Jak to się stało, że turystyka morska z elitarnej przemieniła się w masową?
Rzeczywiście, rejsy wycieczkowe stały się dziś dostępne niemal dla każdego. Wynika to z kilku czynników. Po pierwsze statki mają większą pojemność niż kiedyś, a tym samym mogą przyjąć większą liczbę pasażerów. Ma to wpływ na obniżenie kosztów jednostkowych, a co za tym idzie - na spadek cen rejsów dla podróżnych.
Największe wycieczkowce mogą zabierać na pokład ponad 7 tys. pasażerów, jak np. Star of the Seas należący do Royal Caribbean International, którego pojemność wynosi 7600 pasażerów plus 2350 członków załogi, co razem daje prawie 10 tys. ludzi, czyli... małe miasto.
Ponadto koncerny walczą o klientów zarówno ceną, jak i atrakcyjnością oferty. Na pokładzie można znaleźć wszystko - restauracje, pola golfowe, sale teatralne czy koncertowe, kina, aquaparki, strefy spa i fitness. Ale pasażerowie mogą korzystać z coraz bogatszego wachlarza udogodnień nie tylko na pokładach, ale również w miejscach odwiedzanych podczas rejsów.
Z danych wynika, że koncerny żeglugi wycieczkowej wciąż inwestują w rozwój floty.
Oczywiście, CLIA [Cruise Lines International Association, największe na świecie stowarzyszenie handlowe branży wycieczkowej - przyp. red.] szacuje, że wpływ branży na globalny rynek w 2023 roku wyniósł 168,6 mld dolarów i dał zatrudnienie ponad 1,6 mln pracownikom bezpośrednio lub pośrednio związanym z branżą.
Od wielu lat obserwujemy wzrost inwestycji koncernów żeglugi wycieczkowej - dotyczy to np. floty, która obecnie liczy 370 jednostek, w tym 310 należy do linii zrzeszonych w CLIA (90 proc. floty). Rokrocznie na rynek wprowadzanych jest też kilka nowych jednostek. Gdyby przyjrzeć się książce zamówień do 2036 roku, to już teraz planowane jest wprowadzenie na rynek aż 69 nowych jednostek za łączną kwotę 57,4 mld dolarów. Robi to wrażenie, prawda?
Czy faktycznie popyt na te usługi będzie tak dynamicznie rósł?
Z danych wynika, że jest to rynek perspektywiczny. W 2024 roku popyt na rejsy na statkach wycieczkowych był wysoki, a z tego rodzaju podróży skorzystały 34,6 mln pasażerów, a w 2025 roku prognozuje się wzrost już do poziomu ok. 37,7 mln. Szacuje się, że w 2033 roku w rejsy wycieczkowcami wyruszy 48,8 mln pasażerów.
Skąd aż takie wzrosty?
Ważna jest przede wszystkim wygoda podróżowania i łatwość planowania - podczas jednego rejsu można odwiedzić kilka krajów bez konieczności marnowania czasu i pieniędzy na przemieszczanie się innymi środkami transportu. Mamy tutaj do czynienia m.in. ze zjawiskiem tzw. unpack once, to znaczy jeden bagaż, jedna kabina, a każdego dnia nowe porty i atrakcje bez przepakowywania i długich dojazdów. A jeżeli wykupi się pełen pakiet, nie trzeba martwić się o dodatkowe koszty i organizację całej podróży przed i po rejsie, bo organizator zapewnia transport do i z portu.
Koncerny żeglugowe zaczęły także budować własne, prywatne wyspy turystyczne, które same w sobie stanowią ogromną atrakcję. Są one włączane do programów rejsów jako tzw. magnesy przyciągające pasażerów. Dobrym przykładem jest Perfect Day at CocoCay na Bahamach, należąca do Royal Caribbean Group, czy Celebration Key, również na Bahamach, którą rozwija Carnival Corporation & plc. To nie są już tylko krótkie postoje, ale często nawet kilkudniowe pakiety pobytowe w ramach rejsu. Dzięki temu klienci mają poczucie, że otrzymują kompleksowy produkt wakacyjny: statek, destynacje i unikatowe atrakcje w jednym.
