W 1881 roku lekarz Wagnera sprowadził pewnego specjalistę z uniwersyteckiego miasta Erlangen, aby ten wnikliwie ocenił stan zdrowia mistrza. Stwierdziwszy, że jego organizm funkcjonuje prawidłowo, lekarz zalecił ścisłą dietę i słońce. Początkowo Wagnerowie udali się do Neapolu, gdzie zachwyciła ich panująca tam zarówno w dzień, jak i w nocy jasność. Jak kompozytor zauważył w liście do Ludwika II, podczas rejsu statkiem do Palermo światło księżyca było "oszałamiające".*
Do miasta małżonkowie dotarli 5 listopada. Przywitało ich wspaniałe słońce. W tym samym liście Wagner informuje króla, że on i jego żona wynajęli pokoje w hotelu The Palms. Kompozytor był najwyraźniej oczarowany jego ogrodami i nabrał przekonania, że w takim otoczeniu odzyska zdrowie. Cosima pisze w pamiętniku, że przydzielono im pokoje numer 24, 25 i 26, dzięki czemu mogli z tarasu oranżerii podziwiać widok na zieleń.
Ich pierwsza przejażdżka po Palermo okazała się niejakim rozczarowaniem w porównaniu z Neapolem, ale wkrótce opinia ta miała się zmienić. Czar niezobowiązującego wezuwiańskiego miasta ujawniał się od razu, tymczasem Palermo – o czym donosiło wielu innych turystów – potrzebowało więcej czasu, żeby ich do siebie przekonać. Kilka dni później Cosima napisała, że małżonkowie "spędzali długie wieczory, wysiadując na tarasie (w oranżerii) w świetle księżyca". I dodała: "Zaczyna nas urzekać idylliczność Palermo". Oprócz uroków tarasu Wagner doceniał też hotelowe pokoje, zaczął już organizować sobie w salonie miejsce pracy. Na zachowanej fotografii ukazującej wnętrze w odcieniach sepii widać zdobny żyrandol nad ustawionym w centrum pomieszczenia stołem, pozłacane lustro dominujące na ścianie nad kominkiem oraz starannie udrapowane zasłony przydające przytulnego charakteru przestrzeni, którą w przeciwnym razie można by uznać za nader pretensjonalną w swej okazałości. (...)
Małżonkowie nie ograniczali się do przechadzek po ulicach i ogrodach miasta, ale od czasu do czasu zapuszczali się dalej, do Conca d’Oro. Ta sąsiadująca z Palermo, położona w niecce rolnicza równina usiana była gajami pomarańczowymi i cytrynowymi. W swoją pierwszą wycieczkę Wagnerowie udali się do katedry w Monreale. Co zaskakujące, Cosima nie poświęca w swoim pamiętniku szczególnej uwagi złotym mozaikom zdobiącym wnętrze budowli.
W katedrze można podziwiać łącznie sto trzydzieści przedstawień scen biblijnych i innych wydarzeń religijnych oraz licznych postaci. Razem składają się one na dziesięć tysięcy metrów kwadratowych tessery, czyniąc z kościoła jedną z najbogatszych w mozaiki budowli na świecie. Prace nad wzniesieniem katedry rozpoczęły się w 1174 roku na zamówienie normandzkiego króla Wilhelma II. W wyborze ikonografii władca opierał się w znacznej mierze na poradach swoich duchownych, z których część miała związki z inną wysuniętą normańską placówką – Anglią.
Chociaż Wagnerowie byli ogólnie pod wrażeniem monumentalności budynku, najbardziej oczarowały ich przylegające do katedry od południa krużganki. Zaprojektowany w stylu romańskim dziedziniec w kształcie idealnego kwadratu tworzą rzędy romańskich arkad z podwójnymi kolumnami, zdobnymi w różne wzory wykonane z mozaiki i kamieni lawowych. Sam Wilhelm II wpadł na pomysł, aby wprowadzić tu orientalny w swym charakterze element wody poprzez wzniesienie fontanny w jednym z narożników. Otoczono ją miniaturowymi arkadami wspartymi na kolumnach Salomona zwieńczonych ozdobnymi płytkami z terakoty. To idealne miejsce, aby skryć się przed upałem i pomarzyć.
Jeśli Wagnerom udawało się unikać dokuczliwości upałów sycylijskiego lata, to jednak czasami dawały im się we znaki dwa wyczerpujące żywioły tych południowych szerokości geograficznych: natrętne komary i uciążliwy, wiejący prosto znad Sahary wiatr zwany sirocco. Ten niesławny wicher zdolny jest pozbawić sił i zmienić nastrój każdego, kto usiłuje skupić się na zadaniu wymagającym myślenia lub wysiłku fizycznego. Dla Cosimy i Richarda najskuteczniejszym sposobem na poprawę samopoczucia był Szekspir. Para spędzała większość wieczorów na głośnym czytaniu którejś z jego sztuk. Po wizycie w Monreale małżonkowie uznali, że "nic poniżej Szekspira się nie nada", i przystąpili do lektury Henryka VI, części I. Według relacji Cosimy Wagner zawołał: "Jest najwspanialszy ze wszystkich – co za obrazy!". (...)
