Pomocnik
Tylko 30 proc. samobójców zostawia listy. 'Reszta nie czuje potrzeby tłumaczenia się światu' (Fot. Shutterstock)
Tylko 30 proc. samobójców zostawia listy. 'Reszta nie czuje potrzeby tłumaczenia się światu' (Fot. Shutterstock)

Jak szybko człowiek może się załamać? *

Głęboko wierzę w to, że ludzie generalnie nie chcą umierać. Ale ci sami ludzie w określonych sytuacjach nie mogą kontynuować życia. Te sytuacje mogą być bardzo różne, łączy je natomiast to, że wszystkie dają wrażenie braku perspektyw. […] 

Nie zmienia to jednak faktu, że przypadek każdego samobójcy ma indywidualne oblicze, a proces, który do samobójstwa doprowadza, jest bardzo skomplikowany. Weźmy szczególnie narażoną na samobójstwo grupę seniorów. Podam przykład. Wnuczka utrzymuje u siebie będącego już w podeszłym wieku dziadka. Dziadek ma około dziewięćdziesięciu lat. Wspólne życie układa im się nawet nieźle. Aż któregoś dnia dzieci tej wnuczki, czyli prawnuczki tego dziadka, zadają pytanie: "mamusiu, pojedziemy na narty do Austrii?". A matka im odpowiada: "Teraz nie możemy jechać, popatrzcie, mieszka z nami dziadek, nie możemy go zostawić, byłoby mu bardzo smutno, gdyby został sam". Stało się tak, że ten starszy człowiek usłyszał rozmowę matki z dziećmi i popełnił samobójstwo. […] Ten starszy człowiek nie chciał umierać, chciał przede wszystkim ulżyć swojej rodzinie, by ona nie była skrępowana jego obecnością. […] 

Weekend.gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy darmowy e-book dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym.

Dziś palącym problemem są samobójstwa dzieci i nastolatków. 

Owszem, wzrost liczby rejestrowanych prób samobójczych stwierdza się właściwie na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych w grupie osób do 18. roku życia to właśnie samobójstwa są drugą najczęstszą przyczyną śmierci. Zdrowie psychiczne polskiej młodzieży również dynamicznie się pogarsza. To w wielu przypadkach wynik zmieniających się relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi, a także – może nawet przede wszystkim – wadliwego funkcjonowania szkoły jako instytucji. Szkoła powinna zwracać uwagę nie tylko na wyniki dydaktyczne, ale także otoczyć dziecko opieką. Jeżeli dziecko jest niedożywione, wykazuje objawy zmęczenia, znużenia, apatii, jeżeli jego zachowanie odbiega od przeciętnej normy, którą obserwuje się u innych dzieci, to psycholog szkolny czy choćby wychowawczyni powinni zwrócić na to uwagę. Jeśli sytuacja wyda im się niepokojąca, należy jak najszybciej skontaktować się z rodzicami. Ale na dzieci jako istoty ludzkie nie zwraca się uwagi. Zwraca się za to uwagę na ich wyniki nauczania. 

[…] Dziś właściwie od każdego dziecka wymaga się dobrych wyników. Co gorsza, zapomina się przy tym o procesie wychowawczym, o empatii, o tym, by dzieci uczyć akceptacji dla słabości innych, tolerancji, szacunku.  

W "Suicydologii" opisuję przykład, który świetnie to obrazuje. To historia trzynastolatka o imieniu Rafał, który generalnie uczył się raczej słabo. Najgorzej szła mu fizyka. Nauczycielka tego przedmiotu wiedziała, że chłopiec nie nadąża, ale zamiast poświęcić mu dodatkową uwagę, może coś jeszcze raz, powoli i spokojnie, wytłumaczyć, często wzywała go do odpowiedzi i upokarzała na oczach całej klasy. Któregoś razu, gdy wywołała go do odpowiedzi, nie poczekała nawet, aż chłopiec zacznie odpowiadać. Zamiast tego powiedziała: "Siadaj, głąbie, i tak nic nie umiesz". Tego samego dnia po powrocie do domu chłopiec odkręcił kurki z gazem i odebrał sobie życie. Nauczyciele powinni mieć świadomość odpowiedzialności, jaka na nich ciąży, a niestety wciąż jej nie mają.  

