"Mężczyźni w kryzysie", "toksyczna męskość", "mężczyźni powinni się zmienić" – słyszymy to od lat. Porozmawiajmy o polskich mężczyznach inaczej, zobaczmy ich z innej perspektywy. Czym żyją, w co wierzą, o czym marzą, jacy chcą być? Czym dla nich jest męskość? Jadę w teren, by to sprawdzić i dowiedzieć się, jakie pomysły na siebie mają mężczyźni w 2025 roku: ci z dużych miast i ze wsi, o prawicowych i lewicowych poglądach, ojcowie, mężowie i single. Nie oceniam, pytam.
Daniel, informatyk z Wrocławia: Chciałem być przy porodzie swojego syna. Spodziewałem się, że to będzie okropne: krew na ścianach, darcie się straszne, jatka i sąsiedzi wezwą policję. Ale ja lubię przygody.
Konrad, przedsiębiorca z Sądeczczyzny: Kiedy matka mnie rodziła, ojciec pił. Ja chciałem poród mojego dziecka przeżyć inaczej. Kiedy moja Weronika zaczęła rodzić, poszedłem spać.
Część pierwsza. Zmierzch
Konrad: Poród był już trochę spóźniony. Wychodzony, bo chodzenie – najlepiej po schodach – jest jedną z naturalnych metod przyspieszenia porodu. Mieszkamy na wsi, tu nie ma za dużo schodów, więc Weronika raz pojechała nawet do Nowego Sącza chodzić w górę i w dół. Ale ostatecznie zadziałał seks – to kolejna z naturalnych metod.
No i wreszcie się zaczęło. Mieliśmy aplikację do liczenia skurczy, która informowała, kiedy zaczyna się poród. Było już dawno po zmroku, kiedy telefon zaczął brzęczeć: jedźcie do szpitala, jedźcie do szpitala.
Zadzwoniłem do położnej. "Spokojnie, jeszcze nic się nie dzieje". Weronika poszła pod prysznic, bo ciepła woda pomaga się rozluźnić, a ja powiedziałem: "Daj mi pół godziny na reset". Chciałem być obecny i w pełni przytomny.
Wszystko było gotowe: dwie walizki spakowane, droga do szpitala przećwiczona, bo był atak zimy i nawaliło śniegu. Włączył mi się tryb akcji, zadaniowy. Zabrać wszystko, rozgrzać auto, zanim Weronika wsiądzie.
Droga pusta, środek nocy, wielki mróz i wiatr zawiewający suchy śnieg. Nie rozmawialiśmy. Weronika oddychała powoli, weszła w stan takiego skupienia i spokoju. Ja byłem w pełni skoncentrowany, żeby bezpiecznie ją dowieźć.
Daniel: To było dla mnie oczywiste, że będę wspierać moją żonę w porodzie. Nie umiem powiedzieć ci czemu. Pytasz o wzorce? Średnie. Ojciec nie był przy moim porodzie. Później też go nie było w moim życiu, chociaż mieszkaliśmy razem. Pił. Jeden raz chciał coś ze mną zrobić i zabrał mnie na pizzę. Był kompletnie napruty.
Ja za to zawsze wiedziałem że rodzina będzie dla mnie ważna. Ożeniłem się z Pauliną, oboje bardzo chcieliśmy mieć dzieci. Kiedy była w ciąży, dużo czytałem i dowiedziałem się, że kobieta powinna być w trakcie tego wysiłku w dobrym stanie psychicznym i że będzie potrzebować kogoś, kto ją akceptuje niezależnie od sytuacji.
Poród przypadł na maj 2020 roku. Ze względu na pandemię zdecydowaliśmy, że odbędzie się w domu. W ciągu dnia były skurcze, potem się uspokoiło, ale czułem, że coś się zbliża, więc zrobiłem ulubioną zupę Pauliny, pomidorową. I pod wieczór znowu skurcze. Zaciągnęliśmy zasłony, bo podobno w ciemności jest większa szansa na poród. Ja zmusiłem się do drzemki około dwudziestej, żeby być w optymalnej formie. Po jakichś 30 minutach żona mnie obudziła i powiedziała, że jest grubo. Zadzwoniliśmy po położną.
Konrad: Dojechaliśmy do szpitala, wyszliśmy z przytulnego samochodu. Tam jest inny świat: zimne LED-y i biurokracja, trzeba wypisać zgody, ankiety osobowe... Lekarka wzięła Weronikę na badanie.
Weronika wróciła wkurzona, wybita z tego spokojnego skupienia, w które weszła w samochodzie. "A, masakra, rozwarcie minimalne". Chodziło o to, że trzeba poczekać, ale Weronika mówiła: "A, bez sensu, jedziemy do domu". I wtedy było moje zadanie: powiedzieć "spokojnie", otulić, uspokoić... Poszliśmy do pokoju porodowego. I się zaczęło.
