Weekend Gazeta.pl zaprasza do rozmowy o pieniądzach. Bez warszawocentryzmu, bez wstydu, bez tezy. W nowym cyklu Anna Kalita pyta nie tylko o oszczędności, kredyty, lecz także o wydatki na edukację i o skrajne ubóstwo.
Czy opłaca się ubezpieczać? Kiedy słyszy się opowieści powodzian o opieszałości ubezpieczycieli, odpowiedź nie jest oczywista. Cała Polska poznała historię kobiety, która ubezpieczyła dom na milion, a dostała 85 tys.
Ubezpieczać się warto. Ten rynek jest stary jak świat. Gdyby nie funkcjonował prawidłowo, nie przetrwałby.
We wspomnianej historii do poszkodowanej w powodzi kobiety trafiła dopiero jedna transza. Proces wypłaty odszkodowań trwa: pierwsze wypłaty są uruchamiane bezpośrednio po zgłoszeniach, następnie na miejsce przyjeżdżają rzeczoznawcy, którzy wyceniają szkody, i dopiero na tej podstawie towarzystwa ubezpieczeniowe decydują o ostatecznych kwotach, jakie wypłacą.
Jeżeli dom jest ubezpieczony na milion i okaże się np., że została naruszona konstrukcja budynku i nie ma szans, by do niego wrócić i w nim mieszkać, powinien zostać wypłacony cały milion. To jest oczywiście generalna zasada. Trudno mi się odnosić do konkretnych przypadków. Musiałbym zobaczyć dokumenty, sprawdzić, na co klienci się z towarzystwami umówili.
Nie oczekuję, że weźmie pan na siebie rolę rzecznika firm ubezpieczeniowych. Spodziewam się natomiast, że będzie pan radził naszym czytelnikom, żeby uważnie czytali dokumenty, ze szczególnym uwzględnieniem tego, co napisano "drobnym druczkiem".
Przede wszystkim zawsze doradzam korzystanie z usług doradców, którzy powinni gwarantować opiekę po zdarzeniu.
Brać odpowiedzialność za polisę, którą sprzedają?
Tak. Ale to oznacza również, że ostateczny kształt polisy, którą podpisze klient, to powinna być wspólna decyzja jego oraz doradcy.
Sytuacja sprzed raptem kilku dni: klient poprosił mnie, żebym przygotował dokument, który nie przewidywał ryzyka powodzi, pomimo że nieruchomość znajduje się w strefie zagrożonej zalaniem. Pan reprezentował myślenie życzeniowe: "Mam dom na górce, więc woda go nie dosięgnie". Absolutnie nie twierdzę, że klienci są sami sobie winni, ale faktem jest, że tego typu próby oszczędzania na składkach się zdarzają, a odpowiedzialny doradca musi umieć je wyperswadować.
Powiem pani, jakie są rafy, na które wpadają osoby ubezpieczające się samodzielnie. Wybierają np. opcję automatycznego przedłużania polisy z roku na rok. To potężny błąd! Rynek ubezpieczeniowy bardzo dynamicznie się zmienia. Podobnie jak rynek nieruchomości. Jeżeli pięć lat temu kupiliśmy mieszkanie warte pół miliona, dziś powinniśmy je ubezpieczyć na sumę ponaddwukrotnie wyższą. Jeżeli tego nie zrobimy i np. w wyniku powodzi albo pożaru mieszkanie zostanie totalnie zniszczone, dostaniemy kwotę, za którą nie kupimy nawet połowy nowego mieszkania.
Zacznijmy, proszę, od absolutnych podstaw. Chcemy się ubezpieczyć. Jak to zrobić bezpiecznie i dobrze?
Zawsze doradzam klientom, by zwracali uwagę na trzy kryteria.
