Świat
Rola Muska w kontekście Trumpa nabrała nowego wymiaru - stał się też de facto żyrantem prezydenta elekta (Fot. REUTERS/Brandon Bell)
Rola Muska w kontekście Trumpa nabrała nowego wymiaru - stał się też de facto żyrantem prezydenta elekta (Fot. REUTERS/Brandon Bell)

W Republice Południowej Afryki, gdzie wspomnienie apartheidu wciąż jest żywe, młody chłopak o niepokornym spojrzeniu uczył się patrzeć na świat inaczej. To tutaj, na ziemi pełnej kontrastów, kształtowała się wyobraźnia urodzonego w Pretorii w 1972 roku Elona Muska, niesfornego architekta przyszłości.

"New York Times" pisał, że w cieniu brutalnej polityki i niesprawiedliwości, w kraju, który zdawał się być zamrożony w czasie, rodziło się coś, co można by nazwać buntem marzeń – pasją, która nie znała granic ani tradycyjnych zasad. Przyszły miliarder, być może nieświadomie, nauczył się tam, że aby przekroczyć ograniczenia, najpierw trzeba je dostrzec. To właśnie te korzenie – splątane, pełne bólu i dumy – nadały jego wizji specyficzną zawadiacką zuchwałość, z jaką wdziera się na Marsa i w naszą codzienność.

Każdy, kto próbuje uchwycić jego wizję, wpada w wir: to tornado geniuszu i chaosu, w którym wirują plany kolonizacji Marsa, elektrycznych samochodów z duszą oraz tuneli, które zniosą tyranię korków. Musk jak współczesny Prometeusz zdaje się wykradać bogom wiedzę, by rzucić ją ludzkości w kształcie baterii, rakiet i sztucznej inteligencji. Jego głos, nieco matowy, zdaje się jednocześnie uspokajać i elektryzować – jakby mówił do nas z czasów, które jeszcze nie nadeszły.

"Premier" Musk

Jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego-starego prezydenta USA niektórzy komentatorzy nazywają Muska "premierem" Stanów Zjednoczonych.

Elon Musk, niczym postać wyrwana z kart dystopijnej [fantastycznej, mrocznej – przyp. red.] powieści, staje się symbolem niezwykłej koncentracji wpływów. W epoce, w której granice między technologią, biznesem a polityką zdają się rozmywać, możliwość jego manipulacji Donaldem Trumpem zaczyna jawić się jako niepokojąco realna. Gdyby prezydent – znany z nieprzewidywalnych postanowień i wybuchowego temperamentu – nie był w stanie podejmować decyzji, Musk mógłby wykorzystać swoją pozycję, aby przejąć faktyczne stery władzy. I to nie za pomocą formalnych struktur państwowych, jak wiceprezydent czy przewodniczący Izby Reprezentantów, lecz na mocy wpływów, które nie mają precedensu w historii USA.

Decyzje podejmowane wbrew woli lub bez wiedzy prezydenta, zwłaszcza w sytuacji, gdy jego zdolność do sprawowania urzędu byłaby ograniczona, stawiają pytanie o legalność i konstytucyjność takich działań. Zamach stanu nie musi mieć dziś formy tradycyjnej – przejęcia władzy przez wojsko czy spisek elit politycznych. W erze, w której miliarderzy są w stanie przysłonić struktury demokratyczne, pucz może przybrać subtelniejszą, bardziej wyrafinowaną postać – manipulacji informacją, zakulisowych nacisków i technologicznej hegemonii.

Musk z jego zdolnością do kreowania rzeczywistości na własnych warunkach, od starlinków nad Ukrainą po sterowanie opinią publiczną przez media społecznościowe, może stać się nieformalnym "premierem" Stanów Zjednoczonych – liderem, który działa z pominięciem oficjalnych struktur. To niebezpieczeństwo stawia przed światem pytania, na które demokratyczne społeczeństwa nie są dziś gotowe odpowiedzieć. Czy taki wpływowy człowiek, działający za plecami legalnych instytucji, zmieniający układ sił w kraju, nie jest współczesnym zamachowcem?

