Podróże
Widok z zamku Karlsztejn. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)
Widok z zamku Karlsztejn. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Dlaczego warto?

Bo Czechy środkowe to propozycja zarówno na weekend, jak i na ferie czy wakacje dla turystów, którzy chcieliby spróbować tego, co w Czechach najlepsze, ale bez tłumów, zachowując odpowiednią proporcję aktywności i odpoczynku, nie spędzając całych dni w samochodzie. Połączenie historii, fantastycznej przyrody i wypoczynku daje właśnie kraj środkowoczeski. 

Czeski Kras – zamek Karlsztejn, jaskinie i Czarcie schody

Zaczynamy blisko Pragi. Zaledwie 30 km od stolicy rozciąga się park krajobrazowy Český kras. Na obszarze 130 km kw. niezwykły krajobraz tworzą wapienne skały, liściaste drzewa i dolina rzeki Berounki, przypominająca amerykański kanion. Jest to też największy obszar krasowy Czech, a jego początki sięgają 400 mln lat wstecz. Nad nim góruje średniowieczny zamek Karlsztejn (Karlštejn) i od niego warto rozpocząć pobyt w kraju (czyli województwie) środkowoczeskim.

W Czechach zagęszczenie zamków i pałaców na kilometr kwadratowy może przyprawić o zawrót głowy, więc wybór, dokąd pojechać, należy do tych z gatunku "osiołkowi w żłobie dano", ale hradu Karlštejn pominąć nie można. Nie tylko dlatego, że jego sylwetka, górująca nad absolutnie piękną okolicą, jest jedną z najbardziej fotogenicznych, ale przede wszystkim z uwagi na to, że to symbol czeskiej państwowości.

Zamek Karlsztejn (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Majestatyczny zamek ufundował w 1348 roku król czeski i cesarz rzymski Karol IV, który w sposób szczególny przyczynił się do zbudowania potęgi Pragi i Czech. Był świetnie wykształconym, zręcznym dyplomatą, dobrym gospodarzem, mecenasem sztuki, władcą, który do dziś wygrywa w rankingu najbardziej popularnych Czechów. Tak, to ten Karol od mostu Karola, Uniwersytetu Karola czy Karlowych Warów. Ale to zamek Karlsztejn był pierwszą budowlą, która otrzymała jego imię. Początkowo miała być to po prostu królewska rezydencja o dzień drogi konno od Pragi, ale gdy Karol IV został cesarzem, perspektywa nieco się rozszerzyła. Znaczenie zamku wzrosło za sprawą religijnego władcy, który postanowił ulokować tu królewskie i cesarskie insygnia oraz relikwie świętych. To już wymagało wzmocnienia funkcji obronnych zamku. Skutecznego, bo ten nie został zdobyty nawet w czasie wojen husyckich.

Odległość z parkingu (płatnego) do zamku wynosi około 1,5 km, ale ponieważ na malowniczej trasie, usianej kawiarenkami, restauracjami, sklepami z pamiątkami, zamek będzie prezentować się coraz bardziej magnetycznie, prosząc się o zdjęcia, trzeba na nią przeznaczyć przynajmniej 30 minut.

Zamek Karlsztejn (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Widok z zamku Karlsztejn. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Kaplica św. Krzyża, Karlsztejn (Fot. CzechTourism / Dalibor Kusák / Central Bohemia Tourist Board)

Karlsztejn można zwiedzać wyłącznie z przewodnikiem (w języku czeskim lub angielskim) na kilku wybranych trasach. Ponieważ zwłaszcza w sezonie bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki, dobrze zarezerwować je online z wyprzedzeniem. Do wyboru jest m.in. trasa prezentująca cesarską rezydencję Karola IV czy kaplicę królewską św. Krzyża, w której przechowywane były insygnia i relikwie i w której do dziś znajduje się bezcenny zbiór 129 obrazów mistrza Teodoryka, malowanych na drewnie. Na tej trasie można też poznać historię zamku, obejrzeć unikalne średniowieczne freski w kościele Marii Panny i zwiedzić malutką prywatną kaplicę Karola IV, a także zobaczyć salę poświęconą architektowi Josefowi Mockerowi, za sprawą którego gotycki zamek po przebudowie pod koniec XIX wieku stał się… neogotycki, czyli taki, jaki możemy podziwiać obecnie. Oprócz samej budowli zachwyca widok roztaczający się z zamku na Český kras.