Po pierwsze jak dużo świadczeń wypłaca ubezpieczyciel, u którego zamierzamy kupić polisę. Z raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń za 2023 rok wiemy, że firmy wypłaciły klientom ponad 44 mld zł. Bez problemu znajdziemy w tym dokumencie informacje, ile konkretnie wypłacili dani ubezpieczyciele.
Widuję oferty firm, których nazwy słyszę pierwszy raz w życiu, i są one tak skonstruowane, że ja sam – po 18 lat w branży – muszę się dobrze wgryzać, żeby się domyślić, o co w tym chodzi.
A zatem mówi pan: niech to nie będzie firma krzak, ale taka, o której historii już coś wiadomo. Drugie kryterium?
Czy firma wypłaca klientom tyle, ile powinna. Bierzemy chociażby raport Rzecznika Finansowego – dawniej ta instytucja nazywała się Rzecznik Ubezpieczonych – i sprawdzamy, jak wiele wpływa skarg dotyczących wypłat na ubezpieczyciela, który nas interesuje.
Reklamacje zdarzają się zawsze, tylko że na jedne firmy jest ich niewiele, a na inne wręcz odwrotnie.
Trzecia rzecz, na którą radzi pan zwracać uwagę?
Kluczowy jest oczywiście zakres.
Są dwa rodzaje dokumentów: pierwsze wyliczają, od jakich ryzyk będziemy ubezpieczeni – one są konkretnie nazwane: pożar, powódź itd. – drugie zaś działają na zasadzie all risk. Generalnie im więcej ryzyk, tym lepsza polisa, dlatego jeżeli mamy możliwość, jeżeli nas na to stać, jest to dla nas najkorzystniejsze rozwiązanie.
Wybieramy zatem opcję all risk i – tak jak pani się spodziewała – studiujemy uważnie może nie to, co napisano "małym druczkiem", ile po prostu rozdział, w którym ubezpieczyciel dokładnie wymienia, w jakich sytuacjach nie wypłaci nam pieniędzy. Bywa np. tak, że jeśli trzymamy w domu gotówkę, to ubezpieczona będzie tylko pewna określona jej część. Wszystko, co powyżej, powinno być trzymane na koncie w banku czy w sejfie.
A zatem, jeśli nas na to stać, wybieramy najbardziej rozbudowaną opcję i jesteśmy bezpieczni?
To nie jest takie proste. W tym rola doradcy, by uwzględnić dodatkowe ryzyka, które odpowiadają wprost na potrzebę klienta. Jeśli np. w domu jest wiele elementów – mebli, sprzętów AGD – wykonanych w całości lub dużej części ze szkła, a w dodatku w rodzinie są małe dzieci, wtedy np. wybieramy ich ubezpieczenie od stłuczenia nie na kwotę 5, ale 50 tys. zł. Ubezpieczenie szyte na miarę!
Tym, co niestety polscy klienci bardzo często bagatelizują, jest ubezpieczenie OC.
Czyli odpowiedzialności cywilnej: jeśli mieszkamy w bloku, zepsuje się nasza pralka i zalejemy sąsiada, wtedy pokryje ono jego stratę.
A jeżeli nie mamy OC, sąsiad może zlikwidować szkodę ze swojej polisy, a towarzystwo ubezpieczeniowe odezwie się do nas, żebyśmy pokryli koszty z naszych prywatnych środków.
Nie jesteśmy jeszcze na tym poziomie świadomości praw konsumenckich co Amerykanie, jednak coraz więcej osób upomina się o swoje.
Podała pani typowy przykład, czyli podkreśliła, że osoba mieszka na piętrze. Ci klienci najczęściej kupują OC i ubezpieczają się nawet na milion złotych.
OC na milion?!
Jeśli ktoś mieszka na dziewiątym piętrze w apartamentowcu, nietrudno policzyć, jakie kwoty mogłyby wchodzić w grę w przypadku zniszczeń kilku mieszkań poniżej. Jednak od klientów mieszkających na parterze z reguły słyszę: "Nie potrzebuję OC, przecież nikogo nie zaleję".
