Polska Stories
Jastrzębie otrzymało przydomek 'Zdrój' w 1961 roku (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)
Jastrzębie otrzymało przydomek 'Zdrój' w 1961 roku (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

Kolejny etap drugiej edycji Polska Stories za nami. Od 26 października do 21 grudnia na łamach weekend.gazeta.pl publikujemy reportaże uczestników programu. Artykuł Klaudii Kuciej jest ósmym z nich.

Jastrzębie-Zdrój to miasto na Górnym Śląsku, niegdyś uzdrowisko, obecnie miejscowość słynąca z przemysłu węgla koksowego. W latach 80. XX wieku w samych kopalniach pracowało tu 42 tys. górników. Dziś sytuacja się zmienia. Coraz mniej młodych ludzi spogląda w stronę kopalni. Ci, którzy pragną pozostać w mieście, często nie mają jednak alternatywy. Miasto stoi przed wyzwaniem, którym jest zatrzymanie mieszkańców. Czy kolejny raz Jastrzębie-Zdrój szykuje się na transformację? 

Jastrzębie otrzymało przydomek Zdrój w 1861 roku. Podczas poszukiwań złóż węgla odkryto złoża solanki, a osada zaczęła zdobywać sławę jako uzdrowisko.

Z różnych stron Polski przyjeżdżali kuracjusze. Do miasta napływali nowi mieszkańcy, gdy w 1962 roku otworzono pierwszą kopalnię – KWK Jastrzębie. Z ośrodka uzdrowiskowego miasto przekształcało się w ośrodek przemysłowy. To była wielka zmiana.

"Niemniej jednak wkroczył na ten teren węgiel o bogatych złożach, dla potrzeb gospodarczych bardzo istotny. No i w tym wypadku węgiel zwyciężył. Uzdrowisko musi ustąpić" – tymi słowami konieczność przemiany miasta podsumował Jerzy Fudziński, były dyrektor sanatorium Górnik, w wywiadzie w cyklu "Ludzie i sprawy".   

Jastrzębie-Zdrój w latach dziewięćdziesiątych (Fot. Rafał Klimkiewicz / Agencja Wyborcza.pl)

"Wiesz, jak było"

Jak wyglądał rynek pracy w Jastrzębiu-Zdroju, gdy otwierały się kopalnie? Jak oceniany był wtedy zawód górnika?  

Gdy dorastałam, miałam okazję poznawać historię górnictwa i pracy na kopalni od wewnątrz. Wiedziałam, kogo o te kwestie zapytać. Weszłam do domu, w którym znajomy zapach przygotowywanego jedzenia mieszał się z dymem papierosowym, i zaczęłam rozmowę.  

– Pracowałam w kiosku RUCH-u, ale zarobki nie starczały mi jako samotnej matce. Wiesz, jak było. Potem, ze względu na brak pracy w Jastrzębiu, przyjęłam się do fabryki automatyki chłodniczej w Cieszynie, ale bardzo trudny dojazd w tamtych czasach sprawił, że po trzech miesiącach musiałam zrezygnować z pracy. Dowiedziałam się wtedy, że jest przyjęcie na kopalnię Morcinek.

Był to nowy zakład, a perspektywa pracy była bardzo dobra – wspomina Helena Bizoń, była pracowniczka kopalni, emerytka, moja babcia.

W czasach jej młodości miasto się rozwijało. Dzięki możliwości uzyskania stałej pracy, mieszkania i perspektywy dobrych zarobków mnóstwo ludzi przeprowadzało się do Jastrzębia. W szczycie demograficznym miasto liczyło 104 202 mieszkańców.   

Ulica Północna - blok mieszkalnu z nadbudówką (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

– Zaczęłam jako sprzątaczka. Podobała mi się ta praca, zarobki były dobre. Potem dostałam możliwość przeniesienia się na zakład przeróbczy. Ale, dziecko, jak wielkie było moje rozczarowanie, gdy zobaczyłam, jak ciężka to praca. Brud, praca z łopatą. Pierwszą załadowaną łopatę wywaliłam sobie na głowę, a to było błoto, byłam przerażona – wspomina. – Po dwóch tygodniach chciałam zrezygnować, ale moja mama powiedziała, żebym przyjęła tę pracę taką, jaka jest, i tak też zrobiłam.  

