Wiek średni to dziś często nawet nie środek życia. Zmienić i rozpocząć można niemal wszystko. Aktualne pozostają jednak pytania, które w pewnym momencie wszyscy sobie zadajemy: czy osiągnęliśmy sukces, czy w naszym życiu jest prawdziwa miłość, a nasze życie jest szczęśliwe?
"W moim związku niby wszystko jest OK, on jest dobrym mężem i ojcem, ale czy za rogiem nie czeka wielka miłość? W internecie kontaktuję się z mężczyznami. Nie spotykamy się, ale flirt daje mi poczucie, że wciąż jestem atrakcyjna" – powiedziała mi kobieta po czterdziestce, która jest mężatką i matką.
W jej opowieści mamy rutynę życia codziennego, przyzwyczajenie oraz uwiązanie w postaci domu i dziecka. Do tego dochodzi niepewność, czy to, co nas łączy, to jest jeszcze miłość.
Kobieta, z którą rozmawiałam, wstydzi się swoich poszukiwań. Tłumaczy: "Mam tylko jedno życie".
A relacja nie daje jej satysfakcji. Bardzo możliwe, że mężowi również nie. W okolicach mitycznej czterdziestki wchodzimy w etap rozwojowy, w którym związek domaga się zmiany, ponieważ jesteśmy już innymi ludźmi niż 20 lat temu, kiedy się ze sobą związaliśmy, inaczej patrzymy na życie, mamy inne potrzeby.
Kryzys w związku i kryzys wieku średniego najczęściej są ze sobą tożsame.
Powiedzmy, że wspomniana kobieta ze swoimi dylematami przychodzi do pani.
Ponieważ ślepy zaułek, w którym utknął związek, bardzo często bierze się ze wzorców wyniesionych z rodzinnych domów, z reguły zadaję pytanie: "Czy była pani córką, która nie sprawiała problemów?". Bardzo wiele klientek odpowiada olśnionych: "Ależ tak! Oceny przynosiłam dobre, nie przeżywałam nawet specjalnie okresu dojrzewania czy buntu, a rodzice mnie chwalili, że jestem odpowiedzialna, posłuszna i dojrzała". Rzecz w tym, że w tym samym schemacie kobieta funkcjonuje w relacji z mężem.
Kiedy o kryzysie wieku średniego rozmawiałam z założycielem fundacji Masculinum Jackiem Masłowskim, usłyszałam z kolei o syndromie miłego faceta, który w okresie dojrzewania stłumił swoją naturę i pragnienia, by realizować społeczne oczekiwania.
Zarówno ci mężczyźni, jak i kobiety wywodzą się z rodzin, w których unikało się konfliktów: "W naszym domu jest wszystko dobrze. Jesteśmy grzeczni, mili, uprzejmi". Tyle że nie ma również zwyczaju rozmawiania o emocjach, a z mojego gabinetowego doświadczenia wynika, że większość kryzysów w małżeństwach bierze się właśnie z nieprzepracowanych nastoletnich emocji.
Grzeczne dziewczynki często wchodzą w dorosłość z syndromem ratowniczki. Jest dla nich oczywiste, że to one odpowiadają za relacje w rodzinie oraz emocje męża i dzieci. Jednocześnie są podporządkowane w tym sensie, że ich potrzeby są na szarym końcu. Ratowniczka jest od gaszenia pożarów: mediuje w sporach męża z dziećmi i jeszcze mu mówi: "Kochanie, ty się niczym nie denerwuj, ja to załatwię".
Praca emocjonalna – tak to nazywają współczesne feministki.
Aż w końcu kobieta wchodzi w kryzys wieku średniego i pozwala sobie na luksus zastanowienia się, jak ona się czuje w swoim domu, małżeństwie, rodzinie. Dochodzi wtedy do bardzo smutnej konstatacji, że ona i mąż są już bardzo daleko od miłości, która ich połączyła. Zamiast tego jest zadaniowość.
Kilka dni temu odebrałam telefon od 50-letniego mężczyzny: "Żona się wyprowadziła! Spakowała walizki i odeszła. Nie mam pojęcia dlaczego. Nie było nawet żadnej kłótni!". To jest symptomatyczne dla naszych czasów: że ludzie ze sobą nie rozmawiają. Dzielą życie, ale w sferze emocji tak naprawdę się nie znają. I nagle mają lat 40 plus, sporo zadań odpada w związku z tym, że dzieciaki podrosły, i pojawia się pytanie: czy nas w ogóle coś jeszcze łączy?
