Rodzina
Kobiety po porodzie przeżywają często taką samą żałobę po swoim życiu sprzed dziecka jak po utracie bliskiej. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)
Kobiety po porodzie przeżywają często taką samą żałobę po swoim życiu sprzed dziecka jak po utracie bliskiej. Zdjęcie ilustracyjne (Fot. Adam Stępień / Agencja Wyborcza.pl)

***Rozmowa po raz pierwszy została opublikowana 28 listopada 2024 roku.

Moja córeczka niedługo skończy dwa lata. Nie ma dla mnie ważniejszej osoby niż ona. A jednak kiedy ją urodziłam, czułam ogromną tęsknotę za samą sobą sprzed ciąży. Miałam wtedy poczucie, że więcej straciłam, niż zyskałam.

To bardzo naturalne. Nawet jeśli spodziewamy się, że macierzyństwo może nie wyglądać jak z Instagrama, to kiedy dziecko pojawia się na świecie, czasem trudno uwierzyć, jak dużo się zmienia. I niby wiedziałyśmy, że pewne rzeczy będą dla nas niedostępne, przynajmniej przez jakiś czas, niby zdawałyśmy sobie sprawę, że nie będziemy już mogły patrzeć wyłącznie na czubek własnego nosa, a jednak waga straty, którą odczuwamy, nas zadziwia, przytłacza. I powoduje poczucie winy.

Bo przecież chciałyśmy tej ciąży, tego dziecka i ono jest, zdrowe i różowiutkie, a teraz są takie chwile, gdy wolałybyśmy, żeby było jak wcześniej. W głowie rodzą się myśli: czy chciałabym cofnąć czas? Czy byłoby mi lepiej bez dziecka? I jak w ogóle mogę tak myśleć?

I dlaczego tak czuję, skoro przecież kocham swoje dziecko i sama się na nie - w większości przypadków - zdecydowałam? Bardzo wiele kobiet mówi mi podczas sesji: "Po co mi to było?", "Wcześniej było tak dobrze, a teraz jest ciągle stres", "Żałuję, że się zdecydowałam". Mówiąc to, niejednokrotnie płaczą, bo często pierwszy raz same przed sobą głośno przyznają się do takich myśli. W głowie miesza im społeczny i rodzinny przekaz, że dziecko wszystko wynagradza, że to największa nagroda i spełnienie, jakie mogą spotkać kobietę. Mężczyzna jest oceniany przez pryzmat swojej pracy zawodowej, osiągnięć, zarobków. Kobieta jest oceniana przede wszystkim przez pryzmat relacji. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia.  Czego będzie się życzyć młodym dziewczynom czy samotnym kobietom? Żeby znalazły dobrego chłopca, miłość, miały szczęśliwą rodzinę. Więc skoro dziecko miało wszystko wynagrodzić i być całym ich życiem, to czemu czują, że tyle straciły?

Czemu więc?

Bo często inne tożsamości kobiety giną pod tożsamością matki. Wiele moich klientek usłyszało od najbliższych: "Teraz to dziecko jest najważniejsze". Wszyscy interesują się maluchem, jemu przynoszą prezenty, a przecież on nawet o tym nie wie. O kobiecie nikt nie pamięta, nie interesuje się, jak ona się ma, bo co to za problem urodzić dziecko? Co w tym trudnego je wychować? Wszyscy to przeszli, więc gdzie tu filozofia? Kobiety same o sobie tak myślą - czują się wartościowe, kiedy osiągają sukces, przynoszą pieniądze. Kiedy "siedzą z dzieckiem w domu" i "tylko zmieniają pieluchy", ich poczucie wartości maleje.

Kobiety czują się też rozczarowane - nie tylko dzieckiem, które nigdy nie jest takie, jak sobie wyobrażałyśmy, ale też sobą, bo myślały, że będą bardziej wydolne, zadowolone, radosne. Patrzą na koleżanki, które często nie mówią prawdy, albo zaglądają do przekazu rodzinnego i tam wszystko zawsze jest w porządku. Co w takim razie jest ze mną nie tak? - pytają. Ciągle pokutuje przekonanie, że problem jest wtedy, jak ktoś w rodzinie pije, bije albo dzieją się inne dramaty związane z przemocą. A jak ktoś czuje się opuszczony, sfrustrowany, brak mu poczucia własnej wartości, to niewiele się z tym robi. Staje się to dziurą w historii, która ciągnie się potem przez pokolenia.

Za czym tęsknią kobiety?

Większość z nich tęskni za wolnością, ale pod tą wolnością kryją się różne rzeczy. Są takie, którym brakuje beztroski, spontaniczności i swobody. Innym chodzi o rozwój zawodowy. Większość mówi o równych szansach. Że to bzdura, że da się doskonale pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową, bo nie możesz być na sto procent z dzieckiem, choćby myślami, i jednocześnie na sto procent w swojej roli zawodowej. Zawsze jest jakaś przerwa, deficyt uwagi, coś się dzieje wolniej. Na każdym kroku kobiety muszą wybierać: ja czy dziecko? Mąż czy dziecko? Matka czy dziecko? Do kogo mam biec najpierw, żeby je uratować? Bo wpisane w rolę kobiety jest to, że wszystkim i wszystkimi się zajmuje. Ale sobą najmniej. Więc tęsknią też za przeznaczaniem czasu i uwagi sobie samej.