Podam jeszcze jeden przykład, wyjątkowo tragiczny. Siedmioletni chłopczyk powiesił się w parku. Zostawił kartkę, na której napisał: "Źle mi było w domu i źle czułem się w szkole". […] 

Małgorzata Gołota (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Wyborcza.pl)

Czy siedmioletnie dzieci są świadomie nieodwracalności śmierci? Czy zdają sobie sprawę z tego, co robią, popełniając samobójstwo?  

Nie, z całą pewnością nie są. Ale nie jestem pewien, czy te dzieci mają zdolność okazania środowisku, że jest im naprawdę źle. Mogą oczywiście mówić, że nie chce im się żyć, że nic im się nie chce, i to się często zdarza. Natomiast nie wiem, czy wszystkie te dzieci mogą znaleźć w sobie na tyle dużo siły, by uzewnętrznić i scharakteryzować swoje rozterki psychiczne w sposób na tyle klarowny, by ktoś z ich otoczenia mógł zacząć chociaż przypuszczać czy podejrzewać, że to konkretne dziecko może niebawem próbować popełnić samobójstwo. Są dzieci zamknięte w sobie, czasem wręcz autystyczne, wrażliwe, ale przeżywające wszystkie emocje wewnątrz siebie. Te dzieci nie objawiają wyraźnych symptomów swojego cierpienia w zachowaniu czy jakiejkolwiek werbalnej manifestacji. Niemniej jednak zawsze są jakieś niepokojące sygnały. Właśnie dlatego dzieci trzeba bardzo uważnie obserwować i przykładać większą wagę do ich zachowania. […] 

Jeśli uznamy, że większość, bo aż 80 proc. osób, które popełniają samobójstwo, mówi o tym zamiarze co najmniej jednej osobie ze swojego otoczenia, jednocześnie wysyłając wcześniej pewne niepokojące sygnały rodzinie czy bliskim znajomym, to czym powinniśmy tłumaczyć rosnącą liczbę prób samobójczych u dzieci i młodzieży? Zbyt często nie reagujemy? Nie wiemy, jak działać? Robimy to w niewłaściwy sposób? Przecież gdybyśmy odpowiednio zareagowali, to te 80 proc. samobójców nadal by żyło. 

Polacy mają ogólny problem z życzliwością, z taką nawet niezobowiązującą troską o siebie nawzajem. A w sytuacji, gdy ktoś rozważa czy planuje samobójstwo, właśnie czyjeś zainteresowanie ma szansę go uratować. Zatem przede wszystkim powinniśmy się taką osobą zainteresować, skierować ją do lekarza, do psychologa, zaprosić na rozmowę, na kawę. Nic tak ludzi nie cieszy jak dobre słowo usłyszane od drugiego człowieka, proszę mi wierzyć. Podam przykład lekarzy w szpitalu, na dyżurze. Obaj wiedzieli, że jeden z pacjentów umrze w ciągu kilku, kilkunastu dni. A ten umierający mężczyzna postanowił uczyć się hiszpańskiego, zaangażował w to całą swoją uwagę, wszystkie siły. Jeden z lekarzy powiedział: "Wspaniale, panie Józefie, uczy się pan hiszpańskiego, kiedy pan wyzdrowieje, może pojedzie pan do Hiszpanii i zupełnie biegle zacznie mówić w tym języku?". Czy nie wspaniała postawa? Piękna! Niech pani powie sama. A jednak drugi lekarz do tego samego pacjenta powiedział: "Panie, no po co się pan uczy, przecież pan niedługo umrze!". Słowa, ton, emocje, są bardzo ważne w rozmowie z ludźmi, którzy stracili wolę życia i wolę walki o to życie. 