Musk – żyrant Trumpa

Jak miliarder znalazł się na zapleczu polityka i innego miliardera? Przede wszystkim dzięki swojej pozycji jednego z najbardziej wpływowych przedsiębiorców technologicznych na świecie. Jego relacje z pierwszym rządem Trumpa miały charakter pragmatyczny i opierały się na wspólnych interesach, które łączyły wizję amerykańskiego sukcesu gospodarczego i technologicznego z politycznymi ambicjami prezydenta, który chętnie zaprosił go do swoich rad doradczych, takich jak Rada ds. Produkcji i Polityki Przemysłowej.

Elon Musk na Kapitolu w dniu spotkania z nowo wybranym liderem Partii Republikańskiej w Senacie Johnem Thune (Fot. REUTERS/Benoit Tessier)

Początkowo Musk próbował wywierać wpływ na administrację amerykańską w kwestiach związanych z energią odnawialną, a jego strategiczne podejście miało na celu m.in. zapewnienie wsparcia dla Tesli i ulg podatkowych dla pojazdów elektrycznych. Jednak różnice w podejściu do polityki klimatycznej oraz kontrowersyjna decyzja Trumpa o wycofaniu się z porozumienia paryskiego skłoniły Muska do publicznego dystansowania się od ówczesnego prezydenta.

Obecnie rola Muska w kontekście Trumpa nabrała nowego wymiaru – stał się też de facto żyrantem prezydenta elekta. Południowoafrykańczyk nie tylko korzysta z potężnych zasobów finansowych i medialnych, by wspierać jego pozycję, ale też może odegrać kluczową rolę w finansowaniu przyszłych kampanii wyborczych, których celem jest osłabienie politycznych rywali prezydenta elekta. Dotyczy to zarówno demokratów, jak i potencjalnych przeciwników w samej Partii Republikańskiej. Jego zaangażowanie ma nie tylko finansowy, ale i strategiczny charakter – jako właściciel X dysponuje platformą, która może kształtować debatę publiczną i wspierać narracje korzystne dla nowego gospodarza Białego Domu. Taka pozycja czyni z niego jednego z najbardziej wpływowych sojuszników Trumpa, a jednocześnie potencjalnie jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w amerykańskiej polityce.

Architekt państwa przyszłości

Tymczasem DOGE (Departament Efektywności Rządu), komisja doradcza zrodzona z obietnic Donalda Trumpa o zrewolucjonizowaniu funkcjonowania amerykańskiego rządu, wprowadza do gry Elona Muska w roli jednego z jej liderów. To symboliczne, że w strukturze mającej na celu usunięcie biurokratycznego balastu miliarder nie tylko dostaje kawałek realnej władzy, ale też staje się architektem państwa przyszłości – takiego, w którym 75 proc. urzędników federalnych może stracić pracę, a liczba agencji zmniejszy się z 400 do mniej niż 100.

To nie jest zwykłe ciało doradcze, lecz superministerstwo przyszłości, którego ambicją jest zaoszczędzenie 2 bilionów dolarów poprzez "usunięcie marnotrawstwa". Jednak krytycy widzą w tym wizję destrukcji – chaos masowych zwolnień, zagrożenie dla Medicare i Social Security, a przede wszystkim potencjalny konflikt interesów. Zarówno Musk, jak i Vivek Ramaswamy, współprzewodniczący komisji, prowadzą firmy współpracujące z rządem, co budzi pytania o to, czy DOGE stanie się narzędziem korporacyjnych wpływów w sercu demokratycznego systemu.

Choć w tle pobrzmiewają nuty symboliki – komisja ma zakończyć swoją misję w 250. rocznicę niepodległości Stanów Zjednoczonych – nad DOGE zawisa cień kontrowersji.

