Społeczeństwo
Przyjaźń damsko-męska jest możliwa (Shutterstock.com)
Przyjaźń damsko-męska jest możliwa (Shutterstock.com)

Nigdy się nie pocałowaliśmy

O przyjaźni damsko męskiej najchętniej opowiadają mi kobiety. Na przykład Natalia, która usłyszawszy o tym, że piszę na ten temat tekst, wiedziała, że mowa o niej i jej przyjacielu Kubie.

Natalia ma 40 lat, jest mężatką, mamą dwojga dzieci w wieku szkolnym. Od liceum przyjaźni się z Kubą. Ta przyjaźń rozwijała się jednak latami. – Mam kilku bliskich kolegów wśród mężczyzn, ale z Kubą jestem zdecydowanie najbliżej – podkreśla.

Kuba był chłopakiem, z którym już w liceum Natalia świetnie się dogadywała, mieli podobne poczucie humoru, czuli się przy sobie swobodnie. – Na etapie szkoły byliśmy jednak po prostu kumplami, członkami jednej, większej grupy – opowiada Natalia.

Pierwszym momentem przełomowym w ich relacji było lato po trzeciej klasie liceum, kiedy Kuba pracował na plaży jako ratownik, a Natalia odwiedzała go prawie codziennie z jej ówczesnym partnerem. – Bardzo się do siebie wtedy zbliżyliśmy, Kubie było bardzo miło, że chcemy mu towarzyszyć, doceniał to – wspomina.

W okresie studiów i kilku kolejnych lat rozwój relacji nieco zwolnił. – Imprezowaliśmy od czasu do czasu, ale to tyle, zawsze w większej grupie znajomych. Ja w międzyczasie poznałam mojego obecnego męża, urodziło mi się dziecko – mówi Natalia.

I po kilku latach przyszedł kolejny moment przełomowy. – Kuba świetnie dogadywał się z moim mężem. Postanowiliśmy we troje – plus mój syn – wyjechać na narty. Wymienialiśmy się z mężem opieką nad dzieckiem, więc kiedy nie miałam "dyżuru", czas spędzałam z Kubą. W efekcie kilka dni spędziliśmy na stoku tylko we dwoje. Nigdy nie zapomnę tych naszych rozmów "o życiu" na wyciągach narciarskich. Tak nam się spodobał ten wspólnie spędzany czas, że postanowiliśmy przenieść go na grunt pozanarciarski. Zaczęliśmy się regularnie widywać – a to na rolki, a to coś zjeść – aż w końcu ustaliliśmy stały termin spotkań na wtorek o 13.00 co sześć tygodni i choćby nie wiem, co się działo, to zrobimy wszystko, żeby na tym spotkaniu być – opowiada.

Bez seksu, bez pożądania, tylko emocje. Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa? (Shutterstock.com)

Natalia podkreśla, że w ich relacji nigdy nie było żadnego podtekstu. – Nie potrafię do końca wyjaśnić dlaczego. Kuba był jedynym facetem z naszej licealnej paczki, z którym nigdy się nie pocałowałam. Nawet dla zabawy, podczas jakiejś imprezy czy gry w butelkę. Odkąd się znamy, albo ja byłam w długoterminowym związku, albo on. Nigdy nie postrzegaliśmy siebie nawzajem w kategoriach partnera/partnerki. Zresztą naprawdę zbliżyliśmy się do siebie, gdy byłam już po ślubie. Z Kubą rozmawiamy o wszystkim, również o związkach, zwierzamy się sobie z różnych problemów. Jako mężczyzna często przedstawia mi męski punkt widzenia, co poszerza moje spojrzenie na pewne kwestie, głównie dotyczące relacji damsko-męskich – mówi Natalia.

