Społeczeństwo
Taoyuan, panorama Tajwanu o zmierzchu (Fot. Sean Pavone/Shutterstock)
Taoyuan, panorama Tajwanu o zmierzchu (Fot. Sean Pavone/Shutterstock)

W 1987 roku ówczesny prezydent Stanów Zjednoczonych, Ronald Reagan, stanął przed murem dzielącym Berlin na dwie części, symbolizującym konflikt ideologiczny leżący u podstaw zimnej wojny. Właśnie tam, w Berlinie Zachodnim, 12 czerwca 1987 roku Reagan głośno domagał się, by przywódca Związku Radzieckiego, Michaił Gorbaczow, "zburzył ten mur".*

W tym momencie Gorbaczow zdążył już rozpocząć niezwykłe zmiany w ramach polityki pierestrojki i głasnosti. Utorowały one drogę ku większej otwartości i liberalizacji zarówno gospodarki, jak i społeczeństwa, co w efekcie doprowadziło do ogromnych zmian zarówno w jego kraju, jak i w całej wschodniej Europie. Również w 1987 roku Gorbaczow i Reagan porozumieli się co do traktatu INF, czyli umowy, która przyczyniła się do zredukowania zagrożenia wojną atomową i dała nadzieję na pokojową przyszłość dla całego świata.

Fale rozchodzą się daleko po otwartym morzu i przez całe lata osiemdziesiąte demokratyzacja dosięgła również Afryki i Azji. Reżim apartheidu w RPA był coraz bardziej izolowany na arenie międzynarodowej, w dużej mierze dzięki ogromnej symbolicznej sile Nelsona Mandeli, więźnia sumienia osadzonego w więzieniu na Robben Island. Dni dyktatury w Korei Południowej były policzone. Na Filipinach rewolucja siły ludu w 1986 roku pokazała światu, jaka potęga może drzemać w protestach bez przemocy, wymierzonych w autorytarne władze. Te fale dotarły również na Tajwan. Rok 1987 miał istotne znaczenie dla tego, jak kraj wygląda dzisiaj, jednak trudno było to sobie uzmysłowić w tamtym momencie. Ów rok zaczął się mianowicie od powiewu z przeszłości tajwańskiej przemocy – od nowej masakry.

W marcu 1987 roku łódź z dwudziestoma wietnamskimi uchodźcami wylądowała na najmniejszej z wysp Kinmen, położonej zaraz przy chińskiej linii brzegowej. Tajwańscy żołnierze, najpewniej obawiając się, że jest to część chińskich sił inwazyjnych, zaczęli do niej strzelać. Gdy tylko dowódca zrozumiał, że znajdują się na niej cywile, wydał rozkaz, by wszyscy, którzy przeżyli, również zostali zabici – co miało unicestwić wszystkich naocznych świadków zdarzenia. Pośród ofiar śmiertelnych były kobiety i dzieci, w tym jedno niemowlę.

Jedna z fabryk firmy TSMC mieszcząca się w parku przemysłowym w Hsinchu (Fot. Briaxis F. Mendes/Wikipedia Commons)

Masakrę próbowano zatuszować. Ciała z małego Kinmenu zostały szybko przetransportowane w ustronne miejsce i wrzucone do masowego grobu, który potem zalano cementem. Wkrótce prawda wyszła jednak na jaw, jako że wracający ze służby na Kinmenie żołnierze zaczęli ujawniać szczegóły zdarzeń. Wiele tajwańskich gazet testowało coraz większą wolność słowa na wyspie, więc zaczęto stawiać pytania i oczekiwać odpowiedzi na nie. Pomogli im dziennikarze w Hongkongu, gdzie ta sprawa już zdążyła zaangażować opinię publiczną. Mimo że zarówno władze cywilne, jak i wojskowe na Tajwanie próbowały cenzurować wszystko, co miało jakikolwiek związek ze sprawą, wkrótce niemożliwe było już zaprzeczenie temu, że coś okropnego wydarzyło się z wietnamskimi uchodźcami. Ten skandal postawił prezydenta Chiang Ching-kuo, który był właśnie w samym środku procesu modernizacji i demokratyzacji Tajwanu, w bardzo złym świetle.