W 1998, po zamknięciu kopalni Morcinek, 38-letnia wtedy Helena Bizoń wraz z pozostałymi pracownikami została przeniesiona na inną kopalnię.  – Udało mi się dostać na Borynię, z czego do dzisiaj jestem bardzo zadowolona.

Tam właśnie zaczęła pracować na wyższym stanowisku, jako dyspozytorka. Czuła, że ma lepsze warunki niż koleżanki, które pracowały w prywatnych zakładach. Miała zapewnioną stabilność, w tamtych czasach bezcenną. 

– Dwa razy dostałam propozycję pracy w handlu, ale się nie zdecydowałam i dobrze zrobiłam. Oba te sklepy od lat nie istnieją. Nie zamieniłabym tej pracy na inną. Wtedy była tym, czego potrzebowałam. Mama, tata, bracia, córki, zięciowie... Wszyscy pracowali lub pracują na kopalni. Jesteśmy rodziną górniczą i kopalnia naprawdę dużo nam dała. Chociaż gdy moje córki się zatrudniały, to naprawdę tego nie chciałam. Końcowo są zadowolone, więc ja też jestem zadowolona – przyznaje.  

Obwodnica Jastrzębia-Zdroju - droga nr 933 (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

Jeszcze w latach 90. kopalnie prężnie działały i miały swoje złote lata. W ciągu 30 lat od uruchomienia pierwszej kopalni liczba mieszkańców wzrosła o prawie 94 tys. Miasto przyciągało młodych ludzi nie tylko ze względu na miejsca pracy. Mówiło się, że Jastrzębie ma stać się jednym z najbardziej nowoczesnych miast w kraju.  

Realia są takie, że trzy dekady później miasto pustoszeje. Z roku na rok liczba mieszkańców spada, a według prognoz do 2050 roku w mieście będzie ich nieco ponad 58 tys. Kiedy analizowałam przyczyny, rozmawiałam z wieloma osobami, i ze starszego, i z młodszego pokolenia. W przypadku tych drugich najczęstszą odpowiedzią na pytanie "Zamierzasz zostać w mieście?" było kategoryczne "Nie".  

Kategoryczne nie

– Trzy miesiące szukałam pracy, choć mam już trochę zebranego doświadczenia. Większość ofert była skierowana konkretnie do mężczyzn: mechanik, elektryk, budowlaniec. Wiele ofert na produkcji czeskiej. Już w samym ogłoszeniu podkreślane było, że poszukiwani są mężczyźni. Kiedy w końcu dostałam odpowiedź, nie została mi zaproponowana nawet najniższa krajowa. Boję się, co by było, gdybym zamierzała zostać tu na stałe. Jedyną szansą na rozwój było szukanie pracy w innym mieście – mówi Karolina, 20-letnia mieszkanka Jastrzębia-Zdroju. 

Wystarczy niedługie poszukiwanie w internecie, żeby sprawdzić, jakie oferty przeważają na rynku pracy w Jastrzębiu. "Produkcja plastikowych komponentów Ostrava", "PRACA W CZECHACH – ślusarz, stolarz, elektromechanik", "JSW Ochrona – pracownik gospodarczy/konserwator".  

Młodzi jastrzębianie chcący zarobić na względnie godne życie mogą wybierać między kopalnią a jeżdżeniem codziennie po kilka godzin do pracy w innym mieście albo migracją za granicę. Jednak wśród mieszkańców znajdują się osoby, które chcą rozwijać się w Jastrzębiu i znalazły swoje miejsce na tutejszym rynku pracy. 
Pociąg z miałem węglowym w 2011 roku (Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Wyborcza.pl)

"Niczego nie wykluczam"

– Moja przyszłość uwarunkowała się gdzieś w drugiej–trzeciej klasie gimnazjum, kiedy zacząłem prowadzić dyskoteki szkolne. Spodobało mi się to i chciałem dalej rozwijać się w tym kierunku – mówi Jakub Grochowski, 20-latek. 

