Berlin odwiedziłam z moim prawie siedmioletnim synem w ramach trzydniowego wypadu, który pozwolił nam w praktyce przetestować kilka berlińskich highlightów.
Dzień pierwszy
Byliśmy już w Berlinie nie raz, ale dotąd raczej trzymaliśmy się szlaków wydreptanych przez dzieci przyjaciół w jego wschodniej części. Z moim starszym synem bywaliśmy nad jeziorami pod miastem i na placach zabaw w Neukölln, ale nie zwiedziliśmy dotychczas najbardziej podstawowych atrakcji stolicy czy reprezentacyjnych alej Wilmersdorfu i Charlottenburga.
Widok z góry
Niewątpliwy symbol Berlina, wieża telewizyjna Fernsehturm, góruje dumnie nad Alexanderplatz, który za czasów DDR pełnił reprezentacyjne funkcje. Dla młodych zwiedzających już sama podróż ultraszybką windą może być ekscytująca, na górze zaś czekają wspaniałe widoki, rozciągające się od dawnego centrum nasłuchu i stacji szpiegowskiej Teufelsberg na zachodzie po bloki Hohenschönhausen na wschodzie. Dodatkową (i dodatkowo płatną) atrakcją dla starszych dzieci będzie możliwość obejrzenia jednego z dwóch filmów stworzonych w technice wirtualnej rzeczywistości: jednego poświęconego historii Berlina, drugiego – budowie wieży telewizyjnej. Na dorosłych czeka natomiast wizyta w świeżo otwartej restauracji Sphere Tim Raue ulokowanej na obrotowym tarasie na samym szczycie wieży.
Adres: Panoramastr. 1A, https://tv-turm.de/en/
Cena: bilet podstawowy (bez VR): 25,50 euro, bilet razem z VR Experience: 36,50 euro
Protip: Fajnie zostawić sobie zwiedzanie Fernsehturm na kolejny dzień po uprzednim przejściu się po centrum Berlina na piechotę, żeby móc wypatrywać z góry widoków, które dzieci już kojarzą.
Alternatywa: Siegessäule / Panoramapunkt na Potsdamer Platz
Wszyscy, którzy lubią widoki z góry, docenią też na pewno morze zieleni parku Tiergarten widoczne ze szczytu złotej kolumny Siegessäule. Z kolei fani nowoczesnej architektury mogą wjechać najszybszą windą Europy na taras widokowy budynku Kollhoff Tower w kompleksie autorstwa Renzo Piano.
Widok z wody
Berlin nie jest miastem, które odwracałoby się plecami do swoich rzek, kanałów i jezior, dlatego bez problemu znajdziemy ofertę statków wycieczkowych, które przewiozą nas i nasze strudzone spacerami pociechy po Szprewie, kanałach, porcie Humboldthafen czy nawet nieco bardziej odległej zatoczce Rummelsburger Bucht (zwanej też jeziorkiem – See). Nad tym ostatnim wypożyczyć możemy kajaki, SUP-y czy rowery wodne. My popłynęliśmy w rejs najkrótszą – godzinną – trasą dostępną w ofercie firmy Stern & Kreis, w pobliże dzielnicy rządowej, a potem wokół Wyspy Muzeów. Statki ruszają co pół godziny z nabrzeża obok dworca Friedrichstrasse.
Adres: Am Weidendamm 1A, https://www.sternundkreis.de/en
Cena: bilet normalny: 21,90 euro, ulgowy: 11 euro za dziecko w wieku 6–14 lat, młodsze dzieci za darmo
Protip: Warto wziąć dla dziecka bezpłatny pokładowy audioprzewodnik, bo dzięki niemu można wysłuchać polskojęzycznych informacji na temat mijanych budowli, które z głośnika czytane są po angielsku.
Alternatywa: Najciekawsza widokowo w ofercie Stern & Kreis wydała mi się trasa Grüne Spreefahrt (C12) do pięknego Treptower Parku i dawnego DDR-owskiego parku rozrywki Plänterwald, podczas której gdzie po drodze mija się charakterystyczną rzeźbę Molecule Man Jonathana Borofskiego. Te rejsy jednak odbywają się rzadziej i trwają dłużej, bo aż dwie godziny. Ciekawą alternatywą może być też około dwugodzinny rejs o zachodzie słońca w ciepły letni wieczór.