Antrakt. Tutaj też ojcostwo stało się modne
Magda Urbaniak, położna środowiskowa pracująca w Tucholi i Chojnicach: W pokoleniu moich rodziców, a co dopiero babć, mężczyźni byli odsunięci od opieki nad dziećmi. Oni pracowali, kobiety rodziły i dbały o potomstwo. Te światy się nie przenikały.
Teraz ojcostwo stało się modne. Nie tylko w dużych miastach, tak samo jest w wioskach, do których jeżdżę. Pracuję od 13 lat i widzę, jak dużo się zmieniło w tym czasie. Dwudziestokilkulatki mają oczekiwania dużo większego partnerstwa, ale przede wszystkim mężczyźni sami z siebie chcą być w wychowaniu dzieci obecni. Najliczniej panowie przychodzą na zajęcia praktyczne dotyczące porodu. Uczą się ucisku kości krzyżowej, masażu, jaki mogą robić partnerkom. Opowiadam, jak wspomóc kobietę w różnych pozycjach wertykalnych. O co pytają? O parametry techniczne. Na przykład pod jakim kątem mają się ustawić. Ja pokazuję, oni tłumaczą na swoje i zapisują w zeszycie.
Porody domowe? To nadal rzadkość. U nas nie ma w ogóle położnych, które się tym zajmują. A jeśli chce pan wiedzieć, czy mężczyźni faktycznie przy porodach są, musi pan pytać położną ze szpitala.
Agnieszka, położna z okolicznego szpitala*: Są, prawie zawsze. I przychodzą coraz lepiej przygotowani.
Część druga. Głęboka noc
Daniel: Kolega mi powiedział, że jak będzie zbyt strasznie, to mogę odwrócić głowę i nie patrzeć. Tej myśli się trzymałem, ale na początku nie było tak źle. Przyszła położna, zrobiłem jej kawę i zaproponowałem ciasto.
Paulina była w salonie. To siedziała na kanapie, to chodziła wokół niej, a my kawkowaliśmy. Zagadywałem położną, co dziś robiła, czy ma rodzeństwo, takie bzdury. Kiedy zaczynały się skurcze, podbiegaliśmy do Pauliny, a potem wracaliśmy posiedzieć w aneksie.
Ten etap rozluźnienia nie był za długi. Z każdą kolejną falą skurczów widziałem, że moja żona cierpi coraz bardziej.
Konrad: Kiedy tylko pojawiliśmy się w pokoju, rozłożyłem lampki, światełka, odpaliłem kominek z pachnącymi olejkami, zgasiłem górne światło… Weronika aż się dziwiła, że tak się rozgaszczam. Po jakimś czasie dołączyła do nas położna.
Dużo się przemieszczaliśmy – pod prysznic, na łóżko, na poduchy i piłki. Testowaliśmy te pozycje i szukaliśmy, co będzie najwygodniejsze.
Mijały godziny, rozwarcie było coraz większe. Zmęczenie też rosło. Poczułem, że to dzieje się poza mną i że muszę się przestawić na takie zaufanie… życiu. "Jeden świat się kończy, a drugi zaraz ma się zacząć. To jest niebezpieczne i straszne, ale przede wszystkim to jest naturalne" – uspokajałem się.
Trudne to były godziny. Weronika była coraz bardziej w swoim świecie… A ja? Do tej pory zawsze miałem na wszystko plan, jak to facet. A tutaj trzeba było po prostu być.
Daniel: Trudno było wytrzymać to, że Paulinę tak boli. Chciałem jej wymasować stopy albo lędźwie. "Odejdź! Nie, odejdź!" – mówiła. Była zupełnie gdzieś indziej, w swoim świecie.
Wiedziałem, że te próby ulżenia, wytłumaczenia, że "jeszcze godzinka i przejdziesz to", nie mają sensu. Że to ja chcę się czymś zająć, a to nie o mnie tu chodzi. Pojawiały się we mnie uczucia, że muszę coś naprawić, uratować moją żonę. Pokora. Musiałem sobie przypominać: nie mogę nic, tylko być. Facet chciałby czuć, że panuje nad sytuacją... a ja cieszyłem się, kiedy w końcu mogłem podać ręcznik.
Konrad: Byłem w*******y z bezsilności. Że nie mogę jej jakkolwiek ulżyć. "Niech mnie to dotyczy, a nie jej".
Daniel: W końcu Paulina upatrzyła sobie pozycję, która była dla niej wygodna i do której byłem jej potrzebny. Żeby rozciągnąć mięśnie brzucha, kucała i chwytała mnie za barki i szyję, a ja pochylałem się nad nią. Co dwie–trzy minuty podbiegałem, ona się na mnie wieszała… i byliśmy razem, zjednoczeni w tym wysiłku. To było dobre.