Mam wrażenie, że liczy się także cena. Tygodniowy rejs bywa porównywalny cenowo z pobytem w hotelu all inclusive - w zależności od standardu i sezonu to zwykle od kilku do kilkunastu tysięcy złotych.
Tak, to prawda. Podróżni w cenie rejsu mają zwykle zagwarantowane noclegi, wyżywienie, rozrywkę i część atrakcji. Są też oferty, które zawierają transfery na lotnisko, przeloty tam i z powrotem, a nawet zakwaterowanie przed i po zakończeniu rejsu - pełen pakiet. Daje to podróżnym możliwość lepszej kontroli budżetu niż w klasycznych podróżach. Wizerunek rejsów bardzo się zmienił: od synonimu luksusu dla nielicznych przez umasowienie pod koniec XX wieku aż po dzisiejszą, niezwykle zróżnicowaną ofertę.
Wie pani, kto przede wszystkim korzysta obecnie z oferty statków wycieczkowych?
Osoby starsze?
Z takimi grupami wiekowymi rzeczywiście bardzo długo kojarzone były rejsy wycieczkowe. Ale obecnie na statkach spotyka się przedstawicieli wszystkich grup wiekowych oraz o zróżnicowanym statusie społecznym i finansowym.
Według CLIA średni wiek pasażera wynosi obecnie 46,5 roku, a 36 proc. podróżujących ma mniej niż 40 lat. Ponadto pokolenie X i millenialsi wykazują największe zainteresowanie rejsami. Sięgają po nie całe rodziny, single, pary i osoby aktywne, a także osoby o szczególnych zainteresowaniach.
To wszystko zasługa różnorodnej oferty. Nie tylko jeśli chodzi o infrastrukturę statku. Bardzo popularne stały się rejsy tematyczne dla miłośników sztuki, wina, golfa, jazzu, filmu, ekologii. Rośnie też popularność rejsów dla singli, seniorów oraz wyjazdów pro-zdrowotnych i wellness. Dochodzi do tego też bogata oferta tras i długości rejsów od kilkudniowych, budżetowych wypadów po ekskluzywne rejsy dookoła świata i ekspedycje w rejony dziewicze.
Na koniec warto też wspomnieć o dostępności i komforcie. Armatorzy linii wycieczkowych dbają też o wszelkie udogodnienia dla osób o ograniczonej mobilności.
To wszystko sprawia, że często ci, którzy doświadczą tej formy podróżowania, planują już kolejne takie wyjazdy.
Takie masowe, ekonomiczne podróże wycieczkowcami mogą być jednak bardzo męczące. Moja znajoma, która podróżowała statkiem wycieczkowym po Alasce, wyszła na ląd wykończona. Mówiła, że rozrywka na pokładzie była raczej niskiej jakości, przytłaczała ją liczba ludzi, męczyło spanie w kajucie bez okien.
Jeżeli statkiem podróżuje 10 tysięcy osób, to umówmy się, nie ma co liczyć na ciszę, prywatność, kameralność. Wszystko zależy od tego, jakiego wyboru dokona podróżny i jakie ma potrzeby.
Koncerny żeglugi wycieczkowej mają w ofercie również rejsy na luksusowych mniejszych jednostkach, które zabierają na pokład od 200 do tysiąca pasażerów i oferują rejsy do unikatowych, dziewiczych regionów świata. Rejsy na tego typu jednostkach są oczywiście drogie, ale za to oferta jest unikatowa i na wysokim poziomie. Popularność takich luksusowych rejsów również rośnie. Preferencje osób zamożnych także się zmieniają. Dziś częściej poszukują oni autentycznych i zrównoważonych form wypoczynku. Oferowane są więc np. przyrodnicze rejsy ekspedycyjne w regiony Arktyki i Antarktydy, Alaski, Amazonki, albo rejsy kulturowe na Południowym Pacyfiku, gdzie podróżni mogą brać udział w tradycyjnych obrzędach, wydarzeniach i rytuałach.