Na zwiedzanie i robienie zdjęć warto przeznaczyć około 2,5–4 godzin, zależnie od trasy. Więcej: Hrad-Karlstejn

embed

Pozostajemy w Czeskim Krasie, by zobaczyć, co kryje się pod ziemią. Karlsztejn od Jaskiń Koniepruskich (Konepruské jeskyne) dzielą zaledwie 23 km. Wejście znajduje się na ścianie jednego z nieczynnych kamieniołomów na południowym stoku Złotego Konia (Zlatý kuň). Idąc w jego stronę, można zauważyć największy czeski kamieniołom Czarcie Schody (Čertovy Schody), w którym nadal wydobywany jest wapień.

Trasa turystyczna Jaskiń Koniepruskich liczy 620 m długości; do pokonania są też 483 schody. Uwaga -  temperatura wewnątrz wynosi zaledwie dziewięć stopni!

Spacer odbywa się wyłącznie z przewodnikiem, który prowadzi przez kilkanaście sal, powstałych nawet 25–30 mln lat temu. Za sprawą wody przenikającej do skał nastąpił proces ich krasowienia, czyli rozpuszczania. Do najcenniejszych nacieków należą Koniepruskie Róże (Konepruské ružice), zawierające opal. Powstały około 1,5 mln lat temu, gdy na tych terenach panował tropikalny klimat podzwrotnikowy. Sami osądzicie, czy przypominają bardziej różę, czy kalafior, ale faktem jest, że w skali światowej są zjawiskiem niezwykłym. Naturalnie zobaczyć tu można także stalagmity (w formie iglicy) i stalaktyty (w postaci sopla). W sali Pusty Dom (Pustý dóm) eksponowane są kopie znalezionych w jaskini ludzkich kości (około 46-letniej kobiety sprzed 13 tys. lat), zwierząt (nawet sprzed 600 tys. lat). Oryginały trafiły do Muzeum Narodowego w Pradze. W połowie wieku XV na najwyższym piętrze jaskini fałszerze monet założyli… mennicę. Produkowali tu podrabiane husyckie halerze z emblematem czeskiego lwa.

Czas zwiedzania jaskiń: 60 minut, otwarte dla turystów od 1 kwietnia do 31 października. Więcej: Konepruské jeskyne

Jedyny taki park, jedyne takie muzeum, jedyny taki pałac

60 km od Jaskiń Koniepruskich (i 15 km od Pragi) ulokowany jest zespół parkowo-pałacowy Pruhonice (Pruhonice), wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Jest wyjątkowym przykładem europejskiego parku krajobrazowego, w którym nie brakuje ścieżek spacerowych. Jest ich prawie 40 km! Na 240 ha rośnie 1600 różnych gatunków roślin, w tym 8000 sztuk rododendronów w 100 gatunkach. To jedna z największych tego typu kolekcji na świecie. Jeśli pojedziecie tam w maju, gdy kwitną, będzie to niezwykłe przeżycie! Ale poza sezonem na rododendrony też jest tam na czym zawiesić oko.