Słowa, ton, emocje, są bardzo ważne w rozmowie z ludźmi, którzy stracili wolę życia i wolę walki o to życie. (Fot. Shutterstock)

Dobrze, żebyśmy też społecznie nauczyli się przyjmować, że każdy rozmówca jest od nas lepszy. To gwarancja dobrych i życzliwych relacji z innymi ludźmi. To także gwarancja osiągnięcia wielu efektów w strukturze społecznej. Równie ważna jest taka retoryka w rozmowach z potencjalnymi samobójcami. Nie wolno nam nigdy traktować ich jak gorszych, słabszych od siebie. 

Co nam o śmierci na życzenie mówią listy samobójców?  

Tylko 30 proc. samobójców je zostawia, tak jest średnio w każdym państwie na świecie.  

A reszta?  

Reszta nie czuje potrzeby tłumaczenia się światu, który ich zawiódł, bo do tego się w sumie pisanie listów sprowadza. Inną sprawą jest to, że rodzina zawsze domyśla się przyczyn tragedii.  

Jednak wydaje mi się, że liczba samobójców zostawiających listy będzie się powiększać. Coraz więcej osób chce i będzie chciało pozostawić po sobie jak najlepsze wrażenie, jak najlepsze wspomnienia. Będzie chciało być zrozumianymi po śmierci.  

Te listy podzieliłem kiedyś na dwie kategorie. Część z nich to listy instrumentalne, zawierające pewne instrukcje, prośby, polecenia. Mogą się w nich znaleźć na przykład takie treści „mamusiu, oddaj 50 złotych Kazikowi", „zanieś, proszę, książkę do biblioteki", „proszę, żeby mojego nabożeństwa żałobnego nie odprawiał proboszcz, którego nie lubię, ale młody wikary, który mi się bardzo podoba" albo „proszę mnie pochować w takiej i takiej sukni, butach" i tak dalej.  

Druga część listów to listy tłumaczące motyw samobójstwa. Na przykład pisze pan Józef: „Nie mogłem już wytrzymać z tą starą cholerą", mając na myśli swoją żonę. Niech się pani nie uśmiecha, tak się zdarza!  

Niebywałe!  

Tak, ale są też listy, na widok których nie można się uśmiechać, a nad którymi można raczej płakać. Z tego rodzaju listów wynika porażający wniosek – jak niewiele trzeba czasem zrobić, by samobójstwa uniknąć. Znam historie, w których wystarczyłoby, by rodzice trochę swoim dzieciom odpuścili, poluzowali obowiązujące w domu zasady. W tych rodzinach nie było patologii, nałogów, biedy. Jednej z trzynastoletnich dziewczynek, wzorowej uczennicy, zdarzyło się pewnego dnia pójść na wagary. Zrobiła to pod presją klasy, bo na ucieczkę z lekcji zdecydowała się właśnie wtedy cała klasa. Ta dziewczynka tak bardzo potem przeraziła się potencjalnych konsekwencji swojego zachowania, reakcji rodziców, że postanowiła popełnić samobójstwo.  

Dziewczynka tak bardzo przeraziła się reakcji rodziców i potencjalnych konsekwencji tego, że wraz z całą klasą poszła na wagary, że postanowiła popełnić samobójstwo. (Fot. Shutterstock)

Jak w takim razie powinna wyglądać profilaktyka w przypadku dzieci? Jak zapobiegać podobnym historiom?  

W przypadku dzieci musi zadziałać cały system. Szkoła i rodzina tego dziecka muszą współpracować. To jest najważniejszy element. Równie ważna jest szybka reakcja szkoły, dzieci są przecież pod jej opieką codziennie po kilka godzin. Nauczyciele mogliby zauważyć bardzo wiele i bardzo szybko, gdyby tylko przywiązywali do swojej roli obserwatora nieco większą wagę. Ja bez specjalnego trudu zauważam chociażby niewyspanie, zmęczenie u swoich studentów. Chce mi pani powiedzieć, że obcując z dzieckiem po pięć dni w tygodniu przez kilka lat, nie można dostrzec jego problemów? Zmagań, które toczy czasem samo ze sobą?  

