Gangi, farmy, paranoja i grupy sąsiedzkie*
Przestępczość w RPA jest olbrzymim problemem. Choć dla turystyki ten temat jest zabójczy, niestety jest również głównym tematem poruszanym za granicą w rozmowach o Południowej Afryce. Jest to też zagadnienie, którego Europejczycy nie rozumieją ze względu na nieregularne rozłożenie przestępczości, nieznane w krajach europejskich. Podczas gdy w luksusowych dzielnicach RPA przestępczość jest podobna do tej występującej w wielu miejscach turystycznych na świecie, w innych aktywnie działają gangi i każdy może zginąć od kuli. Te skrajnie różne miejsca czasami dzieli tylko kilkanaście kilometrów.
Większość gangów działa na terenach miejskich. Szacuje się, że w samym Kapsztadzie jest ich około setki. Ich historia w RPA sięga początku XX wieku, ale eskalacja przestępczości nastąpiła w wyniku przymusowych przesiedleń w okresie apartheidu i grupowania ludności w dzielnicach według kryterium koloru skóry. Rozdzielano wtedy rodziny i społeczności, siłą odrywano ludzi od ich ukochanych miejsc i przedmiotów, możliwości zatrudnienia i źródeł dochodów. Nie powinno być zaskoczeniem, że na terenach, na które trafili, szybko zaczęła działać przestępczość zorganizowana. Po deregulacji sektora transportowego w latach 80. XX wieku zaczęły powstać mafie taksówkowe, walczące o wpływy na liniach minibusów. Niespokojny i brutalny okres upadku apartheidu i przemiany RPA w demokrację został wykorzystany przez wielu oportunistów ze światka przestępczego dla zwiększenia bądź umocnienia swoich wpływów.
Dziś wiele zabójstw w RPA jest łączonych właśnie z działalnością gangów. W potyczkach o wpływy między różnymi grupami giną nie tylko sami gangsterzy, ale też niewinne osoby, które znalazły się w złym miejscu i w złym czasie. Kule wystrzeliwane w takich sytuacjach nie wybierają ofiar, padają nimi również dzieci.
Gangsterzy zabijają też ludzi w celu przejęcia ich majątków i wpływów. Ich gotowość do przemocy jest spora, pochodzą ze środowisk dysfunkcyjnych i często, zanim zostali przestępcami, byli ofiarami. Wiele historii w mediach sprowadza się do "mógł tylko zabrać telefon, a zabił".
Niektóre ofiary to osoby ginące w wyniku rytuału inicjacyjnego gangu. Będąc członkinią organizacji Toastmasters, pomagającej doskonalić zdolności wypowiadania się przed publicznością, poznałam kobietę, której siostra zginęła w wyniku takiej inicjacji. Na parkingu obok centrum handlowego w jednym z townships ktoś zaszedł tę kobietę od tyłu i strzelił jej w tył głowy, zabijając ją jedną kulą. Jej siostra walczyła o to, by podejrzanego mężczyznę nie wypuszczono na zwolnienie warunkowe.
Gangi operują też w więzieniach. Osoby, które tam trafiają, nie będąc częścią żadnej organizacji przestępczej, często wychodzą, już do jakiejś przynależąc.
W Kapsztadzie gangi uliczne zazwyczaj działają pod nazwami takimi jak Amerykanie (Americans), Seksowni chłopcy (Sexy Boys) czy Kundle (The Mongrels). Te operujące w więzieniach często używają liczb jako nazw, np. 26, 27 czy 28. Do każdej większej grupy należą mniejsze organizacje. Zasady dotyczące działania organizacji przestępczych są ściśle określone, a hierarchia w nich może przypominać struktury służb porządkowych czy militarnych. Gangi rzadko wychylają nos poza swoje tereny, choć oczywiście część efektów ich działalności bywa widoczna w całym kraju. Jednym z wielu ich zajęć jest sprzedaż narkotyków.
Istnienie gangów nie jest jednak czymś, co spędza sen z powiek mieszkańcom dzielnic bardziej uprzywilejowanych, żyjących poza niebezpiecznym terytorium jednej czy drugiej grupy przestępczej. Mieszkając w RPA, słyszy się wstrząsające doniesienia o strzelaninach, ale znając ich kontekst i wiedząc, jaką opinię ma dana dzielnica, momentami takie wiadomości czyta się jak coś dotyczącego obcego kraju, w którym i tak nie planuje się wizyty. Coś przerażającego, ale odległego.