Zespół pałacowo-parkowy Pruhonice. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Fragment parku w Pruhonicach. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Narodowe Muzeum Piwowarstwa w Kostelcu. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Dwór Pruhonice kupił w 1800 roku Jan Nepomucen hrabia Nostic-Rieneck, który postanowił przebudować go w stylu klasycystycznym. To miała być kolejna przebudowa, ponieważ budowla powstała w XIV wieku, a zmieniając właścicieli, zmieniała też styl: najpierw na renesansowy, potem barokowy, a w końcu na klasycystyczny. Majątek przypadł ostatecznie córce Nostic-Rienecka i wraz z jej ślubem z Arnoštem Emanuelem Silvą-Taroucą w 1885 roku rozpoczęła się nowa era Pruhonic. Przebudowę pałacu w stylu czeskiego neorenesansu Silva-Tarouca powierzył fachowcom, a sam zajął się parkiem, mimo że z wykształcenia był… prawnikiem. Przeprojektował park w stylu angielskim, wykorzystując naturalny krajobraz, posadził w nim wiele rzadkich gatunków drzew, łącząc rodzime z przywiezionymi z zagranicy, założył arboretum i alpinarium. Był takim pasjonatem, że został w końcu samoukiem dendrologiem i liderem publikacji specjalistycznych, a nawet współzałożycielem Austro-Węgierskiego Towarzystwa Dendrologicznego. Budował i upiększał ten park przez blisko 50 lat. Niektóre drzewa w Europie mamy właśnie dzięki niemu, bo docierały na kontynent via Pruhonice.

Częścią parku jest także ogród botaniczny z unikalną kolekcją irysów, piwonii, liliowców, róż i wspomnianych rododendronów. Na spacer po ogrodzie przeznaczyć trzeba minimum dwie–trzy godziny, ale można tu spędzić nawet cały dzień, zwłaszcza upalny. Sam pałac nie jest udostępniony do zwiedzania, poza częścią wystawową. Więcej: Pruhonický park

26 km od Pruhonic leży Kościelec nad Černými lesy (Kostelec nad Černými lesy). A w nim prawie 4000 m kw. zajmuje Narodowe Muzeum Piwowarstwa. Nigdzie w Czechach nie ma podobnego i choćby dlatego warto je odwiedzić. Browarnictwo u naszego południowego sąsiada ma ponadtysiącletnią tradycję. Pierwsze pisemne wzmianki o warzeniu piwa pochodzą z początku XI wieku, ale największe sukcesy zaczęły się w XIX stuleciu, gdy otwarto browar w Pilznie i nastała era piwa produkowanego poprzez tzw. dolną fermentację i w niskiej temperaturze, czyli tzw. lager. Obecnie w Czechach działa blisko 400 browarów, a unikatowe muzeum w Kościelcu pokazuje historię tego browaru oraz przybliża proces warzenia złotego napoju. Ulokowano je w historycznych wnętrzach browaru, warzelni i słodowni.

Mamy w tej historii także wątek polski. Pod koniec XV wieku przywilej produkcji słodu i piwa nadał Kościelcowi Władysław Jagiellończyk. Co świadczy o unikalności tego miejsca? Zachowany ośmiokątny budynek browaru, który jest największą tego typu budowlą w Europie, drewniana zadaszona kratownica będąca rodzajem kieratu, działający silnik parowy, zachowane wyposażenie, m.in. kadzie chłodnicze itp. Muzeum ma też bazę danych o nieistniejących browarach w Czechach, Morawach i na Śląsku.

Kościelecki browar nie uniknął nacjonalizacji w 1948 roku, za którą poszedł upadek tego miejsca, aż w 1994 roku browar zamknięto. I pewnie tak zakończyłaby się jego historia, gdyby nie pasjonaci, którzy postanowili przywrócić życie browarowi i stworzyć w nim muzeum. Podczas zwiedzania opowiedzą o etapach produkcji piwa i pokażą narzędzia, które do tego służą. Browar czarnokościelecki jest nieruchomym zabytkiem kultury, ale do zbiorów muzealnych trafiły też zachowane technologie warzenia piwa. Więcej na temat opcji zwiedzania: Národní muzeum pivovarnictví

Pałac Kaczina. (Fot. Lidia Raś / Archwium prywatne) , Biblioteka w pałacu Kaczina. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Spodziewalibyście się ujrzeć rzymski Panteon w Czechach? Ja też nie. Dopóki nie dotarłam do empirowego pałacu Chotków Kaczina (Kačina), około 40 km od Kościelca i 7 km od Kutnej Hory.

