Podróże
Praga (fot. Shutterstock)
Praga (fot. Shutterstock)

Tekst został opublikowany w 2023 roku. To jeden z najchętniej przez Was czytanych artykułów Weekendu

***

Dlaczego warto?  

Jeśli istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, to właśnie to uczucie połączyło mnie z czeską Pragą tak mocno, że wybaczam jej korki, kioski z tandetnymi pamiątkami i oblegane przez amerykańskich turystów McDonaldy w samym centrum. Bo nie ma na świecie innego miasta tak młodego mimo swego wieku, tak małego mimo swej wielkości i tak ironicznie mądrego mimo swej powagi. 

Na piwo i kotleta 

Do Pragi, którą kocham, najlepiej wejść przez drzwi zwieńczone figurą pozłacanego tygrysa. Przy ulicy Husovej 17, w uliczce między Staromestské námestí a mostem Karola, mieści się karczma od spiżu trwalsza. W długim lokalu pod krzyżowo-żebrowym sklepieniem stoją proste dębowe ławy. Na ścianach boazeria, niewiele dodatków mających umilić gościom pobyt. Tuż przy wejściu stanowisko barmana: nalewak do piwa i taca pełna kufli.  

U Zlateho Tygra (fot. Archiwum prywatne) , Odkąd pamiętam, jest tam jeden rodzaj piwa - Pilsner Urquell (fot. Shutterstock)

Odkąd pamiętam, jest tam jeden rodzaj piwa – Pilsner Urquell. A chociaż poza piwem można tam skosztować tylko kilku prostych, typowo czeskich dań barowych, to karczma ma zawsze pełne obłożenie i nieraz zdarzyło mi się długo czekać na wolne miejsce przy szerokiej ławie. Wszystko dlatego, że nad jedną z tych ław wisi zdjęcie. W prostej ramce z IKEA, w najmniejszym możliwym formacie, wywołane jakby przypadkiem. A na tym zdjęciu siedzący ramię w ramię i kufel w kufel Bohumil Hrabal i Václav Havel. Jest też takie z Billem Clintonem, bo ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, gdy przyleciał na spotkanie z Havlem, też wybrał się do knajpy U Zlateho Tygra, zjadł kotlet z kapustą i popił wszystko kilkoma kuflami pilsnera. Bo nieważne, kim jesteś, co potrafisz i jak wielu ludzi na świecie zależy od twojego jednego słowa – U Zlateho Tygra jesteś po prostu człowiekiem, który przyszedł pogawędzić przy piwie z każdym, kto tylko chce rozmawiać. Zupełnie tak, jak czynił to praski magik słowa, czuły barbarzyńca Bohumil Hrabal. 

Spacer mostem Karola 

Ze Zlateho Tygra moje nogi znają tylko jeden szlak – na most Karola. Ten wyjątkowy zabytek, który można znaleźć chyba na każdej pocztówce z Pragi, zbudowano w XIV wieku. Most ma 620 m długości, prawie 10 m szerokości i łączy dwie części praskiej stolicy. Ten jeden z najstarszych i wciąż czynnych mostów Europy trzyma się dzięki jajkom. A konkretnie białku kurzych jaj, którego użyto do wykonania zaprawy. Legenda głosi, że cesarz Karol VI nakazał dostarczenie budowniczym mostu 15 tys. kurzych jaj. Niestety, nie wyjaśnił, do czego mają służyć i w jakiej formie należy je dostarczyć, co poskutkowało tym, że jaja ugotowano. Zirytowany tym cesarz wymierzył niekompetentnym podwładnym przedziwną karę – kazał im zjeść wszystkie 15 tys. jaj.  

embed

Spaceruję mostem Karola za każdym razem, gdy jestem w Pradze. Wybieram tę trasę, chociaż wiem, że jest oblegany i trudno przez niego przejść nawet poza szczytem sezonu, choć zdaję sobie sprawę, że na każdym kroku będą mnie zaczepiali handlarze ręcznie robionej biżuterii, artyści, którzy za kilkaset koron naszkicują portret każdego turysty, fotograficy, muzycy i sprzedawcy zabawek dla dzieci, to i tak nie mogę odmówić sobie tego spaceru. 

