W cyklu "Miasto na weekend" prezentujemy miejsca warte odwiedzenia z nieoczywistej, subiektywnej perspektywy naszych autorek i autorów oraz osób ze świata sztuki, kultury i sportu. Teksty będą się ukazywały w każdy piątek. O francuskim Chartres, w którym odnalazł spokój i wewnętrzną harmonię, opowiada Radosław Korzycki.
Chartres to niewielkie miasteczko w regionie Centre-Val de Loire oddalone o zaledwie 90 km na południowy zachód od stolicy Francji – podróż pociągiem trwa godzinę i kosztuje 20 euro. 40 tys. mieszkańców – skala Tarnobrzega czy Wejherowa. Dworzec, ratusz, jeden większy plac i katedra słynąca z jednych z najpiękniejszych witraży. Świat mniejszy niż ten, w którym zazwyczaj funkcjonuję.
Co mnie tam sprowadziło? Wspomniana już sztuka witrażu właśnie! Nie sądziłem kiedykolwiek, że będę miał potrzebę nauczenia się czegoś tak egzotycznego, ale gdy zapragnąłem na chwilę uciec od geometrycznie produkowanego na co dzień stresu, uznałem, że to będzie najlepszy kierunek.
Zgłębić tajniki średniowiecznych mistrzów
Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, jak skomplikowany jest proces tworzenia tych ażurowych obrazków. Wydawało mi się, że wystarczy wyciąć kawałki szkła i skleić je ołowianymi paskami. Nic bardziej mylnego. Mój nauczyciel, który zajmuje się tym od lat nastoletnich, cierpliwie wprowadzał mnie w zręby swojego fachu. Pozwolił mi samodzielnie dobrać kolory szkła, a potem zaczęliśmy pracę – cięcie, łamanie i delikatne "skubanie" szkła, by dopasować je do szablonu. Po dwóch i pół godziny efekt był… cóż, daleki od ideału. Proste linie były krzywe, a te intencjonalnie krzywe – jeszcze trudniejsze do uzyskania. Jednak ku mojemu zdziwieniu technika ołowiana pozwalała ukryć drobne niedoskonałości. Moje śliwki robaczywki nabierały zaskakująco harmonijnego kształtu.
Lekcja minęła szybciej, niż się spodziewałem, a na kolejne etapy pracy nie miałem już czasu. Mój nauczyciel pokrótce wyjaśnił mi, co czekałoby mnie następnego dnia – i wam polecam zostać dłużej, by tego doświadczyć. Ostrzegł mnie także, bym dokładnie umył ręce – kontakt z ołowiem nie pozostaje obojętny dla zdrowia.
Jeśli ktoś z was chciałby spróbować swoich sił w sztuce witrażowej, warto udać się do Centre International du Vitrail, które organizuje kursy pozwalające zgłębić tajniki średniowiecznych mistrzów. Kursy są otwarte zarówno dla amatorów, jak i profesjonalistów pragnących doskonalić swoje umiejętności. Szczególną popularnością cieszą się zajęcia z malowania na szkle, które pozwalają uzyskać detale charakterystyczne dla witraży katedry w Chartres.
Dać się pochłonąć "błękitowi z Chartres"
Bo oto w jej monumentalnym wnętrzu światło, przechodząc przez kolorowe szkło, zdaje się nie tyle padać, ile przenikać powietrze, nadając mu materialną barwę.
Okna tej świątyni nie są tylko ozdobą – to opowieść zapisana w szkle. 176 scen rozciąga się na niemal 2600 mkw., a każda z nich to osobny rozdział średniowiecznego imaginarium. Święci i królowie, anioły i rzemieślnicy, sceny z Pisma Świętego i migawki z codziennego życia – wszystko to układa się w kalejdoskop narracji, który od 800 lat nieustannie ożywa w promieniach słońca.
Najbardziej niezwykły jest jednak kolor. Głęboki, nasycony kobalt, znany jako "błękit z Chartres", którego nie da się podrobić. Jego tajemnica tkwi w średniowiecznej alchemii – w piecach hutników, którzy do szkła dodawali tlenki metali, uzyskując odcień tak intensywny, że zdaje się pulsować własnym światłem. Patrząc na niego, można odnieść wrażenie, że nie jest to barwa znana z natury, lecz coś spoza tego świata – pigment wydobyty z samego nieba.
Jednym z najsłynniejszych dzieł katedry jest "Notre-Dame de la Belle Verrière" – Madonna z Dzieciątkiem, która spogląda na odwiedzających z wysokości południowej ściany chóru. To ona w najczystszej formie ukazuje fenomen "błękitu z Chartres" i to ona stała się symbolem całej świątyni. Jej delikatna twarz, subtelność konturów, miękkie przejścia barw przypominają, że witraż to nie tylko rzemiosło, ale też malarstwo światła – sztuka, której największym mistrzem jest samo słońce.
