Pomocnik
Oddział psychiatryczny w Szpitalu Specjalistycznym w Zdrojach (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)
Oddział psychiatryczny w Szpitalu Specjalistycznym w Zdrojach (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)

Weekend.gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchomiły akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy darmowy e-book dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym.

Trochę się obawiałem lektury tej książki.

Obawy się potwierdziły?

Po części, bo jednak obraz polskiej psychiatrii nie jest zbyt piękny.

Ale nie wyłącznie czarny?

Przyznaję, nadzieja jakaś jest.

Cieszę się, że ją zauważyłeś.

Pocieszające, że pacjenci, ich bliscy i personel medyczny widzą sprawy podobnie.

To prawda. Często punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, ale w przypadku psychiatrii widać, że problemy i ich źródła przez wszystkie strony oceniane są w zasadzie podobnie.

Wiedziałaś, za co się bierzesz?

Wiedziałam, dlatego przez długi czas się wahałam, czy pisać tę książkę. A właściwie to wiedziałam i nie wiedziałam jednocześnie, bo nie zdawałam sobie sprawy, że jest "aż tak". Aż tak z różnych przyczyn. Niełatwe są przecież historie zmagania się moich bohaterów z chorobami psychicznymi, ale też bardzo skomplikowany jest system i prawodawstwo w tej materii. Połapanie się w gąszczu ciągle zmieniających się przepisów i bycie na bieżąco naprawdę wymagało wielkiego wysiłku.

Aż tak duże zmiany tu zachodzą?

Nie z punktu widzenia pacjentów, z tej strony nie widać wielkich zmian. Natomiast legislacja zmienia się dość znacząco, także za sprawą pandemii, która wymusiła wiele nowych rozporządzeń. Dotyczyły choćby norm zatrudnienia pielęgniarek. Był ustalony termin ich wprowadzenia, potem kilka razy przesuwany. 

Szybko zmieniające się przepisy to jedno, a wolno zmieniające się społeczne podejście do chorób psychicznych to drugie. To też ci utrudniało pracę?

Jedna z moich bohaterek mówi, że "na ten temat panuje milczenie", i ma rację. Nie było łatwo znaleźć osoby, które chciałyby mi opowiedzieć o swoich kryzysach psychicznych i procesie leczenia, bo to wymaga często opowieści o bardzo intymnych sprawach. Dlatego też poddałam moich bohaterów anonimizacji, ale nawet wtedy się martwili, czy nie zostaną zidentyfikowani. Strach jest wielki.

Aneta Pawłowska-Krać, autorka książki 'Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce' (fot. Archiwum prywatne)

W końcu jednak się zgodzili.

Ale nie dlatego, że bardzo chcieli mi o sobie opowiedzieć, tylko z poczucia misji. Uznali, że być może ich historie przyczynią się do zmiany w leczeniu psychiatrycznym w Polsce, że coś dzięki temu się poprawi, że może choroby psychiczne będą częściej dyskutowane publicznie i przestaną być tematem tabu.

Czy coś się tu zmienia?

Coraz więcej osób, także w Polsce, mówi o tym, że ma na przykład depresję i się leczy. To, można powiedzieć, pierwszy krok. Ale jest mnóstwo innych zaburzeń psychicznych, o których publicznie już mało kto opowiada, i tu mamy ciągle do wykonania dużą pracę.

Jeśli chodzi o depresję, mam poczucie, że pomogła bardzo popkultura, a szczególnie filmy, których bohaterowie mają depresję i idą na psychoterapię. Jest nawet żart, że każdy psychoterapeuta w Nowym Jorku ma psychoterapeutę. I choć depresja nie jest niczym zabawnym, wydaje się, że mass media w tej kwestii wykonują dobrą robotę.