Jakub wraz ze wspólniczką Julią Drąg od 2020 roku prowadzi grupę animacyjną sKuMaJ Team. Współpracują między innymi z MOK-iem, MOSiR-em; samo miasto także wspiera ich działalność.  

– W ciągu roku mamy naprawdę sporo zleceń. Wiadomo, w tej branży są lepsze i gorsze okresy, jednak my się nie zniechęcamy. Ciężko jest zacząć. Trzeba wbić się w obecnie panujące trendy i poznać odpowiednich ludzi, którzy pomogą zdobyć to pierwsze doświadczenie – mówi Jakub. 

Rodzina Kuby osiedliła się w Jastrzębiu wraz z otwarciem kopalni. Obaj dziadkowie pracowali w górnictwie jako sztygarzy. Przeprowadzka do miasta niosła ze sobą nie tylko perspektywę stałej pracy, lecz także uzyskania mieszkania, które do dziś należy do rodziny.

– Nigdy nie myślałem o pracy na kopalni, jednak zobaczymy, co przyniesie los. Niczego nie wykluczam. Na ten moment nie widzę siebie w pracy typowo fizycznej. Na budowie bym się nie odnalazł – śmieje się. – Studiuję ratownictwo medyczne, być może kiedyś spróbuję swoich sił w ratownictwie górniczym. Chociaż szczerze, kopalnia to chyba nie mój klimat – przyznaje.  

Grupa sKuMaJ Team działa głównie w weekendy, co daje możliwość pracy oraz nauki w tygodniu. Zaraz po ukończeniu szkoły średniej Jakub zatrudnił się w firmie, z której po krótkim czasie musiał zrezygnować z uwagi na nieodpowiednie warunki pracy i niedopowiedzenia. Liczy na to, że będzie w stanie rozwinąć działalność związaną z organizacją imprez, didżejką, konferansjerką oraz animacjami na tyle, aby utrzymać się z niej bez konieczności dodatkowego dorabiania, a przy tym zostać w Jastrzębiu. 

Już w młodym wieku dowiedziałem się, jak można pracować i zarabiać na swojej pasji, więc nie wyobrażam sobie na ten moment przejścia na pracę etatową. Zdarzyło mi się rozglądać za ofertami pracy dodatkowej, głównie jako kierowca lub dostawca. Wtedy ogłoszeń było sporo.
Mural na ścianie bloku (Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl)

Kuba nie jest jednak pewny, czy zostanie w mieście na stałe.  

– Ciągnie mnie do Krakowa – przyznaje.

Jego grupa kontaktowała się już z animatorami regionalnymi, aby rozszerzać działalność. Jest jednak świadomy ogromu pracy, która wiąże się z nowym początkiem w nowym miejscu. – Tutaj mamy już pewną renomę, zaufanych odbiorców. Jest wygodniej – tłumaczy.

Wspólnie z Julią rozwój swojego biznesu widzą głównie w Jastrzębiu i okolicach. – Motywację rozwojową mamy, więc zamierzamy z tego korzystać.  

"Młodzi głównie myślą i mówią o wyjeździe z Jastrzębia"

Wskaźnik przedsiębiorczości w Jastrzębiu-Zdroju nie jest wysoki. Liczba rejestrowanych i wyrejestrowywanych podmiotów w rejestrze REGON jest podobna. Jednak miasto stara się ułatwiać nowym przedsiębiorcom prowadzenie działalności i wspierać rozwój sektora. Istnieją takie inicjatywy jak "Biznes na okrągło", czyli wynajem przestrzeni na spotkania i biuro na godziny. Powstaje także centrum biznesu, ulokowane obok nowo otwartego Carbonarium, czyli muzeum węgla.  