Bardzo często kryzysu wieku średniego doświadczają oboje, ale o tym nie rozmawiają, ponieważ nie uświadamiają sobie, że ten kryzys jest informacją o tym, że i ona, i on, i cały ich system rodzinny potrzebuje zmiany. Stare schematy zachowań na tym etapie ich życia już się nie sprawdzą.
Proszę wybaczyć być może banalne pytanie, ale czy katalizatorem tych kryzysów nie jest brak seksu i pojawienie się w relacji trzeciej osoby?
O, brak seksu zaczyna się zdecydowanie wcześniej! Z reguły po pierwszym, drugim dziecku, kiedy mija magiczny okres zakochania, w związku z przepracowaniem, stresem i tak dalej. Aczkolwiek faktem jest, że szczególnie w kryzysie wieku średniego, kiedy człowiek analizuje swój związek i zastanawia się, czy to wszystko, na co go stać, podatność na romanse jest spora. Dać się wciągnąć w wir niesamowitych emocji i wrócić do energii, którą się czuło, mając lat 20 – to jest bardzo kuszące. Zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Pokusa jest silna, ponieważ w relacji seksualnej najłatwiej uzyskać atencję, docenienie i uznanie.
Bywa, że kobiety – podobnie jak mężczyźni – wchodzą w relacje z osobami o wiele od siebie młodszymi. Są przecież naprawdę atrakcyjne: bardzo dbają o ciało, figurę, sprawność fizyczną. Chodzą na pilates, masaże.
Mężczyźni również uprawiają sport, chodzą na siłownię.
Tak, tylko emocje wciąż leżą odłogiem. Chcą się wyżyć w sporcie, ale potem wracają do domu i cały czas są w stresie i zaplątaniu. Słyszę: "Dbam o siebie, ćwiczę, biegam, ale mnie to nie uspokaja. Ciągle się kłócimy z żoną". Kobiety częściej łączą aktywność fizyczną, np. jogę, z rozwojem osobistym. Są bardziej samoświadome.
Wracając do romansów…
Tak kobiety, jak mężczyźni często nie mają odwagi, by podejmować stanowcze decyzje. Nowa znajomość niekoniecznie oznacza koniec starej. Raczej wejście w podwójne życie.
Nieraz bywało, że miałam w gabinecie parę, a z sesji indywidualnych wiedziałam, że jedno z nich pozostaje w równoległej relacji. Sukcesem było, kiedy pojawiało się między nimi na tyle zaufania i zrozumienia, że osoba miała odwagę, żeby się przyznać: "W naszej relacji nie było bliskości, seksu, bardzo mi tego brakowało. Pobiegłem na ślepo za swoimi potrzebami. Bardzo żałuję".
Drugiej stronie łatwiej jest wybaczyć zdradę, kiedy wspólnie pracują nad związkiem. Moja rola jest taka, żeby pokazać, że człowiek czasem instynktownie szuka zaspokojenia swoich potrzeb. A instynktownie oznacza, że nie jest to świadome. Leci za atencją! Za tym, że ktoś się nim zachwyci i będzie non stop opowiadał, jaki to ty "jesteś atrakcyjny, a twoja żona ślepa, że tego nie widzi".
Masłowski twierdzi, że dla mężczyzny najbardziej atrakcyjne w kochance jest właśnie to, że ona go podziwia, docenia.
Kobieta szuka u kochanka dokładnie tego samego! Również ta kobieta, która jest ratowniczką, a obserwowana przez rodzinę i znajomych wydaje się siłaczką, która ze wszystkim da sobie radę i rozwiąże każdy problem. OK, ona trzyma cały świat na swoich barkach, ale gdzie jest zaspokojenie jej potrzeb zauważenia, atencji, podziwu?
Mąż się przyzwyczaił, że ona taka jest, i wcale ani tego nie docenia, ani o nią nie dba. Tym bardziej że uznaje to za normę, bo w jego rodzinnym domu bardzo często matka odgrywała tę samą rolę co teraz żona. Mężczyzna nie zajmuje się żoną, tylko sobą. Idzie z kumplami na siłownię, na piwo i nakręcają się przeciwko kobietom. Opowiadają, jakie to życie rodzinne jest nudne. "Po co mi to w ogóle było?!" W męskich rozmowach bardzo często pojawia się również poczucie krzywdy. "Jestem tylko od zarabiania kasy".
Ale przecież w domu jest żona, która – jak pani mówi – za centrum swojego wszechświata uważa jego oraz dzieci i się nimi opiekuje!
