Dlaczego lęk jest uzależniający?*
Jak wiele osób wie, lęk jest mało przyjemny. Ściśnięty żołądek, kłębiące się myśli, mdłości, przerażenie, dyskomfort, wyczerpanie i marzenie, żeby epizod dobiegł końca. Może nawet przerodzić się w pełnowymiarową panikę.
Mielibyście prawo zapytać: "Dlaczego w ogóle miałbym się od tego uzależniać?". To dobre pytanie. Uzależnienie od lęku różni się od pozostałych uzależnień tym, że nie niesie z sobą wyraźnych przyjemnych bodźców czy natychmiastowej gratyfikacji. Główne podobieństwo polega jednak na tym, że lęk zmienia stan waszego organizmu. Przenosi w stan zaalarmowania. I daje obietnicę bezpieczeństwa.
A to napędza uzależnienie.
Jeśli porównamy to z innymi uzależnieniami, zauważymy, że wszystkie zmieniają stan świadomości i wtórnie przynoszą ową obietnicę. W obietnicy bezpieczeństwa jest jednak coś niezwykle potężnego. To pierwotna potrzeba, a kiedy nie jest zaspokojona, będziemy starali się to zrobić i trzymali kurczowo wszystkiego, co bezpieczeństwo obieca.
Tę właśnie rolę odgrywa lęk. Wasze lękowe ja obiecuje poprzez swoje działania, że zadba o wasze bezpieczeństwo. Jeśli nie czujecie się wewnętrznie bezpieczni, przylgniecie do tego schematu, niezależnie od tego, jak byłby niewygodny. Uczymy się tkwić wygodnie w niewygodzie i od niej zależeć.
Od czego zaczyna się uzależnienie od lęku?
Większość historii na temat uzależnień ma wspólne wątki:
"Zaczęło się od paru drinków na tydzień".
"Zaczęło się od trawki, ale przestała wystarczać".
"Powtarzałem sobie, że przestanę".
"Nie sądziłam, że mam problem".
"Nie byłem w tak złym stanie jak inni uzależnieni, których znałem".
"Chciałam, żeby wszyscy dali mi spokój i zajęli się swoimi sprawami".
"To nie było nic wielkiego".
Ważne, by zauważyć tu, że kiedy analizujemy uzależnienie od procesów lękowych, musimy wziąć pod uwagę ogromne różnice w porównaniu z innymi uzależnieniami. Ofiara lęku nie będzie szukała dilera na rogu ulicy, żeby otrzymać kolejną dawkę. Nie istnieje żadna dawka lęku, którą każda ofiara musiałaby brać.
Osoba z zaburzeniem lękowym nie budzi się codziennie z myślą: "Potrzebuję dziś swojej porcji lęku". Lęk nie jest równie widoczny, a zależność tak wyraźna jak przy innych uzależnieniach. Nie występuje delirium tremens (zespół objawów odstawiennych). Nie ma wyraźnych oznak, które mogłyby budzić podejrzenia o uzależnienie. Nie widać oczywistych oznak odstawienia czy nawrotu.
To w najwyższym stopniu stan uwewnętrzniony. Prywatny. Często ukryty lub wyparty.
Ktoś może od czasu do czasu sprawiać wrażenie niespokojnego, ale obserwujący nie będzie miał pojęcia o jego burzliwym świecie wewnętrznym. Krótko mówiąc, osoba z zaburzeniem lękowym może wewnętrznie odczuwać stan chaosu, jednak mimo to dobrze funkcjonować w życiu codziennym. To samotny, maskowany stan. […]
Kiedy miłość i strach z sobą współistnieją
Jeśli jesteście do mnie choć trochę podobni, być może dorastaliście w rodzinie, w której współistniały miłość i strach. Strach w rodzinie dotyczył w głównej mierze oczywistych kwestii życia w strefie wojennej. Istniały też jednak inne niepokoje wokół pieniędzy, bezpieczeństwa i dobrego życia (religia była bardzo istotna).
Moja nieżyjąca już mama ciągle sprzątała. Zdaję sobie teraz sprawę, że w ten sposób radziła sobie z lękiem. Tata pracował ciężko i miał czasem unikowy styl bycia. Tak właśnie sobie radził. Wychowywanie czterech synów w tak ciężkich czasach nie mogło być łatwe.
Ogólny schemat rodzinny opierał się na pełnym niuansów podtekście, że życie jest pełne niepewności, a świat nie jest bezpiecznym miejscem. Tak zaczyna się neurologiczne programowanie. Innymi słowy, ewolucja schematów lękowych.
