SMS: Świat skończył się dzisiaj
Taras (fot. Karol Grygoruk / RATS Agency)
Taras (fot. Karol Grygoruk / RATS Agency)

Co się nie wydarzyło

Miałem zabrać mamę na wycieczkę do Włoch, do jej przyjaciółki. Ach, no i ogarnąć zdrowie w Ukrainie, bo tam taniej. Zamierzałem pojechać do domu na Wielkanoc, bo ostatnio rodziców widziałem we wrześniu. Wtedy byłem tam po raz ostatni, na 50. urodzinach mojego taty.

Więcej wiadomości i historii naszych bohaterów na stronie projektu: SMS: Świat skończył się dzisiaj >>>

24 lutego

Ten dzień pamiętam jak przez mgłę. Choć wciąż najlepiej z tych ostatnich trzech miesięcy.

Do pracy miałem na szóstą rano. Wstałem dosłownie parę minut po tym, jak tam się wszystko zaczęło. Zrobiłem sobie kawę, zapaliłem papierosa. A potem przeczytałem na Telegramie, co się stało. I nastała jakaś totalna mglistość.

W pracy, jak tylko wszedłem, od razu pojawił się ten temat, wszyscy już też czytali wiadomości. Jestem stylistą w Vitkacu: zaczynam dzień od ubrań, sprawdzam kolekcje.

Ale tamtego dnia była tylko Ukraina. Później obudziła się moja przyjaciółka Jula, też Ukrainka, ale znamy się z Polski. Od razu do mnie zadzwoniła, już z płaczem. W ogóle na początku było bardzo dużo łez i strachu.

A potem mama w telefonie. Rano, kiedy wybuchła wojna, jeszcze spała. I ja ją takim drżącym głosem pytam: "Mama, co tam się u was dzieje?".

Bo te pierwsze pięć rakiet, które poleciały, to poleciały też w nasz obwód, do Łucka. Ja jestem z Wołynia.

Mama o wojnie dowiedziała się ode mnie.

Z tatą od 24 lutego rozmawiałem tylko raz. Jest w armii, przy granicy z Białorusią, w Wołyniu. Dostęp do telefonu ma tylko raz dziennie, rano. Zawsze wtedy rozmawia z mamą.



***

Od drugiego dnia wojny zbieramy leki. Udało nam się wysłać już dziewięć transportów. Po stronie Fundacji Bądź Małgosi Braunek są pieczątki i inne formalności. Jesteśmy w kontakcie ze szpitalami w Czernicach i Kijowie. Oni dają nam znać, co jest potrzebne. Na przykład bandaże, cewniki albo środki przeciwgrzybiczne. Bez recepty albo z receptą. Jak? No wiesz, to państwo powinno przecież mieć nazwę Pomagam.pl, nie?*

A przez ponad trzy tygodnie codziennie robiliśmy ponad trzy tysiące kanapek dziennie i dystrybuowaliśmy je na dworcach. Zaangażowało się bardzo dużo osób, nazwaliśmy się Solidarnościowy Dom Kultury Słonecznik**. To była ta wspólna reakcja na wojnę. I to była też taka moja reakcja na wojnę. Ktoś się bał, ktoś był zdenerwowany, ktoś reagował jeszcze inaczej. Ja po prostu poszedłem w kanapki. Byłem kanapkowo opętany. Kanapki, urywki chwil, tyle. Szynka, chleb, ser, nie ma warzyw, szybko, szybko!

Później zaczęliśmy jeszcze robić program edukacyjno-kulturalny i zapraszać osoby z Ukrainy, artystów/artystki – też takich, którzy ciągle są tam, spotykaliśmy się też online – żeby mówić o miastach ukraińskich. Mamy na przykład cykl miasta ukraińskie śladami rosyjskich bomb. Czwartki mamy dla osób BIPOC (black, indigenous, and people of colour). Jest wspólne gotowanie co dwa tygodnie. I jeszcze różne warsztaty, na przykład wyszywanki, czyli nauka wyszywania strojów ludowych. Do tego performance, no i oczywiście nauczanie języka polskiego i ukraińskiego.