Witraże nie tylko pełniły funkcję dekoracyjną, ale także były ważnym narzędziem propagandowym. Gdy większość ludzi była niepiśmienna, były najskuteczniejszym sposobem opowiadania historii biblijnych i dziejów Kościoła.
Poczuć moc relikwii
Katedrę w Chartres wielu określa mianem "dziadka gotyku", bo choć to Notre Dame w Paryżu jest najbardziej znanym symbolem Francji, to właśnie świątynia w tej niewielkiej miejscowości uchodzi za najdoskonalszy przykład gotyku w Europie – nie ze względu na swoje rozmiary, lecz na przełomowe znaczenie w historii architektury. Już z pociągu, kilka kilometrów przed stacją docelową, dostrzegłem jej wieże górujące nad miastem. Chartres leży na niewielkim wzgórzu, ale wrażenie było takie, jakby wieże unosiły się jeszcze wyżej, pchane ku niebu przez jakąś nieziemską siłę. Szybko zrozumiałem, że katedra dominuje nad miastem nie tylko fizycznie, ale i symbolicznie.
Wejście do świątyni robi ogromne wrażenie. Portale zdobi imponująca kolekcja rzeźb świętych strzegących wejścia. Ta część budowli, ukończona w XIII wieku, poświęcona jest ukrzyżowaniu Chrystusa i męczeństwu pierwszych chrześcijan. Jak to w gotyckich katedrach, środkowy portal zdobi postać Jezusa otoczona 12 apostołami. Próbowałem przypomnieć sobie chrześcijańską symbolikę przypisaną każdemu z nich – Piotr z kluczem, Jakub z muszlą przegrzebka.
Katedra w Chartres, podobnie jak wiele średniowiecznych świątyń, została wzniesiona na starszym miejscu kultu. Pierwsza chrześcijańska budowla powstała tu prawdopodobnie w IV wieku. Według legendy kościół stanął na miejscu 110-metrowej studni celtyckiej. Rzymianie mieli tu zrzucać na śmierć chrześcijan. Wtajemniczeni zwiedzający wciąż mają możliwość zobaczenia tej studni w krypcie katedry.
Chartres było miastem zamożnym dzięki żyznym ziemiom, na których uprawiano pszenicę, wobec czego uważano je za spichlerz Francji. Jednak sławę przyniosło mu coś innego – Sancta Camisa, relikwia welonu Maryi, sprowadzona z Konstantynopola. Kult maryjny w średniowiecznej Francji miał ogromne znaczenie, a Sancta Camisa stała się jedną z najważniejszych relikwii królestwa. Choć w Europie istniało wiele rzekomych fragmentów świętego welonu, ten w Chartres miał najlepszą "metrykę" – podarowany cesarzowi Karolowi Wielkiemu przez bizantyjską cesarzową Irenę, a następnie przekazany katedrze w 876 roku przez jego wnuka Karola Łysego.
Jak to bywa z relikwiami, welonowi przypisywano liczne cuda. Najsłynniejszy miał się zdarzyć podczas oblężenia Chartres przez wikingów w 911 roku – biskup wyniósł Sancta Camisa, co rzekomo oślepiło Normanów i uratowało miasto. Przez wieki pielgrzymi przypisywali relikwii kolejne cudowne interwencje, a Chartres rosło w siłę. Szlak pielgrzymkowy między Paryżem a Chartres należał do najpopularniejszych w średniowieczu. Nawet dziś przed katedrą można dostrzec symbol muszli przegrzebka – znak Camino de Santiago.
W średniowieczu znaczenie miast i ich katedr było nierozerwalnie związane – świątynie nie tylko pełniły funkcję miejsc kultu, ale także stanowiły symbol potęgi i prestiżu lokalnych społeczności. Dlatego po pożarze romańskiej katedry w 1020 roku biskup Chartres bez trudu zebrał fundusze na jej odbudowę – nie tylko od Rzymu, ale i od władców całej Europy. Nowa budowla stała się przełomem w architekturze. Do miasta przybyły najlepsze cechy rzemieślnicze: kamieniarze, rzeźbiarze, witrażyści. Zapał był tak wielki, że do prac przystąpiło całe miasto – ludzie wszystkich stanów uczestniczyli w budowie, traktując to jako wyraz swojej wiary. Zjawisko to nazwano "kultem wozów".
Wnętrze katedry kryje jeszcze jedno fascynujące miejsce – labirynt wyryty w posadzce. Ma 12 m średnicy, a jego ścieżki rozciągają się na 262 m. W średniowieczu symbolizował drogę do zbawienia; pielgrzymi pokonywali go w zadumie i modlitwie. Jest to też ślad starszych wierzeń – układ labiryntu odwołuje się do tradycji celtyckich i prądów tellurycznych, które miały szczególne znaczenie już w czasach druidów.
