od 23 lat. Przechodziliśmy różne fazy w związku, które miały wpływ także na seks. Prawda jest jednak taka, że przed dziećmi seks był po prostu dostępny, po dzieciach stał się produktem luksusowym.
Bardzo długo byliśmy sfrustrowani tym, że nie potrafimy zorganizować naszego życia z dziećmi tak, aby zaspokajać wszystkie ważne potrzeby każdego członka rodziny, w tym nasze jako pary.
Marta oba porody miała dość trudne, wyszła z nich porządnie pokiereszowana. Po pierwszym połóg trwał 10 miesięcy, po drugim z kolei musiała mieć operację, tzw. plastykę pochwy.
Gdy po pierwszym połogu mogliśmy już wrócić do aktywności seksualnej, nasz syn przestał spać. Do trzeciego roku życia budził się w nocy co trzy godziny. Zostało u niego później zdiagnozowane spektrum autyzmu. W międzyczasie pojawiło się drugie dziecko. I historia się mniej więcej powtórzyła.
Uprawialiśmy przez ten czas seks, ale zazwyczaj na niewyspaniu. Albo odbywaliśmy dyskusję: "Chce ci się? Nie. Mi też nie. Ale nie wiadomo, kiedy będzie znowu okazja. No dobra".
Na szczęście oboje mamy własne firmy, możemy pracować z domu, więc wyrywaliśmy te chwile wolne na seks, gdy dzieci spały.
Bardzo trudnym momentem był dla mnie okres, w którym Marta była mocno związana z dziećmi fizycznie. Pierwsze było odstawione od piersi, ale wciąż karmiła drugie. Oboje woleli być blisko z nią niż ze mną. Gdy tylko przeżywali jakieś trudne momenty, od razu biegli do niej się przytulić, wypłakać. Z nią chcieli zasypiać, spać.
Byłem niedopieszczony, samotny, zły. Nie da się zastąpić bliskości z żoną czy dziećmi niczym innym. Na szczęście miałem w sobie na tyle siły i byłem na tyle świadomy tego, co się dzieje, aby zwrócić się po pomoc do specjalisty, a nie przenosić swoje frustracje na Martę czy na dzieci. Bardzo mi to pomogło i pozwoliło przebrnąć przez ten najtrudniejszy czas. Jako para, a także rodzina, bardzo szybko zaczęliśmy też korzystać z metody komunikacji porozumienie bez przemocy – stosujemy tę strategię na co dzień, co bardzo pomaga w rozwiązywaniu konfliktów.
Dodatkowym utrudnieniem w dostępie do intymności był wybór edukacji domowej dla naszych dzieci. Jako rodzina zyskaliśmy dużo wolności, ale znalezienie czasu na seks stało się jeszcze trudniejsze. Dzieciaki były z nami przez kilka lat 24 godziny na dobę. Wstyd się przyznać, ale nieraz kupowaliśmy sobie czas na seks. Dawaliśmy dzieciakom po dyszce i wysyłaliśmy je na lody. Mieliśmy dla siebie 20 minut.
Ostatni rok to jeden z najlepszych okresów w naszym życiu. Podjęliśmy decyzję, aby dzieciaki realizowały program edukacyjny częściowo w domu, częściowo w placówkach demokratycznych. Cztery razy w tygodniu chodzą do szkoły na kilka godzin, co oznacza, że w te dni między 12 a 15 mamy czas tylko dla siebie. Nasze życie seksualne odżyło. Możemy uprawiać seks tak głośno, jak chcemy. Nie musimy zastanawiać się nad tym, czy kogoś obudzimy, czy ktoś zaraz nie zapuka do naszej sypialni.
***
Marcelina: Mimo że tak naprawdę nie brakuje mi w życiu seksu, to smuci mnie, że ten obszar naszego związku jest tak zaniedbany. Chciałabym nad nim popracować, tym bardziej że wiem, że drzemie w nas potencjał. Ostatnio poszliśmy na jedną z pierwszych randek po pojawieniu się dzieci. Bałam się, że nie będziemy mieli o czym rozmawiać. A tu niespodzianka. Spędziliśmy cudowny czas.
Alicja: Zdaję sobie sprawę z tego, że mam superpartnera, z którym mogę rozmawiać o wszystkim, który jest oczytany, edukuje się, przeszedł własną terapię, jest świadomy swoich potrzeb. Dzielimy się obowiązkami domowymi, oboje pracujemy. Wielu mężczyzn mogłoby się porządnie dokształcić w tematach związanych z rodzicielstwem czy relacjami, wspierać bardziej kobiety w zajmowaniu się domem.
Słuchając opowieści moich koleżanek matek, nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że często powodem ich problemów w związku nie jest "niefajny" partner, ale to, że zatraciły się w macierzyństwie – dają z siebie wszystko, ale przede wszystkim dla dzieci. Z różnych powodów się to dzieje i nie chcę tego oceniać – bo długo starały się o dziecko i chcą doświadczyć macierzyństwa w pełni, bo w naszej kulturze macierzyństwo to wielka misja, nie ma tu miejsca na popełnianie błędów. Wciąż silny jest kult matki Polki, a nie Polki kochanki, więc siłą rzeczy partnerzy schodzą na dalszy plan.
Moim zdaniem dla dziecka najważniejsze nie jest jednak to, że jesteśmy rodzicami, ale że jesteśmy ludźmi, którzy mają różnego rodzaju potrzeby i obowiązki – i wobec dziecka, i wobec siebie, i wobec partnera.
Adam: Znaczący wpływ na jakość naszego seksu miało to, że poddałem się wazektomii. Poczuliśmy ogromny przypływ wolności i swobody. Możemy uprawiać seks i nie myśleć o kolejnych dzieciach, których nie zamierzamy mieć. Przede wszystkim jednak wciąż się z żoną bardzo pragniemy. Mimo że jej ciało zmieniło się po dzieciach, nie przestałem jej pożądać. Mam wrażenie, że im jesteśmy ze sobą dłużej, tym jest nam ze sobą lepiej. Jakbyśmy wchodzili na kolejny poziom wtajemniczenia seksualnego.
Marek: Mimo tych wszystkich trudności i frustracji zawsze chciało nam się uprawiać ze sobą seks. Po 23 latach moja żona wciąż bardzo mnie podnieca. Ten seks nie jest oczywiście taki, jaki był na początku. Częścią naszej gry wstępnej jest dziś raczej rozmowa na temat tego, jaki wybrać lubrykant, a nie sexting od rana do wieczora czy długie romantyczne wieczory przy winie. Mam jednak wrażenie, że jeszcze wiele rzeczy przed nami do odkrycia w tej sferze.
Chcesz opowiedzieć swoją historię? Napisz do mnie: ewa.jankowska@grupagazeta.pl
Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, z wykształcenia psycholożka i kulturoznawczyni. W mediach od 2011 roku.