Nie dało się tego wszystkiego robić i jednocześnie pracować. Wojna zaczęła się w czwartek. Zaraz po weekendzie poszedłem na urlop. Po dwóch miesiącach urlop płatny się skończył i udało mi się wziąć jeszcze dziewięć dni bezpłatnego. Ale teraz już jestem z powrotem, na pół etatu.

Wiadomości TarasaWiadomości Tarasa fot. Karol Grygoruk / RATS Agency

Przeszłość

Gdzie jest mój dom? I tam, i tu. Jak miałem 17 lat, to wyjechałem z domu, z Ukrainy. Więc świadomym człowiekiem, osobowościowo i fizycznie dorosłym, stałem się dopiero tutaj, w Polsce.

Dlaczego wyjechałem? Bo zawsze byłem ciekawski. Mama też taka jest. I mówiła mi: próbuj nowego. No to pojechałem. To było jeszcze przed majdanem. Przyjechałem w październiku, a majdan trwał od listopada do lutego.

Polska miała być pierwszym schodkiem, trampoliną na Zachód. Ale jednak krok po kroku poznałem tutejszy świat, wchodziłem w środowisko. Wiem, że tutaj mam co robić i nie ma co jechać dalej.

W domu jest mama. I wspomnienia z dzieciństwa. Wszystko to przyjemne bardzo. Jak jadę tam, mówię, że jadę do domu. Jak jestem w Ukrainie, to zaraz wracam do domu, do Warszawy.

Rosjan nienawidzę. Nienawidzę od bardzo dawna. Nienawidzę tego narodu do kości.

Badam literaturę, tworzę poezję. Poezja dla Ukraińców stanowi bardzo ważny element ruchu oporu. Ukraińska inteligencja – również  poeci, pisarze – była niszczona, rozstrzeliwana przez sowiecką władzę.

Nasza rodzina pokłóciła się z krewnymi, którzy pochodzą z Ukrainy, ale długo już mieszkają w Rosji. Putinowska propaganda działa na ludzi bardzo mocno, wszyscy to wiemy. Ale to, co się dzieje, to też wina rosyjskiego społeczeństwa, które patrzy od lat w ekran telewizora i godzi się na to, co jest w nim pokazywane. Ja wierzę, ja wiem, że naród tam ma moc sprawczą, ale niestety on milczy. Nie mówię o pojedynczych akcjach. Można zwalczyć dyktatora. A cisza zabija. Cisza to jest współudział.

Teraz

Mam bardzo dziwne sny. Bardzo straszne sny. Jest ich coraz więcej. Budzę się z nich, potem sprawdzam wiadomości. Na Telegramie – to jest dla mnie wiarygodne źródło. Poza tym Ukraińska Prawda i jakieś światowe media też. Ale to już nie z łóżka. Bo ja nie jestem osobą łóżkową. Jak się budzę, to od razu wstaję, od razu robię kawę i odpalam papierosa. I po tym doładowaniu się kawą i papierosem, a potem informacjami zaczynam dzień.

Od maja znów pracuję, choć przeszedłem na pół etatu. Nie mogę zrezygnować, bo praca to moje poczucie bezpieczeństwa. Mam u siebie siostrę, mam bratanka, który teraz przyjechał. Nie wiem, co będzie dalej, co się wydarzy, co będzie z mamą i tatą, ze wszystkimi bliskimi mi osobami. Nie mogę odpuścić pracy.

A po pracy: kolejne spotkanie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, organizowanie pomocy, łączenie ludzi. To pomaganie odbywa się cały czas. Jestem dostępny non stop, aż do snu. Czasem pomagam sobie winem, żeby zasnąć. Wtedy śpię nawet siedem godzin. To ważne, ja tego snu pilnuję, bez niego się zawieszam.