W mediach poza RPA często te same informacje pojawiają się w formie krótkiej notki o strzelaninie, która miała miejsce w danym mieście. Sama niezliczoną ilość razy otrzymywałam wiadomości z licznymi znakami zapytania i pytaniami o moje bezpieczeństwo w związku ze strzelaniną czy ofiarami "w Kapsztadzie". Tyle że te sytuacje zawsze mają miejsce tam, gdzie przez kilkanaście lat nawet nie postawiłam stopy. Trudno dziwić się, że takie nagłówki budzą strach u turystów, którzy nie mają rozeznania w sytuacji. To jest oczywiście związane z głębszym problemem, a mianowicie z tym, jak media prezentują rzeczywistość.
Kolejnym tematem, który istnieje w świadomości ludzi słyszących coś na temat RPA, są farmy i związane z nimi rzekome "białe ludobójstwo". Nie pomaga to, że wypowiedzi na ten temat, niepoparte faktami, padały z ust prezydenta Donalda Trumpa, Elona Muska (zresztą urodzonego w RPA) czy australijskich polityków. W samym RPA i w krajach anglojęzycznych "białe ludobójstwo" jest uznawane za teorię spiskową, ale już w polskim internecie bywa przedstawiane jako fakt. Za rozpowszechnianie tej teorii odpowiedzialna jest m.in. skrajnie prawicowej grupy afrykanerskich survivalistów przygotowujących się do czystki rasowej: Suidlanders. Ich poglądy podziela wielu skrajnie konserwatywnych Afrykanerów.
Przez lata mieszkania w RPA moje własne poglądy na tę sprawę zmieniły się diametralnie. Początkowo, otoczona Afrykanerami, byłam przekonana, że rzeczywiście na farmach organizowane są planowane mordy białych ludzi. Kiedy jednak wyszłam z tej grupy i zaczęłam mieć bardziej zróżnicowane towarzystwo, poznałam inne spojrzenia na sprawę, a także statystyki. Przez pewien czas byłam sceptycznie nastawiona do czegokolwiek, co słyszałam na ten temat.
Ze względu na nierozwiązane kwestie własności ziem nielegalnie zawłaszczonych w czasach apartheidu i nierówności gospodarczych w kraju, temat ten jest ekstremalnie upolityczniony i wzbudza olbrzymie emocje. Przez to trudno jest o obiektywizm czy o dokopanie się do faktów. Morderstwa na farmach są świetnie sprzedającym się tematem medialnym, a także politycznym, wykorzystywanym na różne sposoby. Radykalna partia EFF lubi czasem zaśpiewać dawną wyzwoleńczą piosenkę nawołującą do zabicia Bura, czyli w wielkim uproszczeniu afrykanerskiego farmera. Z uwagi na jej znaczenie historyczne sąd w medialnej sprawie uznał, że śpiewanie tej piosenki nie jest przykładem mowy nienawiści, bo jej słów nie powinno się odczytywać dosłownie. Moim zdaniem to absurdalna i niebezpieczna decyzja, zwłaszcza biorąc pod uwagę szerszy kontekst działania EFF-u jako partii o poglądach skierowanych przeciwko zarówno białym ludziom, jak i Indusom południowoafrykańskim.
Nie zgadzam się też z rządem, który najchętniej udawałby, że problemu zabójstw na farmach czy szerzej: ataków rabunkowych w ogóle nie ma. Każda śmierć jest tragedią, ale zabójstwa farmerów i pracowników farm mają wpływ na motywację ludzi do pracy w tym sektorze, a tym samym na bezpieczeństwo żywieniowe w kraju. Pod koniec lat 90. były to zresztą zbrodnie uznawane za priorytetowe i zaliczane do osobnej kategorii takich przestępstw, jak np. przemoc ze strony gangów. Myślę, że powinno się do tego wrócić.
Nie przychylam się jednak do teorii o "białym ludobójstwie", bo nie są spełnione wymagania definicji takiej zbrodni. Śmierci farmerów i pracowników farm jest kilkadziesiąt rocznie i stanowią maleńką część wszystkich zabójstw w kraju. Nie, nie pomyliły mi się cyfry, choć rozumiem, że nagłośnienie tematu może sugerować, że co roku ginie kilkuset lub nawet kilka tysięcy białych farmerów.
