"Mężczyźni w kryzysie", "toksyczna męskość", "mężczyźni powinni się zmienić" – słyszymy to od lat. Porozmawiajmy o polskich mężczyznach inaczej, zobaczmy ich z innej perspektywy. Czym żyją, w co wierzą, o czym marzą, jacy chcą być? Czym dla nich jest męskość? Jadę w teren, by to sprawdzić i dowiedzieć się, jakie pomysły na siebie mają mężczyźni w 2025 roku: ci z dużych miast i ze wsi, o prawicowych i lewicowych poglądach, ojcowie, mężowie i single. Nie oceniam, pytam.
Daniel długo kręcił się po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu opadł na kanapę, ustawił telefon na siebie i nieco drżącymi rękami włączył nagrywanie.
– Cześć, jestem Daniel – zaczął. – Mam czterdzieści osiem lat i od dziesięciu lat zmagam się z zaburzeniami erekcji. Nie macie pojęcia, jak trudno o tym mówić mężczyźnie, ale zastanawiam się, ilu facetów przechodzi przez coś podobnego. Zamierzam pójść do urologa i poprosić o zakwalifikowanie mnie do otrzymania implantu penisa. Nie wiem, czy będę mieć odwagę to opublikować... mam nadzieję, że to mogłoby pomóc mi i pomóc innym. Nie oceniajcie mnie.
Opublikował nagranie, a film pochłonęły algorytmy YouTube'a. Nie sądził, żeby jakakolwiek ze znanych mu osób mogła na niego trafić przypadkiem. Nie chciałby tego.
– Miałem nadzieję, że dotrze to do kogoś, kto cierpi, jak ja. Nie mogłem tego dłużej trzymać w sobie – tłumaczy.
Sławek: Blady strach
Na Sławka blady strach padł za drugim razem. Za pierwszym się wyłgał: jest zmęczony, nie wie, o co chodzi, seksu nie będzie. Jego dziewczyna, Agnieszka, machnęła na to ręką i poszła spać.
Był przekonany, że następnego dnia się uda. Jak zwykle, kiedy położyli się wieczorem w łóżku, zaczęli się dotykać, był podniecony. Znowu nie udało mu się utrzymać erekcji.
– Ja już ci się nie podobam – powiedziała Agnieszka.
– A weź, daj spokój – odburknął.
Poszedł do lekarza, który powiedział, że jego problemy mogą być przejściowe, ze stresu. – Ale niczym się wtedy nie stresowałem – mówi Sławek. – Porobiłem badania, wszystkie wyniki były w normie.
Miał dwadzieścia cztery lata. Słyszał, że problemy ze wzwodem dotyczą też młodych mężczyzn, ale nie spodziewał się, że trafi akurat na niego. W każdym razie nie przed siedemdziesiątką. Zawsze mógł długo i często.
"Czy tak już będzie zawsze?" – zastanawiał się, przygotowując w pracy dokument dla klienta. Na telefonie przerzucał kolejne artykuły i fora. "Zaburzenia erekcji przyczyna". "Leki na wzwód". Brać viagrę? Wstydził się iść do apteki po taki lek.
– Bo być facetem to jest zaspokoić swoją kobietę – mówi. Więc kim on się stał?
Zaczął unikać stosunków, bo bał się, że znów zawiedzie. Siedział więc w nocy do późna i czekał aż Agnieszka pójdzie spać albo wskakiwał do łóżka i od razu zamykał oczy – że niby taki zmęczony. Czasem próbowali, ale po kilku ruchach okazywało się, że nic z tego nie będzie.
Którejś nocy czuł taki natłok myśli, że nie mógł zasnąć do rana. Kręcił się, próbował dotykać się sam – nic.
– Ty kogoś masz – zarzuciła mu Agnieszka.
– Daj mi spokój – uciął i pokłócili się tak, że przez chwilę sądził, że Agnieszka go zostawi.
Przemógł się i poszedł po tabletki. Na szczęście w okienku był mężczyzna. Pierwszy lek nie pomógł. Spróbował z kolejnym – i w nocy poczuł, że jest w pełni sił.