Gdzie jest mój dom? I tam, i tuGdzie jest mój dom? I tam, i tu fot. Karol Grygoruk / RATS Agency

Czy robię coś dla siebie? U mnie całe życie jest ciężko z tym, żeby coś dla siebie zrobić. Odpocznę kiedyś. Na emeryturze. Teraz między innymi pracuję jako stylista, prowadzę działania związane z Muzeum Sztuki Nowoczesnej, a do tego zajmuję się też osobami w kryzysie bezdomności. Zorganizowałem dla nich razem z Fundacją Daj Herbatę antykryzysowy klub filmowy. Zaczęliśmy w lipcu 2021 roku, a ja mam taką zasadę, że on musi działać, cokolwiek by było. Jeden kryzys nie może zagłuszyć innego kryzysu. 

Spotkania są co tydzień. Przychodzi 10 do 15 osób. Wyszliśmy już nawet poza tę klubową, kinową formułę, bo odwiedzamy na przykład muzea. Chodzimy do Zachęty, do Galerii Promocyjnej. Zaczyna się od tego, że kontaktuję się z osobami, które w takich instytucjach pracują. Mówię, że będziemy. Żeby było jakieś oprowadzanie, jakiś poczęstunek, kawa, herbata. Bardzo bym chciał rozszczelniać instytucje kultury. I ogólnie tkankę miejską. Bo dla kogo dziś są sztuka i kultura? Dla klasy wyższej? Są białymi ścianami dla obrazu? Moim zdaniem nie.

Dla mnie ten temat, bezdomności, jest bliski. Bo sam byłem dotknięty kryzysem bezdomności. Kiedy przyjechałem do Polski osiem lat temu, w 2013 roku, słowo Ukrainiec/Ukrainka, do tego z Wołynia, oj, wzbudzało wiele emocji. Wszystko to było dość traumatyczne. Widziałem ulicę. I bardzo dobrze wiem, jak dużą rolę odgrywa drugi człowiek. Bezdomność to samotność. Ten drugi człowiek, który dla ciebie się pojawia, który jest, jest megaważny.

Dlatego też przeszedłem teraz na te pół etatu: bo i wojna, i osoby w kryzysie. A razem z Gosią Brzozek zacząłem jeszcze odwiedzać hospicjum dla osób w kryzysie bezdomności na Dojazdowej 3. To jest miejsce samotne i smutne. Do tej pory zrobiliśmy tam dwa większe pikniki: gotowanie, jedzenie, śpiewanie, bycie razem. W hospicjum jest bardzo dużo osób w stanie najcięższym, które nie mają zupełnie nikogo. To jest to miejsce, w którym chciałbym być jeszcze bardziej zaangażowany. Ale… krok po kroku. Stąd też to pół etatu, rozumiesz, nie?

* * *

A do tego wszystkiego dochodzi poczucie winy. Wielu z nas to czuje: winę, że jesteśmy tutaj, a nie tam, że ja nie walczę. Zupełnie inną perspektywę mają uchodźcy, którzy teraz przyjechali z Ukrainy, i ci zakorzenieni tutaj od lat. Czy zostać tutaj i wspierać, czy jechać tam i walczyć albo pomagać?

Ja już sobie to ułożyłem w głowie: walczyć powinni ci, którzy umieją. Przeszkadzać nie potrzeba. Władze też proszą cywili, żeby wyjeżdżali z miejsc, w których toczą się walki, żeby nie przeszkadzać. Jak ukraiński żołnierz ma strzelać w dom z Rosjanami w środku, jeśli nie ma pewności, czy tam też gdzieś nie ma ukraińskiej rodziny?

Teraz pole walki i front walki są nie tylko fizycznie w Ukrainie. Tych frontów walki jest bardzo dużo i każdy jest ważny. I każdy człowiek ma swój własny front: z bronią w ręku, informacyjny, humanitarny. To jest ta sama historia.

Trzeba wiedzieć, która twoja strona jest mocna, gdzie się najlepiej przydajesz. A jest tego dużo.

Moja mama na przykład jest taką optymistką z charakteru. Mam to troszkę po niej. Mówi: dobra, mamy wojnę i teraz musimy odnajdywać się w tym, co mamy. Więc obrabia pole, sadzi ziemniaki. Bo trzeba.

To, co wszyscy zobaczyliśmy w Buczy na przykład, to, co się dzieje w Mariupolu, to wszystko zostaje, ta złość, ten gniew. Ale trzeba iść do przodu, działać. 

