Pomocnik
'Rola rodzica polega na tym, by pomógł dziecku znaleźć grupę, w której będzie ktoś podobny' (fot. shuttrstock.com)
'Rola rodzica polega na tym, by pomógł dziecku znaleźć grupę, w której będzie ktoś podobny' (fot. shuttrstock.com)

Przypominamy fragment rozmowy z dr Magdaleną Śniegulską, psycholożką, wykładowczynią Szkoły Edukacji PAFW i UW oraz Uniwersytetu SWPS, pracującą z młodzieżą i dziećmi oraz rodzicami doświadczającymi trudności wychowawczych. Całą rozmowę znajdziecie w dodatku specjalnym do "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Dodatek opublikowaliśmy w 2022 roku.

Znajoma mama nastolatki zaczynającej 1 września naukę w liceum powiedziała mi o zjawisku, które ją szokuje i nieco przeraża: dzieciaki, nim spotkają się w klasie, poznają się w sieci. Wyszukują się na Messengerze, zaczepiają, tworzą grupę. Jej zdaniem jest duża presja na "zagadanie do kogoś, żeby nie zostać samej w klasie".

Nie obawiałabym się tego. To tylko przeniesienie sytuacji, które istniały zawsze. Wchodzisz do szkoły i myślisz, że wszyscy traktują się na równo? Nie. Część zna się z podstawówki, z osiedla. Poznać kogoś, nim zacznie się szkoła, to zredukować napięcie, odzyskać część kontroli. Dzięki temu można się też z kimś umówić, jak się ubrać na rozpoczęcie szkoły, żeby nie wyjść na kujona, ale też nie za bardzo na luzaka. A to jest strasznie ważne!

Kiedy słucham nastolatków, mnie bardziej zdumiewa, że jak idą do pierwszej klasy liceum ze swoją grupą z podstawówki, to tam niektórzy udają, że się nie znają.

Lublin. Miejska inauguracja roku szkolnego w Zespole Szkół Ogólnokształcących nr 1 im. Zbigniewa Herberta (Fot. Krzysztof Mazur / Agencja Wyborcza.pl) , Dr Magdalena Śniegulska (Fot. Teodor Klepczyński)

Jak to? Dlaczego?

Żeby zacząć wszystko od nowa. Jeśli przez osiem lat podstawówki masz jakąś etykietę, łatwo jej nie odkleisz. Liceum jest szansą na nowy start.

Ja się natknęłam na relację chłopca, który obawia się, że po wakacjach w jego klasie będzie się gadać o dziewczynach. Jego to jeszcze nie interesuje.

Jeśli młody człowiek ma poczucie, że jego dojrzewanie płciowe i tożsamości płciowej są nieterminowe – zbyt późne lub zbyt wczesne – to bardzo źle się z tym czuje. Pamiętam opowieść dr n. med. Katarzyny Bajszczak, psycholog, seksuolog klinicznej i psychoterapeutki poznawczo-behawioralnej: nastoletni pacjent wyznał jej, że nie pójdzie do szkoły, dopóki nie będzie mieć polucji. Wszyscy w jego klasie już mają i on tam nie pójdzie, dopóki to się nie wydarzy. I nie chodził!

Nie możemy oczekiwać, że każde dziecko, które czuje się nie na miejscu w swojej klasie, będzie bohaterem. Rola rodzica polega na tym, by pomógł dziecku znaleźć grupę, w której będzie ktoś podobny. Może być poza szkołą. Bo nieważne, jak bardzo rodzice będą zapewniać, że dziecko jest wspaniałe i kochane – ono potrzebuje akceptacji rówieśników.

Co jeszcze dzieje się w głowie nastolatka, który idzie do szkoły średniej?

Przede wszystkim to sankcjonuje wyrwanie się z dzieciństwa. Nastolatek potrzebuje grupy, która będzie równie "dorosła" jak on. I tu mogą być różne rozczarowania.

Może być tak, że ludzie w klasie są jednak dziecinni. Albo tak w kosmos dorośli, że powariowali. Zwłaszcza w prywatnych warszawskich liceach obserwuję nastolatków, którzy mają już jasny plan na życie.