I podaje przykład: – Byliśmy na łyżwach. Zwróciłam pewnemu mężczyźnie uwagę, że świetnie hamuje. Bo ja tak nie potrafię. Potem on zaczął do mnie zagadywać, ewidentnie mnie podrywał! Powiedziałam potem Kubie, że jakiś koleś się do mnie przystawiał. Na co Kuba: "Chyba żartujesz! To ty go pierwsza podrywałaś". Ja na to: "Ale jak to?!". Kuba wytłumaczył mi, że jak facet słyszy komplement, to jest to dla niego sygnał, że kobieta jest nim zainteresowana i może ruszać na przysłowiowe łowy. Byłam w szoku!

Natalia mówi, że z Kubą nie podejmuje prawdopodobnie wyłącznie tematu kobiecej fizjologii. – Zresztą nie miałby zapewne wiele do powiedzenia – żartuje.

Gdy pytam ją, czy mąż jest o Kubę zazdrosny, od razu zaprzecza. – Kuba od dłuższego czasu jest w poważnym związku. Znam tę dziewczynę, bardzo ją lubię, mamy także własną relację, podobnie jak mój mąż z Kubą. Ani ja dla związku Kuby, ani Kuba dla mojego małżeństwa nie stanowimy żadnego zagrożenia – przekonuje Natalia.

Ponadto Natalia z Kubą zaspokaja swoją potrzebę rozmów, analizowania różnych kwestii, bo Kuba również to lubi, podczas gdy jej mąż niespecjalnie. – Nie jest to dla mnie cecha, którą musi posiadać mój życiowy partner, mogę ją zaspokajać z innymi osobami. Mój mąż wie także, że ja jestem osobą o większych niż on potrzebach towarzyskich, i to akceptuje – w wolnym czasie lubię spotkać się z przyjacielem, on wybiera raczej sport w pojedynkę – podsumowuje.

Natalia podzieliła się z Kubą swoją wersją ich przyjaźni, którą mi przedstawiła. Zaakceptował ją bez zawahania.

Oszukana

Ania, zapytana o jej męskie przyjaźnie, przypomina sobie trzy relacje. Tylko jedna z nich zdołała przetrwać lata.

– O dwóch pierwszych prawie zapomniałam. Jedna była w czasach liceum, druga, gdy mieliśmy po dwadzieścia kilka lat. Obie zakończyły się stereotypowo – w którymś momencie okazywało się, że są we mnie zakochani. O swoich uczuciach poinformowali mnie dopiero po kilku latach znajomości. W drugim przypadku poczułam się szczególnie oszukana, bo przyjaciel zapewniał mnie, że nigdy się we mnie nie zakocha. Obaj mężczyźni, gdy odparłam, że z mojej strony to tylko przyjaźń, przestali się do mnie odzywać – opowiada.

Ostatni męski przyjaciel okazał się tym prawdziwym, szczerym. – Poznaliśmy się 20 lat temu w pracy. Byłam wtedy singielką, on także. Już na samym początku próbował mnie pocałować. Zareagowałam natychmiastowo, mówiąc: "Nie wygłupiaj się! Nigdy w życiu!". Myślałam, że po tym wszystkim będzie niezręcznie, ale nie! Uznał, że już wie, na czym stoi, i od tej pory może po prostu traktować mnie jak przyjaciółkę. Zresztą Robert ma bardzo dużo koleżanek, uwielbia kobiety, z każdą łączy go jedynie przyjaźń. Ma też wspaniałą żonę, którą uwielbiam i po której stronie często staję, gdy jest między nimi jakiś konflikt. Poznał ją zresztą później niż mnie, więc ona wie, że gdyby coś między nami miało się wydarzyć romantycznego, to już by się wydarzyło – przekonuje Ania.

Dlaczego dla Ani Robert jest przyjacielem? – Możemy się nie widzieć pół roku, a jak się spotkamy, to czujemy się tak samo blisko. Opowiadałam mu swoje najczarniejsze myśli, pomagał mi w najtrudniejszych dla mnie chwilach, na przykład gdy przeżywałam ciężkie rozstanie. Mogę zawsze na niego liczyć, dba o naszą relację, nigdy mnie nie zawiódł – opowiada i dodaje: – Bardzo rzadko się zakochuję, jednocześnie lubię przyjaźnić się z mężczyznami. Niedawno poznałam faceta, z którym zaczęłam budować przyjacielską relację, ale mam pewne wątpliwości, czy on nie oczekuje czegoś więcej. Tylko jak się tego dowiedzieć? Zapytać wprost? – zastanawia się Ania.