Pamiętam dziewczynę, która przyszła do mnie, bo nie mogła sobie poradzić z zazdrością wobec koleżanek, które odnosiły sukcesy, świetnie sobie radziły w pracy, były doceniane. "A ja siedzę z dzieckiem i nic nie robię. Co to za problem przewinąć dziecko, każdy może to robić" – mówiła. Kiedy zaczęłyśmy o tym rozmawiać, dotarłyśmy do tęsknoty za jej "starym" życiem, a właściwie jego fragmentem – byciem docenianą, zauważoną. Okazało się, że jej poczucie wartości było związane z jej sukcesami zawodowymi, bo rodzice dostrzegali ją tylko wtedy, kiedy odnosiła sukcesy w nauce. I ona tęskniła za tym, żeby być dostrzeganą – przez partnera, bliskich – również wtedy, kiedy "nic" nie robi. "Tylko" przewija i karmi dziecko.

Wiele klientek mówi mi: "Dziecko mi to zabrało" albo "Macierzyństwo mi to zabrało". Dużo pracy wkładamy w dostrzeżenie, że to był jednak ich wybór, a po prostu każdy wybór wiąże się z jakąś stratą. Jak kobieta to zobaczy, łatwiej jest przedefiniować pojęcie wolności tak, żeby móc wygospodarować jej trochę w swoim "nowym" życiu.

Któregoś dnia zdałam sobie sprawę, że czuję się tak, jakbym kogoś straciła i miała go nigdy więcej nie zobaczyć. Tym kimś byłam ja sprzed bycia mamą. Czy ten stan ma coś wspólnego z żałobą?

W zasadzie wszystko! Żałobę kojarzymy nawykowo ze śmiercią bliskiej osoby, ale tak naprawdę możemy ją przeżywać wielokrotnie w zupełnie innych sytuacjach: przy okazji rozwodu, zmiany pracy, przeprowadzki czy właśnie po narodzinach dziecka. Przeżywamy żałobę po życiu, które kiedyś prowadziliśmy. I nawet jeśli sami dokonujemy jakiegoś wyboru, to nie znaczy, że nie możemy tęsknić za czymś, co minęło. Entuzjazm wynikający z nowego etapu nie wyklucza tęsknoty za tym, co było.

W macierzyństwie, zwłaszcza wczesnym, jest dużo samotności i poczucia wstydu - mówi Katarzyna Półtorak, psycholożka. Zdjęcie ilustracyjne (Fot.Tomasz Wiech / Agencja Wyborcza.pl)

Gdyby kobiety wiedziały, że dobrze jest dopuścić do siebie to uczucie żałoby, łatwiej byłoby zrozumieć, że w przypadku macierzyństwa nie tracimy tego, za czym tęsknimy, na zawsze. Że pewne elementy można włączyć do naszego obecnego życia. To pozwala nam zbudować nową tożsamość - i ona też nie musi być na stałe. Możliwe, że kiedy dzieci wyjdą z domu, znów będziemy przeżywać żałobę. Ale jeśli rodzi się w nas taki smutek, dajmy sobie na niego przestrzeń.

Trudno jest się do tego przyznać przed sobą, a co dopiero przed kimś - partnerem czy rodziną.

W macierzyństwie, zwłaszcza wczesnym, jest dużo samotności i poczucia wstydu. Bardzo wiele kobiet mówi o tym, że nawet jeśli już zdają sobie sprawę z tego, że tęsknią za swoim życiem sprzed dziecka, to wstydzą się do tego przyznać i nie mają osoby, która w ich poczuciu by je z tymi emocjami przyjęła. Kiedy przebąkują, że jest im trudno, słyszą, że "przesadzają", mają "fanaberie", więc nie dzielą się swoimi emocjami, bo boją się, że ktoś dojdzie do wniosku, że nie kochają dziecka - próbują ukryć przed wszystkimi, jak naprawdę się czują. A przecież można kochać dziecko i czuć, że rola matki nas, choćby na jakimś etapie, przez jakiś czas, przytłacza.

Zaprzeczenie, złość, dezorganizacja, reorganizacja, akceptacja - czy aby zaakceptować siebie w nowej roli, musimy przejść przez te wszystkie etapy żałoby?

Żeby żałoba mogła się domknąć, dobrze jest przejść wszystkie jej etapy, ale trzeba pamiętać, że one nie muszą iść linearnie i następować jeden po drugim. Może nam się wydawać, że zaakceptowałyśmy nasze "nowe" życie, ale zdarzy się coś, co wybudzi stare emocje i znów będziemy zmagać się z tęsknotą za tym, co było. To się zapętla, między etapami możemy się przesuwać.