Swoje literackie rozmowy Wagnerowie toczyli podczas spacerów po ogrodach Palermo, zarówno tych przylegających do palermitańskich willi, jak i tych urządzonych w przestrzeniach bardziej publicznych, jak Giardino Inglese. Za stworzenie w sercu miasta tego wzorowanego na angielskim ogrodu podziękowania należą się, po raz kolejny, rodzinie Basile, a konkretnie Giovanowi Battiście Filippo. Jego intencją jako projektanta było odejście od ściśle geometrycznej formy włoskiego ogrodu i stworzenie miejsca o bardziej naturalnym charakterze, nawiązującym do lokalnego środowiska naturalnego i ukształtowania terenu. Filippo zasadził bosco, las, który nawet jeśli w założeniu był angielski, to jednak znacznie lepiej współgra z tutejszym klimatem. Obecnie można tu spotkać wiele gatunków egzotycznych, między innymi kanaryjskie drzewo smocze, przywiezione z Australii drzewo Illawarra i jeszcze jeden pochodzący z antypodów gatunek – figowiec wielkolistny, którego inny okaz zdobi Piazza Marina w Palermo.
Syn Giovana Battisty Filippo, Ernesto, dobudował w ogrodzie niewielki pawilon w stylu arabsko-normańskim, ze ścianami zwieńczonymi na poziomie dachu dookólnym krenelowanym murem, podkreślonym od dołu panelami w geometryczny wzór, zdobiącymi również łukowate wejście i okratowane okna. Charakter tego wzniesionego pośród gaiku obiektu, który ma w zamierzeniu imitować pawilon myśliwski jakiegoś średniowiecznego normańskiego króla, zatracił się nieco, odkąd na część pokrytej niegdyś ziemią i żwirem nawierzchni ktoś wylał warstwę betonu. Basile czerpał inspirację z pozostałości palazzo znanego jako La Cuba i zamku o nazwie Castello della Zisa – budowli świadczących o obsesyjnym przywiązaniu Normanów do kultury saraceńskiej.
Oba budynki znajdują się za Porta Nuova, która znaczy początek ulicy Via Vittorio Emanuele. Z nich dwóch w lepszym stanie jest Zisa. Zamek ten, którego budowę rozpoczęli w dwunastym wieku arabscy rzemieślnicy zatrudnieni przez Wilhelma I, miał służyć normańskim królom jako letnia rezydencja. Zarówno przypominające plaster miodu umieszczone w niszach wnętrza rzeźby, jak i wyryty nad wejściem pismem arabskim napis al-Aziz (wspaniały) stanowią nawiązania do najświetniejszych budowli mauretańskich w Hiszpanii. Wagner po raz pierwszy odwiedził to miejsce w grudniu 1881 roku w towarzystwie Giuseppe Taski Lanzy, co było zapewne z jego strony celowym zabiegiem, bo dzięki temu mógł liczyć, że zostanie przedstawiony odpowiednim osobom. Zisa należała bowiem wówczas do potężnego rodu Notarbartolo, którego korzenie sięgały ery europejskich konfliktów toczonych w piątym wieku przez panów Alzacji.
Tasca zabrał Wagnera swoim powozem, co nie dość, że pozwoliło mu oszczędzić własne arystokratyczne nogi, to jeszcze zapobiegło palpitacjom serca u niedomagającego współpasażera. Wkrótce Wagnerowie zaczęli gościć Tascę w hotelu i odwiedzać hrabiego w jego willi przy dzisiejszej Viale della Regione Siciliana. Wzniesiony w szesnastym wieku dom mógł się poszczycić jednym z najwspanialszych w Palermo ogrodów w stylu wiktoriańskim, którego kręte ścieżki prowadziły przez eleganckie trawniki pośród tropikalnej roślinności. Dziś ten pałac w kolorze jasnego miodu można wynająć na specjalne okazje.
Tuż przed pierwszą wojną światową rumuńsko-francuska pisarka Anna de Noailles była tak oczarowana willą, że opisała ją jako miejsce, które w końcu pozwoliło jej doznać "pełni piękna, szlachetnego i przepełnionego spokojem dostojeństwa czystego i niesamowitego światła Palermo". Wagner uważał willę za "wspaniałą" i doceniał wystrój wnętrz, który nawiązywał do czasów starożytnego Rzymu. W jednym z pomieszczeń freski wywołują w zwiedzającym nieodparte wrażenie, że niemal uda mu się przejść przez namalowane na ścianach iluzoryczne, rozpadające się romantycznie łuki budowli, odsłaniające widniejący jakoby za nimi krajobraz i rzeźby.