W ostatnich latach flota mniejszych wycieczkowców znacznie wzrosła. Eksperci wskazują ten segment rynku jako rozwijający się najszybciej. W 2010 r. było tylko 28 jednostek, a w 2024 - już 97. Sektor luksusowych, małych statków wycieczkowych stanowi alternatywę dla masowej turystyki morskiej.
Czy podróże wycieczkowcami mogą w ogóle być zrównoważone? Z danych wynika, że szkodzą one środowisku znacznie bardziej niż samoloty. Już nie wspominając o szkodach, które wyrządza masowa turystyka w najbardziej popularnych destynacjach - dochodzi do takich zjawisk, jak gentryfikacja, która wiąże się między innymi ze wzrostem cen mieszkań, czynszów i usług. Mieszkańcy coraz częściej protestują przeciwko tłumom turystów, które w sezonie wręcz zalewają ich miasta.
Nie można określić zero-jedynkowo, czy dany środek transportu jest, czy nie jest zrównoważony. Po pierwsze, nie tylko tonaż statku świadczy o tym, czy jest on bardziej, czy mniej ekologiczny. Większość współcześnie wprowadzanych na rynek wycieczkowców jest wyposażona w nowoczesne technologie, wykorzystujące systemy ograniczania emisji spalin, oczyszczania ścieków oraz rozwiązania zmniejszające zanieczyszczenie powietrza i wód. To nie jest już wybór, ale konieczność. UE cały czas aktywnie zaostrza regulacje dla żeglugi morskiej. Aby statki mogły być obsługiwane w portach europejskich i korzystać z głównych szlaków żeglugowych, muszą przestrzegać międzynarodowych norm.
Podejście do ochrony środowiska oczywiście różni się w zależności od regionu świata - w niektórych krajach Afryki czy Ameryki Południowej nie jest ono tak restrykcyjne, jak u nas.
Równie ważne, jak regulacje odgórne, są działania władz miast i regionów dotkniętych turystyką masową. Oni także muszą podejmować, i już podejmują, wiele działań w celu redystrybucji ruchu turystycznego w miastach portowych, by poprawić życie mieszkańców oraz nie doprowadzać do degradacji zabytków.
W 2018 r. w Barcelonie urzędnicy zamknęli dla ruchu wycieczkowego terminal przy La Rambla i przenieśli go na molo Moll d'Adossat na południe od stolicy Katalonii, 30 minut jazdy autobusem od centrum.
Wprowadzono też rygorystyczny limit dwóch statków wycieczkowych dziennie, zamiast dziesięciu, aby pomóc w walce z zanieczyszczeniem i nadmierną turystyką. Planuje się wprowadzenie podatku od touroperatorów, aby na przykład zwiększyć koszty podróży dla turystów, a miasto już opodatkowuje hotele, apartamenty i statki wycieczkowe.
W Dubrowniku w 2021 r. wprowadzono system, który informuje odwiedzających, ile statków wycieczkowych i turystów będzie oczekiwanych w określone dni w ciągu roku. Wykorzystywane są też kamery do monitorowania i kontrolowania tego ruchu, a przewoźnicy autokarowi muszą rezerwować z wyprzedzeniem swoje przystanki. Wprowadzono wysokie opłaty dla autobusów, które przyjeżdżały niezapowiedzianie. Podobne rozwiązania wprowadzane są w innych destynacjach turystycznych.
Ponadto wciąż tworzone są nowe przepisy.
Na przykład?
W Unii Europejskiej porty morskie Transeuropejskiej Sieci Transportowej, czyli np. porty w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie czy porty w Rotterdamie, Hamburgu, Barcelonie, muszą do 2029 r. zapewnić odpowiednią infrastrukturę, która umożliwi statkom podłączenie się do zasilania z lądu (tzw. OPS). Ta infrastruktura powinna być w stanie obsłużyć co najmniej 90 proc. zawinięć kontenerowców i statków pasażerskich o pojemności brutto powyżej 5 tysięcy.