Błąd! OC działa 24 godziny na dobę i może obejmować działania wszystkich domowników nie tylko wtedy, kiedy są w domu. Dzieci grają w piłkę i wybiją komuś okno? To również jest nasza odpowiedzialność cywilna za szkodę w majątku osoby trzeciej. Tak samo jeśli wjedziemy w kogoś na stoku narciarskim, w wyniku czego osoba ta będzie potrzebować opieki medycznej albo rehabilitacji.
Gdy ubezpieczamy samochód, obowiązkowo musimy wykupić właśnie OC. Jak je wybrać?
Ten produkt wygląda identycznie we wszystkich firmach ubezpieczeniowych, dlatego głównym kryterium, którym kierują się klienci, jest cena.
Można zatem śmiało korzystać z popularnych w internecie porównywarek.
Natomiast wszystko, co powyżej OC – AC czy Assistance – powinno być dostosowane do indywidualnych potrzeb. Jeśli podróżujemy po całej Europie, nietrudno sobie wyobrazić, ile musielibyśmy zapłacić za ewentualną naprawę oraz holowanie w którymś z krajów Europy Zachodniej. Od nas zależy, czy przewidzimy tę ewentualność w polisie.
Proporcjonalnie do tego, jak dużą składkę zapłacimy, tak dużych pieniędzy możemy się później ewentualnie spodziewać od ubezpieczyciela – proste i twarde prawo ekonomii. Czy mogę zapytać, ile pan osobiście ma polis?
Prócz tych, które uważam za podstawę i konieczność – czyli ubezpieczenia nieruchomości i samochodu – siedem.
Siedem?!
Każda z nich spełnia swoją funkcję.
Popularne jest ubezpieczenie kredytu hipotecznego. W razie naszej śmierci bank może wypowiedzieć umowę kredytową i zażądać od spadkobierców spłaty całej kwoty, która pozostała – 200, 300 tys. zł albo więcej. Klienci mają tego świadomość i kupują te polisy, nawet jeśli nie wymaga ich bank.
Ale możliwości jest zdecydowanie więcej, np. taka, by w razie naszej śmierci z polisy wypłacono spadkobiercom zachowki.
Z roku na rok rośnie świadomość klientów w zakresie ubezpieczeń zdrowotnych. Do wyobraźni przemawia fakt, że "luka ubezpieczeniowa" wynosi 125 mld zł. To straty finansowe, które ponosimy w związku z utratą zdrowia, a więc i dochodów, wobec faktu, że publiczny system nie zapewnia adekwatnej rekompensaty.
Będziemy rozmawiać o ubezpieczeniach na wypadek chorób nowotworowych?
Ich popularność stale rośnie. Mimo że nasz system działa w moim przekonaniu z roku na rok coraz lepiej, nie zapewnia chorym optymalnej ochrony.
W tych polisach chodzi przede wszystkim o to, żeby kupić sobie czas. Prywatną diagnozę otrzymujemy niemal natychmiast. Leczenie w ośrodkach zagranicznych obejmuje również te terapie, które w naszym kraju nie są dostępne.
Jedna z moich klientek wykupiła polisę, w której zagwarantowano jej wypłatę 400 tys. zł w razie diagnozy. Gdy okazało się, że choruje na nowotwór piersi, dostała od ubezpieczyciela zarówno te pieniądze, jak i możliwość konsultacji w kilku zagranicznych klinikach. W Polsce zaoferowano jej mastektomię oraz chemioterapię. W klinice w Amsterdamie – terapię celowaną: 14 tabletek po 21 tys. zł każda, bez konieczności amputacji piersi. Zdecydowała się leczyć za granicą i było ją na to stać.