Od lat powtarza się, ja również się do tego chóru głosów przyłączam, że mamy wadliwy system edukacji. Szkoła nie jest przystosowana do teraźniejszości ani do przyszłości. Przecież te dzieci, które dziś uczą się w szkole podstawowej, kiedy trafią na rynek pracy, w 70 proc. będą wspomagane przez roboty! Abstrahując już od „lex Czarnek", które wywołuje liczne kontrowersje. 

Tak samo ważny jest sam proces wychowania i jego jakość. Jest nawet taka teza, że każdy człowiek ma taką dorosłość, jakie miał dzieciństwo. Nie wiem, czy pani wie, ale osobowość człowieka kształtuje się w trzecim roku życia.

Kiedy jesteśmy na placu zabaw, możemy dostrzec, które z tych dzieci będzie premierem, które muzykiem, a które nie zawalczy o swoje pasje i marzenia. Już wtedy ujawniają się pewne cechy, przywódcze chociażby, czy kreatywność. Oczywiście dopiero później te cechy nabierają realnych kształtów w miarę rozwoju osobowości i dorastania człowieka. 

Pewne jest jednak, że rodzice powinni bardziej wczuwać się w psychikę dziecka. I ja bym jednak dla rodziców organizował taki podstawowy kurs psychologii, bo większość problemów wynika z nieświadomości. Rodzice nie zawsze potrafią przygotować dotychczasowego jedynaka na drugie dziecko w rodzinie, a co dopiero wesprzeć je, gdy cierpi na zaburzenia emocjonalne, stany lękowe czy depresję. Albo właściwie dopasować swoje oczekiwania do możliwości dziecka.

Rodzice w dodatku sami często mają problemy ze sobą, ze swoimi emocjami. Zdarza się, że są wzajemnie zazdrośni o swoje relacje z dziećmi. Na przykład matka nie może poradzić sobie z tym, że jej córka ma ze swoim ojcem, mężem tej matki, świetnej jakości więź. Mamy więc absurdalną sytuację, w której matka traktuje córkę jak swoją rywalkę, jest o nią zazdrosna! A przecież niebywale ważny w wychowywaniu dzieci jest jednolity front matki i ojca. Konflikt pomiędzy stronami każdorazowo negatywnie oddziałuje na dziecko. 

Częstochowa, ul. Sobieskiego, 14 lutego 2022 r. Protest przed częstochowską delegaturą śląskiego kuratorium oświaty przeciwko 'lex Czarnek' (Fot. Grzegorz Skowronek / Agencja Wyborcza.pl)

Oboje rodzice muszą jednakowo i spójnie reagować w każdej sytuacji, zwłaszcza problematycznej, kiedy dziecko bierze narkotyki, sięga po alkohol, papierosy, kiedy sprawia trudności wychowawcze. 

Specyfika czasów, w których żyjemy, też ma znaczenie?  

Jestem o tym przekonany. A co ciekawe, w stanie wojennym samobójstw było w Polsce znacznie mniej. Wie pani dlaczego? Otóż dlatego, że pomimo ogólnej szarzyzny społeczno-ekonomiczno-politycznej indywidualne sprawy ustąpiły wtedy miejsca sprawom ogólnym, wyższym, ważniejszym. Byliśmy wtedy pewną jednością.  

Poczucie osamotnienia, samotność to jest coś, co może człowieka skutecznie skłonić ku pragnieniu śmierci. Nawet takiego, który generalnie skłonności depresyjnych nie ma. […] 

Zebrałem kiedyś w mojej pracy zawodowej 100 osób, które odstąpiły od zamiaru popełnienia samobójstwa. Rozmawiałem z nimi, nawet napisałem na ten temat książkę. Czasem przyczyną, dla której samobójstwo nie dochodzi do skutku, są dość trywialne przeszkody „techniczne". Człowiek, który waży 130 kilogramów, chce popełnić samobójstwo, bo nie może sobie poradzić ze swoją cielesną powłoką, ale łyka za mało środków, na przykład luminalu. Za mało jak na jego wagę. To też się zdarza. Ale o wiele częstsze i dające do myślenia pod względem psychologicznym są sytuacje, w których człowiek sam rezygnuje z realizacji zamiaru samobójczego.  