Zgadza się. "Mamuśka". Ale przecież on nie tego szuka i potrzebuje. On chce, żeby docenić i podziwiać jego męskość, a nie żeby partnerka wchodziła w rolę jego matki i była nadopiekuńcza.
Cały problem polega na tym, że i ona, i on nieświadomie powielają wzorce, które obserwowali w swoich rodzinnych domach. I tak samo jak w ich rodzinnych domach nie rozmawiają o uczuciach. Zamiast tego uciekają w ciche dni, niewypowiedziane pretensje, żale. Ona wszystko bierze na siebie, zamiast powiedzieć, w czym oczekiwałaby jego wsparcia.
Słynne: "Zanim ci wytłumaczę, co masz zrobić, zdążę sama zrobić lepiej".
Mamy prozę życia codziennego, w której żona syczy: "Znowu to ja poszłam na wywiadówkę!". Nie mówi: "Słuchaj, fajnie by było, gdybyś następnym razem to ty poszedł do szkoły", tylko się nakręca, że wiecznie to ona to robi, i mu dowala: "Jesteś nieobecnym ojcem!". Dlatego kiedy on z kolegami narzekają na piwie, że żona jest "nie do wytrzymania", "wiecznie nabzdyczona" i "cała w pretensjach", to często jest prawda. Ale prawdą jest też, że są powody, dla których ona tak się zachowuje, tylko że – powtarzam po raz kolejny – w ich domu się nie rozmawia.
A prócz tego, że i kobieta, i mężczyzna mają silną potrzebę bycia w związku zauważonym, docenionym, podziwianym, to liczą się też wzajemność, zaangażowanie i współpraca w prowadzeniu domu i dbaniu o rodzinę.
Co ze związkami, w których nie ma dzieci?
Mimo że obiektywnych trudności życia codziennego jest mniej, te pary również często z czasem się od siebie oddalają.
Bezdzietne pary owszem, spędzają razem czas – i to często w bardzo atrakcyjny, przyjemny sposób: wyjeżdżają za granicę, chodzą na imprezy i do znajomych – ale również nie rozmawiają o tym, co się w nich dzieje. Co czują.
Z jakim terapeutą nie robiłabym rozmowy, wszyscy powtarzają jak mantrę, że ludzie żyją razem, ale nie rozmawiają o uczuciach. Dlaczego?
Dlatego że nie nauczyli się tego w swoich rodzinnych domach! Ich rodzice również wypełniali swoje zadania i obowiązki, odgrywali swoje role, ale nie było zwyczaju, żeby opowiadać, kto czego pragnie i jak się czuje.
Dobra wiadomość jest taka, że to wszystko jest do naprawienia, do nauczenia się. Najważniejsze, żeby obie strony chciały zmiany.
We wszystkim, co pani mówi, czuję ciężar ogromnej pracy, jaka jest do wykonania.
Tymczasem wielu osobom się wydaje – dotyczy to szczególnie kobiet – że ponieważ wzięły udział w tylu weekendowych warsztatach pod tytułem jak wieść szczęśliwe życie, tyle się nasłuchały podcastów i naczytały psychologicznych poradników, to mają kompetencje, by być terapeutami i diagnostami swoich związków.
Kiedy na dzień dobry słyszę: "On/ona to klasyczny przykład narcyzmu! Zajmuje się tylko sobą!", dosłownie opadają mi ręce. Tego rodzaju klasyfikowanie partnerów to niestety jest plaga. Ludzie utykają w osądach, które sami wydają. Wzajemnie się oskarżają, obwiniają. Gdzie tu jest dostrzeżenie drugiego człowieka? Jego osobowości, potrzeb, pragnień?
Gdzie tu jest miłość?
Miłość nie ma nic wspólnego z wymuszaniem, żeby druga strona realizowała moje potrzeby. Z oczekiwaniem: ty mnie zauważ i mi przynoś kwiaty, bo ja tego chcę. Dojrzała miłość oznacza, że nie porównujemy drugiego człowieka do wyimaginowanego ideału, tylko widzimy go takim, jakim jest. Z jego uczuciami, przeżyciami, potrzebami. Ale żeby to osiągnąć, trzeba ze sobą po ludzku rozmawiać. A nie oskarżać: "Ty jesteś narcystyczna, bo myślisz tylko o sobie!".
Na szczęście nie wszyscy działają w tym schemacie. Są mężczyźni – np. po dobrze prowadzonych męskich kręgach – którzy potrafią rozmawiać ze swoimi partnerkami.
I nie traktują ich jak wrogów.