Muzeum, które podnosi ciśnienie
Po przyjrzeniu się Berlinowi z góry i z wody warto nakarmić też umysł. My, wiedzeni zamiłowaniem do historyjek detektywistycznych i szpiegowskich, wybraliśmy się do działającego od dekady Muzeum Szpiegostwa (Deutsches Spionagemuseum) na Leipziger Platz. Nie musiałam syna namawiać, gdy usłyszał, że w środku do pokonania jest korytarz świetlnych laserów – zarówno statycznych, jak i ruchomych – między którymi trzeba się przemknąć jak bohater "Mission Impossible". Mnie najwięcej radości sprawiły testowanie dziecka wykrywaczem kłamstw (działa!), próby otwarcia sejfu niczym kasiarz Kwinto i pisanie listów atramentem sympatycznym. Muzeum zawiera mnóstwo informacji, na których zgłębienie warto przeznaczyć minimum dwie godziny (rekomendowany wiek zwiedzających to 8+).
Adres: Leipziger Platz 9, https://www.deutsches-spionagemuseum.de/en
Cena: bilet normalny: 8–18 euro, ulgowy: 6–13,5 euro, w zależności od pory dnia i dnia tygodnia. Są zniżki z Berlin Welcome Card
Protip: Mój siedmioletni syn przestrzega, by przed czołganiem się w labiryncie laserów zostawić w szatni plecak. Każde dodatkowe obciążenie i gabaryt zmniejsza nasze szanse w walce z laserami.
Alternatywa: Dla starszych dzieci nie lada gratką może okazać się Muzeum Gier Komputerowych (Computerspielmuseum), które zawiera jedną z największych europejskich kolekcji gier komputerowych, konsoli i magazynów związanych z graniem. Oprócz wystroju nawiązującego do gamingu i informacji na temat produkcji z ostatnich 70 lat na zwiedzających czeka też możliwość zagrania w 30 tytułów na miejscu. Po sąsiedzku z Muzeum Szpiegów znajduje się ultranowoczesne Deutschland Museum, które unaocznia dwa tysiące lat historii na ziemiach niemieckich w formie interaktywnej, angażującej wystawy. W dzielnicy Prenzlauer Berg od 30 lat działa z kolei muzeum dla dzieci Mach Mit!, w którym atrakcje dla ciała (siedmiometrowa ścianka wspinaczkowa) walczą o lepsze z pobudzającymi dziecięcą wyobraźnię wystawami czasowymi (obecnie trwa wystawa o poceniu się i marznięciu).
Dzień drugi
Wielki park atrakcji
Na tę wycieczkę, zaliczywszy trochę berlińskich klasyków, warto przeznaczyć większą część dnia. Ogrody Świata (Gärten der Welt) w dzielnicy Marzahn to ogromny zielony kompleks z ogrodem japońskim i balijskim, świetnymi placami zabaw oraz – uwaga – kolejką linową i torem bobslejowym. Szczególnie warta uwagi jest kolejka, która swój początek ma w pobliżu stacji metra U5 Kienberg. Środkowy przystanek to przepiękna konstrukcja Wolkenhain, która umożliwia znów rzut oka na okolicę z góry, a dokładnie z wysokości 120-metrowej stalowej konstrukcji. Na dole działa miła kawiarnia. Ostatni przystanek kolejki linowej to już wejście do parku Gärten der Welt, w którym spokojnie przy dobrych wiatrach można spędzić kilka godzin, podziwiając rośliny, bawiąc się na placach zabaw, popijając herbatę w pawilonie herbacianym czy podpatrując ogromne karpie koi w stawie tuż obok. Uważajcie tylko, by nie zgubić się w labiryncie – do łatwych nie należy!
Adres: Blumberger Damm 44, https://www.gaertenderwelt.de/en/
Ceny: bilet normalny: 9 euro, z kolejką linową – 12 euro, ulgowy: 4 euro, z kolejką – 7,5 euro
Protip: Uwaga! Dwa z wagoników kolejki linowej mają przeszkloną podłogę. Warto podpytać obsługę, czy możecie na nie zaczekać, by dodatkowo popatrzeć w dół przez przezroczyste pleksi.
Alternatywa: Na 160 ha we wschodniej dzielnicy Berlina, Lichtenbergu, rozciąga się Tierpark – alternatywa nie tylko dla Gärten der Welt, lecz także dla osławionego zoo w Berlinie Zachodnim. Od niedźwiedzi polarnych, przez kangury, po pandy i żyrafy – tutejszych mieszkańców można podglądać przy karmieniu i odpoczynku w sercu pięknej przyrody. To jeszcze nie wszystko, bo część Tierparku stanowi Dino-Park – gratka dla wszystkich, którym na hasło "T-Rex" serce bije szybciej.
Berlin dla dzieci za darmo
Jeśli nadal macie nadprogramowy czas i siły, a pogoda skłania do schronienia się pod dachem, możecie dla podreperowania budżetu postarać się o miejsce w którejś z darmowych sal zabaw w berlińskich muzeach. W duchu typowego dla państw opiekuńczych empatycznego podejścia rodzinom z małymi dziećmi ułatwia się tu życie, zachęcając je do korzystania z miejskich instytucji za darmo. Dlatego w mieście nie znajdziemy wielu typowych sal zabaw z płatnym wstępem, a raczej dostępne na zapisy otwarte przestrzenie przyjazne najmłodszym.