Elon Musk i Donald Trump podczas jednego z lotów testowych statku kosmicznego Starship (Fot. REUTERS/Brandon Bell)

Między matką a ojcem. Trochę o przeszłości

Wypada przypomnieć, jak wyglądała droga samozwańczego "premiera" Stanów Zjednoczonych. Ekscentryczny bogacz przyszedł na świat w nie mniej ekscentrycznej rodzinie. Jego matka Maye jest – jak syn – uosobieniem siły, determinacji i bezkompromisowości. Urodzona w kanadyjskiej Reginie, już jako nastolatka rozpoczęła karierę modelki w Afryce Południowej, jednocześnie zdobywając wykształcenie w dziedzinie dietetyki. Po rozwodzie samotnie wychowywała trójkę dzieci, przenosząc się z nimi do ojczyzny. Pracując na pięciu etatach, zapewniła im stabilność i możliwości rozwoju. Jej dzieci – Elon, Kimbal i Tosca – osiągnęły sukcesy, które Maye traktuje jako swoją największą życiową inwestycję. Dziś, jako najstarsza ambasadorka marki CoverGirl, próbuje w wieku 77 lat udowadniać, że w branży urodowej wiek nie jest przeszkodą, lecz atutem.

Z kolei ojciec Errol to postać kontrowersyjna. Jego życiorys, pełen kontrastów, obejmuje polityczną działalność w RPA, opowieści o współwłasności kopalni szmaragdów i liczne skandale obyczajowe. Największy z nich wybuchł, gdy świat dowiedział się, że Errol został ojcem dwojga dzieci swojej pasierbicy Jany Bezuidenhout, którą poznał, gdy była dzieckiem. Sam Errol określa to jako część "boskiego planu", jednak wiele osób uznaje jego działania za moralnie nieakceptowalne.

Relacje między Errolem a Elonem są naznaczone głębokimi konfliktami. Elon nazywa swojego ojca "złym człowiekiem" i oskarża go o liczne przewinienia moralne, podczas gdy Errol odpiera te zarzuty, twierdząc, że jego syn musi "dorosnąć", i nazywa go rozpieszczonym dzieckiem. Rodzinne napięcia, pełne wzajemnych oskarżeń, wydają się niemożliwe do zażegnania.

Ledwie kilka dni temu senior publicznie nie przebierał w słowach, wzywając Wielką Brytanię, by "olała" polityczne komentarze jego syna. Uznał, że Elon powinien zostawić politykę innym i zająć się tym, co wychodzi mu najlepiej – zmienianiem świata technologią, a nie swoimi kontrowersyjnymi opiniami. 

Neill Strauss z "Rolling Stone" broni Muska, ukazując go nie jako bezdusznego technokratę, lecz wrażliwego wizjonera z trudnym dzieciństwem, naznaczonym samotnością i dominującym ojcem. Elon, pochłonięty książkami i eksperymentami, padał ofiarą przemocy w szkole, dopóki nie nauczył się bronić. Wraz z bratem Kimbalem dążyli do wielkiego świata, nawiązując śmiałe kontakty, co zaowocowało stażem u dyrektora banku Nova Scotia. Tam Musk zetknął się z biurokracją, a jego innowacyjne pomysły napotykały opór.

To doświadczenie utwierdziło go w konieczności działania na własnych zasadach. W Dolinie Krzemowej odbywał dwa staże, aż w 1995 roku założył firmę Zip2. Pracując nocami, stworzył internetowy przewodnik po miastach, który przyniósł 307 mln dolarów w sprzedaży firmie Compaq.

Kolejnym krokiem było X.com – internetowy bank, który po fuzji stał się PayPalem. Po sprzedaży PayPala eBayowi za 1,5 mld dolarów Musk zainwestował w SpaceX.

W epoce, w której granice między technologią, biznesem a polityką zdają się rozmywać, możliwość manipulacji Donaldem Trumpem zaczyna jawić się jako niepokojąco realna (Fot. REUTERS/Rebecca Cook)

Mimo początkowych porażek Falcon 1 osiągnął orbitę w 2008 roku, otwierając drogę do kontraktów z NASA. W 2004 roku Musk zrewolucjonizował rynek motoryzacyjny w Tesli, a jego kolejne przedsięwzięcia, Neuralink i The Boring Company, wskazują na nieustającą ambicję zmieniania świata.