Co więcej, kiedy człowiek zaczyna zaglądać w głąb siebie i uczciwie przygląda się swojemu związkowi, to wcale nie musi być dla tego związku destrukcyjne. Wręcz przeciwnie. Jeśli mężczyzna zobaczy w swojej kobiecie nie "mamuśkę", ale partnerkę, pojawi się szansa, żeby ułożyć ich relacje od nowa. Być może na bardziej satysfakcjonujących zasadach niż kiedykolwiek wcześniej! Możemy odzyskać głęboką miłość, od której nasze wspólne życie się zaczęło, tylko musimy w to włożyć świadome działania. Naprawdę warto! Wszyscy znamy starszych ludzi, którzy podsumowują: "Ja sobie zmarnowałam/zmarnowałem życie!".
Kobieta, od której rozpoczęłam rozmowę, do tego właśnie nie chce dopuścić.
I bardzo dobrze. Jeżeli człowiek czuje, że życie przecieka mu przez palce, to nie ma na co czekać. Najlepiej by było już przy pierwszych oznakach, że się od siebie oddalamy, szczerze o tym porozmawiać. Zacząć działać. Niestety, ludzie często tego nie robią, ponieważ myślą: tak to już jest, tak to musi być. Nie musi!
Powiedziała pani: można ułożyć relacje na nowo tak, by było lepiej niż kiedykolwiek.
Człowiek, który wpadł w kryzys wieku średniego, w to nie wierzy. Obawia się, że będzie już tylko gorzej. Tymczasem ja znam piękne historie, które temu przeczą.
Jeden z klientów był już na etapie odchodzenia od żony, bo tak bardzo było im źle. Zapytałam, jaki był sam początek. Bardzo się kochali! Była namiętność, wspaniały seks. A co wam sprawiało przyjemność? "Jeździliśmy wspólnie na wyprawy motocyklowe" – przypomniał sobie. Opowiadał mi, jak spali pod namiotem i kochali czuć się częścią dzikiej natury. A teraz? "Od lat jeżdżę na wyprawy z kumplami". Dlaczego? W sumie nie wiadomo. Po prostu się stało. Sam wpadł na pomysł, żeby zaproponować żonie wyjazd. Byli dobrze po czterdziestce, dzieci mieli dorosłe. Nic ich nie trzymało. Pojechali. Jak pobyli ze sobą pod tym namiotem, jak im wróciła namiętność! Kiedy ten człowiek mi o tym opowiadał, oczy mu się świeciły!
Koniec końców wszystko zaczyna się i kończy na miłości.
Jeśli ona była u podstawy związku, wtedy jest duża szansa, że uda się do niej powrócić, odkryć siebie na nowo.
Ale powiedzmy sobie szczerze, nie zawsze tak jest. Czasem ludzie związali się dlatego, że "był już najwyższy czas założyć rodzinę, a on się trafił". Czasem ona zaszła w ciążę i on "chciał się odpowiedzialnie zachować". Mijają lata, dzieci rosną i kiedy nawet one przestają ich łączyć, może się okazać, że nie ma już między nimi niczego. Wtedy ich wspólne życie się kończy. To nie musi być tragedia, bo ten koniec daje szanse im obojgu, by otworzyć kolejny etap w życiu na własnych zasadach. Być może z nową osobą, być może samemu, ale w zgodzie ze sobą.
Różnie bywa. To jest życie. To są uczucia. Najważniejsze jest to, żeby być uczciwym w stosunku do siebie i partnera oraz żeby to, czy zostaniemy razem, a jeżeli tak, to na jakich zasadach, było świadomą decyzją obu stron.
Alicja Kuczyńska-Krata. Mediatorka, superwizorka i terapeutka relacji. Preferuje podejścia skoncentrowane na pracy nad relacją: terapeutyczne i transformatywne. Pracuje w duchu porozumienia bez przemocy Marshalla B. Rosenberga. Specjalizuje się w mediacjach dla par potrzebujących wsparcia w budowaniu relacji. Prowadzi mediacje rodzinne, w tym dotyczące opieki rodzicielskiej po rozstaniach i rozwodowe, jak też indywidualne sesje terapeutyczne i rozwojowe w obszarze relacji. Autorka podcastu "SENSytywnie z Alicją" (YouTube, Spotify). Więcej informacji: www.alicjakrata.pl.
Anna Kalita. Fascynują ją ludzie i ich historie oraz praca, która pozwala jej te historie opowiadać. Kontakt do autorki: anna.kalita@agora.pl.