Przyszłość rozwoju strefy biznesowej w Jastrzębiu-Zdroju widzi także przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta Jakub Satława. Planuje założenie fundacji, która będzie wprowadzać młodych ludzi na rynek pracy

– Poza działaniem na rzecz MRM staramy się ciągle iść naprzód. Kolejnym planem jest założenie fundacji, aby móc wspierać lokalne społeczeństwo, młodzież, która chce działać. Nie tylko w Jastrzębiu, lecz także w okolicach. Badamy rynek, szukamy partnerów, którzy będą mogli wesprzeć nas merytorycznie i finansowo, żeby nasza młodzież miała jak największe szanse na rozwój. Poprzeczka jest wysoko, ale mam nadzieję, że młodzież z Jastrzębia będzie mogła za darmo się szkolić, zdobywać wiedzę i działać. Młodzi głównie myślą i mówią o wyjeździe z Jastrzębia, ale wbrew pozorom jest ono dobrym miejscem na budowanie kariery. W dużych miastach jest ogromna konkurencja, a u nas łatwo zacząć i dużo łatwiej się przebić – podsumowuje.  

Mieszkańcy miasta podczas marszu solidarnosci z rodzinami górników (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

Pewna stabilność

– Nie wiedziałem, że pójdę na kopalnię. Nigdy w ogóle o pracy na kopalni nie myślałem. Jednak gdy myśl przyszła, od razu zacząłem działać i poszedłem. Powiedziałem tacie: "Dam radę", i tak się zaczęło – opowiada Łukasz Kapusta, 22-letni mieszkaniec Jastrzębia, mąż i tata niespełna rocznej Lilianny.  

Poszedł w ślady dziadka, a także ojca. Zainspirowany opowieściami o tym, jak wygląda codzienność w zakładzie, sam postanowił spróbować. Po roku pracy w wentylacjach w kopalni Zofiówka znał ją na pamięć. Czuł, że znajduje się w dobrym miejscu. Jednak praca pod ziemią to ryzyko, a Łukasz miał okazję się o tym przekonać. 

– Miałem zawieźć rury z poziomu 900 na 1080, ale kolejka zjeżdża dopiero na 24. Nie wzięli mi ich wcześniej, więc dostarczyłem je dopiero o północy. O 3:40 stwierdziliśmy, że koniec na dziś. 3:50 nadsztygar zbiegł do nas na dół. Okazało się, że 10 ludzi zostało w tym przodku, w którym byliśmy my. Było tąpnięcie. Gdyby nie to, że tego dnia miałem temperaturę, byłbym tam z nimi. Czasami są takie rzeczy, które cię ratują, a nawet nie wiesz. Wtedy zdecydowałem, że potrzebuję przerwy od kopalni – mówi. 

Po zwolnieniu szukał pracy w Prymacie, ale w tamtym czasie nie było przyjęć. Znalazł zatrudnienie w firmie produkującej okna, gdzie przepracował rok. Dojeżdżał do zakładu pięć razy w tygodniu po 60 km w jedną stronę.

– Praca była okej, ale dojazdy męczarnia. Brak czasu dla bliskich i dla siebie – wspomina. To wtedy, tuż przed przedłużeniem umowy, zadecydował, że jednak wraca na kopalnię. – Kopalnia daje satysfakcję, a dodatkowo są dobre zarobki i mam więcej czasu dla rodziny. 

Łukasz z żoną planowali wyjazd za granicę. Jednak perspektywa życia bez bliskich zatrzymała ich w mieście. Do pozostania w Jastrzębiu przekonały ich także ceny mieszkań, które na tle miast sąsiadujących wypadają atrakcyjnie. Rozważają otworzenie w przyszłości własnego biznesu, być może związanego z rowerami lub kompleksowym czyszczeniem i konserwacją samochodów. Podejmowali już próby rozkręcenia własnej działalności, jednak musieli zrezygnować. – W Jastrzębiu utrzymanie własnego biznesu nie jest łatwe – ocenia Łukasz. 