Jest w tym miejscu coś magicznego. W wyślizganym bruku, po którym chodzili Einstein, Kafka i Mozart, w majestatycznych rzeźbach wieńczących wsporniki, nawet w gołębiach, które nic sobie nie robią ze świętych figur.

Powolny spacer mostem Karola w kierunku Malej Strany jest absolutną koniecznością i potrzebą równie wielką jak zjedzenie smażonego syra z kroketami i tatarską omáčką. Bez tego nie może się obyć żadna wizyta w Pradze. 

Most Karola (fot. Shutterstock) , Mala Strana (fot. Shutterstock)

Kulinarne pozycje obowiązkowe 

Nieraz, zupełnie przypadkiem, zdarzyły mi się po Pradze kilkunastokilometrowe wędrówki, co swoją drogą jest jedynym znanym mi antidotum na smaczną, choć piekielnie kaloryczną czeską kuchnię. Zanim więc pójdziemy dalej, zaplanujmy posiłki. Kotlet z kapustą U Zlateho Tygra to niejedyna pozycja obowiązkowa. Co w Pradze warto zjeść i wypić? 

  • Kołacze. Nie wyobrażam sobie pobytu w Czechach bez kołaczy. Są to drożdżowe bułki z białym serem, masą makową, mielonymi orzechami, rodzynkami i powidłami śliwkowymi. Krótko mówiąc, ze wszystkim, co najlepsze. Każdy region w Czechach ma nieco inną tradycję pieczenia kołaczy. Można kupić maleńkie kołacze, takie na dwa kęsy, i ogromne, bogato zdobione placki. A chociaż są cudownie smaczne, to niestety są też bombą kaloryczną (jak zresztą wszystkie czeskie przysmaki). 
  • Knedliki z gulaszem, czyli grube plastry gotowanej na parze buły polane gęstym mięsnym sosem. Dla wszystkich lubujących się w potrawach mięsnych absolutne "must eat". 
  • Smažený sýr – danie, które można dostać chyba wszędzie, w każdej karczmie, barze i w restauracji. Taki czeski fast food. Naprawdę fast, bo jest to jedyne znane mi danie, które zawsze dostaję do maksymalnie kwadransa od złożenia zamówienia. Smažený sýr podawany jest zwykle z frytkami, wyborem prostych surówek i z tatarską omáčką, czyli po prostu z sosem tatarskim. 
  • Piwo – czeskie piwo jest słabsze od polskiego. Jego charakterystyczną cechą jest gruby na dwa centymetry kożuch piany. Piana musi być tak twarda, by utrzymała monetę. Ponoć w ten właśnie sposób Bohumil Hrabal sprawdzał, czy piwo, które dostał, jest dobrej jakości. Ale zamawiając w karczmie piwo, pamiętajmy, że kelner będzie donosił kolejne kufle, dopóki nie poprosimy, by przestał.  
Smažený sýr - danie, które można dostać chyba wszędzie, w każdej karczmie, barze i w restauracji (fot. Domena publiczna)

Ambasady i Muzeum Alchemików i Magów 

Schodząc z mostu Karola, trafia się do dzielnicy, którą kocham najbardziej. Było to niegdyś samodzielne miasto, leżące u stóp Hradczan, gdzie mieści się zamek królewski. Malą Stranę założył w połowie XIII wieku Przemysł Ottokar II, ojciec Wacława II, który w latach 1300–1305 nosił polską koronę. Początkowo miasteczko zamieszkiwali rzemieślnicy i ubodzy mieszczanie, którzy usługiwali królowi i innym możnym. Z czasem tereny wokół Hradczan zaczęła wykupywać magnateria. Wyburzano dawne chałupy, a w ich miejsce stawiano magnackie pałace, które do dziś stoją przy wąskich uliczkach położonej na wzgórzu dzielnicy. Teraz w tych pałacach mają swoje siedziby ambasady różnych państw. Znajduje się tam również Ambasada RP; mieści się w pałacu przy ulicy Valdštejnská 153. 