W grupie tych, którzy z popełnienia samobójstwa zrezygnowali, trafił mi się pewien fryzjer, bardzo przystojny mężczyzna, którego opuściła dziewczyna. Ów fryzjer pracował przy Krakowskim Przedmieściu. Któregoś dnia rano, już po rozstaniu ze swoją sympatią, przyszedł do zakładu pracy godzinę przed planowanym otwarciem, naostrzył brzytwę i  zaczął sobie podrzynać gardło. Kiedy już poczuł ból, zobaczył wypływającą z rany krew, przez okno zobaczył, że ulicą idą trzy piękne dziewczyny i mają nogi do samego nieba. Pomyślał sobie: „Cholera, dlaczego ja dla tej jednej mam poświęcać życie, skoro któraś z tych trzech kobiet może być moją nową sympatią" i zaczął wzywać pomocy. Odratowano go.

Prof. Bruno Hołyst: W grupie tych, którzy z popełnienia samobójstwa zrezygnowali, trafił mi się pewien fryzjer, bardzo przystojny mężczyzna, którego opuściła dziewczyna (Fot. Shutterstock) , Któregoś dnia rano, już po rozstaniu ze swoją sympatią, przyszedł do zakładu pracy godzinę przed planowanym otwarciem, naostrzył brzytwę i zaczął sobie podrzynać gardło. Kiedy już poczuł ból, zobaczył wypływającą z rany krew, przez okno zobaczył, że ulicą idą trzy piękne dziewczyny i mają nogi do samego nieba. Pomyślał sobie: 'Cholera, dlaczego ja dla tej jednej mam poświęcać życie, skoro któraś z tych trzech kobiet może być moją nową sympatią' i zaczął wzywać pomocy. Odratowano go. (Fot. Shutterstock)

Była też pewna kobieta. Mając 65 lat, postanowiła popełnić samobójstwo. Była na ten krok zdecydowana, przemyślała wszystko dokładnie, ale uznała, że zanim skończy z życiem, chciałaby jeszcze iść do swojego ulubionego parku, pożegnać się z drzewami itd. Jednak kiedy tego dnia rano odsunęła rolety w swoim domu, dostrzegła na podwórku żołnierzy, czołgi, samochody. Zaprosiła tych żołnierzy na śniadanie, ciasto czy kawę i odstąpiła od samobójczego zamiaru. Tyle wystarczyło, bo spojrzała na swoje życie inaczej, dostrzegła, że coś ciekawego się w nim dzieje. Spotkanie z tymi żołnierzami sprawiło, że jej życie w jej ocenie stało się bardziej atrakcyjne – nie jestem sama, są ze mną ludzie, którzy też mają problemy, mój problem nie jest taki szczególny, nie tylko ja cierpię. […] 

Jak na tle innych krajów wypada Polska w statystykach dotyczących samobójstw i prób samobójczych?  

Na pewno nie można powiedzieć, że w tych ogólnych zestawieniach plasujemy się jakoś specjalnie wysoko, tak jak się to przedstawia czasem w mediach. Z danych WHO za 2019 rok wynika, że w Polsce średni współczynnik samobójstw to 9,3 na 100 tys. obywateli. Dla porównania w afrykańskim Królestwie Lesotho ten współczynnik wynosi 87,5 i jest to najwyższy wynik w ujęciu globalnym. Spośród krajów europejskich na najwyższych pozycjach są Rosja z wynikiem 21,6, Litwa – 20,2, Ukraina – 17,7, Białoruś – 16,5, Łotwa – 16,1, Słowenia – 14,01, Belgia – 13,9, Finlandia – 13,4. My jesteśmy gdzieś pośrodku. I to środkowe miejsce jest, jak powiedziałem wyżej, wypadkową wielu czynników.  