Masz rację. Kiedy temat depresji zaczął się częściej pojawiać w filmach, w serialach, w telewizji śniadaniowej, zaczęliśmy się z nim oswajać. I to bardzo dobrze. Pytanie, czy będziemy to potrafili zrobić także z innymi chorobami psychicznymi? Owszem, zdarzają się ludzie, którzy publicznie mówią, że chorują na przykład na schizofrenię, ale są to osoby, które całkiem dobrze funkcjonują – mają diagnozy, leczą się, mają długie remisje, czyli okresy, w których choroba się cofa. Generalnie: w miarę sobie z nią radzą.

Skąd ten wstyd, który dotyka pozostałych?

Jest w nas wszczepiony. Dawniej osoby, które miały problemy ze zdrowiem psychicznym, były wyśmiewane, wytykane palcami i często izolowane w domach czy komórkach. Potem zamykano je w oddalonych od skupisk ludzkich miejscach. Zresztą zwróć uwagę, że do dzisiaj w Polsce wiele szpitali psychiatrycznych jest gdzieś na uboczu. W końcu do gry wkroczyły leki, a w czasach nam najbliższych – rozmaite terapie, w tym psychoterapia. Okazało się, że zaburzenia psychiczne naprawdę można leczyć, ale to wielowiekowe psychiatryczne odium gdzieś tam z nami zostało i trudno się go pozbyć.

Piszesz, że jedna czwarta Polaków miała, ma lub będzie miała problemy psychiczne – to bardzo dużo. Pandemia, alarmują specjaliści, tę liczbę znacząco powiększyła. Problem więc jest dzisiaj powszechny. Czy to coś zmieni w postrzeganiu chorób psychicznych i psychiatrii?

Wydaje się, że tak, że pandemia paradoksalnie zmienia postrzeganie zaburzeń psychicznych właśnie z racji ich powszechności. Ale gdybyśmy się trzymali tych przedpandemicznych danych, tej jednej czwartej populacji, to nawet wówczas statystycznie każdy z nas musi znać osoby, która się zmagają z problemami natury psychicznej, nawet jeśli o nich nie wiemy z racji wspomnianego już przez nas wstydu.

Miejmy też nadzieję, że to zaognienie w czasach pandemicznych spowoduje, że się poważanie weźmiemy za reformę lecznictwa psychiatrycznego w Polsce, która jest bardzo potrzebna. Dzisiaj już nie można psychiatrii lekceważyć, ignorować i marginalizować, co u nas działo się przez wiele lat, bez względu na to, kto rządził. Dzisiaj widać jak na dłoni, że profesjonalnej pomocy psychologicznej i psychiatrycznej potrzebują miliony ludzi.

Szpital psychiatryczny w Łodzi (fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Wyborcza.pl)

Pandemia szczególnie mocno odbiła się na zdrowiu psychicznym dzieci i młodzieży. Nieliczne w Polsce oddziały psychiatrii dziecięcej pękają w szwach, nieletni pacjenci kierowani są w związku z tym na oddziały dla dorosłych, co jest niedobre. Mamy niespełna 500 psychiatrów specjalizujących się w leczeniu dzieci i młodzieży, a powinno być ich minimum dwa razy więcej. Są regiony w Polsce, gdzie jest jeden taki specjalista. Wydaje się, że państwo zupełnie tu sobie nie radzi.

Brak lekarzy to rzeczywiście poważny problem, któremu nie da się szybko zaradzić. Ale trzeba też zauważyć, że równocześnie z pandemią zaczęto wdrażać wcześniej przygotowywaną reformę psychiatrii dzieci i młodzieży. Jej pierwszy etap nie opiera się na pracy psychiatrów, tylko psychologów, psychoterapeutów i terapeutów środowiskowych. Idea polega na tym, że w małych, gęsto rozsianych poradniach dostępna ma być szybka pomoc psychologiczna, zgłosić może się każdy zaniepokojony rodzic czy opiekun, każdy młody człowiek. Bez skierowania. Dotąd powstało ponad 300 takich ośrodków, to nawet więcej, niż pierwotnie zakładano. Na kolejnych etapach reformy mają być tworzone oddziały dzienne i całodobowe. Tam już muszą pracować lekarze.

Dlaczego psychiatrię nazywa się "czarną owcą medycyny"?