O tym, że bierze tabletki, nie powiedział. Po kilku tygodniach okazało się, że już ich nie potrzebuje. Dawna pewność siebie wróciła, znowu było jak dawniej.
– Z Agnieszką już nigdy więcej o tym nie rozmawialiśmy. Kiedy wszystko wróciło do normy, atmosfera między nami się poprawiła. Ja też się uspokoiłem, że jednak będzie ze mnie facet.
Nie wie, co by się stało, gdyby problem wrócił, nie ma pojęcia, co by ze sobą zrobił. Na razie jest dobrze i o tym nie myśli.
Robert. Problemy męskie
U Roberta zaczęło się od stresu. Pracował za granicą, był kierownikiem budowy na platformach wiertniczych i statkach. Wracał do domu zarośnięty, mała córka go nie poznawała, a on zapominał, co jest w której szafie. Chciał skończyć z takim życiem, więc wrócił do Polski.
– Okazało się, że zarabiałem 25 procent tego, co wcześniej. Trzeba było się przyzwyczaić, że możemy sobie pozwolić na mniej. Musieliśmy się z żoną na nowo nauczyć życia razem – mówi. Okazało się, że działają sobie na nerwy.
W łóżku też nie było najlepiej. Robert mógł długo, w zasadzie bez końca – i na tym polegał problem. Odsuwał się od żony spocony i mówił, że chyba będą musieli skończyć jutro, bo już nie ma siły.
Dodatkowo pojawiły się u niego problemy ze zdrowiem. Bóle w lędźwiach jeszcze mógł znieść, ale zaczął też tracić władzę w nogach. Ostatecznie okazało się, że to neuropatia nieznanego pochodzenia, ale najpierw błędnie zdiagnozowano mu stwardnienie rozsiane, a później raka. Po nieudanym leczeniu przez miesiąc nie był w stanie wyjść z domu, nogi odmawiały mu posłuszeństwa. I nie tylko nogi.
"To przez leki" – myślał. Ciągle tracił równowagę, ale dzięki rehabilitacji zaczął chodzić, za zgodą lekarza z zrezygnował z części leków – i tak mu nie pomagały. Tylko że w łóżku nie było żadnej poprawy.
– Mówiłem: "a, weź, zmęczony jestem". "Jest okej, ale akurat teraz jakoś..."… Głupoty jej wciskałem, to się powtarzało bardzo często. Brałem tabletki bez recepty, czasem więcej niż można, żeby już na pewno zadziałało… i czasem bywało dobrze, szczególnie, kiedy miałem dobry dzień. Ale częściej słyszałem od żony: "jest lipa". I rzeczywiście była lipa.
W ciągu dnia czuł natłok myśli. "Mam czterdzieści lat i już nie jestem w stanie dać kobiecie tego, co facet powinien dać. Nie wiedział, czy jego problemy to kwestia polineuropatii czy stresu. Na pierwszy problem lekarze nie mieli rozwiązania, poszedł więc do seksuologa.
"Ja… wie pan… mam takie problemy męskie" – wydukał i się zaciął. Na szczęście lekarz zrozumiał, co próbuje mu przekazać. Pytał o wszystko normalnie, bez żenady – i Robert odkrył, że jest w stanie komuś powiedzieć, że nie może utrzymać erekcji. Wyszedł z receptą wręcz ucieszony. – Rano patrzę w dół i widzę: jest krew! Byłem cały zajarany.
Tylko że między nim i żoną nie było już normalnie. Mówiła, że nie ma ochoty, do seksu dochodziło raz w miesiącu albo rzadziej. Przestał brać tabletki codziennie, jak zalecił lekarz. Szukał oszczędności, gdzie się dało: nie pracował, na samą rehabilitację wydawał 1600 złotych miesięcznie.
Któregoś dnia żona powiedziała mu, że odchodzi. O tym, że w łóżku im nie wychodzi, nigdy nie porozmawiali. Poza specjalistą nikomu o tym nie powiedział.