Targowisko miejsce w Jastrzębiu w 2019 roku (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl) , Panorama miasta - widok z 1996 roku (Fot. Robert Krzanowski / Agencja Wyborcza.pl)

– Jeśli chodzi o obawę przed zamknięciem kopalni, myślę, że ja jeszcze dorobię. Mam świadomość tego, jaka obecnie jest sytuacja, jednak u nas jest węgiel koksujący, jeszcze póki co zbyt ważny, wyjątkowy, aby go zastąpić innym źródłem – komentuje. 

Transformacja regionów górniczych to gorący temat. Plany przebranżawiania górników i stopniowej likwidacji kopalń na Śląsku są już wprowadzane. Ekologia odgrywa coraz większą rolę, szuka się alternatywnych źródeł energii, które zastąpią węgiel. Dotyczy to jednak głównie kopalni węgla kamiennego oraz brunatnego. Na terenie Jastrzębia wydobywany jest węgiel koksujący, wykorzystywany głównie w hutnictwie żelaza i stali, co zapewnia kopalniom znajdującym się na tym terenie pewną stabilność. Technologie, które mogłyby go zastąpić, są za drogie lub nadal znajdują się na etapie badań i rozwoju. Jednak sama spółka JSW (Jastrzębska Spółka Węglowa) na swojej stronie umieściła informację o utrzymaniu wydobycia do 2075 roku. Oznacza to, że miasto musi przygotować się na zmiany.  

Nowe filary

– Kiedy się spojrzy na Jastrzębie kiedyś i dziś, widać rozwój miasta. Z roku na rok pojawia się coś nowego. Na pierwszy rzut oka miasto nie zmienia swojego oblicza. Jest to samo ukształtowanie terenu, ta sama urbanistyka. Osiedla, które powstały, istnieją już od wielu lat. Miejsca po kopalniach Moszczenica czy Jastrzębie są i kojarzą nas one z przemysłem. Natomiast zaczynają być widoczne tendencje, które są tendencjami europejskimi czy nawet światowymi, czyli odchodzenie od węgla – mówi prezydentka Jastrzębia-Zdroju Anna Hetman. 

O Jastrzębiu słyszałam niewiele. Głównie, że to miasto górnicze, gdzie szybko można dostać mieszkanie, i że mnóstwo jest tam przyjezdnych z całej Polski. Do Jastrzębia przeprowadziłam się, bo tutaj mieszkał mój mąż. Kiedy pierwszy raz przyjechałam do Jastrzębia, od razu mnie zauroczył. Byłam zdziwiona, że miasto przemysłowe może być tak zielone – wspomina.

Anna Hetman zaznacza, że zmianę widać także w liczbie mieszkańców zatrudnionych w kopalni. Miasto liczy ponad 80 tys. mieszkańców, a osób zatrudnionych w górnictwie jest 5412.   

– Nie jest to liczba, która w przypadku zamknięcia kopalń grozi miastu – podkreśla. Jastrzębskie kopalnie nie znalazły się w umowie społecznej dotyczącej zamknięcia zakładów. – Przygotowujemy się jednak do tych zmian. Trzeba budować nowy filar gospodarki, na którym miasto będzie się opierało. Kierunek i rozwój Jastrzębia w związku z transformacją to powrót do tradycji uzdrowiskowych, do turystyki. Żelazny Szlak Rowerowy już robi nam dobrą robotę.

Mamy piękną historię wolnościową. Wokół tej branży może rozwinąć się wiele firm okołoturystycznych związanych z usługami, gastronomią i hotelarstwem. My możemy tylko stymulować, rozwijać, pokazywać warunki, a całą resztę muszą zrobić przedsiębiorcy – podkreśla.
Kopalnia Zofiówka w 2018 roku (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl) , Industriada 2022 czyli Święto Szlaku Zabytków Techniki (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

Miasto zamierza rozwijać w szczególności dwie branże: przemysł czasu wolnego, czyli turystykę, oraz przemysł technologiczny i kreatywny. Druga część Łaźni Moszczenica, instytutu dziedzictwa i kultury powstałego w budynku byłej łaźni górniczej, zagospodarowywana jest w połowie na centrum biznesu.  