A to umożliwi redukcję hałasu i drgań oraz zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza w porcie. Szacuje się, że do 2028 r. ok. 75 proc. światowej pojemności floty wycieczkowców będzie technicznie gotowa do korzystania z tej infrastruktury. Problem natomiast jest po stronie portów - już widać ogromne opóźnienia w tym zakresie.
Z czego wynikają te opóźnienia?
Przede wszystkim z braku środków. Jeżeli mamy do czynienia z małym miastem, jakim jest wycieczkowiec, to żeby go zasilić energią, trzeba wybudować prawie małą elektrownię. Koszty takich inwestycji są ogromne.
Czyli nie powinniśmy mieć wyrzutów sumienia, że podróżujemy wycieczkowcami, jeżeli zależy nam na tym, aby dbać o środowisko?
Możliwości dbania o środowisko przy wyborze podróży wycieczkowcem jest wiele. Zasadnicza odpowiedzialność za ograniczanie wpływu na klimat i środowisko spoczywa na armatorach i zarządach portów morskich, którzy muszą spełniać coraz ostrzejsze normy.
Pasażerowie mogą natomiast na stronach poszczególnych linii sprawdzić ich strategie zrównoważonego rozwoju, cele klimatyczne i raporty postępów. Wiele firm deklaruje działania wykraczające poza wymagane minimum i publikuje plany inwestycyjne, informacje te są zazwyczaj publicznie dostępne. Branżę monitorują też niezależne organizacje pozarządowe m.in. Friends of the Earth, które okresowo oceniają praktyki środowiskowe i publikują raporty, ułatwiając świadome wybory.
Ale możemy iść też dalej: bardziej odpowiedzialnym wyborem będzie na pewno kameralny rejs mniejszym statkiem. Taka jednostka zazwyczaj wywiera mniejszy wpływ lokalny, tj. niższy hałas podwodny, mniejsze zapotrzebowanie na energię i infrastrukturę portową. Warto też wybierać destynacje mniej obciążone turystycznie oraz terminy poza szczytem sezonu, co ogranicza presję na środowisko i społeczności lokalne.
Czy w związku z tym, że te koncerny napotykają na coraz większe ograniczenia, branża ma szansę przetrwać? Czy te miliardowe inwestycje się zwrócą?
To rynek obarczony wysokim ryzykiem i to nie tylko regulacyjnym.
A jakim?
Najsilniej oddziałują na niego zachowania konsumentów - jeden wypadek nagłośniony w mediach potrafi spowodować masowe rezygnacje z rejsów.
Nie jest to też forma podróży dla każdego - tak, jak część osób z powodów psychologicznych nigdy nie wsiądzie do samolotu, tak inni nigdy nie popłyną statkiem. Dodatkowo popyt w tym segmencie rynku jest wrażliwy na wahania koniunktury, kursów walut i cen paliw oraz różne nadzwyczajne wydarzenia, jak konflikty zbrojne, piractwo morskie i różne ekstremalne zjawiska pogodowe czy epidemie.
Armatorzy muszą zmagać się z rosnącymi wymaganiami środowiskowymi, które mają wpływ na koszty operacyjne i inwestycyjne.
W dobie mediów społecznościowych wyzwaniem są też kryzysy wizerunkowe, które widoczne są od razu we wskaźnikach sprzedaży.
Jestem jednak przekonana, że branża sobie poradzi. Na ten moment bilety na niektóre rejsy są wyprzedawane nawet z dwuletnim wyprzedzeniem. Turystyka stricte "eko" wciąż niestety pozostaje niszowa z uwagi na wyższe ceny. Ale i dla osób o wysokiej wrażliwości ekologicznej znajdzie się oferta.
dr hab. Joanna Kizielewicz. Prof. Uniwersytetu Morskiego w Gdyni; Kierownik Katedry Zarządzania i Ekonomii; Ekspertka w zakresie rynku usług morskiej żeglugi wycieczkowej; Autorka ponad 130 publikacji naukowych z tego zakresu.
Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. Absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu, z wykształcenia psycholożka i kulturoznawczyni. W mediach od 2011 roku.