Co się stanie, jeśli kobiety nie zaopiekują się tymi emocjami, nie pozwolą sobie na nie, tylko będą je spychać i nakładać codziennie maskę, że wszystko jest okej?

To zwykle wychodzi w komunikacji. Od matki, która od dawna jest w ogromnej frustracji albo którą dotyka wypalenie macierzyńskie, dzieci słyszą: "Ja dla ciebie sobie żyły wypruwam, a ty jesteś taki niewdzięczny", "Wszystko dla ciebie poświęciłam i nic z tego nie mam". Jung mówił, że największym ciężarem dla dziecka jest nieprzeżyte życie jego rodzica. A nam nikt za to nie da medalu, mimo że trochę się jednak spodziewamy, że za lata bycia czyjąś mamą ktoś nam podziękuje, będzie wdzięczny, a potem dzieci i wnuki przyjadą na Wigilię. I to będzie nasza nagroda. A potem się okazuje, że jedna córka mieszka w Australii, druga we Francji, a syn nie ma dzieci.

Zobacz wideo Beata prowadzi rodzinny dom dziecka. Adoptowała pięć córek

I nagroda nie przychodzi.

Dzieci nie są po to, żeby były nam wdzięczne albo oddawały nam wysiłek, który wkładamy w ich wychowanie i opiekę nad nimi. To my powołaliśmy je na świat, nikt ich nie pytał o zdanie, więc za nic nie muszą nam dziękować. Poza tym my też dostaliśmy coś od swoich rodziców. Czy my coś chcemy im oddawać? Czy dobrze się czujemy, kiedy oczekuje się od nas za to wdzięczności? Nie. Wszystko jest okej, jeśli chcemy spędzać czas z naszą 80-letnią mamą, jesteśmy ciekawi, co u niej, ale robimy to z poziomu miłości i przywiązania. Ale jeśli robimy to dlatego, że ona tego od nas oczekuje, albo po to, żeby nie czuć jakiegoś poczucia winy, to trudno nazywać to dobrą relacją.

Jak się przystosować do rzeczywistości w nowej roli?

Przedefiniować pojęcie wolności. Często jest tak, że my sobie do niej w nowych warunkach nie dajemy prawa. Ale może być kobiecie trudno, może się czuć rozczarowana, sfrustrowana. To znaczy, że musi zwrócić na siebie uwagę. I zdać sobie sprawę, że może wybierać i decydować w swoim życiu, co jest akurat dla niej najważniejsze - i to też jest wolność. Jeśli ma potrzebę zadbania o siebie, nie znaczy, że nie kocha dziecka czy męża.

Stawianie granic, stawianie siebie na pierwszym miejscu - to można ćwiczyć. To nie musi nam przychodzić łatwo, zwłaszcza jeśli mamy inne wzorce i całe dotychczasowe życie stawiałyśmy innych na pierwszym miejscu. Ale mamy żyć własnym życiem, nie cudzym. I to my piszemy tę naszą historię macierzyństwa. To, jakie ono będzie, jak będziemy je widziały, wpłynie na to, z jakim bagażem będzie szło w życie nasze dziecko. Schematy, które przekazujemy, słowa, których używamy - z tym nasze dziecko będzie szło w swoją dorosłość. Jeśli będę umęczoną matką, która poświęca się dla całej rodziny, moja córka też taka najpewniej będzie, a mój syn będzie oczekiwał tego samego od swojej partnerki. Jeśli jednak nauczę się łączyć moje tożsamości, tak żebym miała z życia satysfakcję, moja córka też będzie miała tę umiejętność, a mój syn będzie umiał zrobić miejsce na pasje i potrzeby swojej dziewczyny.

Można się przystosować. Ale czy ta tęsknota za dawnym życiem kiedyś się kończy?

W życiu jest tak, że zawsze będziemy za czymś tęsknić - za jakimś jego etapem, relacją, która przeminęła, miejscem, które opuściliśmy. I to jest okej, jeśli jest w tym więcej wdzięczności niż nostalgii - bo to nas w jakiś sposób zbudowało, pozwoliło iść dalej w życie. Jeśli ta tęsknota nas obciąża, warto się przyjrzeć, czego tak naprawdę nam brakuje. I się sobą w tej kwestii zaopiekować.

Katarzyna Półtorak. Psycholożka, twórczyni projektu "Mama ma moc!". Wspiera kobiety w budowaniu zaufania do siebie w macierzyństwie, relacjach i zmianach życiowych. Autorka e-booków "Nie krzycz – słuchaj" i "Jak odzyskać siebie po urodzeniu dziecka?". Prowadzi sesje i warsztaty online.

Lena Gontarek. Dziennikarka, redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Pisze o tym, co ją porusza: dyskryminacji, wykluczeniu, a odkąd została mamą - o macierzyństwie i rodzicielstwie. Usłyszane historie najchętniej opowiada w formie reportaży i wywiadów.