Pałac z początku XIX wieku nie ma sobie równych na przestrzeni od Petersburga do Paryża – zapewnia mnie przewodniczka. Powstał na początku XIX wieku, ma ponad 200 m długości. Zbudowany został na planie łuku (spróbujcie mu zrobić dobre zdjęcie!) i jest największym pałacem empirowym w Czechach, reprezentantem późnego klasycyzmu z antycznymi elementami architektonicznymi, dbałością o symetrię, minimalistycznym, ale z imponującymi kolumnadami. Chotkowie zawiadywali nim do 1911 roku, potem jego losy były mniej spektakularne (w czasie wojny mieściła się tu np. siedziba Hitlerjugend). Jan Rudolf Chotek, szlachcic i przedsiębiorca rolny, jeszcze zanim wybudował pałac, założył park krajobrazowy w stylu angielskim. Kiedy po 20 latach przenosił się do nowej siedziby, miał już za oknami piękny park.

W pałacu znajduje się 13 wyposażonych pokoi, klasycystyczna biblioteka (właśnie z kopułą a la rzymski Panteon), nieukończona kaplica i oryginalny teatr pałacowy. Warto też zajrzeć do małej apteki z ziołami z ogrodu. Pałac można zwiedzać, wybierając dowolne trasy: od wnętrz, przez ogród ze szklarnią, zaplecze gospodarcze i stajnie (ulokowane trzy metry pod ziemią, z odprowadzoną wentylacją, by nikt z mieszkańców pałacu nie cierpiał z powodu przykrej woni), ogrody ziołowe i inne. Kačina jest fotogeniczna, niejednokrotnie więc pojawiała się w filmach, np. w "Klątwie braci Grimm" czy "Nędznikach". Więcej o opcjach zwiedzania: Kačina – zámek, muzeum a park

Kutna Hora, kościół św. Barbary. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Kutna Hora – srebrne miasto, które konkurowało z Pragą

Turyści kojarzą Kutną Horę przede wszystkim z malowniczym kościołem św. Barbary i ossuarium, czyli Kaplicą Czaszek. Ale pobytu w tym mieście nie warto ograniczać wyłącznie do tych dwóch zabytków. Tu jest co oglądać, a po intensywnym zwiedzaniu koniecznie trzeba pospacerować uliczkami, posiedzieć w gospodzie z prawdziwą czeską kuchnią.

Kutna Hora była w średniowieczu miastem górniczym (historia zachowała się w nazwie, bo "kutna" to kaptur, charakterystyczne nakrycie głowy średniowiecznych górników), a dzięki bogatym złożom srebra stała się miastem królewskim, które konkurowało z Pragą. Potęga Kutnej Hory rosła na srebrze, aż stała się ona "skarbcem królewskim", który pozwalał na rozkwit całych Czech. Dominantą miasta jest obecnie kościół – jakżeby inaczej – świętej Barbary (Chrám svaté Barbory), patronki górników, który miał być "konkurencją" dla istniejącej już od XIII wieku katedry i opactwa cystersów w Sedlcu. Miasto było stać na budowę kolejnej świątyni, a poza tym podobno miejscowi górnicy nie chcieli być gorsi od mieszkańców Pragi pod względem liczby kościołów. Budowano go 500 lat, prace wiele razy wstrzymywano, m.in. z powodu wojen husyckich czy braku pieniędzy. Bo to, co dobre, zwykle szybko się kończy. Srebro też. A gdy wyczerpały się złoża, stopniał również skarbiec.

Kutna Hora, kościół św. Barbary. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Kutna Hora, kościół św. Barbary. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Kutna Hora, kościół św. Barbary. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

W drugiej połowie XVI wieku budowę prowizorycznie ukończono. W kolejnym stuleciu kościół przejęli jezuici i zaczęli jego renowację. Obecny neogotycki wygląd świątynia zawdzięcza XIX-wiecznej przebudowie. Wrażenie robi nie tylko z zewnątrz. O tym, jak jest ogromny, świadczy fakt, że nad bocznymi nawami, wokół nawy głównej, znajduje się piętro, jakby kościół nad kościołem, z osobną przestrzenią, a nad nim niezwykłe gotyckie sklepienie. Można je oglądać z ciekawej perspektywy, bo na piętro kościoła można wejść i niemal dotknąć podpór podtrzymujących mury. Zachowały się także freski z późnego gotyku, przedstawiające np. wydobycie urobku z kopalni czy bicie monet w miejskiej mennicy. 