Może był to jeden z powodów, dla których kilka miesięcy później ogłosił on, że znosi stan wojenny wprowadzony w 1949 roku. Decyzja została ogłoszona 15 lipca 1987 roku i oznaczała ostateczny koniec okresu białego terroru.

W tym samym roku Chiang Ching-kuo wezwał na spotkanie dwunastu prominentnych Tajwańczyków. Właśnie wtedy po raz pierwszy stwierdził, że uważa samego siebie za Tajwańczyka, a nie tylko Chińczyka, i że Tajwan, "aby przetrwać, musi mieć demokrację i lokalizację". Chiang zmarł krótko po tym i przekazał kierowanie krajem Lee Teng-hui.

Jeśli uznamy rok 1987 za politycznie przełomowy dla Tajwanu, to był to także czas ważnych zmian dla tajwańskiej gospodarki. Właśnie wtedy określenie Made in Taiwan zmieniło swoje znaczenie – od tanich plastikowych produktów do wiodącej na świecie technologii. To przejście najlepiej bodaj ilustrują dwie fabryki. Pierwszą z nich zamknięto właśnie w tym roku, a drugą otwarto.

W 1987 roku lalki Barbie zastąpiły półprzewodniki.

Krótka podróż samochodem na zachód od Tajpej. Anonimowy szary blok mieszkalny, otoczony przez restauracje z zupami z wołowiną, sklepiki 7-Eleven i mały plac zabaw. Jeśli wejdzie się do bloku i wdrapie zakurzonymi schodami na trzecie piętro, możemy znaleźć się w jednym z najdziwniejszych muzeów na Tajwanie. Jest to hołd złożony fabryce, która przez dwadzieścia lat produkowała około połowy wszystkich lalek Barbie na świecie.

Ruth Handler, 'matka' Barbie, wraz z kolekcją lalek (Fot. Los Angeles Times/Wikipedia Commons) , Barbie kawiarnia na Tajwanie, 2013 rok (Fot. Użytkownik o nicku phoebe1126lin/Flickr via Wikipedia Commons)

Spotykam tu Chen Wai-ting, kobietę koło czterdziestki, która prowadzi muzeum. W tej chwili nie ma tu żadnych odwiedzających, ale Chen opowiada, że w ciągu roku pojawia się tutaj około 10 tysięcy gości.

– Dla nas jest to coś dużo więcej niż tylko historia lalki. To historia tego, jak nasza lokalna społeczność stała się częścią nowoczesnego świata – opowiada mi z dumą.

Fabryka Barbie w Taishanie, wiosce, która dzisiaj należy do Nowego Tajpej, została otwarta w 1967 roku, gdy amerykańska firma Mattel potrzebowała miejsca, w którym masowo mogła produkować swoje coraz bardziej popularne zabawki. Sam produkt został stworzony osiem lat wcześniej przez mieszkającą w Kalifornii przedsiębiorczynię Ruth Handler. Aż do tego momentu amerykańskie dziewczynki bawiły się najczęściej lalkami, które przedstawiały niemowlęta, co też pasowało do konserwatywnej wizji kobiet, sprowadzonych do roli matek. Natomiast ideą Handler było stworzenie lalki, przedstawiającej dorosłą kobietę – postaci, której małe dzieci mogły nadać własną tożsamość. Lalka otrzymała imię Barbie, po córce Handler, Barbarze. Stała się ogromnym sukcesem i wkrótce pojawiły się niezliczone warianty Barbie, z różnymi zawodami, hobby i akcesoriami.

