Tropisz zdrady od 18 lat. Pandemia coś zmieniła?
Sporo. Gdy byliśmy pozamykani w domach, najpopularniejsze stały się zdrady online. Płomienne romanse, podtrzymywane przez mejle czy wiadomości na różnych komunikatorach, zaczynały się czasem po prostu z nudów. Ale hotele nie działały, więc do spotkań nie dochodziło i wiele związków na boku kończyło się błyskawicznie. Zdarzało się też, że małżonkowie, którzy byli skazani na swoje towarzystwo w domu, nagle odkrywali, że nie są w stanie dłużej ze sobą wytrzymać. W pandemii poznawali kogoś przez internet i małżeństwo rozpadało się kilka miesięcy później.
Zatem nie miałaś wtedy dużo pracy?
W pandemii na parę miesięcy zawiesiliśmy firmę. Klienci dzwonili, ale nie braliśmy zleceń, bo nie byliśmy w stanie pracować.
Poza obostrzeniami był jeszcze jeden powód. Ludzie bali się, co będzie dalej, więc nie chcieli wydawać kilku tysięcy złotych na detektywa. Jak tylko zniesiono obostrzenia, można było podróżować i wynajmować hotele, wszystko wróciło do normy.
Do normy czy może ponad normę?
Masz rację, rzeczywiście ponad normę. Niektórzy szukają jeszcze mocniejszych wrażeń i zaczęli wyjeżdżać z kochankami. Ci, którzy ciężko przeszli covid, mówili: Zrozumiałam, że nie jestem wieczna, to ostatni moment, żeby się zabawić. Bywały dni, że telefon dosłownie się urywał. Dziś mamy o wiele więcej zleceń niż przed pandemią.
Jakie to zlecenia?
Bardzo typowe. Niewierny mąż zabierał gdzieś kochankę z innego miasta, którą poznał w pandemii przez internet, przyjeżdżała do niego. Były też przypadki, że kochankowie poznali się w pracy. Sporo rozmawiali zdalnie i nagle zaiskrzyło. Ona była z Krakowa, on z Warszawy. Przybyło par, które rozpoczęły romans jeszcze w pandemii i gdy się ona skończyła, ruszyły razem nad morze albo gdzieś pod Warszawę, na wspólne wyprawy kajakowe i rowerowe.
A ty za nimi! Na tzw. łono natury też? Tak dziś zdradzamy?
Tak! Spotkania na łonie natury masowo wybuchły w tym roku w czasie wakacji. Latem długo jest jasno, więc możemy zbierać dowody w terenie.
Niedawno śledziliśmy parę kochanków na wspólnym wypadzie kajakowym, a tydzień temu taką, która systematycznie wjeżdżała samochodem w las. Wiedziałam, po co jadą w te krzaki, ale bardzo trudno było udokumentować zdradę, bo nie mogłam przecież podejść blisko, żeby zrobić im zdjęcia. Jednak dowód w postaci fotografii, na których widać, jak pan podjeżdża pod dom obcej kobiety, zabiera ją do swojego samochodu, a potem znikają w lesie, jest wystarczający, by wykazać nielojalność męża.
Czyli będzie rozwód?
No właśnie różnie z tym bywa. Często ostatnio jest tak, że mamy niewątpliwe dowody zdrady, ale małżonkowie wcale nie decydują się na rozstanie.
Z czego to wynika? Mówią, że zdrada wzmocniła ich związek?
Tego nie słyszałam. Zwykle sprawa rozbija się o kwestie finansowe. Bądźmy szczerzy: małżeństwa, które przez lata zgromadziły spory majątek, kalkulują. Zdarza się też, że żonaty mężczyzna, który zauroczył się inną kobietą, dochodzi do wniosku, że namiętność to za mało, by związać się z nią na stałe. Skruszony wraca do żony, do dobrze znanego mu życia.
Miałam ostatnio kilka spraw, w których kobiety były przekonane, że doszło do zdrady, i tylko potrzebowały dowodów, żeby złożyć pozew o rozwód, ale tego nie zrobiły.
My, kobiety, szczególnie powinnyśmy dbać o swoje finanse. Zwykle mniej zarabiamy albo na jakiś czas zostawiamy pracę zawodową, żeby zająć się dziećmi. W sytuacjach ekstremalnych zostajemy więc często z niczym. Dlatego często radzę moim klientkom, że zanim złożą pozew, powinny się do tego dobrze przygotować finansowo, wcześniej zbierając pieniądze. Pewnie pojawią się głosy oburzonych, ale odpowiem: tak, pieniądze są ważne i za coś po rozstaniu trzeba żyć.
Skoro już wspomniałaś o pieniądzach to, czy w czasach inflacji kochankowie i kochanki są równie hojni jak wcześniej?
Ostatnio miałam przypadek starszego pana, który chętnie i hojnie sponsorował studentki. Jedną po drugiej. Wynajmował luksusowe apartamenty w Warszawie i ewidentnie spotykali się wyłącznie na płatny seks.