Poznać historię Abelarda i Heloizy
Przy katedrze przez wieki kształcono elity – przyszłych duchownych, uczonych i urzędników. Jednym z najznamienitszych wychowanków tutejszej szkoły katedralnej był Piotr Abelard, myśliciel, który choć nie zmienił filozofii Zachodu, to zdecydowanie wyprzedził swoją epokę spojrzeniem na miłość, małżeństwo i rolę kobiet w społeczeństwie.
Historia jego związku z Heloizą to coś więcej niż średniowieczny romans. To opowieść o relacji opartej na równości intelektualnej i partnerstwie – ideach, które w XII wieku były niemal rewolucyjne. Połączyła ich pasja do nauki, która szybko przerodziła się w uczucie. Heloiza, jedna z najlepiej wykształconych kobiet swoich czasów, nie była bierną muzą – była równorzędną partnerką w dyskusjach o filozofii i teologii. Taki model nie pasował do schematów epoki, w której małżeństwo było przede wszystkim kontraktem społecznym.
Historia kochanków jednak nie miała szczęśliwego zakończenia. Potajemny ślub, niechciana ciąża i wściekłość wuja kobiety doprowadziły do dramatycznych wydarzeń – Abelard padł ofiarą brutalnej zemsty, a Heloiza została zmuszona do życia w klasztorze. Mimo rozłąki ich związek przetrwał – w listach, które do dziś zachwycają głębią myśli o miłości, pożądaniu, duchowości i równości. A ona, świadoma swojej podrzędnej pozycji w świecie, nie godziła się na nią bezrefleksyjnie. Abelard, choć uwięziony w realiach epoki, wierzył, że kobieca modlitwa ma szczególną wartość w oczach Boga.
Warto o nich pamiętać – nie jako o nieszczęśliwych kochankach, lecz jako o dwojgu ludziach, którzy na przekór swojej epoce prowadzili intelektualny dialog o miłości, równości i szacunku. Ich historia, choć średniowieczna, pozostaje zaskakująco aktualna.
Zasmakować w lokalnych specjałach
Tymczasem Chartres to też prawdziwy raj dla smakoszy, gdzie tradycyjne specjały łączą autentyczność z bogactwem lokalnych produktów. Miłośnicy słodyczy powinni spróbować mentchikoffów – pralinowych czekoladek otoczonych delikatną białą bezą, których subtelny smak doskonale komponuje się z popołudniową kawą. Co ciekawe, ich nazwa nawiązuje do rosyjskiego nazwiska! Według legendy te słodycze zostały stworzone pod koniec XIX wieku i nazwane na cześć feldmarszałka Aleksandra Mienszykowa – bliskiego współpracownika cara Piotra I. Być może była to próba dodania im egzotycznego, arystokratycznego charakteru, co w tamtych czasach było popularnym zabiegiem w nazewnictwie produktów.
Dla wielbicieli serów doskonałym wyborem będzie feuille de Dreux – miękki ser krowi o intensywnym aromacie, owinięty w liść kasztanowca. Uzupełnieniem tej kulinarnej podróży będzie L’Eurélienne, lokalne piwo rzemieślnicze o bogatym bukiecie smakowym, oraz Beauce Cola – napój gazowany na bazie buraczanego cukru z Beauce, który zaskakuje intensywną słodyczą i lekką nutą karmelu. Na przekąskę warto sięgnąć po chipsy Belsia, przygotowywane w tradycyjny sposób w kociołku, co nadaje im niepowtarzalną chrupkość i głębię smaku.
W miasteczku znajduje się także jedna restauracja wyróżniona gwiazdką Michelin – Le Georges. Choć serwowane tam potrawy są bezsprzecznie wybitne, ceny mogą przyprawić o zawrót głowy – koszt posiłku to około 200 euro. Dla tych, którzy poszukują znakomitej kuchni w bardziej przystępnych cenach (około 30–40 euro za cały posiłek), idealnym wyborem będzie rekomendowane przez przewodnik Michelin Bistrot Racines, położone tuż obok katedry. To właśnie tam można spróbować wybornych dań inspirowanych lokalną tradycją, przygotowywanych ze świeżych regionalnych składników. Kolacja w Racines to zwieńczenie przygody z witrażami i oszołomienia katedrą.
Jednym z wyróżniających się dań w menu Bistrot Racines jest frykas z jelenia Saint Hubert – soczyste mięso marynowane w jałowcu i miodzie podane z chrupiącymi ziemniakami Dauphine. Równie godna uwagi jest faszerowana kapusta z drobiem i foie gras w stylu Henryka IV – potrawa przypominająca polskie gołąbki, lecz z wyraźnie francuskim charakterem. To fascynująca przygoda smakowa: jesteśmy przyzwyczajeni, że kapusta rozpływa się na talerzu, ale ta jest wyraźnie al dente – gibkość i świeżość przede wszystkim!