Elon Musk nielegalny imigrant?

Przybysz z RPA, którego szybka kariera w Ameryce wzbudza podziw, kryje w swojej przeszłości mniej chlubne wątki. W 2024 roku "The Washington Post" ujawnił wątpliwości co do jego statusu imigracyjnego po rezygnacji ze studiów na Uniwersytecie Stanforda. Musk twierdził, że jego wiza studencka została zamieniona na H-1B, umożliwiającą legalną pracę, jednak byli współpracownicy sugerowali, że nadal korzystał z wizy studenckiej.

Wkrótce CNN doniosła, że Musk ujawnił więcej szczegółów, ale eksperci nadal kwestionowali legalność jego działań. Tymczasem debata nad wizami H-1B, pozwalającymi zatrudniać zagranicznych specjalistów, przybrała na sile. Zwolennicy Donalda Trumpa krytykowali program jako zagrożenie dla amerykańskich miejsc pracy, co zaostrzyło konflikt z Muskiem, który publicznie bronił wiz jako kluczowych dla sektora technologicznego. Spór wokół H-1B ukazał głębokie podziały w polityce USA. Musk, będący w centrum debaty, jeszcze bardziej ugruntował swój wizerunek postaci kontrowersyjnej i polaryzującej.

Ale tym, co przesądziło o upadku autorytetu innowacyjnego biznesmena, było przejęcie Twittera. Zamiast pozostać strażnikiem otwartej debaty, stał się jej grabarzem, torując drogę postprawdzie i dezinformacji, które zaczynają kruszyć filary demokracji, jaką znamy. Jego platforma, dziś pod nazwą X, emanuje toksyczną mieszanką teorii spiskowych i zmyślonych opowieści, które niczym trucizna wnikają w tkankę społeczną, osłabiając zaufanie do instytucji jako fundamentu wspólnoty i praworządności. Miliarder staje się nie tyle wizjonerem technologii, ile inżynierem chaosu, który na własną rękę redefiniuje zasady gry demokratycznej, zamieniając swoją władzę w narzędzie politycznej propagandy. Jakże ironiczne, że to właśnie on – architekt nowoczesności – wskrzesza ducha średniowiecznego alchemika, tworząc świat, w którym nieprawda triumfuje nad faktami, a iluzja zastępuje rzeczywistość. 

Czy Musk zamiesza w Europie?

Tymczasem, mimo ograniczonego zrozumienia złożoności Europy, Musk nie zawahał się ingerować w wewnętrzne sprawy państw i atakować Unii Europejskiej jako całości, do czego odnosił się już bardzo krytycznie jego ojciec.

Przykłady tych działań są liczne. W Wielkiej Brytanii Musk nazwał premiera Keira Starmera "despotycznym dwulicowcem" i oskarżył go o współudział w aferach związanych z przemocą seksualną w zamian za wsparcie wyborcze. W Niemczech otwarcie poparł skrajnie prawicową Alternatywę dla Niemiec (AfD), twierdząc, że tylko ta partia może "uratować kraj", co spotkało się z ostrą krytyką zarówno w kraju, jak i na arenie międzynarodowej.

Nie szczędził także słów krytyki pod adresem unijnych instytucji, które określił mianem "biurokratycznego zła". Atakował przepisy Digital Services Act (DSA), które jego zdaniem zagrażają wolności słowa i interesom jego firmy, zarzucając Unii Europejskiej brak demokratycznej legitymacji i ignorując zasady jej funkcjonowania.

Elon nie ogranicza się do krytyki polityków czy instytucji. Jego ingerencje obejmują także kwestie geopolityczne, jak poparcie dla planów Donalda Trumpa dotyczących zakupu Grenlandii, komentarze na temat wyborów w Rumunii czy opinie o protestach w Irlandii. Te działania, choć często odbierane jako ekscentryczne, mają realny wpływ na międzynarodowy porządek polityczny.