Do najfajniejszych z nich zalicza się Anoha – sala zabaw, swobodnej eksploracji i eksperymentów w jednym ulokowana w Muzeum Żydowskim na Kreuzbergu. Zainspirowana biblijną opowieścią o Noe, pełna jest pięknych drewnianych konstrukcji, mądrych zabawek i pararzeźbiarskich instalacji. Jej główną wadą jest konieczność rezerwacji miejsc, za którą pobiera się booking fee w wysokości 3 euro, niezależnie od liczby rezerwowanych biletów, z co najmniej sześciotygodniowym wyprzedzeniem.
Z kolei w innej wspaniałej berlińskiej instytucji Gropius Bau na parterze od jakiegoś czasu działa BauBau – przestrzeń zainscenizowana przez artystkę Kerstin Brätsch, której dzieci są "współkuratorami", stale oddziałując na jej wygląd. Tu także rekomendowana jest uprzednia rezerwacja darmowych biletów (nowa pula na bieżący tydzień uwalniana jest co poniedziałek), chociaż w wybrane dni przestrzeń otwarta jest na osoby z ulicy.
INFORMACJE PRAKTYCZNE
Poruszanie się po mieście
Przyjechawszy na dworzec Haupt, pierwsze kroki skierowaliśmy po bardzo praktyczny element wyposażenia berlińskiego turysty: bilet Berlin Welcome Card AB na 72 godziny. Welcome Card nie tylko pozwala podróżować osobie dorosłej i maksymalnie trójce dzieci w wieku 6–14 lat wszystkimi środkami komunikacji publicznej, do których zalicza się metro, autobusy, tramwaje, szybką kolej S-bahn, a nawet promy, po dwóch podstawowych strefach miasta A i B (w zupełności wystarczających, jeśli NIE udajemy się na lotnisko czy do Poczdamu), lecz także oferuje zniżki w muzeach, restauracjach, sklepach i atrakcjach turystycznych. Koszt biletu na dwie doby to 26,90 euro, na trzy doby – 37,5 euro.
Protip: My wzięliśmy ze sobą składaną hulajnogę, którą z łatwością można przetransportować pociągiem. Ułatwia młodzieży uprawianie długodystansowych spacerów i daje się wygodnie przewieźć metrem czy autobusem.
Zakwaterowanie
Zatrzymaliśmy się w średniej wielkości (152 pokoje, cztery sale konferencyjne, bar i ogród) hotelu Park Plaza Berlin, który kiedyś należał do sieci Art’Oteli i z tego czasu zachował dekoracje inspirowane twórczością Andy’ego Warhola. Nazwisko twórcy The Factory skutecznie wryło się dzięki temu w pamięć mojego siedmiolatka. Plus na rzecz edukacji artystycznej!
W pokoju przywitały nas urocze gesty wobec małych gości w postaci kredek, kolorowanek, prostych gier czy paszportu małego turysty, który uprawnia do zbierania stempelków we wszystkich hotelach sieci. W części restauracyjnej na najmłodszych czekały oczywiście wysokie krzesła, ale też plastikowe talerzyki i sztućce, śliniaki, a nawet wafle ryżowe i owoce.
Na tyłach hotelu, oddalonego raptem o przecznicę od Ku-Dammu i o dwie od urokliwego Savigny Platz, odkryliśmy przyjemny, ocieniony plac zabaw ze stołami pingpongowymi, miejscem do jazdy na hulajnodze i licznymi knajpkami, a także lodziarnię Sweet2go z pysznymi lodami rzemieślniczymi.
Autorka przebywała w Berlinie na zaproszenie Niemieckiej Centrali Turystyki (Deutsche Zentrale für Tourismus).
Agata Michalak. Dziennikarka, redaktorka, z wykształcenia kulturoznawczyni. Autorka reportażu o polskich kulinariach zatytułowanego "O dobrym jedzeniu". Na co dzień pracuje z cudzymi tekstami, własne pisze głównie z miłości do ciekawych rozmówców. Współtworzyła i prowadziła magazyn kulturalno-kulinarny "Kukbuk", szefowała miesięcznikowi "Aktivist", pisywała do miesięcznika "Vogue", żółtego przewodnika kulinarnego "Gault et Millau", berlińskiego dwutygodnika "Zitty" czy "Wysokich Obcasów". Nadal pielęgnuje w sobie zamiłowanie do dobrego jedzenia, filmu i książki, nie pogardzi też przyzwoitym serialem. Cierpi na podróżnicze ADHD.