Kościół wraz z innymi zabytkami z centrum miasta znajduje się na liście światowego dziedzictwa kultury UNESCO.

Drugim punktem turystycznych peregrynacji jest zwykle cmentarny kościół Wszystkich Świętych (Hrbitovní kostel Všech Svatých) wraz z Kaplicą Czaszek (kostnice Sedlec). W Sedlcu w roku 1142 cystersi założyli pierwsze w Czechach opactwo. Miejsce wybrane pod cmentarz nie było przypadkowe – rozsypano tu ziemię z Jerozolimy, więc było pożądanym miejscem spoczynku. Tyle że cmentarz zaczął być za mały – opowiada mi przewodniczka. – Tylko podczas zarazy i głodu na początku XIV wieku pochowano tam 30 tys. ludzi. Potem doszli kolejni – ofiary wojen husyckich. Pod koniec XV wieku miejsca już nie było, cmentarz zaczęto likwidować. Co zrobić z ekshumowanymi kośćmi? Jak wyjaśnia przewodniczka, uzbierało się ich 60 tys. Złożono je w krypcie kaplicy, już wtedy według przemyślanej kompozycji. Legendy mówią, że ułożył je niewidomy zakonnik.

Kaplica Czaszek w Sedlcu (Kutna Hora). (Fot. CzechTourism / Dalibor Kusák / Central Bohemia Tourist Board) , Katedra Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela w Sedlcu. (Rzymskokatolicka Parafia Sedlec / via Central Bohemia Tourist Board) , Schody Santiniego. (Parafia Rzymskokatolicka w Sedlcu / via Central Bohemia Tourist Board)

Na początku XVIII wieku kompleks przebudował Jan Blažej Santini-Aichel w duchu swojego specyficznego stylu, tzw. postgotyku, który w Czechach nazywa się gotykiem barokowym. Zaprojektował on też dekoracje z kości w ossuarium. Po kasacie zakonu cystersów kościół przeszedł na własność rodu Schwarzenbergów, którzy kontynuowali prace. Kości zdezynfekowano, ponownie ułożono, a część wykorzystano jako... elementy żyrandola. Jak opowiada przewodniczka, nie było w tym podejściu do szczątków nic zaskakującego. Panował barok, idea memento mori (pamiętaj, że umrzesz) nie była obca ani przerażająca.

Na liście obiektów, które obowiązkowo trzeba zobaczyć w Sedlcu, jest stojący w pobliżu ossuarium zabytek wpisany na listę UNESCO - Katedra Wniebowzięcia NMP i św. Jana Chrzciciela. To najstarszy kościół katedralny w Europie Środkowej, zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku. Budowlę, zniszczoną w czasie wojen husyckich, przebudował Santini-Aichel na przełomie wieków XVII i XVIII w stylu wspomnianego już barokowego gotyku. W świątyni znajdują się też obrazy "czeskiego Rubensa", czyli Petra Jana Brandla, który w ostatnich latach życia pracował w Kutnej Horze i tu został pochowany. Koniecznie przyjrzyjcie się unikalnemu sklepieniu Santiniego i schodom spiralnym, którymi można wejść na piętro świątyni.

Niezwykłym zabytkiem jest też oryginalna monstrancja sedlecka sprzed 1400 roku, jedna z najstarszych zachowanych monstrancji gotyckich na świecie. Także w tej świątyni obejrzeć można obrazy Brandla. Co może zaskoczyć turystę we wnętrzu katedry? Jej minimalizm. W drugiej połowie XVIII wieku, po kasacie zakonu cystersów przechodził trudne koleje. Był m.in. magazynem mąki, dopiero od początku XIX wieku znowu pełni funkcję sakralną. 