Jeszcze przed zaprzysiężeniem nowego-starego prezydenta USA niektórzy komentatorzy nazywają Muska 'premierem' Stanów Zjednoczonych (Fot. REUTERS/David Swanson)

Rośnie zatem presja na Komisję Europejską, by skuteczniej egzekwowała przepisy DSA w obliczu działań Muska. Kontrowersje wywołał planowany przez niego live stream z liderką AfD Alice Weidel, co wielu komentatorów postrzega jako nieuczciwe wsparcie dla tej partii przed wyborami w Niemczech.

Damian Boeselager, eurodeputowany i współzałożyciel paneuropejskiej partii Volt, wezwał KE do zbadania, czy algorytmy platformy X, promujące tweety Muska, są zgodne z DSA. Boeselager podkreśla, że koncentracja wpływu opiniotwórczego w rękach jednej osoby zagraża demokracji, czyniąc wolność słowa podatną na autorytarną manipulację.

Krytyka powolnego działania Komisji Europejskiej płynie także od innych eurodeputowanych oraz przedstawicieli rządów. Francuski minister spraw zagranicznych Jean-Noël Barrot zaapelował o stanowcze stosowanie przepisów, a były unijny komisarz Thierry Breton zasugerował, że wsparcie Muska dla AfD można traktować jako ingerencję zagraniczną.

Digital Services Act, uchwalony w 2022 roku, zobowiązuje platformy społecznościowe do usuwania nielegalnych treści, walki z dezinformacją i ochrony procesów demokratycznych. Firmom łamiącym te przepisy grożą kary, w tym zakaz działalności w UE. Jednak tempo egzekwowania DSA budzi obawy, czy unijne regulacje są wystarczająco skuteczne wobec wyzwań, jakie stawia działalność takich gigantów jak X.

Imperium wpływu

Elon Musk jawi się zatem jako idealny bohater amerykańskiej mitologii – nie tylko dlatego, że wpisuje się w archetyp wizjonera, lecz także z uwagi na to, że jego historia imigranta przybywającego do Ameryki rozumianej jako raj na ziemi wzmacnia tę narrację. W Stanach Zjednoczonych odnalazł przestrzeń dla swojej nieposkromionej energii, ambicji i wiary w nieskończoność ludzkiego potencjału. Niczym współczesny Charles Foster Kane, protagonista "Obywatela Kane’a" Orsona Wellesa, korzysta z mediów jako narzędzia władzy i polityki, tworząc własne imperium wpływu, a jednocześnie igrając z uczciwością i prawdą, by formować rzeczywistość na swoich warunkach.

Ale wizjonerski miliarder to także bohater wyjęty z kart powieści Ayn Rand, duchowy potomek Johna Galta i Howarda Roarka. Jest ucieleśnieniem libertariańskiego ideału – człowieka, który własną wolność stawia ponad wszystko, nawet jeśli miałoby to oznaczać wyobcowanie czy konflikt ze wspólnotą, w której żyje. Jego filozofia, w której egoizm staje się najwyższą cnotą, wyziera z każdej decyzji: z pogardy dla regulacji, z wiary w nieograniczoną moc innowacji i z przekonania, że bogactwo zdobywa się poprzez nieustępliwe dążenie do celu.

Sponsor Trumpa nie idzie na kompromisy – ani z konkurencją, ani z polityką, ani z ograniczeniami, jakie świat próbuje mu narzucić. Jego umysł, choć dla większości z nas kontrowersyjny, zdaje się dowodzić, że niepokorni wizjonerzy mogą kształtować losy świata na własnych zasadach. I oczywiście – możemy podziwiać, ale musimy się też obawiać. W tym sensie Elon Musk to nie tylko produkt Ameryki, ale i jej lustro – odbicie kraju, który wciąż wierzy, że jednostka, niepowstrzymana żadnymi ograniczeniami, może sięgnąć gwiazd. Dosłownie i w przenośni.