Największą dumą regionu pozostaje jednak pâté de Chartres – myśliwski pasztet, którego tradycja sięga XVIII wieku, serwowany także jako przystawka w Bistrot Racines. Dawniej przygotowywany z mięsa migrujących ptaków, dziś bazuje na kuropatwach i bażantach, wzbogacony foie gras, truflami i aromatycznymi przyprawami. Zamknięty w chrupiącej skorupce ciasta francuskiego, zachwyca bogactwem smaku i delikatną teksturą.
Sprawdziłem, że przygotowanie pâté de Chartres to wyzwanie może i większe niż sklejanie witrażu. Mięso jest starannie mielone, doprawiane klarowanym masłem i esencjonalnym wywarem z różnych mięs, w tym z jelenia, którego skrawki pozostają po przygotowaniu wspomnianego frykasu. Pasztet zamknięty jest w cieście francuskim, tworząc wielowarstwową kompozycję z marynowanym w koniaku filetem kuropatwy. Pieczony do idealnej chrupkości, najlepiej smakuje w tradycyjnej wersji – zarówno w złocistej skorupce, jak i jako delikatna terrina.
Zwieńczeniem uczty w przykatedralnej restauracji może być L’Île Flottante aux Pralines Roses – klasyczny francuski deser o lyońskiej duszy. Różowe praliny, czyli karmelizowane migdały w cukrowej otoczce, nadają mu wyjątkowy charakter. Ubite na sztywno białka wzbogacone cukrem pudrem i rozdrobnionymi pralinami tworzą lekką jak chmurka masę gotowaną w mleku z wanilią. Całość wieńczy aksamitny crème anglaise, otaczający "pływającą wyspę" jedwabistą mgiełką. Karmel nadaje deserowi wyrazisty kontrast między słodyczą a subtelną goryczką.
Złapać chwilę relaksu w cieniu historii
A po deserze nieopodal katedry można zanurzyć się w ciszy i zieleni. W mieście pełno jest takich miejsc – jedne kuszą symetrią starannie zaplanowanych alei, inne pozwalają zgubić się w naturalnym labiryncie roślin. Ogród Biskupa (Jardins de l'évêché) otwiera się na spacerujących szerokimi alejami, prowadząc ich wśród bujnej roślinności aż do punktu, skąd rozciąga się jeden z najpiękniejszych widoków na katedrę. Jeszcze kilka kroków i można znaleźć się w Ogrodzie Hortensyjnym (Jardin d'Horticulture), gdzie rzadkie gatunki drzew rzucają cień na kameralne ścieżki, a wśród stawów leniwie pływają ozdobne kaczki. W ciepłe dni łatwo tu przysiąść na ławce i poddać się atmosferze spokoju, jakby cywilizacja znajdowała się daleko poza horyzontem.
Ale nie tylko zieleń zaprasza do spacerów. Średniowieczny ogród przy kościele Saint-André, pełen roślin, które przed wiekami pielęgnowali mnisi, przypomina, że natura od zawsze była częścią duchowego życia. A kilka kilometrów dalej, w Maintenon, ogrodach zaprojektowanych przez André Le Nôtre, można niemal usłyszeć kroki Madame de Maintenon i wyobrazić sobie świat, który znała. Chodzi o Françoise d'Aubigné – guwernantkę nieślubnych dzieci Ludwika XIV i jego kochanki Madame de Montespan na dworze króla, która z czasem zdobyła jego zaufanie i poślubiła go potajemnie w 1683 roku, po śmierci królowej Marii Teresy. Choć nie miała oficjalnego statusu królowej, wpływała na politykę i obyczaje. Dbała o pobożność i edukację arystokratycznych dziewcząt, m.in. założyła słynny ośrodek ich kształcenia Saint-Cyr.
W Chartres przeszłość nie jest zamknięta w muzeach. Jest rozproszona po ulicach, ukryta w zaułkach i opisana na tabliczkach Szlaku Pamięci (Chemin de Mémoire), upamiętniającym postaci walczące o wolność podczas II wojny światowej. Wystarczy chwila, żeby dać się wciągnąć w rytm miasta żyjącego w cieniu historii.
Radosław Korzycki. Dziennikarz, który zajmuje się polityką zagraniczną, głównie amerykańską, oraz relacjami transatlantyckimi. Publikował m.in. w "Polityce", "Tygodniku Powszechnym", "Gazecie Wyborczej" i "Dwutygodniku". Regularnie komentuje tematy amerykańskie na antenie TOK FM. Autor korespondencji i reportaży z USA.