Ukształtowanie terenu, usytuowanie kopalń, a także zasięg ich wydobycia wpływa na to, że miasto może nie wydawać się atrakcyjne dla inwestorów. Dodatkowo w gminie nadal są sołectwa, na których terenach funkcjonuje rolnictwo.

– Każda firma, która przychodzi i prosi o teren pod inwestycje, najpierw pyta, czy są tam jeszcze oddziaływania tektoniczne w związku z wydobyciem węgla. My musimy udostępnić mapę, powiedzieć prawdę i pokazać, jak to oddziaływanie wygląda. Jeśli ono występuje, niestety inwestorzy odchodzą. Miasto w planie zagospodarowania przestrzennego nie miało terenów inwestycyjnych poza obszarem po kopalni Moszczenica i terenem w Bziu. Dopiero w 2021 roku zostało uchwalone nowe stadium, w którym zostały wskazane tereny inwestycyjne przy Ławczoku, na styku granicy z miastem Żory. Mamy nadzieję, że w naturalny sposób strefa inwestycyjna z Żor rozszerzy się aż do Jastrzębia – mówi Anna Hetman. 

Rzeczywistość się zmienia 

6 lutego bieżącego roku władze miasta ogłosiły, że Jastrzębie-Zdrój będzie starać się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Miała być to szansa na rozwój, przyciągnięcie przedsiębiorców i turystów. O tytuł walczyło 12 polskich miast, do finału weszły cztery – Jastrzębie niestety się nie zakwalifikowało. 

Przygotowany program będziemy realizować niezależnie od wyniku jury – zapowiada prezydent miasta. – Będziemy budować nowoczesne centrum kultury z mediateką i salą teatralną, muzeum miejskie, rodzinne centrum rozrywki, i rozbudowywać basen z atrakcjami wodnymi. To tylko część inwestycji. Realizacja programu przyczyni się do rozwoju miasta niezależnie od tytułu.

Rzeczywistość się zmienia. Ze względu na coraz większą świadomość i dbałość o środowisko są wprowadzane zmiany, które obejmują także przejście z gospodarki wysokoemisyjnej na zeroemisyjną. Na stronie transformacja.slaskie.pl widnieje informacja, że w ciągu ostatnich 30 lat liczba osób zatrudnionych w sektorze kopalnianym spadła z blisko 300 tys. do około 72 tys. Ludzie obawiają się, że każde miasto, w którym górnictwo gra główną rolę, po zamknięciu kopalni przestanie istnieć.  

Budunki byłej łaźni po KWK Moszczenica (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl) , Modernizacja budynku dawnej kopalni (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

– Wśród młodych krąży taki mit, że kiedy zamknięte będą kopalnie, to tu będzie gorzej niż w Wałbrzychu, bo wszyscy stąd wyjadą. Nie jest to prawda. Poza tym na chwilę obecną wszędzie brakuje rąk do pracy – mówi Anna Hetman.

W Jastrzębiu obecnie notuje się więcej zameldowań niż wymeldowań. Statystyki, które martwią miasto, to mało urodzeń, a dużo zgonów. Jest ich o około 40 proc. więcej – demografia niestety jest taka, że urodzeń jest mało, a zgonów jest dużo. I to jest trend demograficzny, który zagraża całej Polsce. A to, ile mieszkańców będzie u nas za 50 lat, to wszystko zależy od tego, jak my będziemy teraz rozwijać Jastrzębie, stawiamy na rozwój nowoczesnego miasta i budowę nowych branż – dodaje.