Ania uważa, że umiejętność budowania emocjonalnej relacji z płcią przeciwną przychodzi z wiekiem. – Ja mam 45 lat, Robert – 50. Oboje mamy za sobą małżeństwo, oboje przeszliśmy terapię. Jesteśmy dojrzali, wiemy, czego możemy od siebie oczekiwać, co sobie nawzajem dajemy, i potrafimy być za to bardzo wdzięczni – przekonuje.

Pojawiło się zafascynowanie

Większość mężczyzn, których próbowałam namówić na zwierzenia dotyczące przyjaźni damsko- męskiej, odmówiła mi rozmowy. Niewielu wyjaśniło swoją niechęć do podejmowania tego, wydawałoby się, luźnego tematu. Jeden ze znajomych na moje pytanie: "Ale dlaczego?", odpowiedział, że o żadnej relacji z kobietą nie mógłby powiedzieć, że jest to relacja przyjacielska. Ma dużo znajomych, koleżanek, ale nie są to tak bliskie relacje, jakie ma z mężczyznami, z którymi czuje się swobodniej, z którymi może porozmawiać chociażby o seksie.

Wtedy przypomniałam sobie o Marku, partnerze mojej dobrej znajomej, który na jednym ze spotkań wspomniał mi o bliskiej mu kobiecie. Zaintrygowało mnie szczególnie to, że wypowiadał się zarówno o jej wyglądzie – że jest bardzo piękna – jak i o tym, co ich łączy.

Bez wahania zgodził się na rozmowę.

Marek ma 45 lat. Swoją przyjaciółkę poznał osiem lat temu na zajęciach sportowych. – Nie mieliśmy okazji bliżej się poznać. Mniej więcej dwa lata później przypadkiem wpadliśmy na siebie na ulicy. Przywitałem się, zaczęliśmy rozmawiać i tak od słowa do słowa umówiliśmy się na spotkanie – opowiada.

Od razu poczuł, że jest między nimi jakieś połączenie. – Świetnie się rozumiemy, mamy podobne temperamenty, lubimy spontanicznie się spotkać, dużo rozmawiamy. Martyna, gdy mnie słucha, całą uwagę poświęca mnie, czuję się dla niej ważny. Mogę z nią też porozmawiać o wszystkim: o sprawach bardzo osobistych, dotyczących relacji, sprawach duchowych. Facetom – przynajmniej tym, których ja poznałem – trudno mówić o emocjach, uczuciach, słabościach. Z żadnym znajomym, kumplem, przyjacielem nie mam tak jakościowej relacji jak z Martyną – mówi.

Marek jest w długoletnim związku z Ewą, z którą ma kilkuletniego syna. Był z nią już wtedy, gdy poznał Martynę.

– Mam dużo większą potrzebę kontaktów towarzyskich niż moja partnerka. Ja jestem ekstrawertykiem, ona introwertyczką, ja jestem spontaniczny, Ewa woli mieć wszystko zaplanowane. Martyna jest bardziej taka jak ja. Ewa rozumie moje potrzeby, nigdy by mi nie zabroniła kontaktów z Martyną. Znają się, lubią. Dla nas to zrozumiałe, że partner nie jest w stanie zaspokoić wszystkich naszych potrzeb – wyjaśnia Marek.

Jednocześnie nie zaprzecza, że były momenty, kiedy czuł zafascynowanie Martyną i zastanawiał się, czy mógłby stworzyć z nią związek.