Dla mieszkańców Taishanu fabryka Barbie stała się początkiem nowej ery. Amerykańscy właściciele przynieśli ze sobą kulturę pracy nieznaną wcześniej na wyspie. Pensja była wysoka, pracownicy w czasie przerw otrzymywali dobre posiłki, a na dodatek mieli możliwość założenia związku zawodowego – co w tamtych czasach w USA było dużo powszechniejsze niż obecnie. Pracownicy, którzy pochodzili z innych części wyspy, mieszkali w fabryce Mattela i byli wożeni do domów w czasie świąt. Poza pracą organizowano im czas. Mattel szybko stał się miejscem, w którym wielu chciało pracować, a jedna fabryka przerodziła się w cztery. Poza fabryką wielu Tajwańczyków szyło w domach ubrania dla lalek. 8 tysięcy ludzi – ponad jedna trzecia mieszkańców Taishanu – było bezpośrednio lub pośrednio powiązanych z produkcją lalek. Warunki pracy u Mattela były tak dobre, że wkrótce inne przedsiębiorstwa musiały oferować podobne, aby zachować konkurencyjność – opowiada mi Chen.

Półki malutkiego muzeum wypełniają tysiące lalek. Barbie jako adwokatka, stewardesa, prezydentka. Barbie w bikini, w sukni balowej, Barbie jako gwiazda pop. Różne kolory skóry i fryzury. Część ściany zdobią lalki o azjatyckiej urodzie i w ubraniach reprezentujących różne grupy etniczne Tajwanu.

– Cały czas wieczorami zbierają się tutaj grupki entuzjastów, by szyć ubrania dla lalek. Za każdym razem mamy jednak inny temat. Może to być mundur wojskowy albo sukienka wieczorowa. Wszyscy świetnie się przy tym bawią – opowiada Chen.

Półki są również pełne innych postaci ze świata Barbie, w tym męskich lalek o imieniu Todd – "przystojny przyjaciel Barbie i Kena", jak napisano na pudełku.

Gdy latem 2023 roku na ekrany wszedł hollywoodzki film o Barbie, w muzeum pojawiła się nowa fala odwiedzających. Ale była dość krótkotrwała – dodaje Chen, wzruszając ramionami.

Wystawa Barbie w Chinach. Na zdjęciu lalki reprezentujące różne rasy, a także Barbie jeżdżące na wózku (Fot. Adam Yee/Shutterstock)

Nad muzeum unosi się woń nostalgii, co wcale nie dziwi. Historia, którą przedstawia, dotyczy czasu, który już dawno minął – analogowego czasu, gdy Tajwan był mniej zurbanizowany i mniej zamożny. Czasu, gdy lalki Barbie były luksusem, zupełnie nieosiągalnym produktem dla większości osób pracujących w fabryce, w której je produkowano. Gdy fabryka działała, jedna lalka kosztowała dwie pensje zwykłego pracownika w Taishanie. Większość mogła tylko o niej pomarzyć. Dzisiaj na lalki stać wszystkich. Ale współczesne dziewczynki straciły nimi zainteresowanie – mówi Chen.

– Moja córka bardziej się interesuje japońską mangą i księżniczkami Disneya – dodaje i wywraca oczami. Jako dziecko sama uwielbiała bawić się lalkami Barbie. Ale film? Nie spodobał jej się. – Ja sama nic z tego nie zrozumiałam. Dlaczego ta Barbie jest żywa? I dlaczego taka stara? Ten film nie miał żadnego sensu. – Uśmiecha się.