Ale to jedna z niewielu podobnych historii w ostatnim czasie. Zauważyłam, że rzeczywiście ludzie bardziej oszczędzają teraz pieniądze niż przed laty. Coraz rzadziej zdarza się, że panowie kupują swoim kochankom mieszkania czy samochody, a panie swoim kochankom drogie wycieczki. Obserwuję raczej takie podejście: owszem, uciechy chętnie, ale już inwestowanie w kochanków? Raczej niekoniecznie. Nie wiadomo, co za chwilę się wydarzy, więc trzeba się bardziej pilnować.
Nie zmieniło się natomiast to, że nadal częściej wynajmują nas kobiety niż mężczyźni. A jeśli już, to oni bardziej kalkulują, pytają mnie: A co mi to później da? Czy będę mógł dzięki temu zawalczyć o dzieci albo dostanę większą część majątku?
Gdy rozmawiałyśmy pięć lat temu mówiłaś, że zdrady królują w Warszawie i w Trójmieście. A jak mapa zdrad wygląda teraz?
W tej chwili mamy bardzo dużo zleceń z Łodzi. Na mapie zdrad przybyło też małych miast, zwłaszcza na Mazowszu. Dostajemy sporo spraw z takich miejscowości, jak Żyrardów, Sochaczew czy Skierniewice. Wygląda to najczęściej tak, że mieszkanka Mazowsza, która chce nas wynająć, wsiada w samochód, jedzie do sąsiedniej miejscowości, żeby się z nami spotkać. Za żadne skarby nie chcą tego robić u siebie. Chcą wiedzieć. Mówią: Nie chcę już siedzieć bezczynnie w czterech ścianach i patrzeć, jak mąż mnie zdradza, chcę coś z tym zrobić.
Zmienił się jakoś wiek zdradzanych i zdradzających?
Młodzi nas nie wynajmują, oni po prostu się rozstają. Ale dostajemy teraz zdecydowanie więcej zleceń od osób w wieku 50+, a nawet 60- czy 70-latków. Najstarszy zdradzający miał 83 lata i kilka kochanek w różnych miastach. Był bardzo zdziwiony, gdy żona przedstawiła mu zdjęcia z kochankami, które mu zrobiliśmy.
Gdzie zdradzają seniorzy?
Pewnie cię nie zaskoczę, że często w uzdrowiskach i sanatoriach. Niewierne są zarówno panie, jak i panowie. Niedawno byliśmy w Świeradowie-Zdroju i pod Szczawnicą. Wynajęła nas żona pana, który jeździł do sanatorium dwa razy w roku. Zorientowała się, że w tym samym czasie i w to samo miejsce wybiera się też ich wspólna znajoma. Intuicja jej nie zawiodła. Nakryliśmy parę na romantycznych spacerach i schadzkach, wszędzie chodzili pod rękę i w ogóle się nie ukrywali.
Ta sprawa zakończyła się rozwodem?
Nie, w tym przypadku ta pani tylko chciała wiedzieć. Bardzo często słyszę tak: Proszę pani, te zdjęcia nie są mi potrzebne do rozwodu. Kiedy mówię mężowi, że mnie zdradza, odpowiada, że nic się takiego nie dzieje, albo pada zdanie: to mi udowodnij. Więc postanowiłam udowodnić.
Zaraz po pandemii przyszła do mnie kobieta, która powiedziała wprost: Potrzebuję dowodów na zdradę męża. Jeśli moje przypuszczenia się potwierdzą, to urządzę mu piekło. Nie chodziło o to, że chciała zrobić mu krzywdę, ale zapowiedziała, że wszystko powie rodzinie i znajomym. Nie da mu żyć.
Wiesz może, czy rzeczywiście to zrobiła?
Nie wiem, ale powiem tak: ja tego nie oceniam. Strażak jest od tego, żeby gasić pożar, a ja od tego, żeby dostarczać dowody zdrady. W 99 proc. spraw, którymi się zajmuję, właśnie to robię.
Często zeznajesz w sądzie w sprawach rozwodowych?
Ostatnio coraz rzadziej. W tym roku nie byłam w sądzie jeszcze ani razu, bo teraz coraz częściej pary dogadują się w sprawie podziału majątku czy opieki nad dziećmi. Albo dowody zdrady są tak mocne, że nie ma powodu, żeby wzywać detektywa. To ciekawa zmiana, bo przed pandemią bywałam w sądzie nawet kilka razy w miesiącu.
Skąd wróciłaś niedawno?
Znad morza. Piękna historia! Kochankowie pojechali na schadzkę do Sopotu. Chodzili razem po promenadzie, trzymali się za ręce, całowali się i w ogóle się z tymi czułościami nie kryli. Jak tylko wróciliśmy z Trójmiasta, dostaliśmy zlecenie od mieszkanki Warszawy, która pojechała z dziećmi na wakacje, a mąż został w domu, tłumacząc, że nie ma czasu na urlop. Okazało się, że na miejscu spotyka się z kochanką. Zdarza się też, że żona jedzie z dziećmi na wakacje, a mąż, który mówi, że ma dużo pracy, wyjeżdża od razu z kochanką.