Malą Stranę założył w połowie XIII wieku Przemysł Ottokar II, ojciec Wacława II, który w latach 1300-1305 nosił polską koronę (fot. Shutterstock)

Malá Strana poza ambasadami składa się ze schodów i zaułków. Jest położona na wysokim brzegu Wełtawy i pnie się ku dzielnicy królewskiej. Zwiedzanie tej części miasta wystawia na próbę  sprawność fizyczną. Dziesiątki schodów i schodków, strome chodniki i wciśnięte między nie uliczki, tak wąskie, że dawniej można było pokonać je co najwyżej konno, sprawiają, że trudno nie zajrzeć do pobliskich karczm w poszukiwaniu zimnego piwa i odpoczynku. Na Malej Stranie można trafić na sklepiki z oryginalnymi wyrobami: ceramiką, ręcznie tkanymi gobelinami, oryginalnymi ubraniami oraz, rzecz jasna, ze sztuką.  

Muzeum Alchemików i Magów (fot. Shutterstock)

Na praskiej Malej Stranie mieści się też Muzeum Alchemików i Magów stworzone w dawnym laboratorium Edwarda Kelly'ego, szkockiego alchemika, który przechwalał się wytworzeniem kamienia filozoficznego. W muzeum można zobaczyć dwie ekspozycje: pierwsza opowiada o pochodzeniu i rozwoju alchemii jako nauki, druga jest reprezentowana przez gabinet i laboratorium alchemika. Stromymi spiralnymi schodami można wejść na strych, na którym znajdują się szklane słoje i butelki oraz książki należące do nauczyciela Edwarda Kelly'ego. A tuż obok muzeum jest niewielka restauracja Kelliksir, w której można skosztować różnych eliksirów, mikstur i wywarów. Można tam również całkiem nieźle zjeść, co polecam każdemu, kto zamierza wybrać się dalej – na Hradczany i Złotą Uliczkę. 

"Nogotyłki" i "Sikający", czyli śladami Černego 

Złota Uliczka wzięła swoją nazwę od złotników, których domki i niewielkie pracownie przylegały do murów obronnych Zamku Praskiego. Jest urocza, barwna i wygląda jak z baśni Andersena. Jej najbardziej znanym mieszkańcem jednak wcale nie był ani złotnik, ani bajkopisarz, ale sam Franz Kafka. Ten urodzony w Pradze i przez całe życie związany ze stolicą Czech pisarz zamieszkał w 1916 roku pod numerem 22, w mieszkaniu wynajmowanym przez jego siostrę. Tam napisał wiele swoich  opowiadań. 

Złota Uliczka wzięła swoją nazwę od złotników, których domki i niewielkie pracownie przylegały do murów obronnych Zamku Praskiego (fot. Shutterstock)

A skoro już o Kafce mowa, to jednym z obowiązkowych punktów spaceru po Pradze jest placyk przed centrum handlowym Quadrio, które mieści się na Nowym Mieście. Właśnie tam niemal 10 lat temu stanęła 11-metrowa ruchoma głowa Franza Kafki. O każdej pełnej godzinie metalowa głowa, składająca się z 42 "plastrów", wprawiana jest w ruch. Chociaż ruch jest zaprogramowany i za każdym razem poszczególne części tej instalacji poruszają się w ten sam, ustalony sposób, to w pewnym sensie każdy pokaz jest niepowtarzalny. A to dlatego, że metalowe części działają jak lustra, skupiając i odbijając światło słoneczne z pobliskich kamienic i latarni.

W głowie jak w krzywym zwierciadle odbijają się postaci obserwujących 15-minutowy pokaz, dzięki czemu wszyscy biorą udział w tym przedziwnym widowisku. 

Rzeźbę zaprojektował David Černý, artysta przez wielu określany jako obrazoburca, lecz kochany przez miliony, dla którego Praga jest niczym płótno. To właśnie on jest autorem głośnej rzeźby "Koń" znajdującej się w pałacu Lucerna przy placu Wacława 38. Zawieszony u sufitu odwrócony koń, na którym siedzi patron Czech święty Wacław, nawiązuje do oryginalnego pomnika świętego stojącego na pobliskim placu. Ale nawiązuje z przekąsem, z ironią i kpiną. W szwejkowy sposób, w którym mądrość życiowa łączy się z naiwnością. Łamie tabu i przekonuje, że nic nie jest jednostronne.  