Przypomnijmy, że te najważniejsze to – oprócz predyspozycji genetycznych i chorób psychicznych – ogólna sytuacji gospodarcza kraju, typowa dla tego konkretnego regionu meteorologia, położenie geograficzne, system edukacji.  

Właśnie. Weźmy tu przykład Węgier, gdzie współczynnik samobójstw w 2019 roku wynosił 11,8. Kiedyś zaproszono mnie tam w charakterze eksperta. Okazało się, że na Węgrzech do dwóch trzecich samobójstw dochodziło wtedy w Budapeszcie. Jak pani myśli, dlaczego? Wielkie znaczenie miało tu właśnie położenie geograficzne. Budapeszt leży w niecce, to bardzo negatywnie wpływa na nastroje wielu jego mieszkańców. Dyplomaci polscy, którzy pracują w węgierskiej stolicy, opowiadali mi, że od kwietnia do listopada czują się po prostu fatalnie. Przypuszczam, że z podobnych przyczyn, dla których góralom – tuż przed lub wtedy, kiedy wieje halny – zdarza się popełniać samobójstwo.  

Budapeszt leży w niecce, to bardzo negatywnie wpływa na nastroje wielu jego mieszkańców. (Fot. Shutterstock)

Wracając jednak do sedna – Polska w tych zestawieniach nie wypada katastrofalnie, ale nie wypada też specjalnie dobrze. Przede wszystkim dlatego, że nasze państwo nie angażuje się w profilaktykę, w zapobieganie samobójstwom. O wiele więcej uwagi poświęcamy depresji. Jako prezes Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego biję się o to, by powstał w końcu w Polsce narodowy program zapobiegania samobójstwom. 20 państw świata już go ma i przynosi to pewne wyniki. 

A jakie mamy rokowania na przyszłość?  

Jeżeli Polska nie podejmie w sprawie samobójstw i prób samobójczych zdecydowanych działań, to sytuacja będzie się pogarszać. Najważniejsze jest właśnie stworzenie narodowego programu zapobiegania samobójstwom. Uważam też, że powinniśmy jak najszybciej wykształcić w sobie większą zdolność do międzyludzkiego zrozumienia i życzliwości. Polacy są wobec siebie bardzo mało życzliwi, co raczej naszym nastrojom nie służy. Przecież słowo tak samo może leczyć, jak zabijać. 

*Fragmenty rozmowy pochodzą z książki Małgorzaty Gołoty "Żyletkę zawsze noszę w kieszeni" (Wydawnictwo Filia). Do kupienia w formie e-booka w Publio.pl >>

Prof. Brunon Hołyst. Profesor nauk prawnych, specjalizujący się w zagadnieniach kryminalistyki i kryminologii, pionier wiktymologii i suicydologii w Polsce. W pracy naukowej specjalizuje się w takich dziedzinach jak: kryminalistyka, kryminologia, profilaktyka społeczna, suicydologia i wiktymologia. Opublikował około 1200 prac naukowych, w tym ponad 50 pozycji książkowych, przetłumaczonych również na język angielski, chiński, japoński, niemiecki, rosyjski i ukraiński.

"Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami

Gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy ebook dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym. "Pomocnik" jest dostępny do ściągnięcia za darmo. Na stronie "Pomocnika" czekają też materiały wideo stworzone we współpracy z dr Anetą Górską-Kot oraz liczne artykuły, reportaże i wywiady z ekspertami i ekspertkami. I będzie ich stale przybywać. Bo kryzys polskiej psychiatrii dziecięcej i oficjalne statystyki samobójstw to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie chodzi tylko o próby i śmierci samobójcze, depresje i inne poważne rozpoznania. Pod nimi są setki tysięcy codziennych, samotnych dramatów dzieci i nastolatków, a pandemia tylko te cierpienia spotęgowała. Ich rodzice i opiekunowie też cierpią. "Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami.

POBIERZ POMOCNIK