Oddalone od wszystkiego farmy są przede wszystkim łatwym celem ataków, a białe osoby nie mają już specjalnego statusu czy dodatkowej ochrony. Rzeczywiście, farmerzy giną i większość z nich jest biała. Trzeba jednak pamiętać, że gros farmerów i właścicieli farm w RPA ma właśnie ten kolor skóry. Farmy należące do osób czarnoskórych nie są wcale wolne od ataków. Nawet na "białych" farmach podczas napaści giną też pracownicy oraz ich rodziny, a są to ludzie o każdym kolorze skóry. Chciałabym podać dokładne dane, a nie ogólniki, ale nawet organizacja AfriForum, która zajmuje się reprezentowaniem interesów Afrykanerów i dogłębnym badaniem ataków na farmy, nie podaje aktualnie jakiego pochodzenia etnicznego są ofiary.
Czy zdarzyły się ataki, których udokumentowanym powodem była nienawiść rasowa czy też chęć "odegrania się" za przeszłość? Tak. Gdy zbadano tę kwestię w 2003 roku, okazało się jednak, że stanowiło to zaledwie 2 proc. zidentyfikowanych powodów ataków. Niestety nie ma nowszych danych w tej kwestii.
Napady na farmy często opisywane są jako bardzo brutalne zbrodnie. Opisy tych zbrodni są naprawdę przerażające. Mam jednak wątpliwości, czy osoby z konkretnymi przekonaniami rzetelnie porównały zbrodnie popełnione na farmach z ultrabrutalną przestępczością, której ofiarami padają mieszkańcy townships.
Podsumowując: nie minimalizuję tego problemu, uważam, że takie rzeczy absolutnie nie powinny mieć miejsca, a farmerzy, jak i całe społeczeństwo RPA, powinni mieć prawo wieść bezpieczne, wolne od strachu życie. Kultura przemocy jest olbrzymim problemem Południowej Afryki. Nie można jednak skupiać się na jednym aspekcie przemocy, pokazywać go tak, by pasował do określonych przekonań lub celów politycznych, a potem sprzedawać tego światu.
Dużym problemem społecznym związanym z przestępczością w RPA są też reakcje na nią. O ile stosowanie zabezpieczeń czy zmiany zachowań są uzasadnione, o tyle momentami skupianie się na przestępczości zakrawa na paranoję. Najczęściej widać ją wśród najbardziej uprzywilejowanej grupy ludności. Słuchając niektórych bogatych osób, naprawdę można mieć wrażenie, że same żyją w townships. Niektóre są skrajnie podejrzliwe i przygotowują się na każdą ewentualność. Wydaje mi się, że częściowo wynika to z ich bardzo ograniczonego kontaktu z rzeczywistością.
Ponieważ wiele lat nie miałam samochodu, dużo chodziłam i korzystałam z transportu publicznego; dla własnego zdrowia psychicznego nie mogłam w każdym napotkanym człowieku widzieć potencjalnego zbrodniarza. Nie miałam też ku temu powodu, bo spotykałam się przede wszystkim z życzliwością. Wiele razy się zgubiłam, a ludzie sami oferowali mi pomoc. Osoby te dawały mi rady bądź odprowadzały w dane miejsce, widząc, że znajduję się na nieznanym sobie terenie.
Widać olbrzymią różnicę w zachowaniu między uprzywilejowanymi Południowoafrykańczykami wychowywanymi w pewnej zamożności a obcokrajowcami o podobnych zarobkach. Dla przykładu moje koleżanki urodzone za granicą i mieszkające od lat w RPA same jeżdżą samochodem wieczorami czy nocą. Wiele Południowoafrykanek uważa jednak, że jest to nie do pomyślenia. Jeśli mają partnera, polegają na nim w kwestii dojazdów, tak jak dzieci na rodzicach. Jeśli są singielkami, to albo zmieniają opinię na temat rzeczywistości, albo rzadko wychodzą, gdyż znajomi nie zawsze mogą zaoferować im podwózkę.
*Publikujemy fragment książki Magdaleny Osiejewicz "RPA. Bajka dla wybranych", która ukazała się 15 stycznia 2025 roku nakładem Wydawnictwa Pascal.