Robert. Jak prawdziwy facet
– Teraz czuję się właściwie dobrze – mówi Robert dwa lata po ich rozstaniu. Pracuje w serwisie maszyn ogrodowych. Skończył rehabilitację, chodzi ostrożnie, ale nie traci równowagi. Jego problemy ze wzwodem się nie skończyły, ale opowiada swoją historię swobodnie. Chcę wiedzieć, co się zmieniło.
Zaczęło się od tego, że musiał poprosić o pomoc. Nie był w stanie opłacać dłużej kosztownej rehabilitacji, założył więc zbiórkę. Zebrał kilkanaście tysięcy złotych – i masę wsparcia od osób, od których w ogóle się tego nie spodziewał. Później zaczął się udzielać na grupie na Facebooku "Neurologia - porady/Choroby neurologiczne".
– I to mi bardzo pomogło. Rozmawiamy, widzę, że każdy ma swoje problemy, ludzie mi dziękują… To trwało wiele miesięcy, ale w końcu poczułem, że trzeba gadać o wszystkim, normalnie. I teraz już nie ma dla mnie tematu tabu – mówi.
Raz w pracy jego koledzy przechwalali się, jak dobrze idzie im w łóżku. – A ja to nie mogę – powiedział. Nikt go nie wyśmiał.
Kilka razy umówił się z kobietami, ale brakuje mu jeszcze odwagi, by spróbować. Uprzedzić wcześniej, że może być różnie? Liczyć na to, że wszystko pójdzie dobrze? Ostatnio przyznał koleżance, że ma ten problem, w sumie żartem. Wymieniali wiadomości, wysłał jej filmik o kiszeniu ogórków i napisał, że ma z tym problem. "A może za bardzo chcesz? Wyluzuj" – odpisała. Wymienili kilka dwuznacznych wiadomości. Robert zaczął się dotykać, poczuł, że ma wzwód i że może dojść – i to bez tabletek. "Udało się" – napisał.
– A później znowu ani drgnie. Czasem nachodzą mnie myśli, że jestem przez to żałosny i nigdy nikt mnie nie zechce.
Ale czasem czuje się męsko. Na przykład wtedy, kiedy pierwszy raz zdjął ortezę, żeby zagrać z synem w piłkę – i dał radę. Albo wtedy, kiedy przemógł się, żeby pójść z nim pływać. Okazało się, że lepiej pływa niż chodzi.
Może lepsza dieta? A może trzeba sprawdzić testosteron? – kombinuje, szuka rozwiązań.
I wtedy myśli o sobie "prawdziwy facet".
Daniel. "Zdrowy, wysportowany mężczyzna"
Daniel dziesięć lat temu nie wyobrażał sobie takiego scenariusza nawet w najgorszych snach. Miał czterdzieści lat, był nauczycielem angielskiego, redaktorem w gazecie i byłym narkomanem. Pojawiły się u niego problemy z pełnym wzwodem, lekarz przepisał mu terapię testosteronem i tabletki. W łóżku znów było lepiej niż dobrze.
Tylko że po pięciu latach problemy z erekcją wróciły.
– Organizm nie wyrabia sobie tolerancji na leki. Mój stan musiał się pogorszyć. Czemu? Nie wiem. Nikt nie wie. Byłem zdrowym, wysportowanym mężczyzną, miałem tylko podwyższony cholesterol. Lekarze nie znali odpowiedzi, sam sądzę, że moje problemy mogą się wiązać z wcześniejszym używaniem heroiny i cracku.
Urolog polecił mu zastrzyki z alprostadilu, który doprowadza do rozkurczu i napływu krwi do ciał jamistych w członku. Robi się je samodzielnie bezpośrednio w penisa.
Daniel nie miał na to najmniejszej ochoty, ale chciał odzyskać swoje życie seksualne. Umówił się z dziewczyną, z którą znali się od dłuższego czasu, zaczęli flirtować. Poczuł, że spotkanie staje się randką.