Giuseppe Tasca (1849–1917) jest pierwszym Sycylijczykiem regularnie pojawiającym się w pamiętnikach Cosimy. Studiował chemię na Uniwersytecie w Palermo i wykorzystywał zdobytą tam wiedzę w uprawie własnej ziemi, stosując najnowocześniejsze rozwiązania techniczne w całej Conca d’Oro. Na przełomie wieków, dwadzieścia lat po tym jak Wagner opuścił Sycylię, Tasca został merem Palermo. Ten zwrot ku polityce stał się inspiracją dla jego syna Lucia, który był jednym z głównych inicjatorów ruchu na rzecz niepodległości Sycylii po inwazji aliantów, o czym mowa będzie w rozdziale 4.
Taras, oranżeria i ogrody The Palms były idealnym miejscem na przyjmowanie Taski. Cosima zawsze uważała go za miłego człowieka i z radością odkryła, że jego żona zna niemiecki. Oprócz dyskusji na temat walorów miejsc, które para powinna odwiedzić w trakcie swojego pobytu, rozmowa schodziła niekiedy na tematy dotyczące szerzej pojmowanego świata. Niestety Cosima nie odnotowywała szczegółów tych konwersacji. Daje nam za to wgląd we własne rozmowy z Wagnerem.
Kiedy delektowali się kawą po pewnym pamiętnym lunchu, poruszali rozmaite tematy, od niechęci Wagnera do stylu rokoko po przemyślenia na temat Nietzschego, którego idee kompozytor zdążył już znienawidzić. Następnie Wagner rozśmieszył całą rodzinę karykaturalną wizją współczesnego świata, takiego, jakim on go widział – brykające konie, szlachetny, pracowity woźnica i "nadęty żydowski bankier" w powozie. Kiedy kompozytor czuł się zobligowany jasno postawić sprawę w pewnych kwestiach, niezmiennie wychodziły z niego uprzedzenia. Znał co prawda żydowskich muzyków i nieżydowskich bankierów, ale stereotyp i tak zawsze brał górę nad rzeczywistością.
W całym pamiętniku Cosimy przewijają się jednak wzmianki dotyczące współczucia Wagnera wobec biedy, która otaczała go zewsząd w Palermo. Kiedy Sycylijczycy przekonywali go o postępie dokonującym się w społeczeństwie, nigdy nie omieszkał wspomnieć o żebractwie na wyspie. Pewnego razu on i Cosima ze smutkiem dostrzegli młodą kobietę trzymającą na ręku dziecko i grzebiącą w śmieciach. Był też żebrak, który przesiadywał w drzwiach bramy naprzeciwko okien ich pokoju hotelowego. Człowiek ten wykorzystywał to skąpe schronienie, aby skrywać się przed przenikliwym zimowym wiatrem. Para obserwowała, jak z trudem udawało mu się wyprosić jałmużnę od przechodniów, ale już nie od turystów, którzy czasem go mijali.
Jeszcze większe współczucie Wagner żywił dla świata zwierząt. Gdy pewnego razu wracał do domu przez budynek Teatro Politeama, zobaczył chłopca znęcającego się nad psem. W przypływie wściekłości zrugał go za jego zachowanie swoją łamaną włoszczyzną. Nie wywołało to jednak żadnej reakcji, głównie z powodu niedostatków słownictwa i fatalnego akcentu kompozytora. Ta sytuacja wystarczyła, by skłonić Wagnera do nauki języka włoskiego, tylko po to, by mógł w przyszłości uratować tego czy innego dręczonego szczeniaka.
Taras hotelowy był miejscem igraszek dwóch małp, które bawiły rodzinę Wagnerów swoimi figlami. Kompozytor lubił zakradać się i dla żartu trącać dłonią niczego niepodejrzewające zwierzęta. Pewnego razu bystrzejsza z małp przewidziała jego psotę, odwróciła się i pacnęła go, zanim ten zdążył się do niej zbliżyć. Wspomnienia dotyczące tych małpich spektakli popsuła na zawsze chwila, gdy Richard dowiedział się, że jedna z małp zdechła po zjedzeniu kaktusa ofiarowanego jej przez pewnego naiwnego chłopca, i gdy zaobserwował, jak pozostały przy życiu naczelny opłakuje stratę kompana. Stwierdził, że to zrozumiała reakcja ze strony stworzenia, które porusza się w wyprostowanej pozycji na dwóch nogach. Po tym zdarzeniu taras popadł w niełaskę jako już na zawsze skażony.
*Publikujemy fragment książki Andrew i Suzanne Edwardsów "PALERMO. Epicka historia miasta", która ukazała się 7 maja 2025 roku nakładem Wydawnictwa Znak.