Konrad: Weronika kucała, trzymając się ściany, ja ją asekurowałem od tyłu i masowałem. Z boku stała położna. "Poszczyp ją po brodawkach" – poleciła mi. Ja na to: "Okeeej". Chodziło o to, że stymulacja brodawek pobudza wydzielanie oksytocyny, która ułatwia też skurcze.
Największy kryzys? Przy siódmym centymetrze. Skurcze idą falami. Fala za falą, jak na morzu. Jest chwila ciszy i jeszcze mocniej, i mocniej. Pamiętam, że w którejś przerwie wszyscy tak na chwilę przysnęliśmy. Odpłynęliśmy, Weronika znów krzyknęła i się ocknęliśmy.
Przerażenie? Po dziesiątym centymetrze rozwarcia. Wtedy już nie możliwości, by "przestawić się" na cesarkę, przekroczyliśmy punkt bez powrotu. Zrozumiałem, że trzeba iść w to. I ufać.
Daniel: Polewałem Paulinę wodą w wannie i stałem tak, żeby nie widzieć za dużo. Dużo do niej mówiłem.
Konrad: Weronika leżała na boku, żeby trochę spowolnić akcję skurczową. Wpijała we mnie ręce, ja też ściskałem jej rękę, masowałem i byłem cały czas obok. Ona była całkowicie gdzie indziej. Ja nie spałem już ponad 24 godziny, cały brudny i umazany krwią, i też czułem się jakby poza ciałem, zupełnie wystrzelony. Tak nierealne to było. Z mojej partnerki wychodzi dziecko, jest pogniecione, brudne... Dziwne to jest. Bardzo dziwne.
Rozmawialiśmy wcześniej z Weroniką, że to dziecko będzie miało twarz. Nie umiesz sobie wyobrazić tej twarzy – i nagle to zaczynasz widzieć. Rodzi się dziecko z twarzą. Nasza Mira. Weronika tego nie widziała, więc przynosiłem jej wiadomości. Skurcz za skurczem, coraz bliżej.
Konrad: Werona, tu jest dziecko! Ty jeszcze nie widzisz, ale tu jest dziecko!
Daniel: Jestem z tobą. Pięknie rodzisz.
Konrad: Jestem tu z tobą. Jesteś bezpieczna.
Daniel: Dasz radę. Bóg jest z tobą.
Konrad: Kocham cię.
Daniel: Kocham cię. Zaraz zobaczymy Tytuska.
Część trzecia. Świt
Konrad: Dotknąłem Miry pierwszy raz, kiedy była jeszcze połączona z Weroniką pępowiną. Wzięcie jej na ręce? Jakbyś miał coś ze szkła, nieskończenie delikatnego. Rozpłakałem się. Witasz na świecie dziecko, które doznaje największego w życiu szoku poznawczego, wyszło właśnie z miejsca miłego i ciepłego do zimnego, obcego świata, i chcesz je jakoś otulić i przyjąć, nie zrobić krzywdy temu delikatnemu układowi nerwowemu. Byłem z niej dumny, ona też się napracowała, żeby przyjść na świat.
Rozczulała mnie Weronika: zupełnie bezbronna, wycieńczona ale jednocześnie rozświetlona. Myślę, że tak wyglądałaby Eurydyka, gdyby jednak wyszła z Hadesu. Byliśmy trochę jak bohaterowie filmów akcji, którzy cudem uniknęli śmierci. Ja cały spocony, z tętnem, jakbym skończył sprint, Weronika w pościeli ze śladami krwi… Euforia i niedowierzanie. Głośno mówiliśmy z Weroniką do siebie, było dużo śmiechu. "Ale bym zapaliła" – powiedziała Weronika. Bardzo się z tego śmialiśmy.
Słyszałem komentarze, że po porodzie nie będę mógł patrzeć na moją partnerkę. Bzdura! Niczego to między nami nie zepsuło. Cieszę się, że byliśmy w tym razem i nawet nie wyobrażam sobie, gdzie byłby nasz związek, gdybym ją wtedy opuścił. Przyjaciel opowiadał mi, że zaczął czuć, że jest ojcem, dopiero kiedy jego dziecko miało rok i zaczęło go kojarzyć. Ja po tej nocy pokochałem Mirę od razu, od pierwszej sekundy. Poczułem, że to jest część mnie. Takie – bum! teraz tym się zajmuję. To jest oś, wokół której teraz się kręci moje całe życie.
Z pierwszych dni razem w domu najmocniej zapamiętałem uczucie podczas snu. Uznaliśmy, że będziemy spać razem z Mirą. Co chwila się budziliśmy. Oddycha? Oddycha. Dobra, to śpimy.