– Musiałem jej o tym powiedzieć, zanim do czegoś mogłoby dojść. Że jeśli ze względu na zastrzyk miałaby się rozmyślić, lepiej, żeby zrobiła to od razu.
"Nie jesteś pierwszym mężczyzną z tym problemem" – powiedziała. Ulga. Seks się udał, ale erekcja nie chciała się skończyć i była bolesna. Nie chciał więcej uprawiać seksu w ten sposób.
Na domiar złego zauważył, że jego penis zaczyna nabierać dziwnego kształtu. "Choroba Peyroniego" – ocenił urolog. Mówiąc językiem medycznym, to zwłóknienie osłonki białawej prącia. W praktyce: jego penis mniej więcej w połowie nienaturalnie się wyginał.
– Miałem wrażenie, że wszyscy dookoła mają udane życie seksualne. Jeden z moich znajomych był singlem i opowiadał o swoich randkach. Milkłem, kiedy zaczynał ten temat. Zacząłem się wycofywać z życia towarzyskiego. Na festiwalu muzycznym poznałem przy ognisku dziewczynę. Miała hiszpańską urodę, szczupłe ciało i wyraźnie była mną zainteresowana, ale kiedy się pocałowaliśmy, czułem jednocześnie podniecenie i strach. Wiedziałem, że sytuacja nie może pójść nigdzie dalej. A z biegiem czasu wstydziłem się siebie coraz bardziej. W relacjach z kobietami byłem coraz bardziej niezdarny. Spuszczałem wzrok, język mi się plątał, robiłem się spięty. Jakbym znowu miał czternaście lat. Uważałem, że jestem żałosny. Czułem, jakbym stracił część siebie.
Jedyną osobą, której o tym powiedział, była jego matka. "Tak mi przykro" – powtarzała, gdy przez zaciśnięte gardło mówił jej o tym, że nie może uprawiać seksu.
– To było okropne, żenujące. Ale nie miałem nikogo innego, komu mógłbym o tym powiedzieć. Czułem za dużo wstydu i zażenowania, żeby powiedzieć o tym moim przyjaciołom.
Nagrał i opublikował pierwszy film. I poszedł po skierowanie na operację*, która miała rozwiązać zarówno problem z erekcją, jak i z chorobą Peyroniego. Kiedy był pod narkozą chirurg umieścił w środku jego penisa dwie cienkie rurki połączone ze zbiornikiem ukrytym w jądrze. Przy pomocy specjalnej pompki płyn można przepompować do penisa, a następnie z powrotem do zbiorniczka.
– To mechaniczny proces. Nie ma możliwości, żebym nie utrzymał erekcji. Mam pi***ego bionicznego penisa – mówi Daniel.
Z tą świadomością wróciła mu pewność siebie: miał problem, udało mu się go rozwiązać. Wrzucił na swoje social media film, w którym relacjonuje przebieg zdrowienia. Od przyjaciół otrzymał gratulacje i wiadomości: "Ja też mam z tym problem".
– Od czasu operacji bez trudu opowiadam o tym, co przeszedłem. Im więcej o tym mówię, tym mniejszy wstyd.
Umówił się już na kilka randek i odwołał je przed spotkaniem: za każdym razem poczuł, że nie jest jeszcze gotowy. Nie wie, jak zachowa się w sytuacji, w której faktycznie miałby pójść z kimś do łóżka. Na razie jego erekcje są jeszcze bolesne, ale to powinno minąć. Wie, że penis jest sprawny, czucie jest zachowane, może mieć normalny orgazm. Chce w końcu mieć stały związek. Nie ma wątpliwości, że znajdzie kogoś, dla kogo implant nie będzie problemem.
– Na przestrzeni ostatnich pięciu lat byłem w kilku intymnych sytuacjach z kobietami. Wszystkie zaakceptowały moją dolegliwość. Największą presję nakładałem sam na siebie.
Prawdziwa edukacja
Według Andrzeja Gryżewskiego, psychologa i seksuologa, zaburzenia erekcji dotyczą ponad połowy mężczyzn po pięćdziesiątym roku życia i co czwartego mężczyznę przed pięćdziesiątką. Te procenty z roku na rok rosną.