Kutna Hora, Włoski Dwór (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Włoski dwór, sala, w której zdecydował się wybór Władysława Jagiellończyka na czeskiego króla. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Gdy w XIV wieku Kutna Hora stała się bogata i przynosiła korzyści całemu państwu, ówczesny król czeski i polski Wacław II postanowił w mieście założyć mennicę. Ta decyzja jeszcze podniosła rangę miasta. Plan zrealizowali włoscy rzemieślnicy, stąd nazwa miejsca, w którym mennicę ulokowano –  Włoski Dwór (Vlašský dvur). Bito tu grosz praski, a ponadto dwór stał się rezydencją królewską. W drugiej połowie XVII wieku właśnie tutaj polski książę Władysław Jagiellończyk został wybrany na króla czeskiego. Obraz przedstawiający polskiego szlachcica przekonującego do wyboru go na władcę Czech można zobaczyć w sali audiencyjnej. Co jeszcze obejrzeć we Włoskim Dworze? Do wyboru są dwie trasy wycieczkowe z przewodnikiem. Pierwsza prezentuje monety oraz ówczesną technikę ich bicia, druga obejmuje wizytę w królewskiej sali audiencyjnej i kaplicę królewską. W podziemiach znajduje się też ekspozycja poświęcona "czarownicom, heretykom i ich sędziom oraz katom". Więcej na temat opcji zwiedzania: Vlašský dvur

embed

Manufaktura znaczy pasja

W samym centrum, niedaleko kościoła św. Barbary znajduje się drukarnia i introligatornia, którą od czterech pokoleń, a dokładnie od 1920 roku (z przerwą na lata powojenne, gdy firmę znacjonalizowano), prowadzi jedna rodzina. Jest tu też muzeum poświęcone historii drukarstwa w Kutnej Horze (Knihtiskárna), a w nim oryginalne maszyny drukarskie i introligatorskie, np. 180-letnia sprawna(!) ręczna prasa drukarska Dinglera z 1840 roku czy amerykańska maszyna do składu z 1936 roku i wiele innych, doskonale zachowanych. Dla chętnych jest też możliwość wydrukowania własnej pocztówki na stuletniej maszynie drukarskiej Boston. Bardzo miłe doświadczenie! Oprowadzanie po wystawie w języku czeskim lub z wykorzystaniem audioprzewodnika w języku czeskim lub angielskim. 

Kutna Hora, kolumna morowa (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Taką pocztówkę także możecie sobie zrobić. (Fot. Lidia Raś) , Drukarnia w Kutnej Horze (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Małe prywatne muzeum wytwórni czekolady Koukol-Michera (chodzą plotki, że najmniejsze na świecie!), istniejącej od 1918 roku w Kutnej Horze, powstało w 2016 roku. Czekolada Lidka (mój sentyment jest więc szczególny) do II wojny światowej należała do najlepszych na świecie! Wyroby produkowane w ogromnej fabryce mogli kupować smakosze od Ameryki, przez kolonie brytyjskie, po Palestynę, o Europie nie wspominając. Aż przyszła wojna, a potem nacjonalizacja. W 1958 roku fabryka zniknęła. I teraz najciekawsze: podobno pierwotni właściciele nigdy nie przekazali komunistom oryginalnych receptur! W nowych fabrykach produkowano więc czekoladę o historycznej nazwie, ale nie o oryginalnym smaku. Kilka lat temu udało się to zmienić. Tym razem już w manufakturze w Kutnej Horze dwoje pracowników przywróciło rewelacyjny smak i markę.

Po intensywnym zwiedzaniu pora na błogie nicnierobienie połączone z degustacją wina, z którego Kutna Hora słynie. Piwnice winne (Vinné sklepy) w dawnym klasztorze Urszulanek, które miałam okazję zobaczyć, to też rodzinne przedsięwzięcie. Choć Czechy kojarzą się przede wszystkim ze złotym trunkiem, czyli piwem, a tradycja uprawy winorośli głównie z Morawami, to w Kutnej Horze początki winiarstwa sięgają XII wieku. Na dowód jest oczywiście legenda, według której związki srebra i wina są oczywiste. To mnich Dominik, pracujący w winnicy, miał się potknąć o srebrny pręt i tym samym odkryć złoża cennego kruszcu. Dziś winnice rodzinne rozciągają się na 40 ha i są na drugim miejscu, jeśli chodzi o powierzchnię winnic w Czechach. Co ważne, jest to uprawa biodynamiczna, a więc bez wspomagania pestycydami i innymi sztucznymi dodatkami. Wszystko po to, by zachować tzw. terroir miejsca pochodzenia, czyli unikatowe połączenie warunków geologicznych i klimatycznych, za sprawą których wino będzie mieć określony, niepowtarzalny charakter.