Nie umiem, szczerze powiedziawszy, wytłumaczyć tego, dlaczego świat medyczny traktuje psychiatrię gorzej od kardiologii czy onkologii. Może dlatego, że psychiatria jest niemierzalna, że trudniej się stawia diagnozy, że nieraz wymaga zajmowania się kimś przez całe życie, że pacjenta wypisanego nie można często potraktować jako definitywnie wyleczonego.

Ale czy tak jest wszędzie? Bo kiedy w twojej książce polski psychiatra pracujący w Szwecji opowiada o tym, jak wygląda leczenie psychiatryczne u naszych bałtyckich sąsiadów, miałem poczucie, że to są dwa kompletnie różne światy. W Szwecji pacjent jest podmiotem, u nas przedmiotem. W Szwecji farmakologia jest ostatecznością, u nas pierwszym krokiem. W Szwecji pacjent jest otoczony kompleksową opieką po wyjściu ze szpitala, u nas jest zostawiony sam sobie.

Te różnice wynikają z kilku rzeczy. Po pierwsze, oczywiście z pieniędzy. Nakłady finansowe na psychiatrię w Szwecji i Polsce są nieporównywalne, co ma wiele konsekwencji: od sieci szpitali i poradni po kadry. Po drugie, wynika to z innej filozofii, a co za tym idzie –sposobów działania: w Szwecji pacjentem zajmuje się holistycznie, uczestniczą w tym lekarze, rodziny, asystenci zdrowienia i pracownicy socjalni. Szwecja wierzy w leczenie środowiskowe, w którym szpital jest absolutną ostatecznością. I w końcu, po trzecie, mentalność – kolejni lekarze wybierający w Polsce specjalność psychiatryczną wchodzą w taki, a nie inny sposób funkcjonowania i trudno to potem zmienić.

Po lekturze twojej książki rozmawiałem z kilkoma osobami, które leczą się psychiatrycznie, i niemal wszystkie mi powiedziały, że do psychiatry idą właściwie tylko po receptę.

Bo w Polsce tak jest. Tak skonstruowany jest system. Wizyta w ramach publicznej służby zdrowia zwykle trwa kilkanaście minut. Co innego można w takim czasie zrobić poza wypisaniem recepty?

Sala chorych w jednym ze szpitali neuropsychiatrycznych (fot. Rafał Michałowski / Agencja Wyborcza.pl)

Oddajesz głos nie tylko pacjentom, ale także personelowi medycznemu, lekarzom i pielęgniarkom – opowiadają, w jak trudnych warunkach pracują. Ich opowieść zmienia znacząco optykę, bo człowiek zaczyna się zastanawiać, co by zrobił, gdyby odpowiadał za 30 pacjentów na oddziale.

Cieszę się to, że zauważyłeś, bo bardzo mi zależało, żeby pokazać w miarę pełny obraz polskiej psychiatrii, a on nie jest czarno-biały. Jest skomplikowany, bo z jednej strony oburza nas to nadmierne nieraz zapinanie pacjentów w pasy, a z drugiej wyobraź sobie, że jesteś jednym pielęgniarzem na 30 pacjentów, z których część z racji choroby jest agresywna. Co ty byś wtedy zrobił? Jak byś sobie poradził? I czy w ogóle zdecydowałbyś się na pracę na oddziale psychiatrycznym? Warto sobie te pytania zadać, zanim się wyda opinię. Podobna jest ocena działania szpitali psychiatrycznych wśród pacjentów i personelu. Wszyscy przecież zdają sobie sprawę, jak jest, i wszyscy wiedzą, że potrzeba dużej systemowej zmiany.

Zobacz wideo

Systemowa zmiana wymaga decyzji na szczeblu ministerstwa oraz parlamentu. Coś tu się chyba ruszyło, prawda?