Od pierwszej klasy liceum wiem, że na studia idę na medycynę?

Medycyna. Oksford! Zostać w Polsce na studia? Żenada, wtedy jesteś przegrywem. I jeśli wpada się w taką narrację, a człowiek chciałby trochę siebie poznać, pobalować, to myśli: "Jezu, gdzie ja jestem?". Jak tu się przyznać, że ja to chciałbym na filozofię w Warszawie?

Albo wręcz przeciwnie: "Wiem, że medycyna, muszę przysiąść, może nie od razu, ale jakoś zaplanować sobie naukę w czasie, a oni impreza za imprezą! Wybrałam sobie ten biol.-chem., to dobre liceum, a z kim ja chodzę do klasy?".

Jest jeszcze kłopot skostniałej edukacji w Polsce, zwłaszcza w średnich szkołach. Rodzice słyszą na pierwszej wywiadówce: "Nie ufajcie. Oni kłamią". I tak te dzieci są przez nauczycieli traktowane.

Jak sobie wymarzyłem pracę lekarza i co tydzień słyszę na biologii, jaki ze mnie idiota, to mogę czuć, że nie mam przyszłości. A pamiętajmy, że początek liceum to na ogół dół, tąpnięcie. Pytanie, kim ja właściwie jestem.

Zmiana w życiu dziecka często jest skorelowana ze zmianą w życiu jego rodziców. Mają już różne zasoby, system wsparcia, wielu rzeczy się o sobie dowiedzieli i mówią: zmieniam pracę, przeprowadzamy się, rozwodzimy.

To opowiem pewną sytuację: znajomi z dużego miasta, rodzice 12- i 14-latki, marzyli o przeprowadzce w góry. Córki zaprotestowały. Powiedziały, że nie zmienią szkoły, nie zostawią znajomych. Rodzina została w mieście. Mamy tu wyraźny konflikt. Kto ma zdecydować?

Piękny przykład. Pytanie o to, jak traktujemy rodzinę i gdzie są obszary, w których mogą decydować dzieci. Świetnie też pokazuje, że w rodzinie idziemy na kompromisy. "Mamy plany, ale poczekamy na ciebie, przeniesiemy się, jak pójdziesz na studia". Przy czym nie każdy ma ten luksus.

Czasem trzeba się przeprowadzić i kropka.

W takiej sytuacji niezwykle ważne jest, co mogę zrobić, żeby nie zrywać kontaktu mojego dziecka z jego środowiskiem. Wyrwanie z korzeniami to coś, z czym naprawdę niewiele osób umie sobie poradzić. Możemy na przykład umówić się z rodzicami przyjaciółki córki, że ona czasem wpadnie do nas na weekend.

Czy to znaczy, że "przeprowadzkowe" dzieci zwykle mają problemy w szkole?

Niekoniecznie. Czasem zmiana jest na lepsze: tam nie miałem przyjaciół, tu mam, w szkole jest łatwiej, jestem gwiazdą z miasta, inni mnie słuchają. Ale czasem rodzice sobie nie uświadamiają, że jak się przenoszą z malutkiego mieszkania w bloku do dużego domu pod miastem, to dla nich jest luksus, a dla dziecka dramat. Cóż z tego, że ma wielki pokój, jak nie ma kogo zaprosić?

O kolegów i znajomych dziecka trzeba zadbać. Jest wiele grup, które uczą kompetencji społecznych. Można zacząć od grupy aktywności pozaszkolnej.

Dr Magdalena Śniegulska: czasem rodzice sobie nie uświadamiają, że jak się przenoszą z malutkiego mieszkania w bloku do dużego domu pod miastem, to dla nich jest luksus, a dla dziecka dramat. (Fot. Shutterstock.com/Kamil Zajaczkowski) , Cóż z tego, że ma wielki pokój, jak nie ma kogo zaprosić? (Fot. Shutterstock.com)

Da się przygotować nastolatka na zmianę i domu, i szkoły?