Helena Bizoń dostrzega zmiany w mieście. Żyje jej się tu spokojnie i dobrze, szczególnie latem. W sezonie jesienno-zimowym brakuje miejsc, w których i seniorzy, i młodzież mogliby spędzić czas bez konieczności wydawania sporych pieniędzy. Wspomina dansingi, które kiedyś w Jastrzębiu odbywały się w Domu Zdrojowym, czyli posanatoryjnym obiekcie położonym w parku. – Ludzie potrzebują zabawy i odreagowania, a tego właśnie brakuje w naszym mieście – komentuje.  

Prośby, które do władz miasta kieruje młodzież, dotyczą głównie rozrywki. Pojawiają się pytania o aquapark, o większą liczbę barów, kawiarni. I ogólna prośba – miejsca pracy.  

– Jeśli ktoś powie: "Ja chcę być prezenterem telewizyjnym", to odpowiem: nie znajdziecie pracy w Jastrzębiu. Tak samo nigdy nie powstanie już tutaj uniwersytet, bo to nie leży w naszej tradycji. Sztucznie nic nie można stworzyć. Wszystko, z czego wyrośliśmy, co jest mocnym fundamentem, może być trwałe i może mieć szansę na sukces – komentuje Anna Hetman.  

W ostatnich latach praca zdalna zyskuje popularność. Zwłaszcza w pandemii wiele firm zdecydowało się na tę formę. Po pracy przy ekranie laptopa lub komputera ludzie potrzebują odpoczynku. Miasta przyjazne, pełne zieleni i przestrzeni do spotkań mają być tymi najchętniej zamieszkiwanymi w kolejnych latach. Anna Hetman również widzi w tym szansę dla Jastrzębia.
Zimowy pejzaż (Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl)

– To jest właśnie fajne, że to miasto jest miejscem, które wycisza, w którym ludzie mogę dobrze żyć i spotykać się ze znajomymi. Pracować można zdalnie, dojeżdżać albo stworzyć własną firmę w mieście. 

Pod postami z zapytaniem o to, jak żyje się w Jastrzębiu, opublikowanymi na stronie Aktualny Spotted: Jastrzębie-Zdrój na platformie Facebook znajdują się komentarze, że miasto to "sypialnia" i "dziura". Prezydentka Anna Hetman w odpowiedzi na nieprzychylne opinie zaznacza, że praca w innym miejscu niż to, w którym mieszkamy, nie jest już niczym nadzwyczajnym. Wspomina o nasilającym się trendzie dojeżdżania do pracy do miejsc oddalonych nawet o wiele kilometrów.

Zobacz wideo Lód na Księżycu? "Można z niego produkować paliwo rakietowe"

– Świat się zmienia. My nie możemy myśleć kategoriami sprzed 30–40 lat. Musimy nadążać, a w zasadzie czasami wyprzedzać te zmiany. Jak zostaniemy z tyłu, to nigdy sukcesu nie osiągniemy – przekonuje. – Zatem to, że ktoś nazywa nas "sypialnią", przekuwamy w atut – jeśli to będzie piękna i dobra sypialnia, to niech tak będzie. Tutaj wszyscy mieszkańcy mają się dobrze czuć i przede wszystkim czuć ducha tego miasta – podsumowuje.  

Polska Stories

Polska Stories to kilkumiesięczne warsztaty dla młodych reportażystów i reportażystek, którzy rozpoczynają pracę w zawodzie. Dziesięciu uczestników, którzy doszli do finału, wzięło udział w bezpłatnym cyklu szkoleń dziennikarskich. Prowadziła je wielokrotnie nagradzana reportażystka Olga Gitkiewicz. Każdy reportaż przygotowany w ramach Polska Stories zostanie opublikowany na stronie głównej Gazeta.pl oraz w serwisie Weekend.gazeta.pl. Spośród dziesięciu opublikowanych reportaży jury złożone z doświadczonych redaktorów i dziennikarzy wybierze najlepszy tekst. A jego autor na minimum sześć miesięcy dołączy do współpracowników Weekend.gazeta.pl.

Więcej