Gdzie najczęściej?
Do Władysławowa, do Ustki, na Hel. To tylko przykłady z ostatnich tygodni. Na Helu śledziliśmy Polaka, który na stałe mieszka w Austrii i stamtąd przyjechał nad morze, zapewniając żonę, że to wyjazd służbowy. Spędził z kochanką romantyczny tydzień, a nam wyszły piękne zdjęcia: przytulanki, spacerki, pocałunki. Wydawało im się, że są całkiem bezpieczni. Żona złożyła pozew o rozwód, w dodatku ten mężczyzna miał wyjątkowego pecha, bo firma była zarejestrowana właśnie na nią. Bardzo możliwe, że po rozstaniu zostanie z niczym. Zdecydowanie mu się ten romans nie opłacał. Smutna historia, bo mieli długi staż w małżeństwie i uchodzili za kochającą się parę.
Gdybyś chciała mnie zapytać o rekord pod tym względem, to niedawno zebrałam dowody zdrady w małżeństwie, które trwało 35 lat.
Twoja praca polega na zbieraniu dowodów, ale te historie nie zawsze kończą się rozwodem. Masz wtedy poczucie klęski?
Nigdy. Zawsze życzę ludziom jak najlepiej i nie oceniam ich, gdy wracają do siebie po zdradzie. Poczucie klęski mam wtedy, kiedy wiem, że doszło do zdrady, a nie jestem w stanie jej udowodnić.
Mimo że detektywi dysponują coraz lepszym sprzętem?
Czasem kochankowie naprawdę sprytnie się ukrywają. A co do sprzętu, to teraz bazujemy na telefonach. Nimi głównie robimy zdjęcia i wychodzą tak wyraźne, że aparaty z długimi obiektywami praktycznie nie są nam potrzebne. Niedawno z okna hotelowego robiłam telefonem zdjęcia parze, która siedziała na dole w kawiarni, i wyszły bardzo dobrze. Z telefonem jest o wiele prościej, mogę do ludzi podejść bliżej i nie rzucam się w oczy, bo przecież wszyscy wokół fotografują.
Pamiętajmy, że jeśli chodzi o prawo, to się nie zmieniło – podsłuchy nadal są nielegalne.
Podobno jest aplikacja, która pozwala na kontrolowanie połączeń, SMS-ów czy wiadomości z komunikatorów?
Ja jej nikomu zainstalować nie mogę. Poza tym często osoba zdradzająca jest tak sprytna, że w telefonie wszystko jest wyczyszczone. Jednak gdy partner czy partnerka traktuje telefon jak twierdzę, pilnuje go i bez mała chodzi z nim pod prysznic, to wydaje się to podejrzane.
Rekomendujesz, żeby ten telefon sprawdzić?
Zajrzeć od czasu do czasu nie zaszkodzi. Mawiam: kocham, ale kontroluję. Zwłaszcza gdy druga osoba się totalnie zmieniła, ciągle chodzi z telefonem albo do późna siedzi w pracy. Lepiej sprawdzić telefon, niż dawać się oszukiwać. Kobiety mówią mi czasem: Nigdy nie grzebałam mu w telefonie, ale teraz to zrobiłam i cieszę się, bo wiem, na czym stoję.
Jedna z moich klientek dopiero po dwóch latach odważyła się zajrzeć do telefonu męża i okazało się, że jego romans w zasadzie już się skończył. Radzę sprawdzić to wcześniej – najlepiej swoim telefonem zrobić zdjęcia ekranu telefonu osoby zdradzającej. Taki dowód ma dużą wartość dla sądu.
Inna moja klientka opowiadała mi, że takie zdjęcia musiała robić trzy razy. Tak jej się ręce trzęsły, że zdjęcia były niewyraźne. Była w ogromnym stresie, gdy zobaczyła, że mąż pisze do pewnej kobiety: "Kocham cię, kiedy się znów spotkamy?". Rzeczywiście widziałam, że te zdjęcia były kompletnie rozmazane.
Ty sprawdzasz telefon swojemu mężowi?
Razem pracujemy, więc mamy pełen dostęp do swoich telefonów, mamy też w samochodach GPS-y. Ze względów bezpieczeństwa musimy wiedzieć, gdzie drugie z nas jest.
Jest sprawa, o której nie możesz zapomnieć?
Kilka lat temu mężczyzna, który dowiedział się, że żona go zdradza, popełnił samobójstwo. Nigdy go nie zapomnę.
Monika Matyszczak. Prywatny detektyw. Specjalistka od zdrad od 2006 roku. Była właścicielką pierwszego Kobiecego Biura Detektywistycznego "Femina".
Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Prowadzi też własny talk-show "Domowy kryminał" w telewizji Active Family. Specjalizuje się w niebanalnych rozmowach z fascynującymi ludźmi. Pasjonatka Włoch, kawy i słoni.