Na pewno trzeba mu wyjaśnić, co się teraz będzie działo, i zapytać, czy potrzebuje wsparcia. "Co cię najbardziej niepokoi?"

"Z kim będę mieszkać? Gdzie chodzić do szkoły? Co ze znajomymi?"

Pytanie "Czego się boisz?" bardzo ułatwia poukładanie sobie spraw w głowie. Lęk uogólniony paraliżuje. Gdy zostanie nazwany, można szukać rozwiązań.

Jak często dzieci idą do szkoły z oczekiwaniem, żeby wszyscy je lubili?

Każdy z nas chce być akceptowany. Ale czepiamy się tego "lubienia", a wiele klas naprawdę lepiej by funkcjonowało, gdyby tam była po prostu akceptacja. Nie wszyscy muszą się kochać, ale mają sobie nie przeszkadzać. To coś innego.

Rodzicom bardzo trudno jest zaakceptować to, że ich dziecko nie jest lubiane.

Zobacz wideo Jako Polacy bijemy niechlubne rekordy dotyczące zdrowia psychicznego. Jak wygląda opieka psychiatryczna w Polsce, opowiada Kasia Gandor

A czasem dziecka nie lubi cała klasa.

I to jest już niezwykle trudne. Bardzo rzadko jest tak, że dziecko wchodzi do klasy i od razu go wszyscy nie lubią. Co się dzieje, że proces narasta? To złożone. Większość klas ma hierarchię. Ktoś jest na górze i walczy, by się tam utrzymać. Czasem w tym celu znajduje kogoś na dole.

Ale jak robi się badania sprawdzające, kto może być ofiarą, to wychodzi, że właściwie każdy. Czynnikiem chroniącym jest bycie w chociaż jednej dobrej relacji. I dlatego tak strasznie ważne jest, by rodzice uczyli dzieci budować relacje.

Instytut Badań Edukacyjnych przeprowadził rozmowy z dziećmi o przemocy rówieśniczej. I dzieci bardzo często mówiły, że kiedy przemoc i agresja wobec rówieśnika się zaczynały, to im się to nie podobało. Na początku to było trochę śmieszne, potem denerwujące, ale potem poszło już tak daleko, że uczniowie nie umieli zareagować. Po pierwsze, mieli wyrzuty sumienia, że nie reagowali wcześniej. Po drugie, bali się, że jak staną po stronie ofiary, to sami zostaną ofiarami. Zaczynali widzieć różne jej niefajne zachowania.

Dziś nie pracuje się z samym sprawcą przemocy, bo to nie zadziała. Ofiarę trzeba nauczyć siły i mocy. Inaczej dziecko włożone w nowe środowisko może znów stać się ofiarą. Albo – paradoksalnie – sprawcą.

To się zdarza?

Zdarza się. I wcale nie tak rzadko. Ponieważ ofiary już nauczyły się dręczenia i żeby zapobiec powtórce swojego losu, znajdują kogoś na to miejsce. I potrafią być dużo gorsze niż ich oprawcy.

To był fragment rozmowy zamieszczonej w dodatku specjalnym do "Pomocnika dla rodziców i opiekunów nastolatków". Dodatek przygotowaliśmy z okazji początku roku szkolnego.

"Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami

Gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy ebook dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym. "Pomocnik" jest dostępny do ściągnięcia za darmo. Na stronie "Pomocnika" czekają też materiały wideo stworzone we współpracy z dr Anetą Górską-Kot oraz liczne artykuły, reportaże i wywiady z ekspertami i ekspertkami. I będzie ich stale przybywać. Bo kryzys polskiej psychiatrii dziecięcej i oficjalne statystyki samobójstw to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie chodzi tylko o próby i śmierci samobójcze, depresje i inne poważne rozpoznania. Pod nimi są setki tysięcy codziennych, samotnych dramatów dzieci i nastolatków, a pandemia tylko te cierpienia spotęgowała. Ich rodzice i opiekunowie też cierpią. "Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami.

POBIERZ POMOCNIK