– Gdy między kobietą i mężczyzną, którzy są heteroseksualni, rodzi się taka bliskość, to jest to moim zdaniem nie do uniknięcia. Takie myśli i uczucia pojawiły się zarówno z mojej, jak i Martyny strony. Dla mnie ważna jest jednak w związku lojalność. Jestem też pewny, że chcę być właśnie z Ewą, a odkąd mamy dziecko, jest to dla mnie bardzo ważne, abyśmy tworzyli zgrany związek, pracowali nad nim. Wiem, jak szkodliwe jest wypieranie uczuć i emocji, które się w człowieku pojawiają. Przyjmuję je, zastanawiam się nad nimi, nie mam poczucia, że zdradzam w ten sposób moją partnerkę – opowiada.

Nigdy nie doszło także między nimi do żadnego zbliżenia, pocałunku. – Jak się spotykamy, to nie leżymy przytuleni, nie ma między nami kontaktu fizycznego. Jednocześnie mówimy sobie, że się kochamy, ale to nie miłość romantyczna, tylko miłość wynikająca z wdzięczności, poczucia bycia ważnym. To jest osoba, z którą wiem, że będę miał kontakt do końca życia – zapewnia Marek.

Przyznaje, że są okresy, kiedy brakuje mu kontaktu z Martyną. – Zanim urodził mi się syn, a Martyna nie była w żadnym związku, spotykaliśmy się prawie w każdy weekend. Odkąd mam dziecko, mam mniej okazji do spotkań. Z kolei Martyna, gdy kogoś poznaje, także poświęca mi dużo mniej uwagi. Jest to dla mnie zrozumiałe, ale bywa, że czuję się odsunięty – wyznaje. 

Marek podzielił się z Martyną swoją wersją ich przyjaźni. Z każdym słowem się zgodziła.

Jasne granice

Jak mówi psycholożka prof. Katarzyna Popiołek, społeczeństwo coraz częściej dopuszcza możliwość zaistnienia przyjaźni damsko-męskiej: – Kultura się zmienia. Młodsze pokolenia zupełnie inaczej podchodzą do relacji niż starsze – seks przestaje być traktowany jako niezbywalny, najważniejszy  element łączący ludzi. Pytam studentów o przyjaźń damsko-męską od wielu lat i o ile dawniej większość pokręciłaby głowami, o tyle dziś znaczna część mówi bez zastanowienia, że taka relacja jest możliwa.

Kilka warunków musi jednak taka relacja spełnić, aby zaistnieć i być szczera. – Podstawowa zasada: relacja musi być pozbawiona pożądania – przekonuje prof. Katarzyna Popiołek.

Twierdzi, że kobieta i mężczyzna heteroseksualni nie mogą budować przyjaźni damsko-męskiej bez postawienia jasnych granic, które oboje akceptują. – Nie mówię, że należy stawiać je w sposób bezpośredni, ale należy odpowiednio odczytywać sygnały lub prowokować sytuacje, które dadzą nam jasność co do intencji drugiej strony i w sposób klarowny przedstawią też nasze zamiary – tłumaczy psycholożka.

W przeciwnym wypadku możemy się nawzajem skrzywdzić.

Jak opowiada, najwięcej nieporozumień między kobietą i mężczyzną w kwestii tego, kto czego może oczekiwać, przypada na wiek 20–30 lat, kiedy większość osób poszukuje stałego partnera/partnerki i jest aktywna na rynku matrymonialnym.

– Nie powinniśmy więc nikogo zwodzić, jeśli wiemy, że nic z tego nie będzie. Gdy mamy wątpliwość, czy nasz męski przyjaciel przypadkiem się w nas nie zadurzył, to lepiej, by wiedział o braku wzajemności. I vice versa. Takie postępowanie zapobiegnie rozczarowaniu i upewni także nas samych, że nie dążymy do zaspokojenia swoich narcystycznych potrzeb, co może się przecież zdarzyć, gdy poczujemy czyjś zachwyt nad nami. Z drugiej strony przyjaźń może przerodzić się w miłość, więc jeśli nie mamy pewności, co czujemy, dajmy sobie czas na poznanie się, pogłębienie tej relacji – mówi prof. Katarzyna Popiołek. I dodaje: – Mężczyźni dużo częściej myślą o seksie niż kobiety. Co innego mogą odbierać jako zachętę do fizycznej bliskości, związku. Kobiety muszą więc dawać jasne sygnały, że łóżko to nie jest kierunek, w którym zmierza ta relacja. Może nie na pierwszym spotkaniu, ale na jednym z kolejnych już tak. W drugą stronę działa to również: jeżeli wiemy, że kochamy, musimy o tym w odpowiednim momencie powiedzieć, a nie tkwić w miłosnej poczekalni.