Odpocznę kiedyś. Na emeryturzeOdpocznę kiedyś. Na emeryturze fot. Karol Grygoruk / RATS Agency

Przyszłość

Mama zdecydowała się zostać w Ukrainie. Powiedziała: nie, nie ma opcji, żebym wyjeżdżała. W pierwszych dniach o tym rozmawialiśmy, nie jakoś bardzo histerycznie, ale jednak chciałem, żeby ona wyjechała, żeby była bezpieczna. Ale powiedziała: nie – i ja to zaakceptowałem. Jest dorosłą, świadomą osobą. Została i robi teraz koktajle Mołotowa z koleżankami.

Wszyscy walczymy po swojemu. Musimy wygrać tę wojnę, żeby każdy, kto będzie chciał, mógł wrócić do domu, do wolnej, pięknej, ukraińskojęzycznej Ukrainy.

Jestem pewien, że zrobimy tak, że Rosja zrobi out. I że się rozliczy z wielowiekowych kolonizatorskich zawłaszczeń. A ja? Będę jeździć między Polską i Ukrainą. Jak to się skończy, to przede wszystkim pojedziemy odbudowywać kraj – to jest pierwsza myśl.

Ludzkich żyć nie wrócimy. I ja też przyjąłem – i przyjmuję na co dzień – świadomość, że do końca mojego życia ten temat już zawsze będzie. Czy to w tej aktywnej fazie, w której teraz jesteśmy, czy jako tragiczne wspólne doświadczenie i potem odbudowywanie wszystkiego.

Innego sensu mojego życia już nawet nie widzę.

*Ale nie mogę tutaj nie wymienić Oriny Krajewskiej, Kai Kusztry, Marii Nowakowskiej, CoCo, Sonii Kieryluk, Krzysztofa Nowińskiego, Piotra Szostaka, Asi Jakubowicz, Juliany Zagurskiej, no i Podróżnych Ugościć, Grupy Granica oraz Chlebem i Solą.

**Czyli Maria Beburia, Yulia Krivich, Kaja Kusztra, Natalia Sielewicz, Kuba Depczyński, Bogna Tęczynopol, Sebastian Cichocki, Weronika Wysocka i inni.

Anna Alboth. Dziennikarka i aktywistka. Media officer w Minority Rights Group, prowadzi programy dla europejskich dziennikarzy, a z wyjazdów, które organizowała na granice unijne i do obozów dla uchodźców w Europie i Afryce powstało ponad 600 tekstów i nagrań. Od 20 lat publikuje w polskich mediach, najczęściej na tematy prawoczłowiecze. Współtworzyła organizację European Youth Press, inicjowała kampanie migracyjne: od zbiórek do śpiworów do nominowanego do Pokojowej Nagrody Nobla: Civil March For Aleppo.

Karol Grygoruk. Fotograf dokumentalny. Absolwent Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW oraz doktorant w Instytucie Twórczej Fotografii w Opavie. Wykładowca na Akademii Sztuk Pięknych w Szczecinie. Współtwórca agencji RATS. W projektach dokumentalnych i pracy naukowej, skupia się na tematyce społecznego wykluczenia, fotografii zaangażowanej, etyce oraz wpływie nowych mediów na kulturę wizualną. Mieszka i pracuje między Warszawą i Bliskim Wschodem.

Podziel się z nami swoją historią

Wybuch wojny w Ukrainie diametralnie zmienił otaczającą nas rzeczywistość. Projekt reportersko-fotograficzny "SMS: Świat skończył się dzisiaj" to próba zrozumienia tego, co dzieje się wokół nas. Teksty przygotowała Anna Alboth, zdjęcia - Karol Grygoruk. Podziel się z nami swoją historią. Opowiedz nam, co zmieniło się 24 lutego, jak wojna wpłynęła na Twoje życie. Wyślij formularz zgłoszeniowy do 31 sierpnia 2022 r. Krótko opisz swoje doświadczenia. O tym, kto dołączy do Tarasa, Oleny, Jany, Karoliny i Szymona, poinformujemy mejlowo, najpóźniej do 20 września.

Wyślij formularz