Fabryka Barbie została wybudowana na Tajwanie w czasie, gdy kraj przeszedł z rolnictwa do gospodarki eksportowej, której symbolem były małe i duże fabryki wzdłuż całego zachodniego wybrzeża. Zagraniczne firmy – zwłaszcza z Japonii, ale również z USA, takie jak Mattel – miały interes w przenoszeniu produkcji na wyspę, gdzie można było znaleźć ciężko pracujących i nisko opłacanych robotników. Z biegiem lat rozwój gospodarczy wymusił wzrost poziomu pensji na Tajwanie. Tym samym amerykańskim firmom było trudniej zarabiać na produkcji lalek z wykorzystaniem tajwańskiej siły roboczej. Tymczasem Chiny Ludowe stawały się coraz bardziej pożądanym krajem dla produkcji fabrycznej. W Pekinie Deng Xiaoping zaczął wprowadzać reformy gospodarcze, co sprawiło, że dużo łatwiej było zakładać firmy i budować fabryki. Z prowincji na nowe tereny przemysłowe zaczęły napływać miliony ludzi, których zaprzęgnięto do pracy za bardzo niskie pensje. Dla firm z USA i innych zamożnych krajów Chiny właśnie stały się wielkim warsztatem, do którego przenoszono produkcję. W 1987 roku dołączył do nich Mattel. Produkcja lalek Barbie została przeniesiona na drugą stronę cieśniny, a fabryki w Taishenie zamknięto i zrównano z ziemią. Tajwańscy pracownicy musieli znaleźć sobie nowe zajęcie.

W tym samym roku pewien Tajwańczyk o imieniu Morris Chang zwrócił na siebie uwagę wszystkich. Z czekiem in blanco od władz w kieszeni założył firmę TSMC, a decyzja ta miała zmienić wyspę na zawsze.

***

Chang tak właściwie nie jest Tajwańczykiem. Urodził się w prowincji Ningbo w Chinach w 1931 roku, a w okresie dorastania mieszkał w Hongkongu. Gdy jego rodzina w 1949 roku uciekła do Hongkongu, osiemnastolatek wyjechał do Bostonu, by zacząć studia na Uniwersytecie Harvarda. Pod koniec lat pięćdziesiątych należał do środowiska, które przemieniło Dolinę Krzemową – wtedy suchą dolinę na południe od San Francisco – w najważniejsze na świecie miejsce powstawania nowoczesnych technologii. Cheng dorobił się pozycji jednego z dyrektorów gigantycznej firmy Texas Instruments. Przez wiele dekad znajdował się w centrum tego błyskawicznego rozwoju.

Zobacz wideo Doktor AGD: "Naród boi się filtrów w pralce"

W 1968 roku po raz pierwszy odwiedził Tajwan. Uznał, że wyspa będzie bardzo dobrym miejscem do założenia fabryki Texas Instruments. Dziewiętnaście lat później jego wizje były dużo śmielsze: w 1987 roku miał pięćdziesiąt cztery lata i był gotowy na nowe przygody. Wizjonerski minister finansów Li Kwoh-ting chciał uczynić z kraju pioniera w produkcji nowoczesnych technologii. Aby stało się to rzeczywistością, trzeba było stworzyć własną Dolinę Krzemową. Li wskazał na miasteczko Hsinchu na południe od Tajpej jako idealne miejsce, a Morris Chang miał za zadanie zapełnić Hsinchu fabrykami i zdolnymi pracownikami.

Gdy minister odwiedził Changa w Kalifornii, nie miał trudności z poproszeniem go o pomoc w budowie parku przemysłowego w Hsinchu. W 1987 roku powstała firma Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC). Państwo tajwańskie zapewniło 48 procent środków potrzebnych na rozruszanie działalności. Pierwszym dużym klientem był holenderski Philips, który w zamian otrzymał 27,5 procent akcji firmy. Trzysta dwadzieścia pięć lat po przepędzeniu z wyspy przez Koxingę Holendrzy znowu otrzymali szansę na odegranie roli w historii Tajwanu.

*Publikujemy fragment książki Kristoffera Rønneberga "Tajwan - wyspa w oku cyklonu. Walka o przyszłość demokracji na świecie" w przekładzie Macieja Liguzińskiego, która ukaże się 16 lipca 2025 roku nakładem Wydawnictwa Szczeliny.