Rodzice coraz częściej kupują również dla swoich dzieci ubezpieczenia, które nazywam "od konieczności organizowania zbiórek w internecie". Chodzi o bardzo ciężkie choroby, np. neurologiczne, w przypadku których właśnie szuka się wsparcia u obcych ludzi, po to by opłacić leczenie za pomocą nowoczesnych technologii, które w Polsce nie są refundowane.
Leczenie to jedno, drugie to utracone dochody. Co jeśli człowiek nie będzie w stanie wrócić do pracy? Można sobie zapewnić dodatkową rentę?
Polisy grupowe, które pracownikom etatowym oferuje firma, zgodnie z zasadą "niewielka składka to niewielkie odszkodowanie", w razie niezdolności do pracy zapewniają wypłatę kilku, kilkunastu tysięcy złotych. Pytanie, na co te pieniądze starczą.
Gdy konstruuje się indywidualną polisę, trzeba policzyć, ile wynoszą nasze koszty stałe: opłaty, wydatki na życie, przedszkole dzieci itd. Jesteśmy w stanie tę kwotę dokładnie określić i kupić od ubezpieczyciela w polisie.
Sytuacja osób, które mają indywidualną działalność gospodarczą, to jeszcze inna historia.
Od tych klientów słyszę: "Kiedy nie pracuję, mój dochód wynosi zero". Różnica jest zasadnicza, ponieważ kiedy zachoruje pracownik etatowy, to będzie na L4 i co miesiąc otrzyma 80 proc. pensji. Prywatne ubezpieczenia dodatkowe często gwarantują tym osobom uzupełnienie powstałej w ten sposób luki.
Przedsiębiorcy – np. lekarze, którzy są na kontraktach albo mają prywatne gabinety – potrzebują pieniędzy, by w razie choroby albo wypadku móc opłacić prywatne leczenie, zabieg, rehabilitację i jak najszybciej wrócić do pracy i zarabiania.
Na rynku są również ubezpieczenia, które odnoszą się stricte do ubezpieczenia dochodu, czyli np. kupujemy sobie gwarancję comiesięcznej wypłaty średnich miesięcznych zarobków z ubiegłego roku. Opcja ta nie jest jednak bezterminowa, ale obejmuje np. pół roku.
Jest również możliwość ubezpieczenia się na konkretną kwotę, która zostanie nam wypłacona, w razie gdybyśmy stracili możliwość zarobkowania.
Na ile można się ubezpieczyć?
Zwykle w firmach ubezpieczeniowych zakłada się górny próg. Czasem jest to milion, czasem dwa. Mam jednak klienta, który jest ubezpieczony na 12 mln zł.
Temat nie był prosty. Bank zażądał zabezpieczenia kredytu w razie jego śmierci na taką właśnie kwotę, a gdy mowa o siedmiu cyfrach, żadna firma ubezpieczeniowa nie podejmie się wzięcia na siebie takiego ryzyka. Udało się dzięki reasekuratorom, czyli firmom, które wzięły na siebie część ryzyka.
Zejdźmy z wielkich kwot, jednak pozostańmy przy osobach, które mają pieniądze i jeżdżą na zagraniczne wycieczki. Biura podróży oferują ubezpieczenia, jednak idę o zakład, że będzie pan rekomendował dokupowanie polis indywidualnych.
Nie myli się pani. Gdy biuro oferuje nam wycieczkę, ma obowiązek nas ubezpieczyć, ale ubezpieczenia te często obejmują jedynie podstawowy zakres ryzyk.
W przeciwnym razie składka byłaby stosownie wyższa…
… a klient mógłby się zniechęcić po podliczeniu całkowitego kosztu wyjazdu.
Kiedy problem jest niewielki – coś nam się wbije w stopę na plaży – wtedy pomoc lekarza pierwszego kontaktu pokryje każda polisa. Jednak kiedy klientowi przydarzyło się w Egipcie zatrucie pokarmowe i lekarze zostawili go na kilkugodzinną obserwację w szpitalu, to gdyby nie dodatkowe ubezpieczenie, musiałby dopłacić z własnej kieszeni 6 tys. zł.