Daniel: Położna obiecała, że to nikogo nie będzie boleć, dała mi nożyczki. Pępowinę przeciąłem sam. Po porodzie Tytus był na piersiach mamy, później położna zszyła krocze, ponieważ podczas porodu doszło pęknięcia – to częste przy porodzie, wygoiło się bez śladu.
Położna zajmowała się Pauliną, a ja dostałem to dziecko na swoją klatkę piersiową. Rozpiąłem koszulę, chciałem być jak najbliżej. Miałem ochotę podnieść je do góry jak w "Królu Lwie". Radość jest nie do opisania. Ulga, spełnienie, duma z mojej żony. Do dziś jestem jej za to niesamowicie wdzięczny.
Dziecko na piersi jest bardzo ciepłe, wilgotne, ma przyjemny zapach... Jakby wanilii? A może to moje hormony. Na pewno czułem zapach kokosa, bo olej kokosowy był używany do ułatwienia porodu. Kokosowy dzidziuś. Nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy.
Wszystko działo się przy świecach i słabym świetle. Miałem wrażenie, że przez cały poród jesteśmy na świecie tylko my, salon i łazienka, gdzie wszystko się działo. I nic więcej. Nie było dla nas Wrocławia, naszych rodzin, Polski, nic. Tytus rodził się o brzasku, ale odsłoniliśmy okna kilka godzin później, kiedy położna poszła. Przywitaliśmy nowy dzień, pierwszy raz we trójkę.
Kilka dobrych rad
Agnieszka: Emocje mężczyzn podczas porodu? Od bezsilności i zdenerwowania, przez strach o partnerkę i dziecko po euforię i łzy radości na widok dziecka. Jeśli panowie czują się na siłach, dajemy im przeciąć pępowinę. Czują się wtedy docenieni i dumni, że mogą symbolicznie w tym wydarzeniu uczestniczyć.
Nieraz się panom słabo robi, nie jest to widok dla wszystkich, ale zdecydowana większość towarzyszy do końca. Czasem widać, że ambicja bierze górę: coś obiecali, to chcą się wywiązać.
Najważniejsze jest to, czy partnerzy wspólnie podjęli tę decyzję. Mówię zawsze: nic na siłę. Partnerzy mogą być razem np. podczas pierwszej fazy porodu. Kiedy dziecko przeciska się przez kanał rodny i wychodzi na świat, to partner może poczekać w pomieszczeniu obok i wrócić, kiedy uzna to za stosowne.
Czego na pewno nie robić? Nie przychodzić na poród bez przygotowania: bo się obiecało, bo "wszyscy tak robią". Jeśli mężczyzna nie wie nic o przebiegu porodu, czeka go zderzenie z rzeczywistością, która nie zawsze jest zgodna z jego wyobrażeniem.
Magda: W szkole rodzenia staramy się im wytłumaczyć, jak mogą wspierać partnerkę, żeby nie czuli się zbędni na porodówce, jak mebel, który tylko się przestawia. Po zajęciach wiedzą, jak mogą pomóc, czego się spodziewać, jak się przygotować.
Rada dla mężczyzn: zadbać też o siebie. Nieraz zdarza się, że facet zrobi wałówkę kobiecie, dla siebie nic nie zabierze, a później biedaczce zjada kanapki.
Rada dla par? Zawsze mówię partnerom i partnerkom, że mężczyzna może odmówić. To wcale nie musi oznaczać, że mu na partnerce nie zależy. Może nie czuć się gotowy. Może najzwyczajniej w świecie się bać – i to też jest okej. Na siłę to nie wyjdzie.
Kobietom też powtarzam, że mogą powiedzieć, że wolą być same. Jeśli partner nie jest na co dzień wspierający i akceptujący, to podczas porodu też taki nie będzie. Bo później zdarzają się sytuacje, że kobieta potrzebuje krzyczeć, a on prosi ją, żeby była ciszej. To lepiej, żeby go nie było.
Agnieszka: Czego nie robić w trakcie porodu? Najgorsza jest komórka, kiedy oglądają filmiki albo w coś grają. Nie chodzić co chwila na papierosa. Nie gadać przez telefon.
Nie podcinać skrzydeł. Bywa tak, że wszystko idzie dobrze, kobieta chciała rodzić naturalnie, a mężczyzna nie może już wytrzymać i mówi, żeby cesarkę robić.
A co robić? Dobrze się przygotować, czytać, iść do szkoły rodzenia, rozmawiać z partnerką o tym, jakie są oczekiwania i obawy. W trakcie porodu po prostu być z partnerką. Wspierać ją tak, jak potrzebuje. Chce pan wiedzieć, czy dajecie sobie radę, tak ogólnie, jako faceci? Szczerze powiem: ja myślę, że tak. Zazwyczaj to się aż miło patrzy.
*Imię zmienione. Miejsce pracy i dane Agnieszki znane redakcji.
Kontakt z autorem: jan.rybicki@grupagazeta.pl