Ruchoma głowa Franza Kafki (fot. Shutterstock)

Podobnie jak znajdująca się przy ulicy Dlouhej (Długiej) praca "In Utero" (lub – wróć do łona). I faktycznie można do tego łona wejść zupełnie jak do "Głowy" Igora Mitoraja w Krakowie.  

A skoro o głowie mowa, podczas spacerów praskimi uliczkami warto zadzierać ją do góry, ponieważ można trafić na wisielca. I to nie byle jakiego, bo na samego Zygmunta Freuda, zwisającego na jednej ręce z belki zawieszonej wysoko nad skrzyżowaniem ulic Skorepka z Husovą. Tylko dlaczego Freud wisi? Pytany o pracę Černy mówił, że chciał porozmawiać o przyszłości intelektualistów i artystów, którzy z sumienia narodów powoli zmieniają się w element dekoracyjny.  

Prace Černego można znaleźć w wielu miejscach Pragi. Nad Wełtawą po wysokiej na ponad 200 m wieży telewizyjnej wspinają się niemowlęta. Pozbawione twarzy lalki pną się wzwyż, nie oglądając się za siebie. O ściany Galerii Futura (Holečkova 49) opierają się "nogotyłki" lub inaczej "dupowłazy". Oryginalna nazwa pracy przedstawiającej wypięte figury bez twarzy to "Brownnosers", co w języku angielskim oznacza osobę wsadzającą nos nie tylko w nie swoje sprawy, ale przede wszystkim w tyłki innych. Można nawet samemu stać się "dupowłazem", wspiąć się po umieszczonych przy figurach drabinach, włożyć głowę do tyłka i obejrzeć wideo, na którym Václav Klaus, były prezydent Czech, oraz Milan Knížák, dyrektor Galerii Narodowej, karmią się kaszką przy wtórze "We are the Champions" zespołu Queen.  

O ludzkich przywarach, a konkretnie o tych charakterystycznych dla polityków, przypomina rzeźba "Sikający". Na placu przed Muzeum Kafki (ulica Cihelná 2b) w basenie o konturze Czech stoją dwaj zwróceni do siebie mężczyźni i oddają mocz. Rzecz jasna, taki przekaz byłby dla Černego za słaby, dlatego zarówno biodra, jak i penisy figur są ruchome. Wystarczy wysłać SMS, by skierować strumień "moczu" w inne miejsce.  

Ponad dekadę temu, szwendając się po Pradze, trafiłam do Artbanki na wystawę czeskiej sztuki współczesnej. Oprócz znakomitych prac młodego pokolenia było tam również kilka dzieł uznanych już artystów, w tym właśnie Černego. W studni pomiędzy kamienicami zawieszone zostały cztery wycelowane w jeden punkt pistolety. Co chwila rozlegały się strzały, zwielokrotnione przez akustykę tego miejsca. Dawało to porażające wrażenie, a wszyscy, którzy się tam znaleźli, stali jak zahipnotyzowani. Niestety, Artbanka została zamknięta, a prace przeniesiono. 

embed

Gdzie nogi poniosą 

To rzecz jasna niejedyny szlak turystyczny po pięknej Pradze. Można powłóczyć się śladami Milana Kundery i odnajdywać miejsca z "Nieznośnej lekkości bytu". Sprawdzić, gdzie mieszkali Albert Einstein czy Amadeusz Mozart, lub wędrować po mieście z bohaterami filmów Petra Zelenki. Miłośnicy zespołu INXS powinni wybrać się na stary cmentarz żydowski na Josefovie, gdzie kręcony był teledysk do "Never Tear Us Apart". Ale można też zwyczajnie sprawdzić, gdzie nas nogi poniosą, błądzić po zaułkach, rozmawiać przy piwie z bywalcami karczm i cieszyć się miastem z nieznośną lekkością bytu. Bo Praga jest jak tytuł powieści Kundery – na pozór nieznośnie lekka, pod spodem ciężka, doświadczona i wieloznaczna. Warto poznać ją całą. 

embed

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się tematyką popularnonaukową. Pisząca dla Weekend.Gazeta.pl od powstania magazynu, związana ponadto m.in. z National Geographic i z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Współautorka książek Człowiek istota kosmiczna, Kosmiczne wyzwania i Odważ się robić wielkie rzeczy.