Jeśli dodamy do tego środowisko sekciarskiej przemocy, trudności ekonomicznych i wpływu silnie oceniających poglądów religijnych, mamy przepis na uzależnienie od lęku.
Pamiętajmy, że lęk to proces mający na celu zapewnienie bezpieczeństwa. Może rozpoczynać się w domu lub w środowisku, w którym spędzacie wczesne lata życia, ale jeśli nie zaktualizujecie schematu, pozostanie z wami. Im bardziej się do niego dostosowujecie i na niego zgadzacie, tym mocniej uzależniający się staje.
A jeśli moje wychowanie było idealne, a ja i tak odczuwam lęk?
Być może należycie do tej niewielkiej mniejszości, która doświadczyła idealnego dzieciństwa i nie może zrozumieć źródeł lęku. Pracowałem niedawno z klientem o imieniu Leon. Doświadczał silnych lęków w wielu dziedzinach. Zamartwiał się o pracę, zdrowie, przyszłość, status, o to, co inni o nim myślą. Chciał być jak najlepszym tatą dla swoich dwojga dzieci. I tak dalej.
Kiedy go poznałem, opisywał swoje idylliczne dzieciństwo na wsi. Był jedynakiem. Rodziców miał kochających. Nie doświadczył przeciwności ani traumy. Był popularny w szkole. Był szczęśliwym dzieckiem. Nie przypominał sobie żadnych konfliktów w domu między rodzicami.
Początki terapii były trudne, ponieważ zrozumienie jego lęku i uzależnienia od niego było skomplikowane. Ojciec Leona zmarł trzy lata przed naszymi sesjami, co, jak mówił mój klient, znacznie nasiliło jego lęki. Po wielu tygodniach Leon przyszedł któregoś dnia na sesję i usiadł w ciszy. Po paru chwilach milczenia rozpłakał się. Wyjaśnił, że w tym tygodniu odwiedził swoją mamę i powiedział jej o swoim procesie terapeutycznym, w którym przygląda się lękowi. Matka usiadła z nim i oznajmiła, że czuje to samo.
Opowiedział mi, że często odczuwał złość i frustrację. Ojciec Leona był perfekcjonistą, który nie tolerował trudności. Chciał, żeby jego rodzina zawsze była szczęśliwa. Miał takie powiedzenie: "Żadnego narzekania w domu". O niczym się nie rozmawiało i niczego nie wyrażało. W którymś momencie Leon powiedział: "Nie było przestrzeni na wzięcie oddechu".
I proszę. Dzieciństwo nie było doskonałe. Dom pełen był lęku. Nie dawał przestrzeni, by można było w nim oddychać.
W swego rodzaju dusznym systemie rodzinnym Leon uczył się rozwijania wzorców lękowych. Towarzyszyły mu w życiu dorosłym i jak większość z nas uzależnił się od odczuwania lęku.
Jak miałby inaczej przetrwać? Musiał być doskonały. Nie narzekał. Niczego nie wyrażał. Lęk pomógł mu przetrwać wczesne lata. Jego lękowe ja nigdy nie zaktualizowało się do dorosłości. Rozwinęło się uzależnienie od lęku.
Terapia zmieniła to u Leona i, podobnie jak w przypadku Val, przepracował on uzależnienie od schematów lękowych. Znów mógł oddychać.
Dlaczego nie mogę zrezygnować z lęku w dorosłym życiu?
Na to pytanie, które często słyszę, istnieją dwie odpowiedzi. Pierwsza jest bardziej oczywista i pragmatyczna: ponieważ żyjecie w niespokojnym świecie pełnym zagrożeń i strachu. Wszyscy wiemy, że dorosłe życie niesie z sobą mnóstwo innych stresorów, które mogą zaogniać zaburzenia lękowe:
- problemy finansowe,
- kredyt/czynsz,
- dzieci/zwierzęta,
- choroby,
- problemy rodzinne,
- starzenie się,
- pewne etapy życia,
- zwiększony zakres obowiązków,
- stresory ze świata zewnętrznego,
- zapracowanie,
- straty,
- żałoba,
- nieuchronny strach przed śmiercią.
Jestem pewien, że lista na tym się nie kończy.
Jesteście w pierwotny sposób zaprogramowani na lęk (czujność, uważność, bycie w pogotowiu), a jednak życie dostarcza wam kolejnych zagrożeń. To karmi uzależnienie od procesów lękowych. Obserwuję, jak ludzie przywiązują się do swojego lęku, jakby był to pas bezpieczeństwa, którego nikt nie odważa się odpiąć.