Znowu – jak w przypadku każdej polisy – musimy szacować ryzyko i decydować, od czego się zabezpieczamy. Klient wyjechał w Alpy Szwajcarskie. Pierwszego dnia trafił do szpitala z zerwanymi więzadłami w kolanie. Sam transport i badanie obrazowe kosztowały 4 tys. euro. W szpitalu wystawiono mu rachunek, ponieważ placówka nie miała podpisanej umowy z firmą ubezpieczeniową. Zapłacił, ale już następnego dnia ubezpieczyciel oddał mu całą kwotę.
O zupełnie innych pieniądzach powinniśmy myśleć, jeżeli chorujemy przewlekle.
Przy nadciśnieniu ryzyko zawału trzeba zawsze brać pod uwagę.
A wtedy wchodzą w grę kwoty rzędu nawet kilkuset tysięcy złotych, bo prócz hospitalizacji, operacji, leczenia może być konieczny transport medyczny do kraju. Kilka lat temu Polskę obiegła informacja o mężczyźnie, który w Meksyku doznał udaru mózgu.
Tydzień w szpitalu plus opłata za samolot medyczny – pacjent był pod respiratorem – kosztowały 800 tys. zł.
Takie historie działają na wyobraźnię. Podobnie jak obrazy z ostatniej powodzi – zalane domy, samochody.
Powódź na pewno skłoni osoby, które dotąd tego nie robiły, do ubezpieczania się, jednak nie spodziewam się spektakularnego efektu. Katastrofy mają to do siebie, że ich wpływ na decyzje podejmowane przez obywateli jest krótkotrwały.
Psychologowie podkreślają, że mamy tendencję do wypierania z pamięci trudnych zdarzeń. Proszę powiedzieć, ile trzeba mieć pieniędzy, żeby się zabezpieczyć rozsądnie?
Składka na ubezpieczenie powinna być dostosowana do sytuacji konkretnej osoby, ale też do jej budżetu.
Ile najwięcej płaci pański klient?
5 tys. zł miesięcznie. To przedsiębiorca, a polisy, które wykupił, spełniają wszystkie jego potrzeby.
Z drugiej strony mam klientkę, która jest samotną matką i bardzo chciała zabezpieczyć swoje nastoletnie dziecko, by w razie jej śmierci otrzymało konkretną kwotę z polisy. Ubezpieczenie na życie, które kosztuje kilkadziesiąt złotych miesięcznie, to jest dla niej bardzo duży wydatek, jednak zdecydowała się na to, ponieważ jest świadoma, że od wysokości składki zależy wysokość odszkodowania.
Nie chodzi o to, żeby co miesiąc płakać, gdy robi się przelew, bo to by oznaczało, że składka jest zbyt wysoka, czyli kupiliśmy ubezpieczenie, na które nas nie stać. Ale też składkę powinniśmy jednak czuć. Jeśli podczas opłacania ubezpieczenia nie czujemy tego kompletnie, to oznacza, że jest ona zbyt niska, czyli najpewniej kupiliśmy ubezpieczenie poniżej naszych potrzeb i gdyby przyszło nam powiedzieć "sprawdzam", otrzymamy od ubezpieczyciela kwotę tak samo nieproporcjonalnie niską.
Krzysztof Rokoszak. Z rynkiem finansowym związany od 2006 r. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Europejskiej Akademii Planowania Finansowego. Certyfikowany doradca finansowy i ekspert ds. planowania spadkowego. Trzykrotny członek Million Dollar Round Table – międzynarodowego stowarzyszenia skupiającego najlepszych doradców finansowych i ubezpieczeniowych. Uczestnik Kongresów MDRT w Bostonie (2022), Nashville (2023) i Vancouver (2024). Od 2010 r. członek Business Network International (BNI). Właściciel Kancelarii Finansowej Rokoszak.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.