– Część problemów ze wzwodem powstaje na tle organicznym i wynika z konkretnej choroby, na którą cierpi mężczyzna. Może chodzić o problemy z krążeniem, cukrzycę albo choroby związane z prostatą. W tym przypadku należy przede wszystkim udać się do odpowiedniego specjalisty. Po powrocie do zdrowia problemy z erekcją powinny zniknąć – tłumaczy.
Jak jednak podkreśla, z jego doświadczenia wynika, że takie przypadki stanowią mniejszość.
– Zwykle zaburzenia erekcji łączą się albo wynikają w całości z problemów psychologicznych. Wiążą się z trudnościami w związku, pracy, trudną sytuacją życiową. Wielu mężczyzn, którzy zgłaszają się do mnie, w ogóle nie zdaje sobie sprawy z tego, że przechodzą jakiś kryzys. Pracują bez przerwy, piją, spędzają godziny w grach komputerowych i odcinają się od swoich emocji do tego stopnia, że tracą w ogóle kontakt ze swoim ciałem i wewnętrzną rzeczywistością – opowiada.
Podkreśla, że zaburzenia erekcji – te rzeczywiste – można bardzo skutecznie leczyć.
– Wielu mężczyzn przy pojawieniu problemów od razu wycofuje się z seksu. Tymczasem dysponujemy bardzo szerokim wachlarzem możliwości: od psychoterapii indywidualnej, par czy seksuologicznej, po farmakoterapię prowadzoną przez psychiatrę, gdy jest taka potrzeba.
Gryżewski dodaje: – Zaburzenia erekcji nie polegają na tym, że zmęczony mężczyzna po kłótni ze swoją partnerką nie będzie w stanie uprawiać z nią seksu. To jest normalne. Tymczasem po pierwszym niepowodzeniu panowie wpadają w silny lęk, bo do seksu podchodzą zadaniowo i boją się, że się nie spiszą następnym razem. W efekcie wokół sfery seksualnej powstaje tak dużo napięcia, że rzeczywiście tracą zdolność do utrzymania wzwodu. Niestety mężczyźni najczęściej nie rozmawiają o swoich trudnościach z partnerkami, co dodatkowo pogarsza atmosferę w związku i sprawia, że problem rośnie. Kiedy zdecydują się otworzyć, często słyszą od partnerek wspierający feedback: to nie koniec świata, można poszukać rozwiązania razem.
Wzwód na zawołanie może osiągnąć nastolatek. Nie jest prawdą, że w pewnym wieku trzeba się pogodzić z brakiem erekcji, ale na przestrzeni lat męska seksualność dojrzewa. Żeby się podniecić nie wystarczy dowolny bodziec – to musi być ten konkretny bodziec, który na danego mężczyznę działa.
– Po trzydziestym piątym roku życia większość mężczyzn zwykle potrzebuje bezpośredniego dotyku penisa, żeby osiągnąć wzwód. Tylko że o tym nie wie i oczekuje, że u nich wydarzy się to, co widzą w pornografii, która w Polsce pełni rolę edukacji seksualnej – zwraca uwagę Gryżewski. – Prowadzi to do zjawiska, które określam rzekomymi zaburzeniami erekcji. Są mężczyźni, którzy przychodzą do mnie, przerażeni, że mają kłopot. Wszystko działa u nich dobrze, tylko że nie dają sobie szansy na osiągnięcie wzwodu. Nie dorównują do swoich oczekiwań i panikują. I to jest dobra wiadomość: dlatego, że część mężczyzn nie potrzebuje leczenia ani psychoterapii, tylko zwykłej edukacji o tym, jak działa ich seksualność.
*Daniel jest Brytyjczykiem. Jego operacja była przeprowadzona w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. W Polsce NFZ nie refunduje tego typu zabiegów. Koszt takiej operacji – w zależności od rodzaju implantu – to kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Kanał Daniela na Youtube można znaleźć pod nazwą "Below the Belt"