Druga odpowiedź na pytanie, dlaczego nie możecie odpuścić sobie lęku, sięga głębiej: ponieważ jesteście uzależnieniu od procesu, który w waszym przekonaniu jest konieczny dla waszego bezpieczeństwa. Informacja, która została pierwotnie wpisana w wasz proces lękowy, prawdopodobnie nigdy nie była zaktualizowana. Innymi słowy, lęk oparty na wczesnych traumach może wydawać się równie realny w chwili obecnej, kiedy tylko pojawi się bodziec.
Działa to tak. Dziecko jest gnębione w szkole. Silnie to na nie wpływa, ale sprawa nie zostaje rozwiązana (przepracowana). Dorosły natyka się w pracy na trudnego szefa. Jego lęk zostaje wyzwolony, ale dorosły nie rozumie w pełni dlaczego. Odpowiedź jest prosta. Jego poczucie zagrożenia nie zostało nigdy zaktualizowane. Reaguje jak gnębione dziecko.
Mam teorię, że większość dorosłych ląduje z impetem w dorosłości z nierozwiązanymi problemami z dzieciństwa. W rezultacie lęk idzie w ślad za nimi, niczym fan jadący za ulubionym zespołem.
Problem w tym, że w życiu dorosłym mierzymy się z dorosłymi sytuacjami, które wymagają pewnego stopnia racjonalności i inteligencji emocjonalnej. Czasem lęk może je przytłumić. W wielu miejscach pracy działa dynamika placu zabaw, w szczególności jeśli środowisko jest stresujące.
Czasem żartuję sobie, że praca nad odzwyczajeniem kogoś w terapii od lękowych nawyków przypomina oglądanie zapasów. Klient szamocze się, jak może. Oto kilka przykładów:
- Terapeuta sugeruje klientowi, że może już zacząć odzwyczajać się od niektórych zachowań lękowych. Klient czuje się urażony, że terapeuta nie rozumie, jak mu trudno, i nie czuje się wysłuchany (unikanie).
- Terapeuta sugeruje klientowi, że myśli nie są faktami. Klient odpowiada, że nie zamierza ryzykować. Skąd terapeuta może mieć taką pewność (potrzeba pewności)?
- Terapeuta sugeruje wykorzystanie technik oddechowych. Klient myśli, że to bzdury (opór).
To skomplikowany taniec zapaśników, ale z czasem klient zdaje sobie sprawę, że terapeuta ma dobre intencje, i ostatecznie ulega (w większości wypadków). Jeśli postanowi nie ulec, uzależnienie od lęku trwa w najlepsze.
W kontekście uzależnień słyszymy często o "poddaniu się". Nie inaczej jest i tutaj. Ta praca to ostatecznie akt kapitulacji. Będziecie walczyli z tym, co mówię. Ale ja będę wyrozumiale walczył w odpowiedzi, ponieważ rezygnacja ze schematów uzależnieniowych to dla was przełom.
Muszę zachować tu ostrożność, żeby nie postrzegać samego siebie jako Hulka świata terapeutycznego! Chcę wrócić do kumulowania lęków w życiu dorosłym. Mam nadzieję, że efekt śnieżnej kuli jest dla was zrozumiały.
Oto jak wygląda typowa podróż od uzyskania świadomości do powrotu do zdrowia:
Zaczyna się od nauki zachowań lękowych.
Stają się nawykiem.
Trzymacie się kurczowo nawyku.
Im więcej trudności i wyzwań przynosi życie, tym większą czujecie potrzebę, by trzymać się nawyku.
Wytwarza się nawykowa relacja uzależnieniowa z lękiem.
Życie wpływa na lęk negatywnie.
Chcecie wyrwać się z nałogu.
Zaczynacie rozumieć swoją relację z lękiem.
Zaczynacie dostosowywać się i dokonywać zmian.
Wasza relacja z lękiem przekształca się.
Wasze objawy lękowe stają się lżejsze.
Odzwyczajacie się od procesu lękowego? – przełamujecie nawyk.
Odzyskujecie życie.
Jesteście wolni.
*Publikujemy fragment książki Owena O'Kane'a "Uzależnieni od lęku. Jak porzucić nawyk niepokojenia się" w przekładzie Matyldy Biernackiej, która ukaże się 18 czerwca 2025 roku nakładem Wydawnictwa Znak JednymSłowem.