Tak, od kilku lat prowadzony jest w wybranych miejscach Polski pilotażowy program, który ma wydźwignąć leczenie psychiatryczne z kryzysu. Dotychczasowe wyniki tego pilotażu są bardzo obiecujące. Na jego potrzeby stworzono centra zdrowia psychicznego i okazały się znakomitym rozwiązaniem, bo dzięki nim każdy, kto potrzebuje konsultacji czy poważniejszej terapii, ma ją na wyciągnięcie ręki niemal z dnia na dzień. I to nie tylko w dużym mieście, ale też w mieście powiatowym, co jest przecież bardzo ważne. Marek Balicki, były koordynator pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, twierdzi, że gdybyśmy wdrożyli ów pilotaż w całej Polsce, mielibyśmy jeden z najlepszych systemów podstawowej opieki psychiatrycznej w Europie.

Tymczasem Balicki podał się jakiś czas temu do dymisji, a program nie jest wdrażany w skali krajowej. Dlaczego?

Program jest kontynuowany pilotażowo, a dlaczego nie jest wdrażany systemowo w całej Polsce? Myślę, że to kwestia decyzji politycznej. Podobno jest szansa, by w tym roku ona w końcu zapadła, ale do tego potrzebna jest ustawa. Bardzo potrzebna milionom Polek i Polaków, którzy zmagają się z problemami ze zdrowiem psychicznym, ważnym nie mniej od zdrowia fizycznego.  

***

Listę ośrodków tworzonych w ramach reformy psychiatrii dzieci i młodzieży można znaleźć na stronie Ministerstwa Zdrowia, oraz Narodowego Funduszu Zdrowia.

Mapę z listą centrów zdrowia psychicznego tworzonych w ramach pilotażu reformy psychiatrii dorosłych można znaleźć na tej stronie.

Książka "Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce" do kupienia w Publio >>>

Aneta Pawłowska-Krać. Ur. 1977. Dziennikarka, socjolożka, absolwentka Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autorka opracowania "Doświadczenie religijne jako konsekwencja konwersji religijnej", które stanowiło część książki "Doświadczenie religijne" pod redakcją Tadeusza Doktóra. Publikowała m.in. w "Dużym Formacie" i "Zwierciadle". Była związana z mediami regionalnymi, w tym z bialskim "Słowem Podlasia" i radomskim tygodnikiem "7 Dni". Autorka reportaży radiowych emitowanych na antenie katowickiego Radia eM. Pracowała w redakcjach informacyjnych Radia Rekord i Meloradia. Jest reporterką Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się jej reporterska książka "Głośnik w głowie. O leczeniu psychiatrycznym w Polsce".

Mike Urbaniak. Jest dziennikarzem kulturalnym weekendowego magazynu Gazeta.pl, polskiej edycji Vogue, gdzie. prowadzi także swój queerowy podcast Open Mike oraz felietonistą poznańskiej Gazety Wyborczej. Pracował w Polskim Radiu, pisał m.in. do Wysokich Obcasów, Przekroju, Exklusiva, Notatnika Teatralnego, Beethoven Magazine czy portalu e-teatr.pl

"Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami

Gazeta.pl wspólnie z Polską Akcją Humanitarną uruchamiają akcję "Pomocnik". W jej ramach przygotowaliśmy ebook dla rodziców i opiekunów dzieci i nastolatków, które przechodzą trudny czas, zmagają się z kryzysem psychicznym. "Pomocnik" jest dostępny do ściągnięcia za darmo. Na stronie "Pomocnika" czekają też materiały wideo stworzone we współpracy z dr Anetą Górską-Kot oraz liczne artykuły, reportaże i wywiady z ekspertami i ekspertkami. I będzie ich stale przybywać. Bo kryzys polskiej psychiatrii dziecięcej i oficjalne statystyki samobójstw to jedynie wierzchołek góry lodowej. Nie chodzi tylko o próby i śmierci samobójcze, depresje i inne poważne rozpoznania. Pod nimi są setki tysięcy codziennych, samotnych dramatów dzieci i nastolatków, a pandemia tylko te cierpienia spotęgowała. Ich rodzice i opiekunowie też cierpią. "Pomocnik" jest dla Was, nie jesteście sami.

Pobierz Pomocnik