Piwnice winne w zabytkowym klasztorze sióstr urszulanek. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Hutna Hora, zabytkowa kamienna studnia. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Podebradka na serce

Leczył się w tym uzdrowisku sam pierwszy prezydent Czechosłowacji Tomasz Garrigue Masaryk. Renomę zawdzięczają Podiebrady (Podebrady) źródłom wody mineralnej Podiebradka (Podebradka), która pomaga w leczeniu chorób serca i narządów ruchu. Źródła odkryto przypadkowo, kiedy szukano wody pitnej. Na początku XX wieku pruski radiesteta wskazał miejsce, w którym należy wiercić, i strumień wytrysnął aż do wysokości pierwszego piętra zamku. Kiedy okazało się, że woda ma walory lecznicze, w 1908 roku w Podiebradach otwarto uzdrowisko. Miasto urodzenia czeskiego króla Jerzego z Podiebrad, położone nad Łabą, ma doskonałą bazą uzdrowiskową, liczne spa, piękny park, w którym znajduje się jedno z ujęć wody. Podiebrady mogą być pomysłem na weekendowy pobyt w zdroju połączony ze zwiedzaniem miasta (zamek, centrum historyczne) albo z bardziej aktywnym spędzeniem czasu, np. na trasach rowerowych, kortach tenisowych, polu golfowym czy na łódkach lub jeżdżąc konno. Można też wybrać się do Nymburku do muzeum Hrabala (10 km) lub do Kolina (25 km).

Podebrady. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Podebrady. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Auto dla premiera, "dla każdego" i Krecika

Wyjeżdżając z Podiebradów w kierunku Polski, warto wybrać trasę przez Mlada Boleslav (42 km), gdzie samochodowa historia przeplata się z teraźniejszością. Obok hal produkcyjnych czynnych do 1928 roku znajduje się największy i najnowocześniejszy z zakładów firmy, który produkuje nowe samochody marki Škoda. A do tego na 1800 m kw. mieści się ciekawe muzeum tej marki. Zwiedzanie możliwe jest w różnych językach (wkrótce także w języku polskim), indywidualnie lub w grupie, z przewodnikiem (konieczna rezerwacja) lub bez.

Skoda 'dla każdego' - Skoda popular Monte Carlo, 1936r. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne) , Skoda Superb 4000 typ 919, 1940 rok. (Fot. Lidia Raś / Archiwum prywatne)

Zobaczyć tu można škodę, którą jeździł przedwojenny premier Edward Beneš, wersję auta „dla każdego" (dzięki produkcji opartej w 1930 roku na linii montażowej), samochody dla rajdowców, najstarsze propozycje firmy Laurin & Klement, z którą Škoda weszła w fuzję, a także auta wyprodukowane w czasie II wojny lub współczesnego elektryka. Swego czasu reklamował je też bajkowy Krecik. Wygodnym rozwiązaniem jest możliwość zjedzenia posiłku w restauracji Vaclav położonej na terenie muzeum. Więcej o opcjach zwiedzania: Muzeum Škody 

embed

*Nasza autorka podróżowała na zaproszenie Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego – Czech Tourism, która pokryła koszty jej transportu i pobytu.

Lidia Raś. Kiedyś m.in. w Dzienniku Gazecie Prawnej, obecnie w Weekend.gazeta.pl. Pasjonatka teatru i literatury, wielbicielka czeskiej Pragi i polskich gór. Absolwentka filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, dziennikarka, redaktorka.