Żeby przyjaźń damsko-męska zaistniała, muszą być spełnione pewne warunki (Shutterstock.com)

Psycholożka rozumie, że nazywanie swoich uczuć i komunikowanie ich jest dużym wyzwaniem, zwłaszcza dla młodych. – Młodzi dopiero uczą się sygnalizowania pewnych kwestii tak, aby nikogo nie urazić, jak budować relacje z szacunkiem dla drugiej osoby. Kiedy obie strony są na etapie szukania partnera, ranienie się jest jednak do pewnego stopnia nieuniknione – dodaje.

Zobacz wideo Pieniądze szczęścia nie dają. A może jednak...? Rozmawiamy z dr. Tomaszem Stawiszyńskim

Dużo łatwiej jest realizować przyjaźń kobiecie i mężczyźnie, gdy oboje mają już ustabilizowane życia. – W takiej sytuacji to nasz partner czy partnerka musi się wykazać zrozumieniem dla naszej często już wcześniej istniejącej relacji przyjacielskiej. Naszą rolą zaś jest, aby sprawić, że będzie nam on czy ona ufała/ufał na tyle, że nie poczuje się zagrożona/y, pokrzywdzona/y i zrozumie istotę naszej relacji przyjacielskiej. Nie można stawiać wyżej przyjaciela ponad partnera, jednocześnie nie można także sprawić, aby to przyjaciel poczuł się odsunięty, zaniedbany i odrzucony, ponieważ zaczęliśmy być w związku. On też ma swoje prawa, musi także dostosować się do nowych okoliczności – wyjaśnia psycholożka.

Jak przekonuje, dana przyjaźń może sprowadzać się na przykład do tego, że z kimś gramy w brydża albo w tenisa, dyskutujemy o literaturze i tylko w takich okolicznościach się spotykamy. Albo z przyjacielem chodzimy na wycieczki górskie, bo oboje kochamy góry, a nasz partner/ka akurat nie przepada za tego typu aktywnością. – Trzeba pamiętać, że związek nie jest w stanie zaspokoić wszystkich naszych potrzeb. Dobre przyjaźnie wzbogacają nasze życie i sprawiają, że nie mamy wobec partnerów nierealnych oczekiwań – podkreśla psycholożka.

Gdy z kolei tylko my jesteśmy w związku, a nasz przyjaciel czy przyjaciółka jest singlem, to ważne jest, aby miał on/ona świadomość, że nie może pewnych granic przekraczać ani też mieć oczekiwań wychodzących poza przyjacielską rolę. – Jeżeli nie potrafi tego zaakceptować, to powinien się z tej roli wycofać – podsumowuje prof. Popiołek.

Prof. Katarzyna Popiołek. Psycholog społeczny. Jej zainteresowania naukowe koncentrują się wokół problematyki relacji międzyludzkich, sposobów udzielania pomocy i wsparcia, uwarunkowań funkcjonowania w bliskich związkach – jak zmienia je czas, model kariery, odczuwany konflikt roli zawodowej i rodzinnej, specyficzne charakterystyki i doświadczenia partnerów.

Ewa Jankowska. Dziennikarka. Redaktorka. W mediach od 2011 roku. W redakcji magazynu Weekend od 2019 roku. Współautorka zbioru reportaży "Przewiew". Jedna z laureatek konkursu "Uzależnienia XXI wieku" organizowanego przez Fundację Inspiratornia.